Rozszerzona rzeczywistość w samochodzie ma większy sens, niż myślisz

Artykuł sponsorowany

Nie jestem fanką Head Upa. Nie jestem też ogromną zwolenniczką aktywnego tempomatu i wszelkich asystentów wsparcia kierowcy. Tym bardziej byłam ogromnie zdziwiona, gdy za każdym razem – po jazdach najnowszymi samochodami Volkswagena – Kuba chwalił, jak wspomniane rozwiązania są dopracowane i wręcz uzależniające. Nasłuchałam się na ten temat sporo, aż wreszcie postanowiłam sama je sprawdzić. Zapraszam na pojedynek sceptyczka vs asystenci VW.

Moje doświadczenia z Volkswagenem

Moim pierwszym samochodem był pełnoletni Volkswagen Golf trzeciej generacji, który o nowych technologiach jedynie mógł pomarzyć. Miał radio i elektrycznie sterowane szyby – nie potrzebowałam niczego więcej. Gdy moja przygoda z nim po kilku latach się zakończyła, okazało się, że było to równoznaczne z przerwą z obcowaniem z VW na długie lata.

Kolejne przypadkowe spotkanie z VW miało miejsce w Hiszpanii, gdzie w maszynie losującej wypożyczalni trafił nam się T-Roc poprzedniej generacji. Fajne auto, którym przejechaliśmy z Kubą ponad tysiąc kilometrów. Najmocniej zapamiętam je z pracy siedząc w bagażniku… ;) Na parkingu oczywiście. Auto jeździło. Ot, tyle.

Sami zatem widzicie, że moje doświadczenie z VW było wręcz żadne, a o AR w samochodach Volkswagena słyszałam jedynie z internetu – a później od Kuby, który opowiadał mi o tym z ogromnym zaangażowaniem. To z kolei rozbudziło moją ciekawość, którą teraz wreszcie miałam możliwość zaspokoić.

Przez ostatnie trzy tygodnie jeździłam trzema samochodami Volkswagena: ID.7 GTX, ID.7 Plus i Golfem R. Wszystkie mają tak samo zaawansowanych asystentów wsparcia kierowcy i podobny infotainment, ale już funkcje AR, na których zaraz się skupię, dostępne są tylko w dwóch pierwszych (a dokładniej w całej gamie aut Volkswagena z linii ID).

AR w samochodzie?! A po co to komu?!

Wiecie już, że z wyświetlaczami przeziernymi w samochodach jest mi nie po drodze. W prywatnym aucie z 2020 roku mam taki wynalazek i o ile Kuba go uwielbia, tak ja wprost przeciwnie – nie korzystam z niego wcale. Z co najmniej dwóch powodów.

Pierwszy to to, że mam wadę wzroku i po prostu nie jestem w stanie się z nim dogadać. Drugi to fakt, że… HUD nie przekonuje mnie czymkolwiek, co miałoby dodatkową wartość dla mnie jako kierowcy (wyświetla tylko podstawowe dane). A z połączenia obu argumentów wychodzi, że – w mojej opinii – po prostu nie warto po niego sięgać.

Tym razem na Head Up byłam wręcz skazana. Bo jak inaczej mam o nim pisać nie korzystając z niego? Zacisnęłam zęby i… takiego obrotu spraw po prostu się nie spodziewałam. Rewelacja. Serio. A wszystko dzięki najnowszej technologii i połączeniu widoku 2D z 3D – to zmienia wszystko.

Volkswagen postawił na Head Up z rozszerzoną rzeczywistością. Podzielono go na dwie części. Na dole, w widoku 2D, wyświetlają się informacje między innymi na temat ustawionego tempomatu (prędkości i utrzymywania pasa ruchu), ograniczenia prędkości czy aktualnej prędkości. Generalnie dubluje informacje z ekranu znajdującego się za kierownicą – na który, korzystając z HUD – nie musimy wcale patrzeć.

Ciekawsze jest jednak to, co dzieje się wyżej. W widoku 3D na ekran nałożone mamy dodatkowe dane – chociażby to, za ile jest najbliższy skręt, konieczność zmiany pasa ruchu czy wreszcie strzałki, które – im bliżej zakrętu jesteśmy – tym stają się większe i wreszcie znikają z naszego pola widzenia. Dojeżdżając do poprzedzającego nas samochodu zielona strzałka pomaga nam ocenić odległość do niego, a – gdy jesteśmy zbyt blisko – wyświetla czerwony wykrzyknik.

