Wielka kompromitacja Bethesdy. Czy studiu uda się odzyskać zaufanie graczy? | Tabletowo.pl

Wielka kompromitacja Bethesdy. Czy studiu uda się odzyskać zaufanie graczy?

Dołącz do dyskusji 0

Bethesda to jedno z najbardziej znanych i od jakiegoś czasu najmniej lubianych deweloperów na rynku gier. Studio ma na swoim koncie prawdziwe perełki, które dzisiaj zyskują miano kultowych. Gdy przeniesiemy się nieco w przeszłość, ujrzymy w świetle chwały takie produkcje, jak The Elder Scrolls: Morrowind czy Fallout 3, które wciąż doczekują się licznych aktualizacji ze strony moderów. Parę lat później wychodzi Skyrim – najgłośniejsza premiera 2010 roku, która z miejsca podbija serca graczy na całym świecie. I w końcu gwałtowna jazda w dół – od Fallouta 4 do Fallouta 76. Ten drugi zapracował sobie na miano najgorszej gry 2018 roku, a firma z Rockville stanęła w oko w oko z rozwścieczonymi konsumentami. Rozpaczliwe próby zrehabilitowania się w oczach graczy zakończyły się jeszcze większymi problemami. Czy w takiej sytuacji Bethesdsa ma jeszcze szanse odbudować nadszarpniętą reputację? Spróbujmy to wspólnie przeanalizować.

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce

Możecie wierzyć lub nie, ale dawno, dawno temu Bethesda wkładała w produkcje swoich gier mnóstwo serca i pracy. Tytuły od tego studia tłumnie gościły na mojej growej półeczce, a przygody, które mi zaserwowały, wspominam doskonale do dzisiaj. Morrowind swego czasu był dla mnie grą ponadczasową. Ogromny, otwarty świat, w którym mogę udać się dokądkolwiek zechcę był czymś, czego wcześniej nie spotkałem w żadnej innej produkcji. Fabuła nie zmuszała nas do podejmowania questów, ani kroczenia wytyczoną ścieżką, jak po sznurku. Przeciwnie – Morrowind oferował pełną swobodę dosłownie na każdym etapie rozgrywki. Nie można też odmówić Bethesdzie talentu do tworzenia pięknych, wręcz magicznych krajobrazów, które przykuwały wzrok na długie minuty. No i te soundtracki… akurat na tym polu gry Bethesdy wygrywały praktycznie z każdą inną produkcją.

Kontynuacja Morrowinda, czyli The Elder Scrolls: Oblivion nie była zbyt udana. Twórcom albo zabrakło pomysłu, albo czasu, żeby doszlifować poszczególne elementy rozgrywki – od mechaniki walki, po wątki fabularne, a na tysiącach bugów kończąc.

Fallout 3 jako pierwszy z serii zafundował nam otwarty świat, odchodząc w ten sposób od idei rzutu izometrycznego znanego z poprzednich części. Według mnie wyszedł jednak z tej batalii obronną ręką, bowiem przygody przeżyte w zrujnowanym Waszyngtonie czy wysadzenie miasta Megatona miały w sobie coś epickiego.

Podsumowując, można by rzec: „kiedyś to było…”, bo w gruncie rzeczy z dawnej Bethesdy zostały jedynie wspomnienia i ich stare produkcje.

Po tylu latach Oblivion i tak nie wygląda najgorzej

Fallout 4 jako przedsmak całkowitej klęski studia z Rockville

Zanim zostaliśmy rozstrzelani Falloutem 76, mieliśmy nieprzyjemność wkroczenia do świata Fallouta 4. Już wtedy Bethesda jakby natchniona zabugowaniem wszystkiego od Vvardenfell pod szczyt Góry Siwobrodych w Skyrimie, postanowiła rozbestwić się w tym procederze jeszcze bardziej.

