Choć składane smartfony są obecne na rynku już od ładnych kilku lat, dla większości klientów wciąż stanowią jedynie ciekawostkę. Głównie spowodowane jest to faktem, że – mimo stałego rozwoju – wciąż miały one swoje ułomności i w pewnych, często kluczowych kwestiach, odstawały od klasycznych smartfonów z flagowej półki. Nowy vivo X Fold6 to sztandarowy przykład składaka, który wyrywa się z tego schematu – oferuje w zasadzie wszystko, czego możemy oczekiwać od flagowca, ale w składanej formie.
Wielozadaniowość to drugie imię vivo X Fold6
Co tu dużo mówić, składane smartfony to – za sprawą swojej konstrukcji – urządzenia wyjątkowe. Pozwalają zrobić nam znacznie więcej niż typowy smartfon, bowiem oferują znacznie większą przestrzeń roboczą za sprawą drugiego, składanego wyświetlacza o rozmiarze bliskim tabletowi. To z kolei sprawia, że na tak dużym ekranie możemy bardzo komfortowo korzystać co najmniej z dwóch aplikacji jednocześnie, a ich okna są wówczas tak duże, jakbyśmy położyli koło siebie dwa klasyczne telefony.
Rozwiązania obecne w interfejsie systemowym OriginOS 7 sprawiają jednak, że w porównaniu do wszystkich innych składaków na rynku, vivo X Fold6 wnosi wielozadaniowość na jeszcze wyższy poziom. A to dlatego, że poza klasycznym układem ekranu podzielonego na pół, czyli na dwie aplikacje, da się tutaj korzystać z aż czterech pełnoprawnych okien aplikacji równocześnie w czterech segmentach wyświetlacza. Możemy dowolnie skalować ich rozmiar tak, by któraś w danej chwili zajmowała mniejszą lub większą część ekranu, a ponadto, za sprawą intuicyjnych gestów, można szybko zamieniać je miejscami, zastępować innymi apkami i zamykać.
W tym wszystkim pomaga pasek zadań, na którym pokazują się nie tylko wybrane i cztery niedawno uruchamiane apki, ale i menu wszystkich zainstalowanych, szuflada ostatnich aplikacji oraz szybki dostęp do menadżera plików na urządzeniu. Podział ekranu da się też szybko uruchomić lekko zginając otwarty smartfon do środka. Wówczas od razu możemy wybrać kolejne aplikacje do odpalenia na wyświetlaczu. Świetna sprawa, serio. Przyznaję, dawno na żadnym składaku nie korzystało mi się aż tak wygodnie z trybu dzielenia ekranu.





To jednak jeszcze nie koniec funkcji wspomagających wielozadaniowość. Kolejną z nich jest tryb Warsztat. To z kolei coś dla tych, którzy nie chcą w danym momencie korzystać z mniejszych okien aplikacji na podzielonym ekranie, ale chcieliby mieć możliwość błyskawicznego przełączania między nimi.
W trybie warsztatu zyskujemy opcję jednoczesnego odpalenia pięciu aplikacji. Jedna z nich wyświetla się jako duże okno, zajmujące niemal całą powierzchnię roboczą, natomiast pozostałe pokazują się w formie czterech miniatur ulokowanych pionowo po lewej stronie ekranu. Kliknięcie w to małe okienko powoduje natychmiastowe przerzucenie tego programu na główny plan. Fajną opcją jest tutaj to, że każda z tych zminiaturyzowanych u boku apek pozostaje aktywna, dzięki czemu możemy mieć – na przykład – włączony film na YouTube czy rolkę na Instagramie, które będą nam się odtwarzać.


Co też szalenie istotne – zewnętrzny ekran vivo X Fold6 ani trochę nie ustępuje temu składanemu pod kątem jakości wyświetlanego obrazu. Przy tym, w formie złożonej, jego proporcje i wymiary są maksymalnie zbliżone do zwykłego smartfona. Nie jest on ani za wąski (jak to w niektórych modelach bywało), ani za szeroki. W efekcie, po zamknięciu użytkowanie wyświetlacza okładkowego jest równie wygodne, jakbyśmy trzymali w ręku zupełnie klasyczny telefon. Daje nam to pełen komfort korzystania w każdej postaci – złożonej czy rozłożonej.

