mininauka7_marsplaneta
mininauka7_marsplaneta

MiniNauka #7: Dlaczego lot na Marsa jest taki ważny?

Po zakończonym sukcesem lądowaniu na Księżycu ludzkość była niemal pewna, że w ciągu najbliższych dwóch dekad będzie świadkiem lądowania także na Marsie. Wydawało się, że granice już nie istnieją, a lot na Marsa jest tylko troszeczkę trudniejszy od lotu na Księżyc. Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te plany i marzenia, lecz na szczęście w ostatnich latach temat powrócił ze zdwojoną siłą.

Reklama

Dlaczego przestaliśmy latać na Księżyc? Jednym z punktów kulminacyjnych była misja Apollo 13, która niemalże stała się ostatnią misją w życiu jej załogi. Eksplozja zbiornika z tlenem w module serwisowym pozbawiła środek transportu zasilania, w efekcie czego załoga została zdana tylko na łaskę zapasowych baterii, a tych miało wystarczyć na dosłownie kilka godzin. Od 13 kwietnia 17 kwietnia 1970 roku trójka śmiałków żyła więc w lądowniku księżycowym, posiadającym własne zasilanie, ale przystosowanym rozmiarami tylko do krótkiego transportu dwóch osób. Na szczęście cali i zdrowi wrócili na Ziemię, choć nie obyło się bez daleko idących konsekwencji. Ówczesny prezydent USA Richard Nixon stwierdził, że ryzyko załogowych kosmicznych podróży jest zbyt wielkie. Odbyły się jeszcze tylko cztery misje Apollo; ostatnia, ta oznaczona kryptonimem Apollo 17, miała miejsce pod koniec grudnia 1972 roku i zakończyła okres załogowych lotów na Księżyc, tym samym niwecząc definitywnie przyszły lot na Marsa. Od tego wydarzenia minęło już 46 lat.

Reklama
mininauka7_apollo13
Załoga Apollo 13 wraz z prezydentem Richardem Nixonem

Mars? A komu to potrzebne?

Lot na Marsa może wydawać się fanaberią, marzeniem ściętej głowy i czymś, co kompletnie nie ma dla ludzkości znaczenia, ale czy na pewno tak jest? Jednym z głównych argumentów przeciwników marsjańskiej odysei jest ten odnoszący się do konieczności rozwiązania najpierw problemów tu, na Ziemi. I na pierwszy rzut oka wydaje się, że to całkowicie trafny argument, wszak skrajna bieda i głód to nieodłączni towarzysze setek milionów ludzi. Mimo to świat naukowy, choć absolutnie nie neguje powyższego argumentu, przytacza kontrargumenty odnoszące się do nieco szerszego postrzegania rzeczywistości. I żeby była jasność – to nie jest moje zdanie, moja opinia czy mój wymysł. To pogląd powszechnie uznawany przez astrofizyków, kosmologów, inżynierów i innych związanych bezpośrednio z tematem.

Choć może się to wydawać abstrakcją, załogowy lot na Marsa (i założenie tam kolonii) ma jeden, podstawowy cel – przetrwanie ludzkiego gatunku. W perspektywie krótkoterminowej brzmi to, jak głupota, natomiast należy mieć świadomość, że w kosmosie czeka na nas mnóstwo zagrożeń. Ot, choćby jakaś zbłąkana planetoida, która po zderzeniu z Ziemią spowodowałaby przynajmniej kolejne masowe wymieranie, a w najgorszym razie całkowicie unicestwiłaby ludzki gatunek. Kosmologowie nie pytają, czy do tego dojdzie – pytają jedynie, jak dużo mamy czasu. Założenie kolonii na Czerwonej Planecie byłoby swoistym backupem ludzkiego gatunku.

Nie jestem jednak przekonany, czy obecnie żyjący ludzie dadzą się przekonać w ten sposób. Przyznaję otwarcie – codzienne myślenie takimi kategoriami nie jest może zbyt zdrowe dla umysłu, natomiast nie da się ukryć, że wyparcie z głowy świadomości zagrożenia nie wypiera samego zagrożenia. I choć jest to kwestia przyszłości, być może nawet bardzo odległej, to jednak dobrze, że już teraz żyje ktoś, kto chce zmierzyć się z tematem. Lepiej zapobiegać, niż leczyć. Osobną kwestią są kataklizmy ziemskiego pochodzenia, natomiast tutaj szansa na całkowite wyeliminowanie człowieka jest raczej niewielka – musiałoby wydarzyć się coś naprawdę apokaliptycznego. Jednak nie martwmy się, nie musimy uciekać się tylko do tak drastycznych scenariuszy – argumentów przemawiających za Marsem jest znacznie więcej.

mininauka7_mars

Człowiek jest odkrywcą

Lot na Marsa jest dla ludzkiej natury tym, czym kiedyś było odkrywanie Nowego Świata, latanie na orbitę, lądowanie na Księżycu czy nawet wspinanie się na najwyższe szczyty Ziemi. Jako gatunek mamy naturę odkrywców i chcemy dotrzeć tam, gdzie jeszcze nie dotarliśmy. Chcemy zatknąć flagę w miejscu, w którym nie stanęła jeszcze stopa innego człowieka. Ponadto jesteśmy budowniczymi – przypomnijcie sobie te wszystkie ogromne projekty, których w przeszłości podejmował się człowiek. Począwszy od piramid, przez kolej transsyberyjską, na opisywanej dwa tygodnie temu Międzynarodowej Stacji Kosmicznej skończywszy. Dlaczego by więc nie wybudować jakiejś stałej bazy poza Ziemią? Księżyc może być, ale Mars jest pod wieloma względami lepszy. Posiada większą grawitację, a wahania temperatur nie są aż tak ekstremalne, ponadto zaś obfituje również w ogromne pokłady lodu tuż pod powierzchnią. Odpowiednio zaprojektowany habitat umożliwiłby życie zbliżone do ziemskiego. Oczywiście nie byłby to sielski żywot, ale takowego nie prowadzą również naukowcy stacjonujący w arktycznych stacjach polarnych.

Z takiej bazy bezpośrednio wynikają korzyści naukowe. Mamy już świadomość bycia częścią niezmierzonego Wszechświata, lecz, niestety, według obecnej wiedzy, nasza planeta jest absolutnym ewenementem – życie występuje tylko i wyłącznie tutaj; to część Paradoksu Fermiego, który opisywałem tydzień temu. W przeszłości Mars prawdopodobnie posiadał warunki zbliżone do ziemskich – czy wobec tego możemy znaleźć tam jakieś pozostałości potencjalnego życia? Odkrycie śladów najprostszego i najprymitywniejszego organizmu niewyobrażalnie zmieniłoby nasze postrzeganie życia. Jestem pewien, że naukowcy z całego świata poświęciliby naprawdę dużo, by móc badać te ślady bezpośrednio na Marsie. Życie pozaziemskie nie jest jednak jedynym celem, bo naszą wiedzę powinniśmy poszerzać w każdej dziedzinie. Inna planeta niewątpliwie jest środowiskiem, które warto poznać nawet dla samej idei poznawania otaczającego nas Wszechświata.

Jeszcze jeden aspekt dotyczy perspektywy czysto ekonomicznej, czyli kosmicznego górnictwa. Powstało już naprawdę sporo prywatnych firm zainteresowanych taką formą pozyskiwania bogactw naturalnych. Oczywiście nie trzeba zaczynać od Marsa, można pierw skupić się na asteroidach, których w bliskim sąsiedztwie Ziemi znajduje się ponad 16000. Według Planetary Resources, jednej z firm zajmującej się tematem, asteroidy te zawierają około dwóch bilionów ton bezcennego surowca – wody. Doświadczenie zdobyte w pobliżu naszej planety z pewnością mogłoby posłużyć do uruchomienia projektów zajmujących się górnictwem na Marsie. Gdyby jedna z ekspedycji badawczych odkryła złoża jakiegoś wartościowego surowca, to jestem pewien, że zaczęłoby powstawać coraz więcej przedsiębiorstw łakomych na owe złoża.

mininauka7_lazik
Marsjańskie łaziki to jedyni mieszkańcy Czerwonej Planety, efekt naszego pragnienia zdobywania wiedzy

Nie wszystko złoto

Marsjańskie środowisko nie jest przyjazne człowiekowi. Posiada cieniutką atmosferę, choć ta składa się głównie z dwutlenku węgla (95%); dla porównania na Ziemi niemal 80% stanowi azot. Grawitacja, choć większa niż ta na Księżycu, jest ponad dwa i pół raza słabsza niż ziemska. Średnia temperatura wynosi około -63 stopnie Celsjusza, choć w ciepłe dni na równiku dochodzi nawet do +27 stopni. Jeden marsjański dzień jest tylko o około 40 minut dłuższy od ziemskiego, lecz jeden marsjański rok to już niemal dwa ziemskie lata. Ponadto Mars nie posiada magnetosfery, czyli nie zapewnia ochrony przed wiatrem słonecznym. Na Czerwonej Planecie nie istnieje również aktywność geologiczna – nie ma aktywnych wulkanów, a ruch tektoniczny jest znikomy. I choć skład jądra planety jest podobny do ziemskiego (zawiera głównie żelazo), to jednak marsjańskie jest stałe, w odróżnieniu od ziemskiego, które po części jest w stanie płynnym.

