MiniNauka #33: Jak zostać astronautą?

jak zostac astronauta

jak zostac astronauta

Zastanawialiście się kiedyś, jaką drogę przechodzą ludzie, którzy teraz raczą nas przepięknymi zdjęciami zrobionymi na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej? Wizja bycia astronautą pociąga wiele osób; część z nich pracuje na spełnienie tego marzenia, natomiast ostatecznie zaledwie garstka może pochwalić się dostąpieniem zaszczytu uczestniczenia w locie kosmicznym.

No właśnie, lot kosmiczny. Okazuje się, że opuszczenie ziemskiej atmosfery wymaga od człowieka całkowitego poświęcenia. Jak możemy przeczytać na stronie Europejskiej Agencji Kosmicznej, agencja nie szuka obecnie astronautów, ale nigdy nie jest za wcześnie, by zacząć przygotowywać się na swoją przyszłość. Spójrzmy, jak takie przygotowania mogą wyglądać, ponieważ, jak śpiewała szwedzka kapela Royal Republic, „Everybody Wants To Be An Astronaut”. I nie jest to stwierdzenie aż tak bardzo przesadzone – w samym tylko 2016 roku NASA rozpatrzyła ponad 18300 kandydatur, spośród których do dalszych etapów rekrutacji wybrano zaledwie 120 osób! Zobaczmy więc, na przykładzie NASA, czym te 120 osób się wyróżniło.

Będąc astronautą masz szansę na postawienie stopy na Księżycu! Może nie pierwszej, ale jednej z pierwszych! / na zdjęciu Buzz Aldrin

Krok pierwszy – wykształcenie i doświadczenie

Powiedzmy to sobie wprost – agencje nie potrzebują w kosmosie kucharzy, artystów, redaktorów (;/), filozofów i rekinów biznesu. Potrzebują za to inżynierów i naukowców; ludzi z wykształceniem z zakresu fizyki, matematyki, nauk biologicznych i inżynierii, w dodatku wykształceniem zdobytym na akredytowanej uczelni. Ze względu na fakt, iż w kosmos lata bardzo niewiele osób, każda jedna osoba z załogi musi mieć coś do zaoferowania; wielu astronautów ma tytuł magistra lub nawet doktora. Uprzedzę złośliwe docinki o papierku, za którym nie idzie żadna wiedza – wierzcie, taka NASA bardzo, ale to bardzo dokładnie sprawdza wiedzę tych, którzy chcą lecieć w kosmos.

Osobną kategorię stanowią astronauci wojskowi – Chris Hadfield (ten sam, który nagrał cover „Space Oddity” Davida Bowie) jest na przykład pułkownikiem Królewskich Kanadyjskich Sił Lotniczych. Sam stopień wojskowy nie jest jednak wystarczający, choć niewątpliwie stanowi duży atut. Hadfield, zanim został wojskowym, zdobył licencjat z inżynierii mechanicznej; dodatkowo był doskonałym pilotem. Nie bez powodu uczestniczył w dwóch misjach kosmicznych wahadłowców (raz na promie Atlantis, raz na promie Endeavour). W momencie, kiedy nagrywał słynny cover, był również dowódcą misji na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

Do wymogów wykształcenia dorzucić należy także kwestię praktycznego doświadczenia. W przypadku cywilów wymagane są minimum trzy lata doświadczenia zawodowego po uzyskaniu wykształcenia; od wojskowych wymaga się przynajmniej tysiąca godzin wylatanych na pokładzie samolotów odrzutowych. Istotne są także umiejętności miękkie – wręcz wymagana jest umiejętność pracy zespołowej i komunikacji, mile widziane są także umiejętności przywódcze. Oczywiste jest także nieskażone znużeniem zamiłowanie do nauki.

Ostatnim wymogiem są aspekty czysto fizyczne. Kandydat na astronautę musi widzieć idealnie, choć dopuszczane są wady korygowane soczewkami i okularami, jeśli mimo nich kandydat jest w stanie przejść test. Ponadto taka osoba nie może mieć ciśnienia przekraczającego 140/90 w pozycji siedzącej. Istotny jest także wzrost – przyszły astronauta musi mieścić się między 157 a 190 cm. Wreszcie ważne jest, by kandydat był po prostu w dobrej formie, bo bycie astronautą nie jest dla organizmu łatwą sprawą, a kosmiczna służba ratownicza na chwilę obecną nie działa zbyt prężnie.

Będąc astronautą możesz zrobić sobie kosmiczne selfie!

