Przed premierą: The Witcher Battle Arena. Sprawdzamy mobilnego Wiedźmina

Przygody Geralta z Rivii to bez wątpienia jedna z najpopularniejszych i najważniejszych serii w historii polskich gier komputerowych. Gdy okazało się, że nadchodząca wielkimi krokami część trzecia doczeka się dwójki mobilnych towarzyszek, fani gry podeszli do tej wiadomości dość sceptycznie. No bo jak to tak, degradować nasze dobro narodowe do roli prostych gier do odpalenia na telefonie?

Rozpoczęte niedawno Androidowe testy beta gry The Witcher Battle Arena udowodniły mi jednak, że mimo iż tytuł ten nie ma szans, by osiągnąć sukces porównywalny ze swoim konsolowym kuzynem, to nic nie wskazuje też na to, by miał on przynieść wstyd serii. Fani przygód Geralta i spółki mogą więc odetchnąć ze spokojem i powoli zacząć szykować miejsce w pamięci swoich tabletów.

WOJNA BŁYSKAWICZNA

Twórcy gry podeszli bowiem do tematu dość trzeźwo i zamiast serwować graczom okrojoną kalkę konsolowego hitu, postawili sobie za cel powiększyć wiedźmińskie uniwersum o prostą, dynamiczną grę akcji. The Witcher Battle Arena na pierwszy rzut oka przypomina więc typowego reprezentanta gatunku MOBA, spopularyzowanego jakiś czas temu przez takie produkcje jak DOTA 2 czy LOL. Esencję gry stanowią więc drużynowe pojedynki na niewielkich mapach, z systemem walki i mechanizmami rozwoju postaci zapożyczonymi z prostych gier typu Hack’n’Slash. Wystarczy jednak rozegrać jeden pełny „mecz”, by zorientować się, że tytuł ten odbiega nieco od schematów, do których przyzwyczaili nas wspomniani wcześniej giganci gatunku.

Pierwszym, co rzuca się w oczy, jest konstrukcja map. Aktualnie w wersji Beta dostępne są dwie areny: lochy Nilfgaardu i pustynia Korath. Obie przeznaczone są do rozgrywki w trybie dominacji, polegającym na zadawaniu obrażeń wrogiej drużynie poprzez przechwytywanie i utrzymywanie znajdujących się na mapie punktów kontrolnych. Tym, co wyróżnia je na tle podobnych plansz znanych z konkurencyjnych produkcji, jest niewielki rozmiar i niemal całkowita otwartość. Nie znajdziemy tu więc pokręconych ścieżek, murów czy wysokich traw umożliwiających przygotowanie zasadzki na wroga, a jedynie otwarty teren z kilkoma niewielkimi przeszkodami. Mało tego, nie znajdziemy tu też charakterystycznego dla gatunku mięsa armatniego sterowanego przez sztuczną inteligencję ani nawet wieżyczek obronnych czy innych „przeszkadzajek”. Wszystkie te cechy z jednej strony zmniejszają wyraźnie nasze możliwości taktyczne, z drugiej zaś znacznie zwiększają dynamikę gry, pozwalając nam wskoczyć ponownie w centrum akcji już kilka chwil po odrodzeniu. Nie da się bowiem ukryć, że Witcher Battle Arena to tytuł nastawiony na brutalną, bezpardonową walkę, i chociaż jednocześnie na planszy znajduje się tylko sześć postaci (po trzy w każdej drużynie), to jednak z racji na niewielkie rozmiary map starcia toczą się praktycznie bez przerwy. Wszystko jest tu więc prostsze, szybsze i bardziej treściwe niż w przypadku typowych przedstawicieli gatunku MOBA i tylko od nas zależy, czy uznamy to za wadę czy zaletę. Złego słowa nie można powiedzieć natomiast o sterowaniu, które dobrze wykorzystuje możliwości ekranów dotykowych, pozwalając nam wykonywać wszystkie podstawowe czynności (poruszanie się, atak, używanie zdolności) za pomocą pojedynczych stuknięć w ekran.

