Ekran tytułowy Deathloop

Recenzja Deathloop – małe, zapętlone szaleństwo

Lata 60-te jako inspiracja Deathloop? Biorę w ciemno (źródło: Bethesda)
DATA PREMIERY
14 września 2021
DEVELOPER
Arkane Studios
Wydawca
CENEGA

Dzień Świstaka jest jednym z najcieplej wspominanych przeze mnie filmów komediowych. Głównie za zasługą fenomenalnej pary w postaci Billa Murray’a oraz Andie McDowell. Piszę o tym nie bez kozery, ponieważ najwyraźniej Arkane Studios – producenci Deathloop – też sobie przypomnieli o tym wspaniałym dziele popkultury. Nic dziwnego, to w końcu bardzo wdzięczny koncept, jak na wysokobudżetową grę akcji.

Deathloop – codziennie to samo

Budzisz się wczesnym porankiem na plaży. Jeżeli nie masz kaca, bądź nie zwykłeś mieszkać w Trójmieście, to wiedz, że zdecydowanie coś jest nie tak. Do podobnych wniosków doszedł główny bohater Deathloop, czyli Colt. Mimo że stąpa po piasku Blackreef po raz pierwszy, otoczenie to wydaje mu się podejrzanie znajome.

Reklama

Z hakofalówki, znajdującej się w magazynie, już słychać drącą się Juliannę. Gdy tylko Colt ją podnosi, pannica uprzejmie mu przypomina, że dzisiaj zginie po raz kolejny, więc lepiej żeby tym razem postarał się bardziej. Cel jest bardzo prosty – przerwać pętlę, w jakiej utknął nasz bohater. To, jak sobie z tym poradzi, to zupełnie inna para kaloszy.

Raz, dwa, trzy - Julianna patrzy
Raz, dwa, trzy – Julianna patrzy

Rogalik? Tak naprawdę to nie

Od momentu pierwszej zapowiedzi Deathloop autorzy robili wszystko, żeby ich gry nie przypisywać gatunkowo do rogalików. Nic w tym dziwnego, ponieważ tytuł Arkane Studios w ogóle nim nie jest.

Aby przerwać powtarzający się dzień, gracz musi zabić wszystkich ośmiu wizjonerów, którzy nadzorują działanie pętli. Jest to jednak trudne, ponieważ zostali oni rozsiani po czterech lokacjach w czterech różnych porach dnia – ranek, południe, popołudnie oraz wieczór. Każda pora dnia wiąże się z odmiennym ruchem patroli eternalistów, a także czynnościami, jakich podejmują się wizjonerzy.

Zanim więc odgadniemy prawidłową kolejność wykonywania zadań, ogrom czasu będzie trzeba poświęcić na eksplorację wyspy oraz odkrywanie kolejnych tajemnic na temat wizjonerów, świata, umiejętności, a także działania samej pętli. Jest to niesamowicie intrygujące, bo śmierć w Deathloop tak naprawdę nie ma żadnej konsekwencji. Jeśli Colt umrze w trakcie wykonywania zadania, to bardzo szybko może się podjąć go ponownie, bogatszy o doświadczenie poprzedniego dnia.

Cztery lokacje, ośmiu wizjonerów, jedna prawidłowa kolejność - odgadnięcie jej spędzi Wam sen z powiek
Cztery lokacje, ośmiu wizjonerów, jedna prawidłowa kolejność – odgadnięcie jej spędzi Wam sen z powiek

Jak to działa w praktyce? Jedną z właściwości pętli jest jej niedoskonałość, a raczej podatność na zaburzenia. Z odpowiednimi informacjami, Colt będzie w stanie przenosić część przedmiotów oraz zdobytych umiejętności między kolejnymi iteracjami rozgrywki. Dlatego też początkowo skupiłem się na poznaniu mocy wizjonerów oraz przejmowaniu ich w taki sposób, by główny bohater w każdej kolejnej pętli był silniejszy.