Zresztą, zobaczcie sami:

@tabletowo.pl

[współpraca reklamowa x volkswagen] Co ma wspólnego rozszerzona rzeczywistość z motoryzacją? Sami zobaczcie na przykładzie aut Volkswagena 🔥

♬ oryginalny dźwięk – Tabletowo

Muszę przyznać, że to był mój pierwszy kontakt z AR w samochodach i mam nadzieję, że nie ostatni, bo przekonałam się, że to już nie jest futurystyczne rozwiązanie, a coś, co realnie wpływa na komfort podróżowania.

Aktywny tempomat z fajną niespodzianką

Nowoczesne rozwiązania mają nam pomagać, a nie przeszkadzać. Tymczasem aktywne tempomaty, z którymi wcześniej miałam do czynienia, potrafiły być zdecydowanie zbyt opieszałe – ich reakcja na różne sytuacje na drodze bywała powolna (poza hamowaniem – to zawsze jest błyskawiczne). W Volkswagenie działa to jednak naprawdę dobrze.

Aktywny tempomat nigdy nie kojarzył mi się z dynamiczną jazdą, ale w Volkswagenie (biorąc pod uwagę trzy auta, które wymieniłam na początku tekstu) jest do niej zdecydowanie bliżej niż np. w moim prywatnym samochodzie. Dużo szybciej zbiera się, gdy chcę wyprzedzić wolniej jadące auto czy gdy przepuszczam samochód siedzący mi na zderzaku. A to spory plus.

Czym jest wspomniana wyżej niespodzianka? To coś, z czym – nie ukrywam – spotkałam się pierwszy raz. Domyślnie bowiem aktywny tempomat może automatycznie dostosowywać się do ograniczeń prędkości. Załóżmy, że jedziemy drogą szybkiego ruchu, na tempomacie 120 km/h, ale za chwilę jest zakręt z ograniczeniem do 90 km/h – samochód wtedy sam zwolni do tej prędkości.

Jeśli jednak nie chcecie z tej opcji korzystać, możecie ją wyłączyć z poziomu ustawień. Podobnie jak utrzymywanie w pasie ruchu, które jednak polecam mieć uruchomione – o ile w sporej części aut asystent lubi trzymać się bliżej lewego lub prawego pasa ruchu, tak tutaj system stara się utrzymywać auto w centrum pasa.

Śnieg za oknem, śnieg w interfejsie

W każdym z aut, którymi ostatnio jeździłam (ID.7 GTX, ID.7 Plus i Golf R), zastosowany jest dokładnie ten sam, 15-calowy ekran centralny, z identycznym systemem infotainment. Muszę przyznać, że jest naprawdę przyjazny dla użytkownika, a ukłonem ku niemu dodatkowo są widżety, które można dowolnie dobierać pod swoje preferencje – by mieć potrzebne ustawienia zawsze pod ręką. Personalizację lubią wszyscy i fajnie, że mamy z nią do czynienia również w systemach multimedialnych.

Dodatkowo fajnie, że sam interfejs dostosowuje się do warunków na zewnątrz – zimą np. wyświetlane są śnieżynki, a na Head Upie pada śnieg podczas uruchomienia samochodu. Mała rzecz, a jednak zwracająca uwagę. Podobnie zresztą jak możliwość zmiany w ustawieniach koloru wyświetlanych wskazań z białego na kontrastujący ze śniegiem błękitny – dla lepszej czytelności podczas jazdy.

Rzadko korzystam ze zintegrowanych w samochody nawigacji (pozdrawiam Android Auto), ale tutaj oczywiście zrobiłam wyjątek i są dwie rzeczy, które warto zaznaczyć. Pierwsza to mapa wyświetlająca ładowarki – w przypadku elektryków mega przydatna rzecz (co ciekawe jednak, w spalinówce też widoczne są ładowarki :) rozumiem jednak zunifikowanie map i uśmiecham się pod nosem).

Druga to przydatne wskazówki dotyczące zjazdów – na ekranie, poza standardowymi elementami nawigacji, wyświetla się też tablica drogowa, ułatwiająca orientację zwłaszcza w nieznanym terenie.

Przesiadając się w 2016 roku z 18-letniego Golfa na auto z pogranicza segmentu B i C, zaliczyłam ogromny przeskok generacyjny. Przy późniejszej przesiadce, w 2021 roku, na reprezentanta segmentu D, zyskałam dostęp do technologii, o których wcześniej mogłam tylko pomarzyć. Najnowsza przygoda z Volkswagenem pokazała mi co mogłabym mieć w samochodzie najnowszej generacji. I fajnie było mieć możliwość posmakowania tego.

PS. Wciąż nie mogę przyzwyczaić się do dotykowych suwaków zmiany głośności… I chyba nie jestem jedyna, skoro w świeżo zaprezentowanym projekcie nowej deski rozdzielczej nadchodzącego ID.Polo Volkswagen postanowił wrócić do większej ilości fizycznych przycisków.

Materiał powstał na zlecenie Volkswagena