Fallout 4 był istną kopalnią błędów i niedociągnięć. Mało która rzecz została wykonana starannie – świat wyglądał jakby miał się zaraz rozlecieć, ale nie z powodu zrzucenia kolejnej atomówki, lecz dzięki zasypaniu go kolejnymi bugami. Przyznam szczerze – to bolało. Bolało dlatego, że po świetnym Falloucie: New Vegas od Obsidiana liczyłem na powrót do mojej ukochanego postapokaliptycznego uniwersum. Niestety, zastało mnie tam wyłącznie rozczarowanie.

To był jednak dopiero przedsmak tego, co zgotowała Bethesda w listopadzie 2018 roku. Panie i Panowie – przed Wami jedna z największych klęsk deweloperskich w dziejach gamingu – Fallout 76!

To tylko jeden z wielu klasycznych bugów w Falloucie 4

Gdy w czerwcu ubiegłego roku na targach E3 w Los Angeles Bethesda zaprezentowała swoje najnowsze dzieło w uniwersum Fallouta, byłem zaskoczony. Zaskoczony dość pozytywne, bo puściłem wodze wyobraźni i pozwoliłem jej na imaginację tego w gruncie rzeczy ciekawego pomysłu.

Większość osób nie podzielało już wtedy moich odczuć, a wokół Fallouta 76 zaczęły rosnąć liczne kontrowersje. Trzeba przyznać, że firma z Rockville miała łeb na karku, bo swoją prezentację zakończyła kilkunastosekundowym zwiastunem, a w zasadzie nic nie przedstawiającym klipem odnoszącym się do TES VI. To był genialny ruch, bo gracze zamiast skupić uwagę na multi-Falloucie, oddali się w całości ekstazie związanej z nowym The Elder Scrolls. Jak pokazała przyszłość – to był tylko jeden udany ruch Bethesdy.

Swoją drogą, gdyby Blizzard podczas BlizzConu zrobił podobnie i ogłosił Diablo 4 na końcu (rzucając na żer jakiś króciutki zwiastun), a w środek prezentacji włożył Diablo Immortal, to być może uniknąłby tak wielkiej fali hejtu. Efekt kanapki, czyli wsadzania kontrowersyjnego produktu pomiędzy dwa wyczekiwane to doskonały i sprawdzony chwyt marketingowy. Szkoda, że Blizzard o tym nie pomyślał. Ale dość dygresji. Jak już wspomniałem – nad Falloutem 76 zbierały się czarne chmury, ale nikt się jeszcze nie spodziewał, że lunie z nich taki deszcz.

Fallout 76 – jedna z największych kompromitacji w dziejach gamingu

Gdy przeczytałem pierwsze recenzje Fallouta 76 nie wierzyłem, że może być aż tak źle. Postanowiłem więc przekonać się o tym na własnej skórze. Zaparzyłem sobie mocnej kawy, usiadłem wieczorem do komputera, odpaliłem grę i… scrashowala. Pomyślałem, że to jednorazowe, ale sytuacja powtórzyła się kilkukrotnie. Później starałem się wczuć w klimat postapokaliptycznej rzeczywistości, lecz przeszkadzały mi w tym setki bugów i problemy z komunikacją z innymi graczami. Wyglądało to wszystko naprawdę fatalnie. Walczyłem ze sobą przez kilkanaście godzin, licząc, że stanie się cud i gra zaoferuje coś, co mnie wciągnie – niestety tak się nie stało.

Podobną skalę pomiędzy grą a bugami widziałem jeszcze w tylko jednej produkcji – w Gothicu 3: Zmierzch Bogów. Różnica była taka, że ten po wprowadzeniu kilku patchów stał się całkiem grywalny. Bethesda zaś udostępniła zupełnie niegotową grę i zapłaciła za to straszliwą cenę – cenę reputacji.

