Recenzja Lenovo Moto Z – nieprzyzwoicie smukłego smartfona z innowacyjnym podejściem do modułów

Wyświetlacz

Jak przystało na flagowca, Moto Z został wyposażony w ekran o najwyższej stosowanej rozdzielczości. Mamy tu zatem matrycę Super AMOLED (świetne odwzorowanie czerni, nieco gorzej z bielą) o przekątnej 5,5” i rozdzielczości 2560 x 1440 pikseli. Korzystanie z niego to czysta przyjemność, co do tego raczej nikt nie ma wątpliwości. Problemem jest jednak jego prądożerność, połączona przy okazji z baterią o bardzo małej pojemności, co objawia się czasem pracy, niestety, poniżej przeciętnej. O tym jednak przeczytacie w odpowiednim akapicie niniejszej recenzji – w dalszej jej części.

Jeśli byście byli zainteresowani opcją zmiany temperatury barwowej wyświetlanych kolorów przez Moto Z, niestety, takiej możliwości w ustawieniach nie znajdziemy. Są za to dwa tryby kolorów – standardowy (barwy bardziej wyblakłe, aczkolwiek bardziej naturalne i realistyczne) oraz jaskrawy (barwy bardziej nasycone).

Reklama

Kąty widzenia są rewelacyjne, reakcja na dotyk na najwyższym poziomie, a ostrość czcionek, za sprawą zastosowanej rozdzielczości, nie pozostawia jakichkolwiek zastrzeżeń, że mamy do czynienia z urządzeniem flagowym. Do tego dochodzi bardzo niska jasność minimalna i wysoka maksymalna, która umożliwia bezproblemowe użytkowanie telefonu w pełnym słońcu, a także dobrze działający czujnik światła.

Podsumowując: na temat ekranu Moto Z nie można powiedzieć nic złego.

Działanie, oprogramowanie

Niektórzy za możliwość korzystania ze smartfona z czystym Androidem daliby się pokroić. Inni natomiast preferują nakładki poszczególnych producentów, które sprawiają, że na wstępie, tuż po wyjęciu telefonu z pudełka, nie jest on taki „goły”. Oba rozwiązania mają oczywiście swoje zalety i wady, i oba mają swoich zwolenników. Moto Z stworzony został do pierwszej z grup – mamy tu bowiem czystego Androida. Niestety, póki co, w starszej wersji, tj. 6.0.1 Marshmallow, ale w najbliższej perspektywie jest już aktualizacja do Androida 7.0 Nougat.

Brak nakładki systemowej jest aktualnie cechą charakterystyczną niewielkiej liczby smartfonów – tak naprawdę tylko serii Pixel i Nexus od Google, a także – no właśnie – urządzeń Lenovo Moto. Już sam ten fakt sprawia, że można od Moto Z oczekiwać wiele. I całkowicie słusznie, bo same parametry techniczne, czyli czterordzeniowy procesor Qualcomm Snapdragon 820 1,8GHz z Adreno 540 oraz 4GB pamięci operacyjnej RAM, również zobowiązują do bezproblemowego działania.

I muszę przyznać, bez wazeliny, że Moto Z działa po prostu rewelacyjnie. Przez cały okres testów nie zdarzyła się nawet jedna sytuacja, w której telefon by zwolnił, zaciął się czy zamulił. Żadna. Do tego bardzo dobrze radzi sobie z trzymaniem aplikacji w pamięci podręcznej, co z punktu widzenia wymagającego użytkownika (czyli mnie też) jest bardzo istotne.

Zresztą, świetną wydajność Lenovo Moto Z potwierdzają również wyniki uzyskane w najpopularniejszych benchmarkach:
AnTuTu: 126302
Quadrant: 32680
GeekBench 4:
single core: 1477
multi core: 3973
3DMark:
Ice Storm: 24862
Ice Storm Extreme: max
Ice Storm Unlimited: max

Przy powyższych wynikach uzyskanych w testach syntetycznych możecie mieć pewność, że Moto Z świetnie radzi sobie nawet z wymagającymi tytułami – standardowo sprawdzałam na przykładzie Asphalt 8: Airborne, GTA: San Andreas i Dead Trigger 2. Rozgrywka na najwyższym poziomie – bez dwóch zdań. Ale… No właśnie, jest jedno ale.

Z racji tego, że mamy do czynienia z tak smukłym smartfonem, ciepło nie ma gdzie uciekać i, niestety, obudowa szybko staje się ciepła, żeby nie powiedzieć, że się po prostu grzeje – najbardziej jest to odczuwalne w dolnej części urządzenia (co istotne, nie tylko tył modelu, ale i front staje się ciepły). Wystarczy bardziej intensywnie korzystać z telefonu przez jakiś czas lub kilka minut pograć w grę. Zimą na dworze może to i fajne, ale ogólnie – niekoniecznie.

Spis treści:

1. Wzornictwo, jakość wykonania. Moto Mods
2. Wyświetlacz. Działanie, oprogramowanie
3. Zaplecze komunikacyjne. Głośnik. Czytnik linii papilarnych
4. Aparat. Czas pracy. Podsumowanie