Bateria, której nie powstydziłby się niejeden flagowiec
W vivo X Fold6 drzemie naprawdę duża moc i nie mówię tutaj tylko o jego wydajności (choć – żeby była jasność – ta również stoi na kapitalnym poziomie!), a o baterii i idącym za nią czasie pracy. Zastosowano tu akumulator o pojemności 6900 mAh, zatem jest on większy niż w niejednym klasycznym flagowcu i bezwzględnie największy w całej stawce składanych smartfonów na rynku.
Efekt? Wyniki rzędu 7-8 godzin na włączonym ekranie i użytkowanie często nawet do późnego popołudnia… dnia następnego. Owszem, dobrze czytacie – vivo X Fold6 bez większego wysiłku potrafi wytrzymać nawet półtorej doby bez ładowania. Pokuszę się o stwierdzenie graniczące z pewnością, że przy mniej intensywnym użytkowaniu dwie doby z dala od ładowarki są w naszym zasięgu. Nawet, gdy dociskamy go mocniej, śmiało wytrzyma cały dzień do późnego wieczora.





Osobiście naprawdę rzadko dawałem radę rozładować go do stanu poniżej 20% przed północą. Zwykle swój dzień z vivo X Fold6 w dłoni zamykałem mając jeszcze duży zapas energii na poziomie 35-40%. Trudno mi tutaj narzekać, bo są to wyniki niekiedy wręcz nieosiągalne dla lwiej części smartfonów z flagowego segmentu.
Czego więcej do szczęścia potrzeba? Może szybkiego ładowania? Ono również tutaj jest. Akumulator vivo X Fold6 może bowiem uzupełniać się z mocą 80 W. Dopełnia je ładowanie indukcyjne 40 W, a nawet zwrotne bezprzewodowe, pozwalające awaryjnie podładować np. smartwatch, słuchawki albo i drugi smartfon.


Aparat to też duży atut vivo X Fold6
No i właśnie, zaplecze fotograficzne to kolejny aspekt, w którym większość składanych smartfonów kuleje. Z jednej strony robią one dobre czy nawet bardzo dobre zdjęcia, z drugiej przegrywają w starciu ze stricte flagowymi konstrukcjami wyposażonymi w – co tu dużo mówić – znacznie mocniejsze zestawy aparatów.
W przypadku vivo X Fold6 udało się wyeliminować tą ułomność w bardzo, bardzo znaczącym stopniu. Zaimplementowano tu zestaw składający się z trzech obiektywów.
Ten najważniejszy, główny, kryje sensor 1/1.4 cala o rozdzielczości 200 Mpix z optyczną stabilizacją obrazu. Oczko numer dwa to peryskopowy teleobiektyw 50 Mpix z 3-krotnym zbliżeniem optycznym (i maksymalnie 100-krotnym cyfrowym) i optyczną stabilizacją, a całość zamyka obiektyw ultraszerokokątny sparowany z matrycą 50 Mpix z autofocusem. Tak jak w innych smartfonach vivo z wyższej półki, całość sprzężono z optyką firmy ZEISS.
Garść przykładowych zdjęć wykonanych vivo X Fold6 możecie zobaczyć poniżej, natomiast szerszy opis jego możliwości fotograficznych i jeszcze więcej fotek znajdziecie w pełnej recenzji.
































A teraz najlepsze – podobnie jak flagowce z linii X300, vivo X Fold6 jest kompatybilny z rozbudowanym zestawem fotograficznym. W jego skład wchodzi przede wszystkim telekonwerter (nazywany przeze mnie pieszczotliwie lufą) pozwalający uzyskać jeszcze większe zbliżenia przy zachowaniu maksymalnie wysokiej jakości. No przyznaję, kupuje mnie to – jako gadżeciarza i kogoś, kto lubi pocykać trochę ciekawych fotek z dużymi przybliżeniami. Nawet bardzo.

Taki składak to już flagowiec
Patrząc na powyższe przykłady, vivo X Fold6 to nareszcie taki składany smartfon, który niezbyt boi się porównań z nieskładanymi flagowcami. Praktycznie każdy z kluczowych aspektów stoi na poziomie absolutnie godnym pełnoprawnego, flagowego smartfona, a przecież poza tym zyskujemy niewątpliwie ogromny benefit w postaci dużego, składanego ekranu i przynoszącej go wielozadaniowości.
Pokuszę się o śmiałe, acz – w moim odczuciu – adekwatne stwierdzenie, że jest to pierwszy realnie flagowy składak. Pokazuje, że nie musimy już wybierać między flagową specyfikacją i funkcjonalnością a składanym wyświetlaczem, bo vivo X Fold6 ma jedno i drugie.
A Wy, co wybieracie – jesteście team zwykły flagowiec czy może jednak dacie się skusić na takiego składaka? ;)
P.S. vivo X Fold6 jest już dostępny w sprzedaży, a do 26 października można go kupić w promocji i otrzymać warte 799 złotych słuchawki vivo Buds Ultra za darmo lub za symboliczną złotówkę w zależności od kanału sprzedaży.
Materiał powstał przy współpracy z vivo

