Test chłodzenia wodnego GameStorm Castle 240EX - bezpieczeństwo przede wszystkim
GameStorm Castle 240EX Tak mamy tutaj RGB

Test chłodzenia wodnego GameStorm Castle 240EX – bezpieczeństwo przede wszystkim

Ostatnia aktualizacja:

Zamki na piasku… Chciałoby się rzec kolejne testowane przeze mnie chłodzenie wodne zostało okraszone przez producenta właśnie taką nazwą – Castle. Nikomu nie trzeba chyba tłumaczyć zalet budowy zamków w średniowieczu, miały one na celu ochronę takowej twierdzy przed wrogimi wojskami. GameStorm Castle 240EX od DeepCoola również ma zadanie ochronne. Dzięki systemowi anti-leak ma zabezpieczać nasz komputer przed zdecydowanie niepożądanymi wyciekami z gotowego systemu AiO. Jak sprawdza się to w praktyce? Zaraz się dowiecie!

Zacznijmy od krótkiej lekcji fizyki

Na wstępie, umówmy się: nie jestem naukowcem i cały ten akapit powinien być czytany z przymrużeniem oka. Używam w nim wielu skrótów myślowych, które dyskwalifikują go jako rzetelne źródło wiedzy naukowej. Zainteresowanych szerszym poznaniem tematu odsyłam chociażby tutaj.

Rozszerzalność cieplna (rozszerzalność termiczna) – właściwość fizyczna ciał polegająca na zwiększaniu się ich długości (rozszerzalność liniowa) lub objętości (rozszerzalność objętościowa) w miarę wzrostu temperatury.

Ciała stałe, jak i ciecze, mają swoje kaprysy. Pod wpływem temperatur lubią zmienić swoje rozmiary, choć w przypadku cieczy trafniejszym określeniem byłaby zmiana objętości. W przypadku chłodzenia wodnego procesor, generując ciepło, przekazuje je do bloku chłodzenia, a z kolei to oddaje ciepło cieczy chłodzącej znajdującej się w układzie. Wszystko to jest szczelnie zamknięte, przez co istnieje pewne prawdopodobieństwo wystąpienia sytuacji krytycznej – ogrzana ciecz zwiększa swoją objętość lub stan skupienia (przejście z cieczy w gaz), wywierając coraz to większe ciśnienie, aż w końcu przewyższy ono pojemność całego układu, a nadmiar płynu szuka drogi wyjścia.

Skutkować to może skraplaniem się cieczy na bezcenne cuda techniki znajdujące się w naszej obudowie komputerowej. Jak wiadomo elektronika nie lubi się z wodą, gdyż ta jest świetnym przewodnikiem prądu i w rezultacie dojść może do spięcia i usmażenia naszych podzespołów. Musicie przyznać, że jest to nieciekawa wizja. Jednak inżynierowie umieją sobie z rozszerzalnością cieplną radzić, na co świetnym przykładem są chociażby tory kolejowe – stal używana w procesie ich produkcji również rozszerza się pod wpływem temperatury, ale dzięki szczelinom, które zostawia się pomiędzy kolejnymi sekcjami torów, nie ma to negatywnego wpływu na przejezdność takich linii. Projektanci wodnych chłodzeń komputerowych również muszą brać to pod uwagę, więc zazwyczaj po prostu nie nalewają chłodziwa „pod korek”, zostawiając miejsce na ewentualną jego ekspansję.

System Anti-Leak wprowadzony przez DeepCool ma chronić użytkowników i zapewnić całkowite bezpieczeństwo ich podzespołom. Na radiatorze umieszczono specjalny wywietrznik, czy też zawór umożliwiający wyrównanie ciśnienia w układzie, przez co takie sytuacje nie mają prawa wystąpić.

Jakkolwiek to brzmi, rozwiązanie zostało opracowane przez prawdziwych inżynierów, którzy znają się na rzeczy. Wszystko to dzieje się automatycznie i nie wymaga żadnej ingerencji ze strony użytkownika. Czy kiedykolwiek wystąpi potrzeba, by ten zadziałał, to już całkowicie inna kwestia. Niemniej jednak cieszę się, że podczas tego testu mój komputer był dodatkowo chroniony, w końcu bezpieczeństwo jest najważniejsze.