Krok drugi – selekcja i trening

Dużo tych wymogów, prawda? To dopiero początek, bowiem one wszystkie spełnione muszą zostać jeszcze przed formalnym złożeniem wniosku o kandydaturę. Dopiero gdy agencja ma pewność co do przydatności danego kandydata, zaprasza go na pierwszą rozmowę. Jak wspomniałem we wstępie, w 2016 roku na taką rozmowę zaproszono około 120 osób; z tego grona do drugiej serii wywiadów załapała się około połowa z nich. Na rozmowach sprawdzane jest całe mnóstwo rzeczy, począwszy od wiedzy, poprzez cechy charakteru, na psychicznej stabilności skończywszy.

Jeśli obie rozmowy kwalifikacyjne zakończą się wystawieniem noty pozytywnej, astronauta wsiada w rakietę i leci w kosmos… nie no, trochę przesadziłem. Tak naprawdę dopiero wtedy zaczyna się cała zabawa; w przypadku NASA jest to dwuletni program podstawowego szkolenia. Szkolenia obejmują zarówno ogrom wiedzy teoretycznej, jak i mnóstwo ćwiczeń praktycznych. „Kandydaci na astronautę” (w slangu AsCan), bo tak się określa osoby przechodzące to szkolenie, muszą nauczyć się dużo o Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, a także ogólnie o samych lotach kosmicznych. Bardzo istotną częścią szkolenia jest nauka pływania, lecz nie takiego, jakby to ująć, casualowego, lecz w pełni profesjonalnego. Kandydaci stają się wykwalifikowanymi płetwonurkami, a to między innymi dzięki wojskowym treningom. Powód jest prosty – poruszanie się pod wodą najbardziej przypomina stan nieważkości, w którym przyszłym astronautom przyjdzie pracować.

Ale to wciąż nie wszystko. Szkolenie praktyczne obejmuje również testy organizmu na działanie niskiego i wysokiego ciśnienia, a to wszystko w celu sprawdzania granic wytrzymałości organizmu. W ramach testów wytrzymałości wchodzi także wykorzystanie tak zwanej „vomit comet”, czyli po prostu samolotu, który poprzez paraboliczny lot pozwala pasażerom doświadczać uczucia nieważkości. Na pytanie, dlaczego tego typu samoloty zostały nazwane tak, a nie inaczej, możecie odpowiedzieć sobie na własną rękę.

Oprócz tego kandydaci poznają język rosyjski. Nie bez powodu – obsługa rosyjskich kapsuł Sojuz jest dość trudna bez znajomości języka, ale istotny jest także fakt, że sporą część astronautów na świecie stanowią astronauci rosyjscy. Praktycznie w każdej misji na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej część załogi stanowią Rosjanie.

Jak wynika ze zdjęć, astronauci robią sobie bardzo dużo selfie / zdjęcie z flickr

Krok trzeci – jak będziesz miał szczęście, to polecisz w kosmos

Jeśli „kandydat na astronautę” przejdzie szkolenie i zostanie astronautą, nie oznacza to jeszcze, że z miejsca ma zaklepany bilet na jeden z lotów na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Jak mogliśmy przeczytać przy okazji ogłoszenia załóg nowych załogowych kapsuł od SpaceX i Boeinga, parafrazując, „wybranie do takiej misji wymaga jednak trochę szczęścia, ponieważ chętnych jest wielu, a miejsc niewiele”. Z tego też powodu nowi astronauci często pracują na stanowisku zwanym CapCom (nie mylić z firmą CAPCOM), na którym odpowiadają za komunikację z astronautami przebywającymi na orbicie. Innymi słowy, powoli wchodzą w ten profesjonalny świat.

Jednakże nauka nigdy się nie kończy. To nie jest tak, że po dwóch latach szkolenia można sobie leżeć do góry brzuchem i tylko czekać na list z Hogw… z Centrum Kontroli Misji. Nie ma tak lekko. Wszyscy astronauci cały czas trenują i uzupełniają wiedzę z różnych dziedzin. W ośrodku szkoleniowym nazwanym Neutral Buoyancy Laboratory (Neutralne Laboratorium Pływalności) wykonywane są na przykład symulowane spacery kosmiczne. Ponadto astronauci odwiedzają różnych międzynarodowych partnerów NASA – przykładowo w Kanadzie uczeni są obsługi robotycznego ramienia zamontowanego na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Wszystko przez fakt, że dostawcą tego typu sprzętu (który nawet nazywa się Canadarm2) jest właśnie Kanada.