Mało tego! Gdy gracze domagali się zwrotu pieniędzy za „niekompletny” produkt, ale reklamacje nie były uwzględniane. W konsekwencji przeciwko Bethesdzie planowano nawet pozew zbiorowy! Później na dokładkę mieliśmy mniejsze i większe aferki związane z wysyłaniem niekompletnej edycji kolekcjonerskiej (kryptonim: torba z nylonu). W skrócie chodziło o to, że torba dołączana do kolekcjonerki była wykonana z dużo gorszego materiału niż zapowiadano. Na początku Bethesda zapierała się, że zdjęcie promocyjne edycji kolekcjonerskiej przedstawia prototyp i że nie zamierzają z tym niczego zrobić. Później jednak na oficjalnym koncie pojawiły się przeprosiny, a firma stwierdziła, że za tę niegrzeczną wiadomość odpowiedzialny jest zatrudniony tymczasowo pracownik. Torbę zaś podmieniono, bo zabrakło potrzebnych materiałów. Musicie przyznać, że ta historia nadawałaby się świetnie na scenariusz do nowego filmu Monty Pythonów…

Bethesda mocno wystraszona działaniami graczy i spadającą reputacją zdecydowała się przełożyć The Elder Scrolls: Blades na przyszły rok. I w sumie wcale się temu posunięciu nie dziwię. Po tak kontrowersyjnym i niekompletnym tytule, jakim jest Fallout 76, dopracowanie pozostałych produkcji powinno być dla Bethesdy priorytetowe. Idealnie podsumowuje to poniższy filmik.

Można by było jeszcze długo wymieniać wpadki Bethesdy. Jakiś czas temu głośno było o banowaniu graczy za używanie modów. I nie chodziło tutaj wyłącznie o mody dające przewagę nad innymi osobami, ale także o kosmetyczne zmiany poprawiające tekstury.

Firma podjęła też stanowcze kroki przeciwko graczom, którzy znaleźli tzw. pokój deweloperski ze wszystkimi przedmiotami. Bethesda wywołała tym samym kolejne kontrowersje. W końcu jak można gasić pożar własnymi konsumentami?

Warto dodać, że w 2017 roku twórcy Skyrima próbowali wprowadzić podatek od modów. Jak dobrze wiemy, społeczność moderska w grach Bethesdy jest nadzwyczaj aktywna. Niektóre rozbudowane mody, jak chociażby Enderal, mogą śmiało konkurować z pełnoprawnymi RPGami. Swoją drogą, Enderal jest największą i chyba najznakomitszą produkcją na bazie Skyrima. Całkiem spory świat, świetny dubbing, nowa, wciągająca historia, zmienione drzewko rozwoju postaci i cała masa pomniejszych zmian zrobiły na mnie gigantyczne wrażenie. Jeśli więc kochacie Skyrima, to koniecznie musicie zaznajomić się z tym tytułem.

Przestarzały silnik Creation Engine i dziesiątki aktualizacji do Fallouta 76 – czy to coś zmienia?

Możemy gdybać, że porażka Fallouta 76 to wina ograniczonego i przestarzałego silnika, ale jak pokazuje Enderal – nawet z takimi ograniczeniami można stworzyć fantastyczną grę. Bethesdę gubi zarówno pycha i arogancja, jak i brak serca we wkładaną przez zespół pracę.

Oczywiście tak sędziwy silnik utrudnia proces stworzenia dobrej gry, ale nie jest on przecież warunkiem koniecznym. W przypadku Bethesdy jest to raczej celowe działanie w stylu: minimum wysiłku, maksimum zysku.

Przed sukcesem zawsze podąża jakaś zmiana, która wiąże się z podjęciem ryzyka. W przeciwnym razie mamy do czynienia ze stagnacją bądź czymś w pokroju powolnego regresu. Bethesda zamknęła się w sprawdzonym i działającym dotychczas systemie, nie dopuszczając myśli o zmianie. Mam nadzieję, że te potężne wstrząsy wywołane skandalami wokół Fallouta 76, zmienią nastawienie firmy, co z kolei wpłynie na lepsze jakościowo tytuły w przyszłości.

Wrócimy jednak do Fallouta 76. Bethesda od miesięcy próbuje aktualizować swoje „dzieło”, co bardziej wygląda na reanimację trupa niż prawdziwą akcję ratunkową. Być może jest w tym jednak jakaś logika, a twórcy mają plan doskonały, który zaowocuje przyciągnięciem graczy i odbudową utraconej reputacji? Nie jest to wcale przesądzone, ponieważ firma już teraz zapowiada gigantyczne zmiany w strukturze rozgrywki i nie tylko.