Wszystkie te cechy przesądzają o niegościnności Marsa, choć absolutnie nie wykluczają możliwości założenia tam nawet stałej kolonii. Ponadto stale opracowywane są koncepcje terraformowania Marsa; jest wiele pomysłów na to, jak uczynić marsjańskie środowisko jak najbardziej zbliżonym do ziemskiego. Część tych koncepcji jest w gruncie rzeczy prosta – do ogrzania planety wystarczy wywołanie efektu cieplarnianego, a to można osiągnąć za pomocą rozmrożenia ogromnych pokładów dwutlenku węgla znajdujących się na planecie. Przewiduje się, że w ten sposób możliwe byłoby przywrócenie atmosfery, w której warunkach może istnieć woda w stanie ciekłym. Kolejnym problemem jest jednak utrzymanie tej atmosfery. Wspomniałem, że Mars nie posiada pola magnetycznego, a zatem potencjalnie przywrócona atmosfera byłaby po prostu wywiewana przez wiatr słoneczny.

mininauka7_marsmagnetosfera
Grafika ilustrująca wiatr słoneczny oraz magnetosferę Marsa / NASA Goddard Space Flight Center

Rozwiązania są dwa, jedno mniej, a drugie bardziej niewiarygodne. To drugie zakłada ponowne ogrzanie jądra planety tak, by znów zaczęło wytwarzać magnetosferę. Płynne jądro działa bowiem jak wielki magnes. Druga koncepcja, nieco bardziej realna, zakłada stworzenie sztucznej magnetosfery. Odpowiedniej wielkości magnes byłby w stanie wytworzyć swoisty płaszcz, pod którym skryłaby się Czerwona Planeta. Zdaję sobie sprawę, że brzmi to, jak niezłe science-fiction, ale realizacja tej koncepcji naprawdę jest możliwa – w urządzeniu do rezonansu magnetycznego wytwarzamy pole magnetyczne znacznie mocniejsze, niż byłoby potrzebne do ochrony Marsa. Potrzebna byłaby tylko konstrukcja odpowiednio duża oraz odpowiednio elastyczna – taki generator musiałby się znajdować w tak zwanym punkcie Lagrange’a, czyli stale musiałby znajdować się idealnie między Słońcem a Marsem. Jeśli jednak mam być szczery, to mam wątpliwości, czy za mojego życia doczekam się realizacji takiego projektu.

Jeszcze jeden problem dotyczy samej kosmicznej podróży. Tu, na Ziemi, jesteśmy chronieni przed kosmicznym promieniowaniem, natomiast lot na Marsa mógłby być dla astronautów wyrokiem śmierci. Dopóki nie opracujemy odpowiedniej technologii ekranowania statków kosmicznych, raczej nikt nie będzie chciał wziąć odpowiedzialności za wysłanie żywych ludzi w taką podróż. Ponadto podróż sama w sobie jest dość ryzykowna – jakikolwiek problem techniczny wymagałby rozwiązania go tylko i wyłącznie przez załogę statku. Przy obecnej technologii nie dalibyśmy rady tak ot zawrócić statku z powrotem na Ziemię, zaś im większa dzieliłaby nas odległość, tym dłużej ciągnęłaby się komunikacja z centrum kontroli lotów.

mininauka7_bfr
Czy kiedyś doczekamy się prawdziwego zdjęcia przedstawiającego podobny widok? / Grafika od SpaceX

Lecieć, czy nie lecieć?

Podstawowym problemem terraformowania dotyczy zasobów, zarówno czasu, jak i tych materialnych. Nie wiemy, jak szybko udałoby się uczynić Marsa miejscem nieco bardziej przyjaznym (szacunki mówią o kilku stuleciach), nie bardzo też orientujemy się, jak wiele by to nas mogło kosztować. Przedsięwzięcie takie jest niemal na pewno niewykonalne dla pojedynczej firmy, agencji czy państwa – projekt wymagałby zaangażowania całej ludzkości. Tylko czy gra jest warta świeczki? Ostateczny bilans zysków i strat wcale nie musi być dla nas korzystny; lot na Marsa jest ogromnym ryzykiem, którego przywódcy być może nie będą chcieli podejmować. Nixon, choć publicznie chwalił cały program Apollo, zdecydował jednak, że ryzyko dla ludzi jest zbyt duże. Z drugiej jednak strony realizacja tak wielkiego przedsięwzięcia mogłaby dosłownie zbliżyć ludzkość, zgromadzić wokół wspólnego celu.

Jednakże, póki co temat bardziej dzieli, niż łączy. Projekty pokroju Mars One nie działają tak, jak powinny, ale z drugiej strony czego spodziewać się po firmie, która chce na Marsie przeprowadzić między innymi reality show? Kogoś mocno poniosła wyobraźnia. Nadzieję daje rozwój technologii transportu kosmicznego pod postacią SpaceX, natomiast, jak wspomniałem wcześniej, jedna firma nie poradzi sobie ze wszystkim. Może zrobić super rakietę, ale nie jest w stanie jednocześnie pracować nad mieszkalnym habitatem. I choć Elon Musk zapowiada, że w 2023 roku na Marsie wylądują ludzie, to nie sądzę, żeby doszło do tego tak szybko. Ale cóż – pożyjemy, zobaczymy.

źródła: planetary resources, wikipedia, mars-onedokumentalna część serialu Mars

_
#MiniNauka to cykl, w ramach którego staram się przekuwać swoje naukowe (czy raczej popularnonaukowe) zainteresowania w treści popularyzujące wiedzę o świecie i zjawiskach w nim zachodzących. Poruszam się po obszarach fizyki, kosmosu i technologii przyszłości, nierzadko sięgając po inne, powiązane dziedziny, przy zachowaniu przystępnej formy i względnie prostego języka.

  1. Cały ten marsjański marketing ma chyba na celu promowanie Elona Muska i jego ziemskich produktów. Powiedzmy sobie szczerze. Misja załogowa i choćby symboliczna kolonizacja Marsa wymagałaby długotrwałej współpracy tu na Ziemi, współpracy wielu narodów. I to współpracy na wielu polach… od zagadnień inżynierskich, aż po finansowanie całego projektu. A tu klops bo gospodarki co jakiś czas przeżywają kryzysy, toczą się wojny, wybuchają klęski żywiołowe i jest ogólny konflikt interesów. Gospodarki nie są zsynchronizowane do długogrwałej współpracy w tym segmencie. I tym bardziej nie będą, póki zysk i powodzenie całej operacji jest bardzo ryzykowny. Zapomnijmy o Marsie na dwieście lat. Przypomnijmy sobie o Księżycu. To jest nasz cel na dzisiaj. Cel bezpieczny i osiągalny finansowo.

    1. Szanowny Mariuszu,myśle że jest dokładnie odwrotnie,celem Muska w samym w sobie jest podróż na Marsa. Marketing jego (lipnych) produktów to tylko tło do jego prawdziwego modus operandi pt Space x.Jest to po prostu moje osobiste zdanie i nie ma na celu polemiki dlatego że z resztą twojego komentarza zgadzam się w 100%.

        1. Oczywiście Tomku pod warunkiem, że nie reprezentujesz kościoła wyznawców Tesli pod wezwaniem św Elona i jesteś otwarty na krytykę swojego idola.Poza tym uważam twoje artykuły za bardzo wartościowe i nie chciałbym wchodzić w zbędną polemikę.

          1. Spokojnie, fanatyzm Ci z mojej strony nie grozi, po prostu zawsze jestem ciekaw jak ludzie odbierają takie rzeczy i dlaczego tak je odbierają :)

          2. Widzisz Musk jest bardzo inteligentnym człowiekiem/pracoholikiem.I nie jest idealistą;
            Zaczynał z bratem od rzeczy które go w ogóle nie interesowały, tylko po to aby zrobić szybko duże pieniądze (paypal).
            Wzywa do zaprzestania rozmnażania mając pięcioro dzieci.
            Pobrał 53 mln $ rocznej premi ze swojego przedsiębiorstwa które ma 620 mln $ straty rocznej (watości przybliżone wartość z bilansu)
            Ale najważniejsze jest to, że ciągle kłamie.
            Nawet jeżeli któś mu to wypomni kłamie jeszcze bardziej.
            kłamał o:
            wlk produkcji
            możliwości autopilota
            rentowności jego przedsięwzięć
            Strukturze produkcji energii światowej (wygląda to tak, że auta elektryczne nie są czystsze od spalinowych, a w skrajnych przypadkach emitują więcej zanieczyszczeń i to zarówno pierwotnych jak i wtórnych!)
            A potem patrzysz na te przedsięwzięcia i rozumiesz:
            Są jednocześnie maszynkami do robienia pieniędzy(paypal) jak i poligonem doświadczalnym pod produkcję rakiet.A na tym polu ma doskonałe osiągnięcia.A kopanie tuneli na marsie będzie miało kluczowe znaczenie, poruszać się będąpo nim mogły TYLKO pojazdy elektryczne(brak tlenu).A kolej tubowa będzie najefektywniejszym sposobem na przemieszczanie się w tak rzadkiej atmosferze(helikoptery musiałyby mieć baaaaaaaardzo długie wirniki).

