Masz technologie wszystkich producentów i jednego smartfona. Jak go zbudujesz?

Każda z firm istniejących na rynku mobilnym ma w swoich urządzeniach atuty i funkcje, które wyróżniają ją na tle konkurencji. Co jednak, gdyby dało się zebrać te wszystkie właściwości według własnego gustu i stworzyć jednego, idealnego smartfona?

Walka o smartfona idealnego trwa w najlepsze i w sumie nigdy się nie skończy. Owszem, zapewne spora garstka osób znajdzie Świętego Graala, ale mi z moim charakterem będzie trudno. Wspominałem Wam, że nie lubię kompromisów, a praktycznie każdy z dużych producentów w swojej ofercie ma smartfony, które je wymuszają. Świetny aparat Samsunga? To już nie czysty Android. Szybkość Oxygen OS? To już nieco wyższa cena. Jakość wykonania od HTC? Cholera, może być kiepsko z aktualizacjami Androida. Nie da się dogodzić wszystkim i to jest całkowicie naturalne.

Zastanawia mnie jednak, co sam bym zrobił i co Wy byście zrobili, kiedy pewnego magicznego dnia okazałoby się, że nagle da się wziąć technologie i autorskie rozwiązania od kilku producentów i przekształcić je we własnego, niepowtarzalnego smartfona – a do tego wszystkiego można podyktować cenę (oczywiście w granicach rozsądku). Zastanawiałem się nad tym chwilę i już wiem, jak mógłby wyglądać mój model. Czy musiałbym iść w jego konstrukcji i specyfikacji na kompromis? Na szczęście nie.

Nie było łatwo, ale w końcu znalazłem swój idealny smartfon. Jak to zrobiłem?

Idealny smartfon nie istnieje

Patrząc na urządzenia mobilne w kontekście „chcę albo nie chcę”, zawszę biorę pod uwagę kilka czynników. Na pierwszym miejscu jest to zdecydowanie design, użyteczność oraz sama estetyka smartfona – dobrze wiecie już, że nigdy w życiu nie kupiłbym czegoś, co posiada notcha. Specyfikacja jest oczywiście na drugim miejscu i najlepiej, aby mój nowy telefon mógł pochwalić się fantastycznym aparatem fotograficznym i wyświetlaczem. Ewentualne przycinki, lagi czy spadki wydajności jestem w stanie przełknąć w zamian za dwie opisane wyżej cechy. Na samym końcu biorę pod uwagę pojemność baterii oraz resztę funkcji, takich jak chociażby złącze ładowania, szybkość modułu LTE i tak dalej, i tak dalej.

Zastanawiałem się dłuższą chwilę nad tym, jak skonstruować swojego idealnego smartfona, wprost z marzeń. Owszem, jego specyfikacja zapewne zmieniałaby się dynamicznie wraz z wprowadzaniem na rynek kolejnych flagowców i średniaków, ale to przecież oczywiste. Używając jednak komponentów dostępnych na dzień dzisiejszy stworzyłem… potwora.

Ale mógłby wyglądać tak:

  • Wyświetlacz: 5,8 cala AMOLED od Samsunga / szkło zakrzywione po obu bokach urządzenia / brak notcha / proporcje 18:9
  • Oprogramowanie: „czysty” Android od Google z modyfikacjami, które znajdują się w smartfonach z serii Pixel
  • Procesor: Qualcomm Snapdragon 845
  • Aparat: sensor Samsunga z Galaxy S9+ / dodatkowy procesor Pixel Visual Core do przetwarzania obrazu
  • Złącze jack i wzmacniacz: DAC z LG V30 / wsparcie dla kodeku aptX i aptxHD
  • Obudowa: aluminiowa bryła od HTC (model One M8) / kolor matowo-czarno lub matowo-szary
  • Bateria: 4000 mAh
  • Czytnik linii papilarnych: na tylnej obudowie smartfona
  • Ładowanie: Dash Charge od OnePlus / USB typu C
  • Pamięć RAM: 6 GB całkowicie wystarczy
  • Pamięć wewnętrzna: 128 GB / slot na microSD (nieobowiązkowo)
  • Dodatkowe funkcje: fizyczny przycisk spustu migawki aparatu / głośniki stereo BoomSound
  • Cena: 3599 zł jest całkowicie do przełknięcia

Warto, żebym pokrótce napisał Wam, dlaczego zdecydowałem się na taką specyfikację.

Zawsze ceniłem sobie wyświetlacze AMOLED od Samsunga – uważam, że z roku na rok Koreańczycy robią je coraz lepsze. Nie przeszkadzają mi podbite kolory i biel wpadająca w niebieski. Jest w porządku. Wybrana przeze mnie przekątna odpowiada tej, którą znajdziecie w Galaxy S8 – nic dodać, nic ująć. Dalej da się to wszystko wygodnie obsłużyć za pomocą jednej ręki.

