Samsung Galaxy S8 po miesiącu – kilka rzeczy mnie irytuje, ale i tak kupiłbym go ponownie

Zachwyty i peany nad Samsungiem Galaxy S8 wylewają się z ust wielu osób. Cały czas jednak, z uporem godnym lepszej sprawy, będę twierdził, że smartfon idealny nie istnieje i najpewniej nigdy istnieć nie będzie. Dziś opowiem Wam o tym, co we flagowcu od Koreańczyków z południa mnie wkurza.

Lista grzechów Galaxy S8 nie jest długa, przynajmniej moim zdaniem. Smartfona mam już niemal miesiąc, jest to więc czas, w którym obiektywnie można wyłapać wszelkie niedoróbki oraz rzeczy, na które uprzednio nie zwróciłem swojej uwagi. Nie można jednak obok nich przejść obojętnie. Zresztą, zobaczcie sami:

Obudowa

Obudowa ma dwa grzechy główne. Nie są to rzeczy wielkiej wagi, no ale skoro piszemy o wadach, to trzeba poruszyć temat dogłębnie i obiektywnie. Ostatecznie mówimy przecież o sprzęcie wartym ponad trzy tysiące złotych. I tak, na pierwszy plan oczywiście wysuwają się niemal nieskończone w swoim potencjale tendencje smartfona do palcowania się. Czarna wersja kolorystyczna powinna nosić dopisek „Fingerprint Edition” ;).

Jestem więcej niż przekonany o tym, że w sterylnych laboratoriach smartfon wygląda cudownie, jednak jeśli nie doposażycie go w jakąś folię ochronną bądź case’a, to urządzenie niemal zawsze wygląda po prostu na zabrudzone.

Druga z rzeczy, to relatywnie luźne umocowanie przycisków funkcyjnych ze szczególnym naciskiem na klawisz dedykowany dla asystenta Bixby (swoją drogą, w mojej ocenie jest to przycisk zupełnie zbędny). Nie mam tutaj na myśli tego, że klawisze latają jak oszalałe, gdy tylko poruszymy smartfonem, jednak przykładając palec i przemieszczając go w osi góra-dół, jestem w stanie delikatnie wpływać na położenie przycisku.

Jest to uczucie do pewnego stopnia dziwne, dyskomfortowe. W moich flagowcach zawsze wszystko było umocowane wręcz idealnie, a ostatnie luzy w osi góra-dół zauważyłem w jakimś testowym średniaku o wartości nie większej niż 1500 złotych. Funkcjonalność przycisku pozostała wzorowa, zresztą tak samo, jak jego kolegów ulokowanych wyżej, jak i na przeciwnej ścianie obudowy, jednak nadal nie mogę do tego przywyknąć. Może to kwestia technologii, może mojego egzemplarza, trudno wyczuć.

O skanerze nagadałem się już tyle w recenzjach, że pominę tę kwestię. W telegraficznym skrócie, dla osoby leworęcznej jest on ulokowany niemal wzorowo. Praworęczni – sprawdźcie sobie, czy aby przypadkowo nie trafiacie opuszkiem palca w optykę aparatu. Wystarczy kilkanaście minut w sklepie z elektroniką użytkową, nie trzeba więc wcale wielkiej fatygi, aby rozeznać ten jakże ważny element flagowca.

System operacyjny

Mam tylko trzy małe zastrzeżenia, z czego jedno wynika z moich starych nawyków, które są efektem wieloletniej owocnej współpracy z urządzeniami innej firmy. Po pierwsze, wkurza mnie mały „dymek” z szybkim podglądem wiadomości SMS. Jest on toporny w obsłudze i niemal zawsze kończy się na konieczności rozwijania górnej belki, żeby odpisać na wiadomość tekstową jak najszybciej.

Druga rzecz, również będąca bardziej wyuczonym nawykiem, a nie realną wadą, to trudny dostęp do ostatnio uruchomionych, ale już wyłączonych aplikacji. W starym smartfonie za ich odpalenie odpowiadał gest przeciągnięcia palcem od góry do dołu po ekranie. W Samsungu Galaxy S8 producent zachował ten gest dla wejścia w menu i to jest jak najbardziej spoko. Jednak tapając na szybką wyszukiwarkę programów stale i niezmiennie widać tam programy rekomendowane, które w dość małym stopniu pokrywają się u mnie z tymi, których bym w danej chwili potrzebował.

Są też szybkie skróty bazujące na ostatnich programach, jakich szukałem, jednak co dość ciekawe, system bazuje na wpisanych fragmentach słów, a nie na uruchomionych w ich efekcie aplikacjach. Przykładowo, jeśli wpisałem „kalk”, żeby włączyć kalkulator, widzę właśnie to słowo „kalk”, a nie aplikację Kalkulator. To dziwne i nieergonomiczne, bo muszę tapnąć raz jeszcze na to słowo i dopiero wtedy, z wielkiej łaski, widzę aplikację Kalkulatora. Wyświetlenie ostatniej aplikacji, a nie fragmentu słowa zmniejszyłoby więc ilość tapnięć użytkownika o 50%.

Ostatnia rzecz, to comiesięczne łatki bezpieczeństwa. Produkt nowy, piszę ten artykuł 19 maja, a łatki zabezpieczeń dalej datowane są na 1 kwietnia. Widać, prima aprilis trzyma się w swoich posadach całkiem mocno. Jest to dla mnie o tyle dziwne, że Samsung Galaxy S7 edge, a także kilka topowych urządzeń innych firm, otrzymało już należyte łatki bezpieczeństwa na nowy miesiąc.

