Nie każdy może pozwolić sobie na zakup komputera stacjonarnego. Nie każdy widzi też sens tego typu inwestycji, zwłaszcza w przypadku młodzieży (czy też jej rodziców), dopiero wchodzącej w świat gamingu. Odpowiedzią na takie potrzeby są tanie laptopy gamingowe, które sprawdzą się również do nauki. Na podstawie jednego z nich – MSI Cyborg 15 – sprawdzimy czy tanie granie w ogóle jest możliwe.
Niedrogi laptop gamingowy nie musi być nudny
Raczej zgodzicie się ze stwierdzeniem, że 4000 złotych w przypadku laptopa gamingowego to niewiele. A zatem określenia typu “przystępny cenowo” czy “rozsądnie wyceniony” są tu jak najbardziej na miejscu. I to właśnie takich modeli szukają osoby, które nie chcą przesadzić, kupując pierwszy sprzęt do grania.
Pamiętajmy też, że – zwłaszcza w przypadku osób młodych – taki laptop będzie pełnił nie tylko rolę rozrywkową (do grania oczywiście zaraz wrócimy), ale też edukacyjną. Bez wątpienia przyda się w szkole, na uczelni czy w domu, gdy przyjdzie im przygotować prezentację czy bardziej złożony projekt na zajęcia. A gdy będzie potrzeba wyświetlenia go w sali lekcyjnej czy auli, w pełni gotowości jest HDMI, a i waga – relatywnie niska jak na gamingowego laptopa tej klasy (ok. 2,1 kg) – okaże się nie bez znaczenia.
I tu, cały na półprzezroczysto, wkracza MSI Cyborg 15, który kusi swoim nietypowym, choć może raczej nietuzinkowym to lepsze określenie, designem. Nie krzyczy z daleka, że to gamingowy potwór – nie ma ogromnych otworów wentylacyjnych, agresywnych detali obudowy czy wreszcie krzykliwego RGB. To sprzęt, który na pierwszy rzut oka zdaje się być nudny, ale zdecydowanie zyskuje przy bliższym poznaniu.
By dostrzec te ważne dla oka detale nie trzeba nawet otwierać obudowy – wystarczy rzut oka na krawędzie ze złączami, by dostrzec transparentne wykończenie. Dalej jest tylko lepiej. Otwieramy klapę, a tam klawiatura z kilku strefowym podświetleniem RGB i… półprzezroczysta przestrzeń wokół niej, pozwalająca zajrzeć do wewnątrz obudowy. Świetna sprawa.


A skoro już o wnętrzu mowa, spójrzmy na to, co kryje w sobie omawiany dziś laptop.
Specyfikacja MSI Cyborg 15 (B2RWEKG-044XPL) przedstawia się następująco:
- NVIDIA GeForce RTX 5050 (8 GB GDDR7, do 45 W z Dynamic Boost),
- Intel Core 5 210H maks. 4,8 GHz,
- 16 GB RAM (2x 8GB, DDR5-5600),
- 512 GB PCIe GEN4x4 NVMe,
- matowy ekran 15,6” 1920×1080 pikseli, 144 Hz,
- Intel Wi-Fi 6E AX211,
- Bluetooth 5.3,
- kamera HD (30fps@720p) z fizyczną zasuwką prywatności,
- USB typu C (USB 3.2 Gen2 / DisplayPort / Power Delivery 3.0),
- 2x USB typu A (USB 3.2 Gen 2),
- HDMI 2.1 (4K @ 60Hz),
- Gigabit Ethernet (LAN),
- 3.5 mm jack audio,
- dwa głośniki po 2 W,
- akumulator 55.2 Whr z ładowaniem 120 W,
- wymiary: 35,93 x 24,52 x 2,21 – 2,31 cm,
- waga: 2,1 kg.