Wykres zależności ciśnienia od czasu? A to nie jedyny problemem

Mimo wszystko kuriozalnie wygląda przedstawiony na boku opakowania wykres porównujący standardowe chłodzenie wodne z tym wyposażonym w system Anit-leak. Sugeruje on, że wybór jakiegokolwiek innego produktu skutkować będzie sytuacją krytyczną i zniszczeniem naszego sprzętu komputerowego (sic!).

Na co dzień korzystam z chłodzenia wodnego bez takich udogodnień i jeżeli informacja ta byłaby zgodna z prawdą, nie pisałbym teraz tego testu. Przecież mój komputer powinien już utonąć. Brak jakichkolwiek oznaczeń na wykresie skłania mnie do myślenia i podpowiada, że mimo iż wiem, że zjawisko rozszerzalności cieplnej, jak i wzrostu ciśnienia występuje, to samo przekroczenie krytycznego poziomu ciśnienia jest tak samo prawdopodobne jak to, że jutro wygram w totka (a nie kupiłem nawet losu!).

Specyfikacja GameStorm Castle 240EX

  • wymiary pompy: 86x75x71 mm,
  • wymiary radiatora: 282x120x27 mm,
  • materiał radiatora: Aluminium,
  • waga: 1,4 kg,
  • wsparcie dla gniazd CPU Intel: LGA20XX/1151/1150/1155/LGA1366,
  • wsparcie dla gniazd CPU AMD: TR4/AM4/AM3+/AM3/AM2+/AM2/FM2+/FM2/FM1,
  • długość węży: 310 mm,
  • prędkość obrotowa pompy: 2550 RPM±10%,
  • wymiary wentylatorów: 120x120x25 mm,
  • prędkość wentylatorów 500-1800 RPM±10%,
  • hałas generowany: 17,8 – 32,1 dBA,
  • maksymalny przepływ powietrza: 64,4 CFM,
  • gwarancja: 3 lata.

Zielono mi, o a teraz różowo

Wszystkie elementy chłodzenia docierają do nas w jednym całkiem pokaźnych rozmiarów kartonie. W projekcie pudełka zdecydowano się na połączenie zieleni oraz odcieni szarości z kontrastującymi białymi napisami. Oczywiście front dumnie prezentuje wizualizację chłodzenia gotowego do montażu z już podświetloną blokopomką. Równie mocno zaznaczono tutaj obecność systemu Anti-Leak, który to obwieszczono nowym standardem systemów chłodzenia cieczą. Podświetlenie to kompatybilne jest z wieloma systemami RGB, m.in. MSI Mystic Light czy też Aura od Asusa.

Na prawym boku znajdziemy dokładniejszy opis systemu anti-leak (który skomentowałem troszeczkę wyżej) wraz z zasadą jego działania. Tył to natomiast dosyć standardowe opisy cech kluczowych produktu w wielu językach, jego dokładna specyfikacja oraz przyjemna dla oka infografika z rozmiarami poszczególnych elementów.

W środku czeka na nas równie atrakcyjny widok, wszystkie elementy pięknie spasowane oraz ułożone w specjalnie wytłoczonym kartonie, dodatkowo jeszcze pakowane we własne opakowania. Raj dla perfekcjonistów.

Samo chłodzenie również niczego sobie. Dużych rozmiarów blokopomka z matowym wykończeniem oraz lustrem na topie rzeczywiście mogła być inspiracją do nazwania produktu zamkiem. Same wentylatory również mają interesujący wygląd. Nie są one typowymi śmigłami, jakich wiele, lecz skrupulatnie zaprojektowanym produktem, mającym zapewnić jak najlepsze osiągi. Łopatki są tak jakby podwójne, a ich krawędzie perforowane. Widać, że nawet ten element chłodzenia jest efektem dużej ilości włożonych w niego prac.

Ze standardowych śmigieł biegną dwa wsporniki podtrzymujące pomocnicze łopatki. W rezultacie mają one zapewnić jeszcze większe ciśnienie statyczne, czyli również większy przepływ powietrza. Nawet same miejsca na montowane śrubki mają tutaj znaczenie, gdyż otwory te zabezpieczone są gumą, która niweluje wibracje. Cieszy mnie ta dbałość o szczegóły ze strony producenta.