Bixby, ty nudziarzu

Trudno mi powiedzieć o Bixby coś innowacyjnego. Dobra, może i szukanie obrazami (zdjęciami?) jest całkiem fajne i miewa tendencje do nadspodziewanie płynnej pracy, jednak w polskich realiach tego typu asystent, choćby nie wiem jak cudownie działał po angielsku, będzie tworem, z którego skorzysta stosunkowo mały procent posiadaczy ósmej Galaktyki. Ironia losu, zablokowanie tego przycisku dla innych zastosowań, nawet dla wewnętrznych programów Samsunga (a aż prosi się tutaj o przykładowo szybki skrót do przeglądarki, bezpiecznego folderu czy aparatu lub spustu aparatu) to rzecz, która po prostu mnie przerasta. Sammy – why?!

Bateria

Miałem kilka aktywnych dni, podczas których biegałem po Warszawie między kilkoma eventami związanymi z branżą mobilną. Było fajnie, jednak jednocześnie co jakiś czas ratując się telefonem jako podręczną nawigacją, korzystając z e-rozkładu jazdy, bateria topniała w oczach. Smartfon za każdym razem dawał radę, jednak gdybym musiał odwiedzić o jedno-dwa miejsca więcej, kręcąc tam przy okazji jakieś wideo, to jestem niemal pewien, że pod wieczór biegałbym po mieście z ładowarką i szukał dostępu do kontaktu poczciwą metodą „na sępa” ;)

Po miesiącu użytkowania Galaxy S8 jestem w stanie potwierdzić swoją wcześniejszą hipotezę: dzień relatywnie intensywnego korzystania z urządzenia, półtorej dnia typowego, przeciętnego użytkowania z urządzenia i pora ponownie uśmiechnąć się do ładowarki. Na szczęście, ta w zestawie jest szybko-ładująca, tracimy więc relatywnie mało czasu.

Głośnik uczy pokory

W jakim aspekcie Samsung Galaxy S8+ ma przewagę nad zwykłą „es-ósemką”? Ano właśnie w głośniku. Moduł jest dokładnie taki sam, ale w „zwykłej” wersji flagowca, za sprawą jego gabarytów ten moduł jest dość podatny na przesłonięcie go dłonią, zwłaszcza jeśli gramy w gry w orientacji poziomej. Potrafi to solidnie wkurzyć. Cały czas uczę się układać prawą dłoń w jak najlepszy sposób, aby znaleźć przysłowiowy złoty środek między komfortem a odległością ręki od głośnika. Idzie mi coraz lepiej, jednak bez dwóch zdań Galaxy S9 powinien posiadać frontowe głośniki stereofoniczne. Nie widzę innej opcji.

Wady wadami, ale pora podsumować Samsunga Galaxy S8

Jak sami widzicie, nowy flagowiec z Korei Południowej ma swoje za uszami. A to Bixby, a to bateria czy kilka specyficznych rozwiązań od strony oprogramowania. Pora jednak odpowiedzieć sobie na kluczowe pytanie, które na dobrą sprawę wisiało w powietrzu już gdzieś tak od drugiego akapitu.

Czy kupiłbym Samsunga Galaxy S8 jeszcze raz? Tak, zdecydowanie. Olśniewający ekran, Samsung Experience, dopieszczone aplikacje zdrowotne oraz absolutna wisienka na torcie, jaką jest zarówno główna, jak i frontowa kamerka to te rzeczy, które w codziennym użytkowaniu sprawiają, że o wadach można niemal zapomnieć.

Pamiętacie, jak pisałem, że w Warszawie musiałem korzystać z telefonu, szukając przykładowo połączeń autobusowych? Trzeba tu też dopowiedzieć, że szukałem tych informacji na niespotykanym dla mnie wcześniej poziomie komfortu: słoneczny dzień, żar leje się z nieba, ludzie patrzą na swoje telefony, ślepiąc na nie, jakby dopiero co wyszli z kanałów, a ja po prostu zwiększam jasność ekranu do około 60-70% i cieszę się wzorową widocznością pokazywanych na ekranie danych. Bez ślepienia, bez zasłaniania urządzenia dłonią, bez konieczności szukania cienia. Genialne, wspaniałe i totalnie komfortowe. A przypominam, że lato dopiero przed nami ;)

Kilka godzin później, bo tak się fajnie złożyło, że nie wziąłem karty SD do swojego aparatu, z tego samego telefonu strzelam więcej niż dobre zdjęcia oraz rejestruję więcej niż zadowalające wideo „z ręki”. Do wyboru, 4K lub FHD. I to wszystko tutaj po prostu gra i huczy aż miło. Mam pełen luz w kwestii wydajności i kultury pracy, a sam smartfon wygląda przy tym wszystkim więcej niż świetnie.

Wady wadami, jednak mój Galaxy S8 sprawdza się. I gdyby ktoś zapytał mnie, czy warto, to z czystym przekonaniem powiedziałbym, że ilość zalet urządzenia dość jednoznacznie przysłania ilość wad smartfona. Brawo, Samsung! 

Smartfon nie jest samplem recenzenckim (tak, naprawdę go kupiłem), a Bixby to nadal wielki nudziarz ;)

Komentarze

Mediaexpert - mistrzowskie przeceny!
Logowani/Rejestracja jest chwilowo wyłączona