          3. Rozumiem Twój punkt widzenia, natomiast do kilku rzeczy mógłbym dorzucić swoje trzy grosze. Odnośnie kłamania – fakt, jego zapewnienia praktycznie nigdy się nie sprawdzają, ale one są przede wszystkim pożywieniem dla inwestorów; taka sama sytuacja jest w branży gier, technologicznej, ba, większość startupów polega na tym, że się dużo obiecuje, a wychodzi różnie. Co do energii – jak najbardziej się zgadzam, prąd skądś trzeba brać, ALE od czegoś też trzeba zacząć – Gigafactory docelowo ma być zasilana tylko energią słoneczną, więc to rzeczywiście ma szansę mniej zanieczyszczać środowisko, choć póki co tak nie jest. Kwestii jego pensji nie lubię poruszać, bo finansowo Elon kilka razy znajdował się na dnie po tym, jak absolutnie wszystko zainwestował w swoje przedsięwzięcia – mnie to przekonuje, jeśli chodzi o jego autentyczność. A co do ostatniej części – jak najbardziej się zgadzam, że celem Muska jest Mars, natomiast napisałeś to tak, jakby to była jakaś tajemnica, a tymczasem on od początku mówi, że tylko to jest dla niego ważne i wszystkie jego firmy pracują właśnie na sukces Marsa :) Także reasumując, całkowicie rozumiem, że można być do niego nastawionym niezbyt pozytywnie, bo jest postacią dość skrajną, acz geniuszu nie można mu odmówić. A ja podziwiam u niego właśnie tę część :)

          4. Widzisz rozmowa skończyła się koronnym argumentem: bo MUSK. Ja nie jestem z jego kościoła i nie wyznaje tej religii.
            Jakkolwiek byś go nie nazywał i usprawiedliwiał (pytanie dlczego usprawiedliwiać kłamstwo?)
            kłamstwo pozostanie kłamstwem. A kłamstwo którego celem jest uzyskanie konkretnych wartości to oszustwo.
            Jeśli raz skłamał skłamie kolejny raz również co do Gigafactory która jest tak „brudna” jak brudne są inne fabryki.
            Nie podzielam twojego zdania, że inwestorzy Tesli zdają sobie sprawę z docelowego braku opłacalności i rentowności tej firmy.
            Po rozmowach z nimi nie jestem pewien czy ogarniają w ogóle jego model businesowy.
            Generalnie są to niezbyt rozgrnięci ludzie którzy uwierzyli w jego kłamstwa.
            Mam gdzieś świetny film, jak manipuluje dziennikarzem a ten łyka wszystko bez zastanowienia pomimo że czesto jedne odpowiedzi stoją w sprzeczności z pozostałymi, a a Elon nawet się uśmiecha jak to mówi.
            Bycie geniuszem a kwestia wykorzystania swojego geniuszu to dwie różne sprawy.A że jest geniuszem zgadzamy się obaj.I zostańmy w zgodzie co do rzeczy które nas łączą, resztę pokaże czas.

          5. No i znów zaczyna się nawijanie, które jest niestety powodem Twojej niewiedzy. I potórzę to jeszcze raz – Musk kłamie tylko i wyłącznie odnoście terminów, resztę rzeczy, które obiecał – dotrzymał.
            Rozmawialiśmy w poprzednim temacie i nie dołączyłeś praktycznie żadnych dowodów, a wyssałeś swoje wnioski z palca i na podstawie kilku słów Wozniaka, który podkreślił także, że kocha swoje auto Tesli i nie ma zamiaru się go pozbywać. A jedyna rzecz jaka mu nie pasuje to to, że Tesla nie przejechała sama danego odcinku w termnie jaki obiecał Musk i, dlatego w kwestii terminów nie zawsze można mu wierzyć. Wszystko inne jest na swoim miejscu tak samo jak ekologia i podałem Ci nawet argumenty, Ty je zignorowałeś, nie podałeś praktycznie żadnych dowodów, dlaczego spalinówki miałyby być lepsze i ekologiczniejsze. Narzekanie z Twojej strony nie zna granic, jesteś mocno przeciwko jego firmom, które już odniosły sukces, ale Ty po prostu nie chcesz go dostrzec, ale to Twój problem ;)

            I żeby ewentualnie inne osoby ostrzec przed Twoimi bzdurami to napiszę to głównie dla nich, bo widzę, że Ty i tak żyjesz w swoim „brudnym” świecie ;)

            Jeśli raz skłamał skłamie kolejny raz również co do Gigafactory która jest tak „brudna” jak brudne są inne fabryki.

            http://puu.sh/zEI7C/e8dd206c10.png
            Look at the Gigafactory in 2020, what a difference a green electron makes! A recent study from the Norwegian University of Science and Technology found that using renewable electricity could drop production emissions by more than half. That’s for an entire Tesla Model S sized vehicle. With Tesla on the verge of expanding their manufacturing into China, it would be both surprising and disappointing if they didn’t make all new factories 100% renewably powered. It is the new benchmark that they themselves have set for sustainable manufacturing.
            https://www.teslarati.com/how-the-chevy-bolt-stacks-up-against-telsas-production-capabilities/
            Rzeczywiście, strasznie „brudne” te jego fabryki ;) GF 2016 ma zostać przekształcona w bardzo dużym stopniu (jak GF 2020), gdy zostanie w pełni ukończona w budowie (osiągnie pełne moce produkcyjne).

            Strukturze produkcji energii światowej (wygląda to tak, że auta elektryczne nie są czystsze od spalinowych, a w skrajnych przypadkach emitują więcej zanieczyszczeń i to zarówno pierwotnych jak i wtórnych!)

            Tyle źródeł (niezależnych) potwierdziło, że jest ekologiczniejsze, a Ty dalej swoje. Nudzi Ci się, widzę ;)
            I, żeby było ciekawiej, bo ostatnio strasznie byłeś oporny na jakiekolwiek argumenty i źródła dot. ekologicznych aut na całym świecie to zamieszczę Ci trochę jak to wyglądałoby u nas w Polsce:
            Even in countries with the highest GHG intensity of electricity generation – Poland and Germany – the EV performs better on a lifecycle basis (including the emissions in manufacturing the battery and vehicle) than the diesel car. Using the Polish average, an electric vehicle emits 25% less CO2 over its lifetime, while in Sweden an EV emits 85% less. Meanwhile, EVs’ sustainability will improve further with battery technology advances and as more batteries are re-used for electricity storage or recycled.
            http://puu.sh/zEIl8/81603d3e38.png
            Yoann Le Petit, clean Vehicles and emobility officer at T&E, said: “Today an electric vehicle driving on Polish electricity – the most carbon intensive in the EU – still has a lower impact on the climate than a new diesel car. With the rapid decarbonisation of the EU electricity mix, on average electric vehicles will emit less than half the CO2 emissions of a diesel car by 2030 including the manufacturing emissions.
            https://www.transportenvironment.org/press/electric-cars-emit-less-co2-over-their-lifetime-diesels-even-when-powered-dirtiest-electricity

            Reszty tych Twoich bzdur naprawdę nie chce mi się komentować, bo dyskusja skończy się tak jak ostatnio – nie podasz żadnych dowodów na to co napisałeś, a jedynie swoje interpretacje i przemyślenia :)
            I nie piszę tego komentarza specjalnie dla Ciebie, bo nie widzę sensu z dyskusji z Tobą.
            Na przyszłość polecam poczytać, zainteresować się tematem i przestać pisać komentarze na siłę w stylu „bo to Elon, więc trzeba o nim pisać źle” ;)

          6. Aby dostosować się do tego poziomu proponuje konkurs „znajdź kłamstwo Muska”,
            do wygrania otworzenie oczu.Konkurs przeznaczony dla osób ze skończonym podstawowoym wykształceniem.Zasady są proste:
            wrzucamy filmik z wywiadem Sz.P. Muska
            widownia znajduje kłamstwo
            oznacza minutę i tłumaczy kłamstwo i / lub podaje link do prawdziwej informacji.