Do zestawu dołączono również instrukcję, zestaw śrubek, backplate uniwersalny dla Intela oraz AMD oraz szyny do montażu na blokopompce. Z ciekawostek pozwala ona na zmianę logo i nie, nie chodzi tu o jakiekolwiek softwarowe rozwiązanie, a o mięsko. Możemy fizycznie zdjąć górny pierścień i podmienić znajdującą się tam płytkę na zwykłą metalową dołączoną do zestawu lub w pełni autorską (jednak bez drukarki 3D się nie obędzie). Bardzo proste i w pewnym sensie funkcjonalne rozwiązanie.

A, zapomniałbym, po wyjęciu z pudełka na bloku znajdziemy preaplikowaną pastę termoprzewodzącą, którą mimo wszystko z ciężkim sercem musiałem zmyć.

Sytuacja z podświetleniem jest jednak dosyć ciekawa. Mianowicie, jeżeli nie posiadacie płyty głównej wspierającej synchronizację LED-ów RGB, zdani jesteście na kontroler umieszczony na kablu zasilającym blokopompkę. Problem jest taki, że żeby zmienić tryb podświetlenia musicie fizycznie wciskać znajdujące się na nim przyciski, czyli otworzyć panel boczny obudowy i wydostać go z plątaniny kabli. W tym wypadku zdecydowanie lepiej korzystało mi się z oprogramowania jakie dołączone zostało do Krakena X62.

Mimo wszystko dostępnych trybów jest naprawdę wiele. Możemy pokusić się o tęczę, oddychanie ze zmianą kolorów czy chociażby stałe podświetlenie w danym kolorze (i naprawdę o wiele więcej), jednak wyboru dokonujemy metodą prób i błędów, naciskając przycisk kolejnego trybu aż do skutku. Nie jest to idealne rozwiązanie, choć posiadaczy odpowiednich płyt głównych problem ten ominie i będą mogli sterować podświetleniem z odpowiednich aplikacji.

Nie umniejsza to jednak prezencji temu rozwiązania, jest naprawdę ładnie. Zdecydowanie bliżej mu do iluminacji z imprez disco polo niż do eleganckiego i subtelnego akcentu, ale co kto lubi.

Montaż odbył się bez większych komplikacji

Tym razem – po mojemu – na topie obudowy, w końcu zamki budowano na wzgórzach. 240 mm radiator bez problemu zmieścił się w obudowie SilentiumPC Aquarius X70W na górnym panelu. Jednak w kwestii montażu martwi mnie trochę długość węży dołączonych do chłodzenia. 310 mm może okazać się problematyczne w przypadku umiejscowienia chłodnicy na froncie w dużych obudowach, węże okażą się za krótkie i zamontowanie blokopompki będzie wtedy niemożliwe. Wydłużenie węży w odświeżonej edycji mogłoby być naprawdę dobrym pomysłem. Zacznijmy jednak od samego początku.

Posiadając uniwersalny, lecz dobrze opisany backplate bez problemu umieszczamy na tyle swojej płyty głównej zabezpieczając kołki dystansowe plastikowymi nakładkami. Następnie zgodnie z instrukcją montujemy na blokopompce ramki zgodne z naszym socketem i tym sposobem przygotowaliśmy już naszą blokopompkę do późniejszego montażu. Zostaje jeszcze kwestia montażu radiatora oraz wentylatorów. Dłuższymi śrubkami montujemy wentylatory do naszej chłodnicy, pamiętając oczywiście o kierunku przepływu powietrza oraz rotacji całego radiatora. Pomagają w tym na szczęście umieszczone na brzegu śmigieł strzałki.

Następnie całość montujemy do obudowy krótszymi  śrubkami. Chłodnica się trzyma, wentylatory w porządku, mam nadzieję, że nie zapomnieliście również o wypuszczeniu kabli w odpowiednim kierunku, dyndające złącza zdecydowanie źle wpływają na estetykę naszego komputera. Wróćmy więc do naszej pompki.

Nowy serwis Tabletowo. Sprawdź oiot.pl

Po zaaplikowaniu pasty termoprzewodzącej na procesor (Pactum PT-1) używając oczywiście dowolnej działającej metody – ja klasycznie aplikuję „ziarno grochu” na środek IHS-u, możemy przytrzymać, a następnie przykręcić blokopomkę nakrętkami. Jeżeli po drodze nie wypadło wam z głowy podłączenie pompki oraz wentylatorów pod płytę główną i zasileniu jej kablem SATA, to właśnie ukończyliście wraz ze mną montaż tego cudeńka. Efekt końcowy prezentuje się następująco.