MSI Cyborg 15 w rękach niedzielnego gracza
Kto czyta Tabletowo już jakiś czas, ten doskonale wie, że gracz ze mnie żaden. Czasem odpalę sobie jakąś gierkę na konsoli (typu Astro Bot), jeszcze rzadziej sięgnę po handhelda (pozdrowienia dla Animal Crossing), natomiast na komputerze w ostatnich latach grałam chyba tylko w jedną grę – Tony Hawk Pro Skater 1+2, którą oczywiście wymaksowałam. A tak… gram w Excela.
Nie mam zatem w teorii przesadnie wygórowanych wymagań co do laptopa gamingowego, ale jednocześnie nie lubię irytować się, gdy coś zamula czy źle wygląda. Już teraz mogę zdradzić, że pod tym względem MSI Cyborg 15 sprawdza się naprawdę dobrze, o czym przekonacie się w dalszej części tekstu, gdy dowiecie się, że wreszcie sięgnęłam po kolejną grę na PC – Resident Evil Requiem.


Zanim jednak jeszcze zaczęłam grać, na laptopie zdarzyło mi się trochę popracować. Polubiłam go za matowy wyświetlacz, wygodną klawiaturę z blokiem numerycznym (do gry we wspomniane arkusze kalkulacyjne idealny! ;)) i przemyślanym – ładnym dla oka – oświetleniem, fizyczną blokadę kamerki (zasuwka prywatności to zawsze fajna rzecz) czy wreszcie za dwa pełnowymiarowe porty USB i USB C. Ah, no i nie zapominajmy o ekranie rozkładanym na płasko – lubię ten bajer.
Codzienna praca biurowa na MSI Cyborg 15 przebiegała bezproblemowo i cicho (wiadomo, że to się zmieni po odpaleniu gier – co jest całkowicie naturalne). Co prawda w większości nie było to nic nadzwyczajnego, to jednak z pewnością słyszeliście, że niektóre laptopy potrafią się dusić nawet po odpaleniu wielu kart w Chrome. Spokojnie, to nie jest jeden z tych przypadków – tu nic takiego nie miało miejsca.
Tym bardziej byłam ciekawa, co to urządzenie pokaże, gdy wreszcie sięgnę po jakąś gierkę. Padło na Resident Evil Requiem – tytuł, który w pełni wykorzystuje potencjał technik NVIDII, z DLSS, generatorem klatek i NVIDIA Reflex na czele.

W ilu klatkach pójdzie Resident Evil Requiem na MSI Cyborg 15?
Jak już ustaliliśmy, wewnątrz MSI Cyborg 15 drzemie karta graficzna NVIDIA GeForce RTX 5050 Laptop z ograniczeniem poboru mocy (TGP) do 45 W. Czy jest to duży problem? Jak się zaraz przekonacie – nieszczególnie. Ogromną w tym rolę odgrywają technologie NVIDII, które pozwalają wycisnąć z tego sprzętu sporo więcej, niż mogłoby się początkowo wydawać.
Jeśli ktoś dopiero wchodzi na ścieżkę gamingu (czyli jest takim gamingowym leszczem jak ja), prawdopodobnie pokusi się o wybór automatycznej konfiguracji ustawienia grafiki. Odpalając Resident Evil Requiem na MSI Cyborg 15 do wyboru mamy dwie opcje: najwyższa wydajność lub najwyższa jakość.
Najwyższa wydajność: śledzenie promieni wyłączone, jakość grafiki średnia, jakość skalowania wysoka, jakość oświetlenia i cieni średnia, włączony DLSS, tryb skalowania Jakość, generowanie klatek DLSS 2x, włączone NVIDIA Reflex Low Latency. Przy takim ustawieniu widok między 119 a 160 FPS to chleb powszedni.



Najwyższa jakość: śledzenie promieni wyłączone, jakość grafiki średnia, jakość skalowania najwyższa, jakość oświetlenia i cieni średnia, wyłączony DLSS, generowanie klatek NVIDIA DLSS 2x, włączone NVIDIA Reflex Low Latency. Przy takim ustawieniu na ekranie mamy do czynienia z ok. 103-140 klatkami na sekundę.



A jak to wygląda bez włączonego DLSS i bez generowania klatek? Ok. 75-106 FPS w zależności od lokalizacji jesteśmy w stanie wyciągnąć z gry.



Prawdziwa magia dzieje się, gdy zaczniemy bawić się suwakiem odpowiedzialnym za generowanie klatek. Narzędzie to, podbijając liczbę klatek na sekundę, z użyciem sztucznej inteligencji generuje klatki w grze, dzięki czemu przebicie 200 FPS na laptopie będącym przedstawicielem raczej niższej gamingowej półki, jakim niewątpliwie jest MSI Cyborg 15, nie stanowi wyzwania. Przy czym DLSS kręcimy już na 4x.