          7. No i właśnie ta „obawa”, a raczej niewiedza pokazuje, że żadna kolejna dyskusja/gra z Tobą nie ma sensu.
            A jedne z faktów powyżej, które wrzuciłem to pokazują, podobnie jak nasze wcześniejsze rozmowy w sumie też ;)

          8. Dawno na to zwróciłem uwagę że rozmawiamy na 2 różnych poziomach.
            Mark Twain powiedział, że religia powstała wtedy jak pierwszy oszust spotkał pierwszego głupca.
            Nie będę Ci przeszkadzał wierzyć w kościół Tesli ale w zamian ty nie przeszkadzaj w poważnych rozmowach.

          9. Ty też sobie wierz w co chcesz, szczerze – guzik mnie to obchodzi co sobie o tym myślisz, bo mnie kompletnie nie interesujesz ;) Informuję Cię tylko, że Twoje bzdury będę prostował czy tego chcesz, czy nie. A co mówi za tym, gdzie leży prawda? A no właśnie to, że Ty nie podajesz żadnych dowodów, linków do artykułów, nic, a nic – bzdury wyssane z palca ;) Nawet podstawowe dane jak ilość produkcji potrafisz zakłamać. I rozmowa z Tobą wygląda tak jak z płaskoziemcem (choć tam nawet niektórzy dowody w postaci zdjęć wrzucają, więc w jakimś stopniu się ratują ;)).
            W poprzednim artykule już wypisałem Twoje bzdury i pokazałem jak marną masz wiedzę o Musku, większość Twoich danych to same brednie, a reszta to nadinterpretacja, więc opierasz się na niewiedzy, zatem dlaczego ktokolwiek miałby Ci wierzyć? ;) Dyskusja wygląda mniej-więcej tak, że ja napiszę 2+2=4, a Ty zaczniesz się tłumaczyć i napiszesz, że 2+2=5. Rozmowa z Tobą jak artykuł na onecie „gdzieś, coś, kiedyś słyszał, a autor tekstu i źródło nieznane” ;)

          10. Wiesz Matematyk, jak rozwiązuje równanie ,musi najpierw sprowadzić coś do części wspólnej np wspólnego mianownika.
            Częścią wspólną Miśków, Misiaków, Misiaczków i innych serdelków na każdym forum są wpisy, takie jak twój powyżej, które powstały często nawet bez przeczytania odnośnika.

            Z jednej strony prosisz o źródła z drugiej je negujesz
            z jednej strony nie chcesz polemizować z drugiej robisz to.
            Stawiasz teze a jak ci ktoś ją obala to ty atakaujesz.
            Jesteś pełen sprzeczności panie Misiek.

          11. No i widzisz, nawet nie wiesz jak bardzo się teraz mylisz ;) Rozmowa z Tobą to trochę jak z dzieckiem. I piszesz na takim poziomie jakby każde jedno źródło było rzetelne, ale powiem Ci coś w tajemnicy o czym pewnie nie wiesz – niestety nie każde źródło jeat rzetelne i nie każdemu można wierzyć ;) I jeżeli Ty swoją wiedzę opierasz na takich artykułach z onetu albo wp to lepiej zamilknij i się nie wypowiadaj, bo właśnie się ośmieszyłeś ;)
            I żebym najpierw „zaatakował”, a raczej porozmawiał (ostatnio zarzuciłeś mi, że Cię obrażam xD) to najpierw musisz daną rzecz obalić. A jak na obecną chwilę to nie zrobiłeś tego ani razu ;) Nie potrafisz tego obalić, bo nie masz żadnych dowodów na Twoje myślenie, bo Twoje argumenty są wyssanym z palca tekstem – prosta sprawa.
            A te filmiki co wrzuciłeś… Proszę Cię, najlepiej je skasuj i się nie kompromituj już ;)

          12. Wiem, wiem, rzetelne jest tylko to co ty wklejasz. O przepraszam próbujesz wkleić bo masz z tym problem. Odnośnik do rządowej strony po angielsku też Cię przerósł. Za to zrozumiałeś filmik ale wtedy skorzystałeś z prawa do gównoburzy.Wklejanie emotikonów co drugie zdanie też jest spoko…na twoim poziomie.

          13. 3:04 kłamstwo im rośliny są bardziej zielone tym mniej mają słońca(potrzebują więcej chlorofilu)

  2. Nawet po uderzeniu planetoidy Ziemia będzie 100 bardziej przyjazna dla życia i rozwoju ludzkości nisz Mars.
    Ale żeby to zrozumieć, trzeba posiadać chociażby podstawową wiedzę odnośnie fizyki i biologii na poziomie liceum.
    Odnośnie innych tez typu wydobycia wody i surowców na asteroidach nawet nie chce mi się pisać , bo redaktor ( którego dążę dużym szacunkiem i sympatią ) zwyczajnie nie wie ile kosztuje wyprowadzanie 1 kg na okołoziemską orbitę czy odwrotnie)

    1. To zależy jakiej wielkości to będzie to planetoida i z jaką prędkością uderzy – „Ale żeby to zrozumieć, trzeba posiadać chociażby podstawową wiedzę odnośnie fizyki i biologii na poziomie liceum.”

      1. Niestety język polski nie jest moim ojczystym. Nie uczyłem go w szkole, czy tam w gymnasium. Nawet nie udało mi się pość na jakieś kursy językowe z powodu braku czasu …no i chyba wiekowo już jestem nieodpowiedni na studia językowe : (

    2. Kawał skały, który przyczynił się do wybicia dinozaurów, miał zaledwie 10 kilometrów średnicy, ale to wystarczyło, by na dwa lata odciąć Ziemię od promieni słonecznych – wyginęło wtedy około 3/4 żywych organizmów. Planetoidy mają różne rozmiary, nawet do kilkuset kilometrów. Poza tym, jak wspomniałem, to nie jest mój wymysł – cały świat naukowców traktuje to jako zagrożenie, a myślę, że podstawową wiedzę z fizyki i biologii na poziomie liceum jednak któryś z tych naukowców posiada :) A jeśli chodzi o asteroidy – firmy już istnieją i pracują nad odpowiednimi technologiami i nie sądzę, że robiłyby to, gdyby nie miały najmniejszych szans na czerpanie z tego zysków.

          1. Mam pytanie, a zarazem prośbę – czy dacie rady coś zrobić z linkami, by wklejanie ich nie blokowało komentarzy? Kilka razy chciałem coś wkleić (również przed chwilą) i komentarz został na statusie oczekiwania na zatwierdzenie. Czy jest szansa by to naprawić? :)
            http://puu.sh/zEJ8k/23d50ab8cd.png

          2. A szkoda niestety trochę wielka :) Dziwię się, że Disqus nie wprowadził chociaż takiej opcji jak „zaufane osoby”, które mogłyby pisać bez obawy, że coś się zablokuje i będą musiały czekać na sprawdzenie :)

      1. „Odcięcie” od Słońca nawet na dwa lat nie było by dla ludzkości w całości zagładą. Na Marsie i tak nie da się hodować żywności bez specjalnych szklarni. Na Ziemi można je również zbudować w większej ilości i znacznie taniej.
        Światło słoneczne już obecnie jest zastępowane przez LED w wielu uprawach roślin.

        1. Zgadzam się. Tylko czy uderzenie takiej kosmicznej skały nie zniszczyłoby całej, albo chociaż większości naszej infrastruktury? Te LEDy musiałyby być jakoś zasilane. Prawdopodobnie masz rację z tym, że nie cała ludzkość by wyginęła, natomiast krajobraz kolejnych dziesięcioleci byłby iście apokaliptyczny. A to tylko przy założeniu, że dostalibyśmy tak samo niewielkim kawałem skały.

          1. Raczej trudno sobie wyobrazić, aby jedna asteroida mogła zniszczyć infrastrukturę na całej powierzchni Planety. Jedynie uderzając w któryś ocean spowodowała by falę tsunami, która doprowadziła by do zniszczenia miast położonych na wybrzeżu i zapewne do kilkudziesięciu km wgłąb. Za to na Marsie mamy apokaliptyczną wizję świata gdziekolwiek nie spojrzymy.

          2. Mars ma być jedynie „dupochronem” dla ludzkości, a nie planetą do zamieszkania. Mars ma pełnić rolę schronu przeciwatomowego podczas zimnej wojny. Nikt o zdrowych zmysłach chyba nie oczkuje tam warunków jak na Ziemi. To ma być plan „B” do odtworzenia ludzkości łącznie z całą jej wiedzą i wynalazkami. A nie odtworzenia ludzkości z maczugami i pochodniami. Na Marsie docelowo wystarczy kolonia kilkuset osób, która sama będzie się rozmnażać i podtrzymywać gatunek. Do tego wystarczy kilkaset hektarów i mała elektrownia jądrowa.