Całkiem proste to średniowieczne budownictwo. A sama blokopompka przed włączeniem łudząco przypomina tę z Krakena.

Platforma i metodologia testowa

Chłodzenie zagościło w moim komputerze składającym się z takich komponentów, jak:

  • procesor Intel I5 6660K @ 4,6 GHz,
  • płyta główna MSI Z170A Tomahawk,
  • pamięć RAM G.SKILL 16GB 3200 MHz RipJaws V Black CL16 (2x 8 GB),
  • karta graficzna GTX 1070Ti ASUS ROG Strix 8GB,
  • zasilacz be quiet! Straight Power P10 600 W,
  • obudowa SilentiumPC Aquarius X70W.

Głównym problemem tej jednostki w teście chłodzeń jest jej procesor. Trudno uzyskać na nim dokładny obraz wydajności, w końcu jest to procesor z niesławnym „glutem”. Mimo wszystko różnica w temperaturach jest zauważalna, być może nie tak spektakularna, jakby to miało miejsce w testach na lutowanych produktach AMD, jednak spokojna głowa.

Wszystkie testy przeprowadzałem po uprzednim rozgrzaniu płynu chłodzącego przez półgodzinny benchmark OCCT CPU Linpack w wersji 5.3.3. Oprócz tego podczas testów korzystałem z programów, takich jak: NZXT CAM, HWMonitor, CPU-Z oraz MSI Afterburner (OSD w grach). Używałem również pasty termoprzewodzącej Pactum PT-1 marki SilentiumPC. Pomiary natężenia dźwięku wykonywałem sonometrem marki Flus model ET – 933.

Z pewnymi komplikacjami, ale stabilnie – czas na testy

Pierwsze uruchomienie komputera ze świeżo założonym chłodzeniem i co? No straszna wtopa! Cóż, zabrałem się do przeglądania internetu, wyszukiwania nowinek ze świata technologicznego, ale moje uszy odnotowały pewną anomalię – coś tu strasznie huczy! Nie czekając długo włączyłem HWmoniotor, żeby sprawdzić temperatury i, ku mojemu zdziwieniu, procesor dobijał już 90°C, przy przeglądaniu sieci niewyobrażalne!

Wszystko podpiąłem prawidłowo, wentylatory na chłodnicy kręciły się jak szalone, a mimo to samo chłodzenie swojej funkcji nie spełniało. Na szczęście była to tylko jednorazowa awaria i po restarcie komputera wszystko wróciło do normy.

Tak oto odnotowałem temperatury w spoczynku:

GameStorm Castle 240EX Temperatury w spoczynku

Temperatura otoczenia wynosiła wtedy około 21°C, ale tak naprawdę wszystko wygląda dosyć standardowo, nie ma tu żadnych wartości krytycznych ani imponujących. Dla dopełnienia swojego testerskiego obowiązku sięgnąłem po sonometr i po sprawdzeniu poziomu dźwięków tła, które przy wyłączonym komputerze i „absolutnej” ciszy pokazały wartość 24 dBA. Głośność mierzyłem z odległości 40 cm przy zamkniętej obudowie i podczas spoczynku, cała jednostka komputerowa generowała 26,1 dBa – niezbyt odczuwalna różnica.

Czas więc na zmuszenie procesora do wysiłku. Użyłem programu OCCT w wersji 5.3.3 oraz trybu linpack do maksymalnego obciążenia mózgu (lub, jak kto woli, serca) naszego komputera.

Po godzinie testu maksymalna zarejestrowana temperatura na procesorze wynosiła 60°C, co w porównaniu z rezultatami Krakena x62 (maksymalnie 52°C) wypada dosyć słabo, ale wciąż bez problemu mieści się w granicach dopuszczalnych norm. Przy tym wszystkim jednak chłodzenie zachowywało się ciszej niż nasz morski potwór, generując hałas o natężeniu 32,8 dBA. Sama pompka pracowała stale z obrotami na poziomie około 2500 na minutę, a prędkości wentylatorów oscylowały pomiędzy 500 a 850 RPM. Można to zobaczyć na zrzucie ekranu z programu HWMonitor pod nazwą SYSFANIN.

Jeszcze przed próbą benchmarka po podkręceniu procesora wykonałem test w grze Assasin’s Creed Origins, która to mimo swoich lat daje w kość procesorowi. Testy wykonałem po uprzednim rozgrzaniu płynu w chłodnicy na ustawieniach graficznych ULTRA w rozdzielczości 2560×1440 pikseli.

