Założyłbyś te smartokulary Intela? Strzelają laserem po oczach. Dosłownie 16

Założyłbyś te smartokulary Intela? Strzelają laserem po oczach. Dosłownie

Intel, choć stracił wizerunkowo przez afery z Meltdown i Spectre oraz dał się wyprzedzić Samsungowi na rynku półprzewodników, to nadal jest technologiczny gigantem. Stać go nawet na opracowanie swojej wersji okularów Google Glass. I robi to w całkiem niezłym stylu.

Smartokulary Intela nazywają się Vaunt. Mają plastikowe ramki i ważą mniej niż 50 gramów, a zatem są cięższe od zwykłych okularów, ale jednocześnie lżejsze od Google Glass. Elektronika wepchnięta jest w zauszniki i kontroluje ona laserem o niskiej mocy, który odpowiada za projekcję czerwonego, monochromatycznego obrazu wprost do oka. Rozdzielczość obrazu to maksymalnie 400 x 150 pikseli.

„Laser w oku” może brzmieć dość drastycznie, jednak według Intela jego moc jest tak niska, że nie jest on w stanie w żaden sposób wpłynąć na wzrok, a już tym bardziej go uszkodzić. Obraz jest rzucany bezpośrednio na tylną część siatkówki, dzięki czemu nie ma znaczenia, czy jesteśmy dalekowidzami, czy nosimy „minusy”.

Założyłbyś te smartokulary Intela? Strzelają laserem po oczach. Dosłownie 17
Intel Vaunt (zdj. The Verge)

Okulary nie są wyposażone w aparat. Ich podstawową funkcją jest wyświetlanie prostych powiadomień, dzięki czemu dowiemy się w dyskretny sposób o nowej wiadomości, nawet bez potrzeby zerkania na smartwatch. W jednym z pokazów, na których prezentowano możliwości smartokularów, użytkownik otrzymywał informacje dotyczące rozmówcy podczas rozmowy telefonicznej lub listę zakupów podczas wizyty w sklepie.

Inne funkcje mogą pojawić się po sparowaniu okularów ze smartfonem przez Bluetooth. Vaunt ma wbudowane moduły kompasu i akcelerometru, co mogłoby być wykorzystane przez twórców aplikacji. Kolejne wersje okularów miałyby obsługiwać asystentów głosowych, takich jak Google Assistant lub Alexę od Amazonu.

Intel nie chce powielić błędów Google, dlatego raczej nie zajmie się masową produkcją okularów Vaunt. Choć gigant na pewno ma fundusze, które mógłby na to przeznaczyć, znacznie bezpieczniejszą opcją jest partnerstwo z firmą, która ma już ustaloną pozycję na rynku urządzeń noszonych. Na razie gigant z Kalifornii przygotowuje się do wydania deweloperskiej wersji smartokularów.

Całkiem możliwe, że więcej o Vaunt nie usłyszymy, gdyż tego typu nowinki przyjmują się bardzo opornie. Choć idea dyskretnych powiadomień pojawiających się nagle na siatkówce oka brzmi dość futurystycznie, to może nie być to forma rewolucji, na którą czekają ludzie głodni nowych technologii.

 

źródło: The Verge przez Engadget