          3. A jak tam sie beda mogli kryc władcy tego swiata to ten zniszcza ten swiat 3 wojna światowa bo narazie ż takiej wojny by nie było wygranych ale jak będzie gdzieś można uciec się schronić to zobaczcie. Więc siedzieć tu wszyscy na ziemi i dbać o naszą matkę ziemię

          4. Taaa rozmnażać? ?? Ale wiesz ze dzieci nie byłyby w stanie wrócić na ziemię????

          5. : ) : ) A kolega wie ile osób jest potrzebnych aby sprawnie działała mała elektrownia jądrowa dostarczająca prąd do kilkuset osób ?

          6. Na dziś pewnie około tysiąca osób. Tyle, że dziś nie lecimy na Marsa, ani go nie kolonizujemy. Uważam, że za sto lat to będzie możliwe. A procesy automatyzacji i postęp technologiczny wyeliminują w dużym stopniu człowieka z pracy w takiej elektrowni.

          7. Slójrz choćby na gazociągi, wodociągi, linie energetyczne, światłowody. Źródła może przetrwają. Ale wystarczy, że oberwie linia przesyłowa i duże miasta leżą.

      2. Cały świat naukowców oczywiście dostrzega to zagrożenia, ale to nie znaczy że widzi ratunek w tz „kolonizacji” Marsa.
        Po pierwsze ten bardziej pragmatyczny i naukowy kawałek świata naukowców szuka sposobów aby nie dopuścić do takiego kataklizmu. ( bardzo dobry temat do artykułu )
        Po drugie szuka sposobu aby ludzkość przetrwała na Ziemi po takiej katastrofie.
        Co do dinozaurów to rzeczywiście brak wiedzy z zakresu fizyki, biologii, chemii matematyki itd był bardzo silnym czynnikiem przyspieszającym ich wymieranie które, nie wiem czy Pan redaktor wie , trwało kilka set tysięcy lat.

        1. Pan redaktor wie, a jakże :) Wie również, że powszechnie przyjęty pogląd mówi, że w momencie zderzenia populacja dinozaurów była bardzo osłabiona, ale to uderzenie, mówiąc poetycko, przelało czarę. Czy bez niego dinozaury by przetrwały? Może tak, może nie, my możemy tylko spekulować. Natomiast co do zapobiegania kataklizmowi – jak najbardziej się zgadzam, że to najlepsze wyjście. Fajnie byłoby mieć świadomość, że dysponujemy technologią zdolną na przykład zmienić trajektorię takiej kosmicznej skały. Cóż, może kiedyś :)

          1. Już w 2020 roku NASA planuję misję przechwycenia asteroidy i umieszczenia jej na orbicie Księżyca. Do tego im większy obiekt tym łatwiej nam go dostatecznie wcześnie wykryć. To może pozwolić na zmianę jego trajektorii i ominięcie Ziemi. Ewentualnie wycelowanie w niego rakiety i spowodowanie rozpadnięcia na mniejsze cząstki, które mają szanse ulec spaleniu w atmosferze.

          2. Niedługo (na przestrzeni kilku lat) zobaczysz o wiele większe fajerwerki, więc dopiero Ci kopara opadnie wtedy.

          3. Co do wyginięcia dinozaurów to do dziś nie ma jedynej naukowej teorii która to tłumaczy. Ja jednak się myliłem, bo trwało ono kilka milinów lat , a nie kilkaset tysięcy.
            Ogółem jest wiele faktów które „wersja meteoryt” nie jest w stanie wytłumaczyć. Chociażby czemu w tym kataklizmie przetrwali inne gatunki, mające kilkaset milinów lat krótszą drogę ewolucji.
            Tu jeden z artykułów z innym poglądem na to zjawisko ( pisany przez naukowców, a nie dziennikarzy Faktu). https://arstechnica.com/science/2016/04/dinosaurs-werent-wiped-out-by-that-meteorite-after-all/
            Poszukam cos w miarę sensownego czy mam nadzieję naukowego po polsku odnośnie delikatnie mówią wątpliwej idei idei „kopii zapasowej na Marsie ” i wkleję tu , bo jednak, jak ktoś tu zauważył, pisanie postów po polsku nie jest moją najmocniejszą stroną.

          4. Myślę że ludzie byli by tak czy siak na ziemi a nie jak niektórzy twierdzą że wymarcie dinozaurów pozwoliło na rozwuj ssaków. Ssaki były już za czasów dinozaurów i przewyższały je sprytem zyworodnoscia i wieloma aspektami co w efekcie i tak by je wyeliminowało lub pozostałe by musiały nam służyć albo wyginac bo taka jest nasza ludzka natura .ktoś kiedyś pisał że ludzie by nie mogli powstać na ziemi bo było za dużo drapieżnych gadów a ja się pytam czy drapieżnych ssaków nie ma ? ;) pozdro dla wszystkich myślicieli

          5. Niestety nic krótkiego, zwięzłego a tym bardziej ściśle naukowego nie znalazłem ( jestem pewny złe szukałem)
            Tu jest bardzo ciekawa dyskusja oraz wiele wpisów podpartych danymi z szanowanych źródeł.
            Warto sobie w chwilach wolnych poczytać : http://www.forum.kosmonauta.net/index.php?topic=384.0

            W bardzo dużym skrócie :
            1. Grawitacja Marsa
            Marsjańska grawitacja to zaledwie 0,38 ziemskiej. A człowiek jako gatunek jak i wszystkie nasze przodki ewoluowali i dostrajali swój organizm w warunkach 1G.
            Niska grawitacja ma bardzo zły wpływ na nasz organizm i na dużą skalę może być zabójcza dla całej kolonii na Marsie. Można poczytać
            http://www.fokus.tv/news/jak-dziala-niewazkosc-na-ludzki-organizm/1755
            https://cordis.europa.eu/result/rcn/169949_pl.html
            http://www.bbc.com/future/story/20140506-space-trips-bad-for-your-health

            2. Wysokoenergetyczne cząstki
            https://www.tvp.info/27283385/promieniowanie-kosmiczne-ugotuje-mozgi-astronautow-lecacych-na-marsa
            http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C396202%2Cpromieniowanie–smiertelna-przeszkoda-w-locie-na-marsa.html
            http://www.kwantowo.pl/2016/11/05/promieniowanie-najwiekszy-problem-marsa-wielki-konkurs/
            https://www.nature.com/articles/s41598-017-04910-3

            3. Wpływ braku pola magnetycznego na funkcjonowanie organizmu
            http://sciaga.pl/tekst/26318-27-wplyw_pola_elektrycznego_i_magnetycznego_na_czlowieka

            4. Toksyczna głębia i bardzo drobny pył + obecność nadchloranów
            http://tylkoastronomia.pl/wiadomosc/toksyczny-pyl-marsjanski-moze-znacznie-utrudnic-kolonizacje-czerwonej-planety
            https://pl.sputniknews.com/swiat/201707225936551-sputnik-mars-zycie/
            http://wyborcza.pl/7,75400,22061882,mars-jest-toksyczny-dla-zycia-niczego-zywego-tam-nie-znajdziemy.html

            5. Brak surowców dla przemysłu
            6. Socjalny aspekt życia w zamkniętej grupie ( jest duży artykuł naszego rodaka który pracował dla NASA , niestety nie mogę znaleźć teraz )
            7.Finansowy
            Wysłanie Curiosity kosztowało około 12 miliardów USD
            Taki mały lażik wielkości malucha.
            Kilka poprzednich prób lądowania na Marsie nie powidło się
            W ogóle temat lądowania na Marsie to prawie loteria jak by nie patrzeć. I to dla małych łazików.
            Lądowanie czegoś wielkości tankowca jest niemożliwie na współczesnej nauki/techniki

            Mogę to mnożyć i mnożyć ale tego jest pełno w necie.
            Żeby było jasne ja nie jestem przeciwny aby rozwijać szeroko pojętą astronautykę, wręcz przeciwnie jestem tego najgorętszym zwolennikiem.
            Ale wmawianie ludziom że to ratunek dla ludzkości jest delikatnie mówiąc nieprawdą.
            Ułamek tych środków zainwestowanych na budowę podziemnych /podwodnych schronów da 1000-krotnie łatwiejszy lepszy i realny wynik dla ratunku ludzkości i nisz kolonia na Marsie

          6. No dokładnie chronić jakoś naszą planetę . Ale zanim skolonizuja marsa to pewnie coś wymyślą bo technologia tak pisze do przodu że jeden dzień dzisiejszy rozwoju ma większe wymiar jak stulecie przed narodzeniem Chrystusa

      1. Tłumaczeni z Google cytowanego artykułu:
        I tak dalej, a otrzymasz średnią cenę za kilogram do GTO za ≈ $ 25 000 USD. Powtórzę jeszcze raz, są to guesowe dla GTO, nie GEO (powinieneś podwoić cenę do GEO za kilogram, w zależności od konfiguracji, jak opisano wcześniej) i nie powinno się go używać do niczego innego niż porównywać cenę za kg do LEO do ceny boiska do gry w turnieju piłkarskim na poziomie ≈ 50 000 USD za kg.