Jak widać na załączonych obrazkach, gra nie stanowiła tutaj żadnego problemu, jej wydajność na niepodkręconej jednostce być może nie jest idealna, ale maksymalna temperatura wyniosła koniec końców 52°C. Bardzo przyzwoicie, w takich warunkach można naprawdę komfortowo grać.

Podkręćmy tempo

Skoro podstawowe testy za nami, to czas wytoczyć ciężkie działa. Podkręcamy procesor, na którym odbywały się wszystkie testy. ZONK! Moje, jak sądziłem stabilne OC, czyli 4,6 GHz przy napięciu 1,285V, okazało się niestabilne. Przynajmniej dla tego chłodzenia. Navis, jak i również Kraken, nie narzekały i bez problemu mogłem na tych ustawieniach przeprowadzić wszystkie testy, jednak w przypadku Castle już po kilku minutach następował krytyczny błąd czasem kończący się bluescreenem, a czasem tylko spadkiem obciążenia CPU do około 30%.

Cóż, w ramach rzetelności nie mogłem przecież na coś takiego pozwolić. Podjąłem wiele prób, włączając w to chociażby wyłączenie profilu XMP na pamięciach RAM lub nawet zwiększenia napięcia podawanego na procesor, niemniej jednak wszystko to kończyło się tak samo. Zostałem zmuszony do modyfikacji ustawień i finalnie udało się ustabilizować procesor przy taktowaniu 4,5 GHz nie zmieniając napięcia.

Blokopompka bez zmian oscylowała w okolicach 2500 RPM, natomiast wentylatory znacznie przyspieszyły i ich prędkości wzrosły mieszcząc się w widełkach 1000-1330 RPM. Nie uszło to bez echa jak i większego hałasu. Podczas tego testu sonometr wskazywał do 37,5 dBA, co – wierzcie mi lub nie – jest już słyszalne, mimo to wyniki te wciąż są zadowalające. Maksymalnie 79°C na najcieplejszym rdzeniu procesora wciąż pozwala na jego bezpieczne użytkowanie. Niemniej jednak warto zaznaczyć, że odczyty te nie mogą być odnoszone 1:1 z ostatnim testem, ponieważ nastąpiła zmiana (na minus) w kwestii podkręcenia.

Gry jednak aż tak bardzo naszego procesora nie obciążą, w końcu Linpack to nie przelewki, rzadko kiedy zdarza się, by jakikolwiek program czy też aplikacja wymagała tak dużo mocy obliczeniowej. Test w Assasin’s Creed Origins wykonany został w identycznych warunkach jak przed podkręceniem i trochę mnie uspokoił.

Wszystko gra i buczy, maksymalnie 60°C po ponad półgodzinnym teście w zdecydowanie bardziej grywalnych warunkach to wciąż dobry wynik.

Podsumowanie

Od czego by tu zacząć. DeepCool sprezentował nam naprawdę spójną i solidną konstrukcję chłodzenia wodnego. Mimo niesmaku, który pozostawił u mnie marketing producenta, jestem wdzięczny i cieszę się, że martwi się on o nasze bezpieczeństwo. Zawór bezpieczeństwa jest tutaj na pewno dużym plusem, który wspomaga kompletną całość. Wydajność nie stoi na najwyższym poziomie, jest jednak wystarczająco dobra, by umożliwić nam korzystanie z naszego komputera i cieszenie się grami czy chociażby pracą bez obaw o temperatury.

Kolejnym dużym plusem jest też kultura pracy, będąca naprawdę dobra. Myślę, że bez problemu dałoby się trochę lepiej zbalansować te dwie rzeczy, chociaż to już zależy od upodobań danego odbiorcy. Niestety, nie mamy dostępu do takich ustawień, ponieważ brakuje oprogramowania, dającego nam możliwości edycji krzywej wentylatorów czy chociażby tego świetnego podświetlenia. Być może w przyszłości będzie nam dane zarządzać chłodzeniem i jego podświetleniem w inny sposób niż za pomocą kontrolera zamkniętego w naszej obudowie, co również wpłynęłoby na plus.

Mimo tych wszystkich niuansów polubiłem się z GameStorm Castle 240EX i byłem z niego zadowolony. Czas i ceny pokażą czy będzie to łakomy kąsek czy jedynie ciekawostka dla wybranych.