Oprogramowanie to nic innego, jak czysty Android od Google. Jako były posiadacz Nexusów z jednej strony tęsknię do takiej wersji zielonego robota, a z drugiej… pewnie brakowało by mi w niej kilku funkcji. Jeśli miałbym już jednak wybierać, to tak: to będzie czysty Android.

W kontekście procesora oraz pamięci RAM nie ma co się rozpisywać: najwydajniejszy obecnie na rynku Snapdragon 845 w połączeniu z 6 GB RAM wystarczy mi do wszystkiego. Biorąc pod uwagę moją higienę w przypadku używania smartfona, czasem może być to nawet aż za dużo wydajności na raz.

Aparat to priorytet. Wspominałem o tym wyżej. Mój idealny smartfon miałby sensor z Samsunga Galaxy S9+ uzupełniony czipem Pixel Visual Core do przetwarzania obrazu. Stosując algorytmy Google’a i dokładając do tego technologię i rozwiązania Samsunga, zdjęcia wychodziłyby fenomenalne. Tego typu kombinacja raczej nie miałaby sobie równych – przynajmniej na 2018 rok. Jeśli zaś chodzi o sama rozdzielczość, to nie ma to znaczenia. Zarówno Koreańczycy, jak i Amerykanie udowodnili, że nie trzeba ładować do aparatu wręcz „gigapikseli”, aby osiągnąć zadowalający efekt.

Mój wymarzony smartfon miałby złącze jack mimo tego, że od dawna używam słuchawek bezprzewodowych. Jeśli chodzi o czip znajdujący się na płycie głównej, to wybrałbym rozwiązanie LG – DAC Koreańczyków czyni cuda i wiem, że nie zawiódłby mnie niezależnie od słuchanego gatunku muzycznego. Nikt jeszcze nie narzekał na te przetworniki, więc czemu ja, urodzony maruda, miałbym to robić?

fot. Pexels.com

Obudowa to nic innego, jak ta, która pojawiła się w HTC One M8 – smartfonie, który fantastycznie leżał w dłoni i wyglądał po prostu przepięknie. Jeden kawałek aluminium, zero szkła, solidna i estetyczna bryła – mogę umierać. Naprawdę.

Bateria o pojemności 4000 mAh – patrząc na moją specyfikację, potrzeba by tu mocy. 3,500 mAh od biedy też wystarczy. Im więcej, tym lepiej.

Czytnik linii papilarnych: czy z przodu, czy z tyłu? To kontrowersyjna decyzja w pełni zależna od indywidualnych preferencji. Dla mnie niech będzie z tyłu, najlepiej na środku. Najszybciej i najwygodniej.

Ładowanie baterii o pojemności 4000 mAh mogłoby być szybkie. A nikt nie ładuje szybciej niż OnePlus i jego Dash Charge. Dodatkowo, całe ciepło podczas procesu zostaje w ładowarce, co zdecydowanie mi się podoba.

Jeśli zaś chodzi o pamięć wewnętrzną, to nie potrzebuję jej w ogromnej ilości. 128 GB bez slotu na micro SD wystarczy. Jeśli zaś już ze slotem, to każda wartość jest okej. Da się przeżyć.

Końcówkę zostawiłem sobie na ewentualne dodatkowe funkcje i możliwości, które mogłyby znaleźć się w moim wymarzonym smartfonie. Wspomnę tu tylko o zapomnianym przez producentów fizycznym przycisku na obudowie do robienia zdjęć (uwielbiałem za to smartfony z serii Xperia Z) oraz o głośnikach HTC BoomSound – grały fenomenalnie, jak na swoje czasy.

To wszystko mogłoby się zamknąć w cenie 3599 złotych. Niech stracę, niech będzie nawet i 3999 zł, byle ktoś zrobił mi takie urządzenie na zamówienie.

Wasz przepis

Mój pomysł już znacie, jednak to jeszcze nie koniec, bowiem jestem ciekaw, co Wy wymyślilibyście w przypadku swojego przepisu. Czy różniłby się on znacząco od tego, co zawarłem u siebie? Na pewno tak, bowiem każdy ma inne preferencje.

Możecie więc śmiało puścić wodze fantazji i stworzyć z pozoru „idealną” konstrukcję. Nie przesadźcie tylko z ceną. iPhone’a X to my tutaj nie chcemy… ;)

A Kasi pomysł na idealnego smartfona znajdziecie w poniższym wpisie:

Przemyślenia po CESie, czyli jaki powinien być smartfon idealny?

Komentarze

Komputronik Dell
Logowani/Rejestracja jest chwilowo wyłączona