GERALT NA URLOPIE

Kolejnym zaskoczeniem jest dostępna w grze paleta postaci. Zgodnie z wcześniejszymi plotkami nie znajdziemy wśród nich Geralta, czyli głównego bohatera książek Andrzeja Sapkowskiego i opartych o nie gier RPG. Decyzja ta może na pierwszy rzut oka wydawać się nieco kontrowersyjna, jednak na dłuższą metę okazuje się, że zebrane w grze grono bohaterów z powodzeniem radzi sobie bez Białego Wilka. Wśród grywalnych postaci znajdziemy między innymi Letho, Iorwetha, Filippę i Eithné. Na samym początku mamy jednak dostęp jedynie do części z nich. Resztę należy zaś odblokować za pomocą waluty zdobywanej podczas gry.

Tym, co naprawdę przypadło mi do gustu, była możliwość dostosowywania dostępnych nam bohaterów do preferowanego przez nas stylu gry. Wraz z postępami w grze zdobywamy kolejne poziomy doświadczenia oraz przedmioty, które pozwalają podrasować statystyki naszej postaci. Twórcom udało się jednak całkiem nieźle wyważyć ten element gry, dzięki czemu nawet najbardziej „wypasiona” postać nie daje nam zbyt dużej przewagi nad innymi graczami. Świetnym pomysłem jest też umożliwienie graczom delikatnej modyfikacji sposobu działania poszczególnych umiejętności postaci, dzięki czemu mogą oni samodzielnie zadecydować np. czy wolą, by wiedźmiński znak Letho ogłuszał wroga, czy zadawał mu dodatkowe obrażenia.

GRAFIKA I MUZYKA

Gdy po raz pierwszy kontaktowałem się ze studiem CD Projekt RED w sprawie beta testów gry Witcher Battle Arena jej reprezentant polecił mi, bym przygotował sobie porządne narzędzie do testów, gdyż gra jest dość wymagająca pod względem graficznym. Odnoszę jednak wrażenie, że było to stwierdzenie nieco na wyrost. Tabletowy Wiedźmin prezentuje się wprawdzie naprawdę dobrze, jednak nie jest to z pewnością żadna nowa jakość w dziedzinie gier na tablety. Najważniejszy jest jednak fakt, iż grafika jest bardzo czytelna, zarówno pod względem wykonania modeli postaci, projektów plansz, jak i interfejsu użytkownika. Nawet, jeśli nasza postać znajdzie się w największym bitewnym młynie, i tak zawsze wiemy co się dzieje wokół niej, co bardzo pozytywnie wpływa na wrażenia z gry.

Jeśli zaś chodzi o muzykę, to w wersji beta znajdziemy dwa… no, może trzy utwory o lekko folkowym zabarwieniu przypominające klimatem to, co wydobywało się z głośników podczas gry w „dużego” Wiedźmina. Jeśli więc podobała wam się oprawa dźwiękowa wersji konsolowej to i w mobilnym wcieleniu nie będziecie mieli powodów do narzekań. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to byłyby to powiedzonka rzucane przez naszych podopiecznych. Ich niewielka ilość w połączeniu z dużą częstotliwością sprawiały, że czasami te same zdanie padało kilkukrotnie w trzydziestosekundowych odstępach, co po jakimś czasie zaczęło robić się nieco męczące.

PERSPEKTYWY NA PRZYSZŁOŚĆ

The Witcher Battle Arena w swojej obecnej formie stanowi świetne mobilne uzupełnienie znanej i lubianej serii gier na konsole i PeCety. Raczej trudno jest mu wróżyć popularność porównywalną ze starszymi braćmi, jednak – jak już wspomniałem we wstępie – nie pozostawia on też im powodów do wstydu. Osobiście mam jednak nadzieję, że w finalnej wersji pojawią się jakieś bardziej zróżnicowane mapy/tryby gry, pozwalające na położenie większego nacisku na taktykę i grę drużynową. W chwili obecnej mamy tu bowiem do czynienia z tytułem prostym (ale nie prostackim!), skrojonym tak, by sprawdzać się najlepiej w małych dawkach, co z pewnością nie przypadnie do gustu sporej części graczy. Widać jednak wyraźnie, że mobilny Wiedźmin ma w sobie potencjał, by wybić się ponad przeciętność, dlatego też z pewnością jeszcze nieraz przeczytacie o nim na naszych łamach.

Exit mobile version