Żeby to tak wyglądało w rzeczywistości…

Pomijając pomniejsze aktualizacje, które polepszyły stabilność serwerów i jakość zabawy (jak chociażby eliminacja części bugów), Bethesda zaczęła dodawać do swojej gry zupełnie nowy kontent. Stopniowo dodawane będą nowe zadania, tryby, wydarzenia sezonowe czy przeróżnego rodzaju niespodzianki. Parę dni temu Fallouta 76 wzbogacono o pierwsze darmowe rozszerzenie zatytułowane Dzikie Appalachy, które oferuje nowy tryb „Przetrwanie” – coś rodem ze Strefy Mroku w The Division, gdzie wszelkie zasady zostają zniesione na rzecz krwawego PvP. Wraz z tym dodatkiem doszły także nowe zadania, rozbudowano system rzemieślniczy i udostępniono kilka sporawych lokacji.

Bethesda już zapowiedziała, że latem zadebiutuje rozszerzenie Nuclear Winter, które umożliwi chociażby nowe napady na krypty (otworzą się również krypty 96 i 94) i doda kilka świeżych funkcji dla graczy. Największa niespodzianka ma nas jednak czekać pod koniec roku, bo wtedy twórcy Skyrima planują wypuścić największy z dotychczasowych dodatków. Mowa o Wastelanders – przyniesie on m.in. nowe frakcje i całą masę niespodzianek, o których na razie niewiele wiadomo.

Czy wkładanie takiego ogromu pracy w grę, do której przylgnęła łatka gniotu i niewypału ma w ogóle sens?

Wydaje się, że tak, bo gracze nie są specjalnie pamiętliwi i łatwo ich udobruchać miłymi gestami w formie niezapowiedzianych eventów i góry aktualizacji usprawniających rozgrywkę. Gdy zerkniemy na social media Bethesdy, to zobaczymy, że stosunek hejtu do pozytywnych komentarzy powoli się zmniejsza. Posty twórców Fallouta 76 lajkuje coraz więcej osób, a spora część graczy chwali Bethesdę za wprowadzane zmiany i niechowanie głowy w piasek.

Jeśli taki trend się utrzyma, a Fallout 76 będzie wciąż rozwijany, to jest jeszcze szansa, że gra faktycznie utrzyma się na powierzchni. Nie wróżyłbym tutaj jakiegoś wielkiego przewrotu, ale tytuł z pewnością doczeka się grona wiernych fanów, którzy będą go podtrzymywać przy życiu najdłużej jak tylko się da. No chyba, że Bethesda faktycznie jeszcze czymś zaskoczy, co przechyli szalę, na którąś ze stron.

Pamiętajmy także, że studio z Rockville już zapowiedziało swoją obecność na targach E3. Konferencja odbędzie się 9 czerwca (w niedzielę). Wiadomo już, że dowiemy się znacznie więcej o nadchodzącym Doom Eternal, ale można domniemywać, że Bethesda ma jeszcze jakiegoś asa w rękawie. W końcu, gdyby studio udostępniło jakiś magiczny trailer TESA VI, to myślę, że większość graczy wybaczyłaby im stare winy. Cóż… jak będzie w rzeczywistości, pokaże czas. Na razie wydaje się, że Bethesda w końcu ugasiła trawiący ją płomień, choć wciąż walczy ze skutkami pożaru.

A czy Waszym zdaniem rozwijanie Fallouta 76 ma jakikolwiek sens? Może mamy tutaj fanów tej gry, którzy będą w stanie jakoś ją obronić albo zachęcić do jej ponownego zainstalowania? Czekam na Wasze opinie i komentarze!

Bethesda gasi pożar

Jeżeli znalazłeś literówkę w tekście, to daj nam o tym znać zaznaczając kursorem problematyczny wyraz, bądź zdanie i przyciśnij Shift + Enter lub kliknij tutaj. Możesz też zgłosić błąd pisząc na maila.

Komentarze

Przeczytaj następny wpis niżej
Logowani/Rejestracja jest chwilowo wyłączona