        Wikipedia : https://pl.wikipedia.org/wiki/Bezrakietowy_start_kosmiczny

        1. Polska wersja tego artykułu podaje przedział od 10 do 25 tysięcy dolarów, natomiast angielska pokazuje od 2,5 tysiąca do 15 tysięcy dolarów – generalnie nie polecam polskiej Wikipedii do argumentowania takich tematów, bo dane są często nieaktualne. Statystyki są różne, ale Delta IV Heavy, najpotężniejsza używana obecnie przed Falconami rakieta, wynosi na LEO dwadzieścia parę tysięcy kilogramów i liczy sobie 13-17 tysięcy dolarów za kilogram. Falcon Heavy wynosi na LEO ponad sześćdziesiąt tysięcy, a przewidywany koszt za kilogram to $1410, zaś na GTO jest to $3370 za kilogram. Dla Falcona 9 w najnowszej wersji mamy $2,719 na LEO i $7,469 na GTO – dane wziąłem z angielskiej Wikipedii. Dość znaczna różnica, prawda?

          1. To nich Pan redaktor teraz policzy ile by wynosił koszt wysłania rekiety do asteroidy i sprowadzenie 1 kg surowca z pasa Kuipera

          2. Ale po cóż mam to liczyć, chciałem jedynie sprostować/uzupełnić podane przez Ciebie informacje. Nie wątpię, że koszt jest duży, nawet bardzo, ale pomyśl sobie, że Microsoft kupił Minecrafta (grę, jedną grę) za dwa i pół MILIARDA dolarów. Możnaby za to wystrzelić 16 Falconów Heavy jednorazowego użytku. Przy takim zestawieniu kosmiczny biznes wcale nie wydaje się taki drogi.

          3. Te wartości są bardzo bardzo ogólnikowe. Prawdziwych cen, kosztów i warunków nikt nie będzie ujawniał bo to tajemnica handlowa.

            Tu trochę świeżych danych, oraz wolne tłumaczenie
            https://aboutspacejornal.net/2017/09/21/comparative-cost-of-launching-payloads-into-space-on-different-launch-systems/

            Koszt dostawy towarów na orbitę w różnych źródłach jest zupełnie inny.
            Często dane liczbowe podawane są w różnych walutach, odnoszą się do różnych lat (rok określa zarówno inflację, jak i światową sytuację kosztów startów), odnoszą się do startów na różne orbity, niektóre liczby charakteryzują koszt uruchomienia na fakt, że „Suchy” koszt rakiety, inne źródła dają koszt rozpoczęcia dla klienta, podczas gdy źródło nie wyjaśnia, która z danych jest podana.
            Koszt usług naziemnych nie jest uwzględniany regularnie, nie mówiąc już o ubezpieczeniu, którego koszt może być bardzo różny w zależności od statystyk awarii pocisków.
            Konieczne jest dokładne porównanie kosztów uruchomienia programu uruchamiającego, ponieważ zotwartej informacji widać tylko przybliżone wartości.

          4. Trochę się plączesz w argumentacji, bo pierw zaczynasz od cen, a potem po mojej odpowiedzi piszesz, że wartości są bardzo ogólnikowe i w zasadzie to nie ma to żadnego znaczenia. Myślę, że w ten sposób do porozumienia nie dojdziemy.

          5. Podałem przykładowe ceny do wyniesienia 1 kg na orbitę aby uświadomić Ciebie że tz. górnictwo na asteroidach, o którym pisałeś z takim zapałem, jest na dzień dzisiejszy tylko teoretycznym projektem.
            Chodzi mi o rząd wielkości wyniesienia 1 kg na orbitę , do którego trzeba dodać koszt oraz najważniejsze możliwość sprowadzenia do Ziemi surowców który jest absolutnie nieznany.
            Ja nawet nie wspominam o tym że taka asteroida pędzi w kosmosie z ogromną prędkością
            Że wydobycie czegokolwiek trzeba zacząć od REALNEJ analizy składu i proporcji asteroidy do której dopiero się robi pierwsze poważne podejście w misji NASA OSIRIS-REx …. zaplanowanej na 2019 rok.
            Ni i ci co będą tam „kopali” będą mieli te same problemy co i „kolonizatory” Marsa, a nawet gorsze bow większość asteroidów jest o wiele dalej od Ziemi nisz Mars.

            Ale zgadzam się, nasza dyskusja jest bezsensowna , bo ja mówię o dzisiejszych realiach , a Ty o tym co być może będzie MOŻLIWIE za jakieś kilkaset lat.

  3. Poza tym jeśli kolonizacja Marsa jest odpowiedzią na kolizję Ziemi z asteroidą to taki sam scenariusz czeka także Marsa, nie prawdaż?

    1. Jak najbardziej, natomiast sytuację można porównać do backupu zdjęć, dokumentów, czy czegokolwiek innego – lepiej mieć kopie na dwóch oddzielnych dyskach, niż tylko na jednym :)

  4. Moim zdaniem -potrzebujemy kolejnego wielkiego projektu- jak lot w kosmos, lot na Księżyc – by popchnąć do przodu technologię w wielu dziedzinach- NIE LICZĄC SIĘ Z RACHUNKIEM EKONOMICZNYM.
    Technologie które opracujemy przy takim projekcie, zwrócą się ekonomicznie pewnie za dekadę lub nawet w dłuższym czasie, a w takim horyzoncie niemal nikt w tej chwili nie działa.
    Do dziś korzystamy z wynalazkó opracowanych na potrzeby programu Apollo.

    1. Ale lat na Marsa to nie jest wielki projekt, tak samo jak nie był nim lot na Księżyc. Amerykanie polecieli załogowo na Księżyc, zrobili se fajne focie, pozbierali trochę księzycowych kamulców, których wartość naukowa okazała się tak wielka, że ich głównym wykorzystaniem stało się wystawianie w muzeach i obwożenie po festynach szkolnych, żeby se gawiedź płacąca podatki i finansująca NASA mogła pomacać.

      Wielki projekt naukowy to np. eksperymenty w CERN albo budowa Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba. Projekty które przyniosą faktyczne poszerzenie zasobu wiedzy ludzkości. A nie jakieś medialne bzdury, typu wyślijmy za miliardy dolarów kilka małp na Marsa, które w sumie i tak gówno są w stanie odkryć, ale my będziemy mieli propagandowy sukces (co z tego że trzeba będzie zamknąć kilkanaście prawdziwych naukowych eksperymentów, żeby pokryć koszta wycieczki), a wysłane małpy po powrocie będą mogły do końca życia szczerzyć zęby w telewizji i posuwać panienki na imprezach.

      Chyba największymi przeciwnikami misji załogowych na Marsa są… sami naukowcy. Ci prawdziwi, nie ci którzy tylko pokazują mordy w telewizyjnych show. Dobrze wiedzą ile to będzie kosztowac naukę i że nie przyniesie to praktycznie żadnego pożytku. Eksploatacja Marsa przy obecnej technologii napędów rakietowych jest całkowicie nieopłacalna, a przetrwanie ludzkości na Marsie, po wyginięciu Homo Sapiens na Ziemi, w zależności od tego jak dużo sprzętu uda się przerzucić z Ziemi na Marsa, to tylko krótsza lub dłuższa agonia.

      Ludzkość nie dysponuje technologiami zdolnymi zapewnić przetrwanie samodzielnej kolonii poza Ziemią i jej rozwój. I nie zdobędzie takiej technologii o ile nie będą prowadzane dalsze eksperymenty i obserwacje fizyczne i astronomiczne.
      Ale co tam. Pieprzyć naukę, lepiej polecieć na Marsa!

      1. No tak, bo eksperymenty z LHC w Cern faktycznie przyczyniają się do poprawy sytuacji ludzkości. Osiągnęli tam jakikolwiek wielki sukces, który pomoże przetrwać naszemu gatunkowi? A obserwacja kosmosu przez teleskop Webba po co nam niby potrzebna, skoro wg ciebie nawet lot na Marsa jest niepotrzebny? Czyżby ten teleskop powstał tylko po to, żebyśmy mogli sobie popatrzeć w niedostępne dotychczas czeluście kosmosu? Z takim podejściem to do dziś nie mielibyśmy pojęcia o istnieniu Ameryk, czy Australii, bo nasi przodkowie nadal hasali by na golasa po sawannach Afryki. Więc nie pisz bzdur, że podróż na Marsa nie ma sensu, bo w szerszej niż twoja perspektywie ma go co najmniej tyle co wyprawy Kolumba, Magellana, czy Cooka.