Czym właściwie jest Multi Frame Generation? MFG działa trochę jak asystent rysownika, który na szybko dorysowuje braki w animacji. Zamiast męczyć sprzęt i renderować każdą klatkę od zera, karta wypluwa z siebie tylko co drugą. Potem wjeżdża AI, analizuje ruch na ekranie i po prostu wymyśla te klatki pośrednie, upychając je między prawdziwymi. Efekt? Płynność gry magicznie rośnie razy dwa, a procek może trochę odetchnąć. Haczyk? Mogą pojawiać się artefakty i większy input lag.
Dotychczasowe scenariusze zakładały, że zależy nam na jak najwyższej liczbie klatek na sekundę, kosztem samej oprawy graficznej. W każdym powyższym przykładzie Path Tracing (i jakiekolwiek formy Ray Tracingu) był zatem wyłączony. To teraz odwróćmy te role – priorytet stanowi dla nas jakość grafiki, a wydajność schodzi na dalszy plan. Tu z pomocą przychodzi NVIDIA i wspomniany Path Tracing.






Ten cały Path Tracing to w sumie taki Święty Graal grafiki i ostateczne pożegnanie z udawanym oświetleniem. Zamiast ręcznie malować cienie, gra po prostu symuluje miliony promieni świetlnych. Światło odbija się od wszystkiego i przenosi kolory dokładnie tak jak w realu, co daje fotorealizm. Zresztą, doskonale widać to na dodanych przeze mnie screenach – zwróćcie uwagę przede wszystkim na odbicie w lustrze (lub jego brak) czy jakość refleksów na karoserii auta.






Oczywiście, jak możecie się spodziewać, działanie Path Tracing to koszmar dla sprzętu (żyłuje go do granic możliwości), stąd też DLSS i generowanie klatek, które umożliwia swobodne granie w klimatycznego Resident Evil Requiem nawet na MSI Cyborg 15.






A gdy trzeba wziąć się do porządnej roboty…
No dobrze, ale nie samym gamingiem żyje – zwłaszcza młody – człowiek. Cyborg 15 z okrojonym do 45 W RTX-em 5050 nie jest może nie wiadomo jakim demonem prędkości, ale dzięki wsparciu sterowników NVIDIA Studio ten sprzęt sensownie radzi sobie z programami kreatywnymi.
Montaż w Full HD działa płynnie i bezproblemowo. Standardowe projekty w Premiere Pro, podgląd scen w Blenderze czy efekty napędzane przez AI ogarnia bez większych problemów. Rdzenie Tensor i RT robią swoje, więc da się na tym pracować bez ciągłych ścinek.
Nie inaczej powinno być w innych wymagających programach. W Lightroomie czy On1 Resize technologie NVIDII dobrze wspomagają funkcje sztucznej inteligencji. Odszumianie, poprawianie detali czy wywalanie śmieci z tła dzięki nim idzie sprawniej, bo te efekty ciągną moc bezpośrednio z GPU.



MSI to nie tylko laptopy
Granie z wykorzystaniem touchpada nie wchodzi w grę, a możliwość zanurzenia się w klimacie gry (zwłaszcza tego typu jak Resident Evil) ze słuchawkami na głowie to świetna sprawa, o czym MSI doskonale zdaje sobie sprawę. Podobnie jak z tego, że każdy doceni możliwość ogrywania tytułu na większym ekranie czy zewnętrznej klawiaturze dla większego komfortu.
No bo właśnie – warto pamiętać, że MSI to nie tylko laptopy. Marka ma w ofercie również monitory, słuchawki, myszki czy wreszcie klawiatury. Jeśli zatem lubicie mieć cały setup jednego producenta, to z MSI jak najbardziej możecie po taki sięgnąć.

W moje ręce na czas tworzenia niniejszego materiału trafił monitor MSI G242L E14, słuchawki MSI Maestro 300, klawiatura MSI Forge GK600 TKL Wireless oraz myszka MSI – Versa 300 Elite Wireless.
Pełną gamę produktów producenta znajdziecie w oficjalnym sklepie MSI. Z kolei zainteresowanych bezpośrednio laptopem MSI Cyborg 15 odsyłam tutaj.
Materiał powstał na zlecenie MSI