Oprócz typowych szkoleń dla astronautów istotne jest także rutynowe kontrolowanie umiejętności. Przykładowo każdy z nich musi w każdym miesiącu wylatać odpowiednią liczbę godzin w samolocie T-38. Poza tym przyszli zdobywcy kosmosu ćwiczą na przykład przygotowywanie posiłków. Bo wiecie, na Międzynarodową Stację Kosmiczną catering niestety nie dociera. Można odnieść wrażenie, że okres oczekiwania na przydział do jakiejś misji jest dość nudny, ale nie ma się co łudzić – to cały czas jest bardzo ciężka i wymagająca absolutnego poświęcenia praca. Im więcej umiejętności posiądzie astronauta, tym większa pewność, że w sytuacji zagrożenia będzie umiał sobie poradzić. Im więcej awaryjnych scenariuszy przećwiczy, tym mniejsze będzie miał wątpliwości co do postępowania w sytuacji realnego zagrożenia.

W kosmosie nikt nie powie złego słowa na temat Twojego selfie! / na zdjęciu Alexander Gerst / zdjęcie z Wiki

Krok czwarty – lecisz w kosmos

Zwieńczeniem tych wszystkich lat ciężkiej pracy jest przydział do jakiejś misji kosmicznej, przy czym aktualnie w grę wchodzi tak naprawdę tylko misja na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Na Marsa jeszcze nie latamy, a kosmicznymi wahadłowcami już nie latamy. Mimo to ciekawostką może być, że o dołączeniu do załogi astronauta dowiaduje się nawet kilka lat przed rozpoczęciem misji. Okres od wybrania do startu wypełniony jest kolejną dawką nauki; w zależności od profilu misji astronauta szykuje się na przeprowadzanie konkretnych eksperymentów, ale oprócz tego, niezależnie od funkcji, każdy z nich mnóstwo czasu spędza w symulatorach. Jak wspomniałem, im więcej niebezpiecznych sytuacji przećwiczone zostanie tu, na powierzchni, tym mniejsza szansa, że 400 kilometrów nad nami taka sytuacja zakończy się prawdziwą katastrofą.

I to by było na tyle. Przytoczony proces dotyczy głównie amerykańskiej agencji kosmicznej, natomiast wydaje mi się, że w przypadku agencji innych państw nie różni się on zbyt mocno. Astronauci z całego świata latają w końcu w to samo miejsce, obsługują te same pojazdy i mierzą się z tymi samymi problemami, zarówno fizycznymi, jak i psychicznymi. Ostatecznie na orbitę lecą równi sobie najwyższej klasy specjaliści.

Lekcje pływania się przydają, bo astronauta ciągle zanurzony jest w pracy / zdjęcie z pixabay

Krok piąty – bycie astronautą to styl życia

Pod koniec sierpnia pojawił się ciekawy news o tym, że po raz pierwszy od równo 50 lat, ktoś zdecydował się samemu opuścić szkolenie na astronautę. Robb Kulin, bo o nim mowa, decyzję taką umotywował względami osobistymi, a NASA z oczywistych względów nie zamierza publicznie opowiadać o sytuacji. Nie musi to być jednak nic drastycznego. Komandor Hadfield powiedział, że właśnie po to jest ten dwuletni program AsCan’ów – każdy ma wtedy szansę ocenić, czy jest właściwą osobą do tej roboty. Bo bycie astronautą to nie tylko praca, ale wręcz służba. Hadfield mówi też, że nie uważa odejścia za porażkę systemu treningowego, a wprost przeciwnie – lepiej, że Kulin doszedł do takiego wniosku teraz, a nie za kilkanaście lat.

Podsumowując – jeśli myślicie o tym, by pewnego dnia polecieć w kosmos, najlepszym momentem na rozpoczęcie przygotowań jest ta właśnie chwila. Astronautów będzie przybywać coraz więcej, nie tylko z powodu rozwijania się agencji kosmicznych państw innych niż USA i Rosja, ale także dzięki firmom prywatnym. Opisywane w jednym z poprzednich odcinków Virgin Galactic do własnych pojazdów wyszkoliło własnych pilotów; jeśli wszystko dobrze pójdzie, to w przeciągu kilku następnych lotów testowych, ze względu na osiągnięcie odpowiedniej wysokości, zwykli piloci zbliżą się do bycia prawdziwym astronautą. I kto wie, być może ich doświadczenie pozwoli im polecieć w kosmos prawdziwą rakietą. Do następnego!

źródła: nasa, esa, space, popsci

_
#MiniNauka to cykl, w ramach którego staram się przekuwać swoje naukowe (czy raczej popularnonaukowe) zainteresowania w treści popularyzujące wiedzę o świecie i zjawiskach w nim zachodzących. Poruszam się po obszarach fizyki, kosmosu i technologii przyszłości, nierzadko sięgając po inne, powiązane dziedziny, przy zachowaniu przystępnej formy i względnie prostego języka.

Exit mobile version