        1. Tak, eksperymenty w LHC przyczyniają się do poprawy sytuacji ludzkości, bo tam odkrywane są nieznane jeszcze prawa fizyki, które w przyszłości BYĆ MOŻE pozwolą opracować efektywny napęd, pozwalający wynosić tanio i szybko w przestrzeń kosmiczną ogromne ilości ładunku, podróżować pomiędzy układami gwiezdnymi w czasie krótszym niż tysiące lat, etc…

          W przeciwieństwie do prężenia mięśni NASA żeby pokazać zaślinionym półgłówkom przed telewizorami „patrzcie co my Amerykany/Ruskie/Chinole potrafimy” jest to faktyczna inwestycja w przyszłość, tak, żeby podróże na inne planety były faktem i codziennością, a nie jednorazowymi wyskokami, w których za cenę wieloletnich wyrzeczeń w innych dziedzinach raz na kilka — kilkanaście lat uda się wysłać śmieszny stateczek z ledwie kilkoma tonami ładunku na najbliższą planetkę (podbój kosmosu jak cholera!), i których koszty przewyższają wszelkie korzyści.

          No ale co tam. Zaślinione małpy przed telewizorami będą cieszyć tępe ryje odliczając do startu nic nieznaczącej wyprawy i powtarzać „Nałuka, Panie, nałuka!”, a widać to dla wielu jest najważniejsze…

          A jeśli nawet nie uda się opracować takiego napędu, bo okaże się to niemożliwe, to przynajmniej przyczynią się do poprawy sytuacji na Ziemi, dzięki odkryciom w dziedzinie fizyki kwantowej, dzięki którym uda się opracować nowe rodzaje urządzeń elektronicznych.

          I proszę nie wyjeżdżaj mi tu z pierdołami typu „Z takim podejściem to do dziś nie mielibyśmy pojęcia o istnieniu Ameryk, czy Australii, bo nasi przodkowie nadal hasali by na golasa po sawannach Afryki.” nieuku.
          Tak się składa że pierwszymi odkrywcami Ameryki byli skandynawscy Wikingowie, którzy dopłynęli tam jeszcze we wczesnym średniowieczu swoimi prymitywnymi długimi łodziami. I co z tego? Odległość pomiędzy ich macierzą a odkrytym lądem była zbyt wielka, a wykorzystywany środek transportu zbyt prymitywny aby można było wykorzystać w jakikolwiek sensowny sposób nowo odkryty ląd.
          Tak samo od początku XV wieku, zanim jeszcze Europejczycy zaczęli interesować się wyprawami zamorskimi, chińska flota liczące setki okrętów i około 28 000 ludzi pod dowództwem admirała Zheng He odbyła szereg wypraw wojennych w rejonie Południowego Pacyfiku, Oceanu Indyjskiego i Morza Arabskiego manifestując wszem i wobec potęgę floty dynastii Ming. I znów gówno z tego wynikło, bo chińskie dżonki były zbyt prymitywne, a odległości zbyt wielki, aby można było skutecznie i trwale podbijać nowe lądy i utrzymywać nad nimi kontrolę przy takim środku transportu. Niecałe sto lat później nowocześniejsze hiszpańskie i portugalskie kogi i karawele rozpoczęły podbój „Nowego Świata” pomimo oddzielenia go od metropolii oceanem, bez linii brzegowej wzdłuż której można by żeglować.

          Więc smuty typu „do dziś nie mielibyśmy pojęcia o istnieniu Ameryk” zachowaj dla sobie podobnych „nałkowców”.

          1. Patrz, pięknie piszesz, tylko pewien fakt w tych swoich rozważaniach pominąłeś… Amerykę, czy Australię rdzenni mieszkańcy skolonizowali na długo przed Europejczykami i to tak prymitywnymi środkami, przy których draakary Wikingów były niczym technologia NASA. Więc nie wyjeżdżaj z bzdurami, że Amerykę odkryli Skandynawowie, bo zdaje się już wtedy Indianie byli tam od tysiącleci. I ty mi wyskakujesz z tekstami typu „nieuku”?

          2. ???
            O czym ty człowieku bredzisz? Że jakaś banda prymitywów doszła, idąc przed siebie w losowych kierunkach, gdzieś na inny kontynent? A co to ma do rzeczy? Chrzanisz od rzeczy! Napisałem jasno. Co z tego że jakiś kraj włoży gigantyczny wysiłek w jakieś przedsięwzięcie, skoro nie ma najmniejszej możliwości czerpania korzyści z tego przedsięwzięcia?
            Taki los spotkał Wikingów organizujących odległe wyprawy, tą dolę dzieliły Chiny po wyprawach Zheng He i taki scenariusz proponują dziś oszołomy od „wypraw na Marsa”.

            A ty mi coś o jakichś indianach chrzanisz? Nie potrafisz zrozumieć treści prostego przekazu, a zabierasz głos w takim temacie?
            To tak jakby ktoś, komu opowiedziano przypowieść o Hiobie (taki przykład, chyba dość powszechnie znany), gdzie mowa MIĘDZY INNYMI I TYLKO PRZELOTNIE o tym że Hiob dostał wrzodów na ciele, nagle ni z tego ni z owego zaczął poruszać temat schorzeń dermatologicznych i maści do twarzy.
            No owszem, o wrzodach też była mowa, ale anegdota o Hiobie dotyczy chyba czegoś innego, nie?

            Tak samo ty. Ja poruszyłem temat wypraw Wikingów i Chińczyków w kontekście braku jakichkolwiek efektów przy wysokim ich koszcie, a ty się do jakiejś Ameryki przyczepiłeś i o indianach opowiadasz?!
            Jesteś jakiś niepełnosprawny umysłowo? Jeśli tak to przepraszam.
            Ale mimo wszystko ludzie nie zdolni do rozumienia treści prostej wymiany zdań i prostych porównań, nie powinni zabierać głosu w dyskusji na temat „czy jest sens lecieć na Marsa”.

          3. Ochłoń człowieku. Ja rozumiem że mam do czynienia z kolejnym mądralą, któremu wydaje się (błędnie), że wszystkie rozumy pozjadał, ale to nie daje ci podstaw do obrażania innych. Zacznijmy od tego, że nigdzie nie napisałem o tym że LHC jest niepotrzebne, tylko że póki co, nic przełomowego tam nie odkryli, a ty bredzisz, że „odkrywane są tam nowe prawa fizyczne”. Jakie niby prawa tam odkryli? Póki co to jedynie potwierdzili eksperymentalnie istnienie kilku cząstek elementarnych, których możliwość istnienia założył po obliczeniach jakiś fizyk. Po drugie, piszesz coś o niemożności czerpania korzyści z przedsięwzięcia? To dziwne, że po niepowodzeniach Chińczyków, czy Wikingów trafił się ktoś komu się powiodło. Oczywiście rozumując tak jak ty, musielibyśmy uznać, że statki płynące do Ameryki były wogóle pierwszymi jednostkami pływającymi stworzonymi przez Europejczyków, bo po co mieli ryzykować wyprawę np przez Morze Śródziemne czy Bałtyk (analogia do Marsa widoczna?)skoro może trafił się jakiś geniusz i od razu narysował im plan okrętów pozwalających pokonać ocean ( video twój CERN i przełomowy napęd pozwalający na podróże miedzygwiezdne).

        2. Otóż kolega ma racje. Misje Mars One organizuje nie NASA tylko jakiś holenderski biznesmen ( jedynie słusznego pochodzenia )
          I to co tam się wyprawia to jest to kpina dla nauki czy w ogóle dla idei astronautyki , ale jest ładną maszynką dla robienia pieniędzy.

          1. Skoro pijesz do potwierdzenia istnienia bozonu Higgsa to napisz, jakie to ma znaczenie dla przetrwania ludzkości, uratuje nas przed uderzeniem asteroidy, erupcją megawulkanu? Prawda jest taka, że jak dotąd wielki zderzacz jest porażką, bo nic naprawdę spektakularnego, z punktu widzenia zwykłych ludzi, z tego zderzania cząstek tam nie wynikło. Jedynie fizycy mają fajną zabawkę.
            Mars One to nie moja bajka, ale o ile się nie mylę to chińska agencja kosmiczna też ma chrapkę na Marsa. Prędzej czy później ktoś tam poleci.

          2. Ma takie jakie mieli okrycia i prace naukowe Plancka, Nilsa Bora, Einsteina, Pauli i Marii Curie do elektrowni atomowej , tomografu komputerowego czy ekranu LCD na którym czytasz ten tekst.
            Zapewne tacy jak Ty pod koniec 18 wieku też się dziwili czemu ww osoby dostają Nobla i jak ich „wynalazki” mają rozwiązać ówczesne problemy ludzkości. A byli oni bardzo dalekie od teorii kwantów
            W 1894 r. londyński „Times” prognozował, że do 1950 r. każda większa ulica w stolicy Wielkiej Brytanii zostanie przykryta trzema metrami końskiego łajna.
            W 1898 r. nawet zorganizowano w Nowym Jorku pierwszą międzynarodową konferencję na której omawiano ww temat. W Nowym Jorku przewidywano, że już w 1930 r. nawóz sięgnie drugiego piętra domów na Manhattanie. Podczas wspomnianej konferencji zastanawiano się, jak do tego nie dopuścić.
            Niestety, rozwiązania nie znaleziono.
            W Europie i Ameryce Północnej pisano wiele na ten temat – zarówno w poważnych czasopismach naukowych, jak i w prasie codziennej.
            I oczywiście do głowy im nie mogło przyjść że Nobel otrzymany przez Einsteina,Curie, Becquerela przyczyni się kiedyś do powstania samochodów elektrycznych napędzanych elektrycznością od baterii słonecznych czy ładowanych z gniazdka do którego prąd wytwarza elektrownia atomowa .