Nie jest to jednak łatwe, ponieważ Deathloop zawiera w sobie ogrom zagadek środowiskowych, które potrafią doprowadzać do frustracji. Nic w tym dziwnego – gra jest stylizowana na stare, szpiegowskie kino. Arkane Studios robi wszystko, by odwrócić uwagę gracza od strzelania i zainteresować go historią nieudanego eksperymentu rządowego.

Irytuje to o tyle, że pod kątami mechanik Deathloop jest naprawdę dopracowanym tytułem. Niezależnie od tego czy przekradałem się do hangarów eliminując eternalistów maczetą, czy też siałem zniszczenie szybkostrzelnym pistoletem, bawiłem się sterując Coltem przednio. Poruszanie się w grze Arkane jest niesamowicie płynne i denerwował mnie fakt, iż gra nie premiuje tego w żaden sposób. Eternaliści są tylko przeszkadzającym tłem, stojącym na drodze do wizjonerów, a eksploracja wyspy, wraz ze znajdowaniem kolejnych dokumentów i nagrań, są o wiele bardziej nagradzane niż odnoszenie sukcesów w strzelaninach.

Momentami odnosiłem wrażenie, że Deathloop karał mnie za zbytnie zaangażowanie w walki z eternalistami. W grze funkcjonuje mechanizm powtórki – możesz dwa razy umrzeć przed ostateczną śmiercią, a gra niczym w Forza Horizon 4, cofnie czas o kilkanaście sekund. Problem polega na tym, że gra cofa gracza nie o określoną z góry liczbę sekund, a do konkretnego punktu kontrolnego, co może oznaczać nawet kilka minut drogi do miejsca śmierci.

Julianna i nikt więcej – problemy Deathloop

Tak samo jak Deathloop nie potrafi wyważyć skupienia na konkretnych mechanikach rozgrywki, produkcja Arkane ma wyraźne problemy z nadaniem priorytetu czynnościom wykonywanym przez gracza. Choć wizjonerów do zabicia jest ośmiu, tylko jeden z nich kąpie się w blasku fleszy. Mowa oczywiście o Juliannie Blake, archiwistce eksperymentu związanego z pętlą.

Zarówno w przerywnikach wprowadzających do gry, jak i w konwersacjach prowadzonych przez hakofalówkę, dynamika między Coltem, a Julianną jest fantastyczna. Widać wyraźnie, że bohaterów łączy bliżej nieokreślona przeszłość, bo ich relacja jest naturalna. W parze z tym idzie fenomenalny voice-acting – dawno nie słyszałem tak świetnych dialogów w grze, która nie pochodzi od PlayStation Studios.

Julianna Blake jest tak ważną postacią w Deathloop, że nawet otrzymała własny tryb rozgrywki. W każdej chwili możemy zaprzestać powstrzymywania pętli jako Colt, by nawiedzić innego gracza w czasie rzeczywistym jako Julianna. Muszę przyznać, iż polowanie na innych Coltów jest dość ciekawym konceptem, zwłaszcza iż z każdym sukcesem, nasza wersja Julianny także staje się coraz silniejsza. Co ciekawe, nic nie stoi na przeszkodzie, by – nawiedzając innych graczy – pomagać im w trakcie odkrywania tajemnic wyspy.

Dlatego też martwi mnie niewykorzystany potencjał produkcji Arkane. Pozostałych siedmiu wizjonerów zostało potraktowanych po macoszemu. Nie otrzymują oni dodatkowych przerywników filmowych, nie wchodzą raczej w interakcje z Coltem, a informacje na ich temat otrzymujemy jedynie z zapisków rozsianych po wyspie i konwersacji z mini-komów. A szkoda, bo każdy z nich ma unikatowe moce i z łatwością dałoby się nimi zaciekawić gracza bardziej, gdyby tylko mieli szanse ich lepiej poznać.

Polskie tłumaczenie Deathloop to klasa sama w sobie!
Polskie tłumaczenie Deathloop to klasa sama w sobie!

Zaawansowana, rządowa technologia

Jeżeli chcemy mówić o technologii napędzającej Deathloop, to mam nieco mieszane odczucia. Z jednej strony, tytuł wykorzystuje pełen potencjał technologiczny, jaki oferuje obecnie PlayStation 5. Śledzenie promieni, mocna haptyka w kontrolerze Dual Sense, 3D Audio – obcowanie z grą Arkane to naprawdę przyjemna sprawa.

Choć graficznie tytuł od Arkane nie niesie za sobą efektu otępienia, największą siłą ich gry jest spójny, unikatowy art-style. Eksploracja wyspy jest nagradzana przez niesamowicie wyglądające miejscówki, którymi też postanowiłem uraczyć czytelników w galerii. Mało tytułów ma tak oryginalny kierunek artystyczny. Nawiązania do kina szpiegowskiego, post-wojennej propagandy, jakieś uśmieszki do gier z serii Fallout – Arkane doskonale wie, co robi, a wartość produkcyjna jest widoczna gołym okiem.

Martwi mnie jednak fakt, że już w pierwszym rzucie ogłoszonych tytułów na PS5 zaczynają się kompromisy. Gracz ma do wyboru trzy tryby działania Deathloop – wydajność, graficzna wierność oraz ray-tracing. Ten ostatni jest okupiony 30 ramkami animacjam. Insomniac Games już pokazało dwukrotnie, że śledzenie promieni w 60 kl/s jest możliwe. Skoro już PlayStation uzyskało roczną ekskluzywność na Deathloop, być może warto było podzielić się z Arkane sekretem, nie kompromitując się 30 ramkami na konsoli nowej generacji.

Wiele lat minie zanim developerzy third-party okiełznają PlayStation 5 w pełni. Deathloop jednak potrafi momentami zrobić wrażenie
Wiele lat minie zanim developerzy third-party okiełznają PlayStation 5 w pełni. Deathloop jednak potrafi momentami zrobić wrażenie

Blockbuster drugiego sortu

Deathloop jest pozycją zdecydowanie wartą uwagi. Tytuł ambitnie bawi się konceptem Dnia Świstaka, tworząc przy tym wiarygodny i angażujący świat. Czego jednak mu brakuje, to przede wszystkim fokus. Pewne elementy gry dostają zdecydowanie więcej uwagi, zaniedbując inne, równie ważne.

Wynikiem tego jest piaskownica, jaką zaoferowało nam Arkane. Choć przerwanie pętli jest głównym celem, deweloperzy zdecydowanie chcą, żeby gracz dał sobie tych kilkadziesiąt godzin na poznanie świata gry, zaangażowanie się w jego lore. Jednocześnie, mimo spójnej stylistyki i naprawdę intrygującej fabuły, zabrakło mi większego skupienia na postaciach, dialogach – próby uczynienia z pętli prawdziwego, żyjącego świata. Zwłaszcza, że próbka możliwości pisarskich w postaciach Julianny i Colta wypada fantastycznie.

Czy na Deathloop warto więc wydać 289 złotych? Dałbym 200, za samą wartość produkcyjną, art-style, dialogi między Coltem i Julianną, a także samą oryginalność konceptu. Dla fanów gier Arkane – zakup obowiązkowy. Reszta może zdecydowanie poczekać na moment, gdy Deathloop straci swoją roczną ekskluzywność i trafi do Xbox Game Pass. A trafi na pewno – światowym wydawcą gry jest Bethesda, należąca do Xbox Game Studios.

Ekran tytułowy Deathloop
Recenzja Deathloop – małe, zapętlone szaleństwo
Zalety
fenomenalna stylistyka gry
dynamika na linii Colt & Julianna
poruszanie się i strzelanie to czysta przyjemność
wsparcie dla Dual Sense & 3D Audio
oryginalne połączenie strzelanki z elementami rougelike
nawiedzanie graczy jako Julianna
Wady
kompromisy w trybach graficznych
zmarnowany potencjał ekspozycji fabularnej
eternaliści to nic nie znaczące mięso armatnie
7
Ocena