          3. Serio? Pod koniec 18 wieku ludzie dziwili się dlaczego wyżej wymienione osoby dostają nagrodę, która została ustanowiona sto lat później? A rozwiązanie problemu końskiego łajna znaleziono jak najbardziej, no chyba że dla Ciebie silnik spalinowy nie był tą oczekiwaną rewolucją.

          4. Pod koniec 19 wieku oczywiście. : )
            Zacytuję jeszcze jednego „eksperta od prognozowania ” podobnego do Ciebie . Ba nawet z całym szacunkiem do niego naukowca i Noblistę.
            „Wszystkie najważniejsze fundamentalne prawa i fakty w fizyce zostały już odkryte i tak dobrze ustalone, iż jest znikome prawdopodobieństwo, że zostaną one uzupełnione w wyniku nowych odkryć… Przyszłych nowych prawd w fizyce trzeba będzie szukać na szóstym miejscu po przecinku.” Albert A. Michelson (1894)

          5. Jeśli już to początek 20 wieku, to po pierwsze. Po drugie, to nie ja prognozuję tylko Wy, przecież nie ja z góry zakładam, że wyprawa na Marsa jest bez sensu. Nigdzie nie napisałem, że eksperymenty w Cern nie przyniosą jakiegoś przełomowego odkrycia, tylko że nie stało to się dotychczas.

        3. Tak, eksperymenty w LHC przyczyniają się do poprawy sytuacji ludzkości, bo tam odkrywane są nieznane jeszcze prawa fizyki, które w przyszłości BYĆ MOŻE pozwolą opracować efektywny napęd, pozwalający wynosić tanio i szybko w przestrzeń kosmiczną ogromne ilości ładunku, podróżować pomiędzy układami gwiezdnymi w czasie krótszym niż tysiące lat, etc…

          W przeciwieństwie do prężenia mięśni żeby pokazać zaślinionym półgłówkom przed telewizorami „patrzcie co my Amerykany/Ruskie/Chinole potrafimy” jest to faktyczna inwestycja w przyszłość, tak, żeby podróże na inne planety były faktem i codziennością, a nie jednorazowymi wyskokami, w których za cenę wieloletnich wyrzeczeń w innych dziedzinach raz na kilka — kilkanaście lat uda się wysłać śmieszny stateczek z ledwie kilkoma tonami ładunku na najbliższą planetkę (podbój kosmosu jak cholera!), i których koszty przewyższają wszelkie korzyści.

          No ale co tam. Zaślinione szympansy przed telewizorami będą cieszyć tępe facjaty odliczając do startu nic nieznaczącej wyprawy i powtarzać „Nałuka, Panie, nałuka!”, a widać to dla wielu jest najważniejsze…

          A jeśli nawet nie uda się opracować takiego napędu, bo okaże się to niemożliwe, to przynajmniej przyczynią się do poprawy sytuacji na Ziemi, dzięki odkryciom w dziedzinie fizyki kwantowej, dzięki którym uda się opracować nowe rodzaje urządzeń elektronicznych.

          I proszę nie wyjeżdżaj mi tu z pierdołami typu „Z takim podejściem to do dziś nie mielibyśmy pojęcia o istnieniu Ameryk, czy Australii, bo nasi przodkowie nadal hasali by na golasa po sawannach Afryki.” nieuku.
          Tak się składa że pierwszymi odkrywcami Ameryki byli skandynawscy Wikingowie, którzy dopłynęli tam jeszcze we wczesnym średniowieczu swoimi prymitywnymi długimi łodziami. I co z tego? Odległość pomiędzy ich macierzą a odkrytym lądem była zbyt wielka, a wykorzystywany środek transportu zbyt prymitywny aby można było wykorzystać w jakikolwiek sensowny sposób nowo odkryty ląd.
          Tak samo od początku XV wieku, zanim jeszcze Europejczycy zaczęli interesować się wyprawami zamorskimi, chińska flota liczące setki okrętów i około 28 000 ludzi pod dowództwem admirała Zheng He odbyła szereg wypraw wojennych w rejonie Południowego Pacyfiku, Oceanu Indyjskiego i Morza Arabskiego manifestując wszem i wobec potęgę floty dynastii Ming. I znów gówno z tego wynikło, bo chińskie dżonki były zbyt prymitywne, a odległości zbyt wielki, aby można było skutecznie i trwale podbijać nowe lądy i utrzymywać nad nimi kontrolę przy takim środku transportu. Niecałe sto lat później nowocześniejsze hiszpańskie i portugalskie kogi i karawele rozpoczęły podbój „Nowego Świata” pomimo oddzielenia go od metropolii oceanem, bez linii brzegowej wzdłuż której można by żeglować.

          Więc smuty typu „do dziś nie mielibyśmy pojęcia o istnieniu Ameryk” zachowaj dla sobie podobnych „znafcom”.

      2. No tak zgadzam się w całej rozciągłości.Niemniej jednak warto rozwijać technologię kosmiczną chociażby … dla rdukcji kosztów kg sprzętu wypuszczonego na orbitę. Do Twojej listy dodałbym ISS.

  5. Dlaczego mądre głowy nie zastanowią się nad uratowaniem Ziemi przed nieuchronnym zderzeniem? Wydaje się, że kolonizowanie Marsa jest bardziej science-fiction niż próba realizacji scenariusza z Brucem Willisem na asteroidzie. Elon i NASA powinni nad tym właśnie myśleć – ażeby ludzkość miała czas (perspektywa setek lat) na to by dopiero stać się gatunkiem miedzyplanetarnym. Idiotyzmem jest terraformowanie innych planet a skazywanie Ziemi na zagładę czekając aż przypierniczy w Nas COŚ.
    Nawet jeśli nastąpi kolizja to niech ludzkość pomyśli nad ponownym terraformowaniem Ziemi bo to już potrafimy – patrz zmiany klimatu przez ludzkość wywołane. Reasumując to kolonizacja Marsa jest chłitem marketingowym

  6. Problem z Marsem jest taki że nie ma odpowiednio silnego pola magnetycznego. A bez tego jedno, za przeproszeniem, pierdnięcie Słońca i cała marsjańska kolonia dostaje dawkę Czarnobyla x pierdyliard. Niewiele brakowało a jedna z amerykańskich ekip księżycowych tak właśnie by skończyła… A pamiętajcie że źródłem promieniowania kosmicznego nie musi być Słońce. Poza magnetosferą (a czasem i w) można zarejestrować cząstki o energiach których nawet dziś nie potrafimy odtworzyć. O tym się nie mówi, ale bez pola magnetycznego, Słońce może zdmuchnąć nawet ziemskie oceany. Kwestia czasu. Jeżeli kiedyś na Marsie była woda, to właśnie slonceja zdmuchnelo

  7. Polecam poczytać pewne źródła, które od dawna twierdzą, że na Księżyc, Marsa czy nawet Jowisza to już latamy od dobrych 60-70 lat. I łączy się to z Nazistami/Antarktydą. Dlatego jak słyszę ile tego gadania jest na temat oficjalnego lotu na Marsa to myślę sobie, jak bardzo muszą się śmiać ci którzy są tam od dawna ze swoją o wiele bardziej zaawansowaną technologią niż ta oficjalna od NASA. Co to za „zaawansowana” technologia, która do napędu używa paliw kopalnych/pośrednich. To nie jest nowoczesna technologia – to przestarzały bubel. Technologia oparta na antygrawitacji, tunelach czasoprzestrzennych, portalach gwiezdnych i pochodnych to jest coś. A takowa istnieje. Ludzie oficjalnie nawet najprostszego silnika WARP wciąż nie mają w użytku… A nieoficjalnie – no cuź – tutaj jest bardzo dużo do obgadania.

    1. Zgadza się od czasów przybycia transformerów na ziemię technologia przyśpieszyła w zawrotnym tępie.

  8. Mars obecnie jest bez sensu. Ale kolonia na Księżycu, to by był skok w rozwoju ludzkości!

  9. za to lubię Elona Muska porywa się ma coś co zostało porzucone lub jest określane jako nierealne ew nieopłacalne. Więcej takich ludzi pchnęło by naszą cywilizację do przodu, tymczasem w obrzydliwej formie kapitalizmu jaką teraz mamy rządzą skrupulatni księgowi, którzy numerkami określają kierunki rozwoju. I często są to szkodliwe dla nas kierunki, za to jak korzystne dla owych numerków!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama