mininauka3_falconheavy
mininauka3_falconheavy

MiniNauka #3: O tym, jak SpaceX wysłało w kosmos Falcona Heavy

Od wystrzelenia na ziemską orbitę pierwszego Sputnika minęło już ponad 60 lat. Zaledwie 12 lat po tym wydarzeniu sukcesem zakończyła się misja Apollo 11, podczas której padły słynne słowa Neila Armstronga o wielkim kroku dla ludzkości. Wydawać by się mogło, że przez tak długi okres będziemy w stanie znacznie udoskonalić naszą technologię lotów kosmicznych. Jednakże to dopiero powstanie firmy SpaceX w czerwcu 2002 dało nadzieję na realny postęp. Postęp, którego najnowszą manifestację mogliśmy oglądać cztery dni temu podczas startu Falcona Heavy. Z tej też okazji dzisiejszy odcinek cyklu będzie nieco luźniejszy, zajmiemy się bowiem historią SpaceX.

Reklama

Elon Musk, wielokrotnie przytaczany na Tabletowo współzałożyciel PayPala, Tesli oraz SpaceX, powiedział w jednym z wywiadów, że ma mentalność samuraja – wolałby popełnić seppuku, niż przegrać. Udowadnia to wielokrotnie, kompletnie nie zniechęcając się porażkami czy opóźnieniami prac. Falcon Heavy został zapowiedziany już w 2011 roku, zaś pierwszy start planowano na rok 2013. Widać więc, że między planami a rzeczywistością pojawiło się aż pięć lat różnicy. Powodów było wiele, między innymi niskie zainteresowanie rakietą, a także skupienie się firmy na dopracowaniu Falcona 9 oraz kapsuły Dragon. Mimo to Falcon Heavy cały czas majaczył gdzieś na horyzoncie planów i marzeń Elona. Wreszcie 6 lutego 2018 roku powodzeniem zakończył się dziewiczy lot tej najpotężniejszej obecnie rakiety. Zanim jednak stało się to możliwe, konieczne było przepracowanie wielu etapów. Zacznijmy więc od początku.

Reklama
mininauka3_spacex
Początki firmy nie zapowiadały się zbyt… profesjonalnie, hmm?

Falcon 1

Jeśli nazwa Falcon kojarzy Wam się z Falconem Millenium z Gwiezdnych Wojen, to jest to całkowicie trafne skojarzenie; to ukłon Elona w stronę najszybszej kupy złomu w galaktyce. Nim jednak pierwszy Falcon wzbił się w powietrze, należało go po prostu stworzyć od zera, jak na prywatną firmę przystało. Plany Muska były proste – pierwszy silnik w maju 2003 roku, drugi w czerwcu, kadłub rakiety w lipcu, a poskładanie całości w sierpniu. Start w listopadzie, czyli piętnaście miesięcy po formalnym utworzeniu firmy. Szaleniec, geniusz czy idiota? USA w latach 1957-1966 wystrzeliło na orbitę ponad czterysta rakiet, spośród których niemal setka efektownie spłonęła, a technologia nie została przez to jakoś znacznie rozwinięta. Tymczasem budżet SpaceX nie przewidywał serii eksplozji, przy jednoczesnym założeniu, że Falcon będzie rakietą tanią i niezawodną.

Prace postępowały w niesamowitym tempie. Kierownik kontroli lotów stanowiska testowego firmy XCOR na pustyni Mojave opowiadał, że ekipa inżynierów przeprowadzała po kilka prób jednego z komponentów dziennie, co dla niego było praktyką kompletnie niespotykaną. Prace nad silnikiem Merlin obejmowały pracę inżynierów za dnia oraz pracę programistów po nocach, by następnego dnia inżynierowie mogli przystąpić do pracy z nowym materiałem. Oczywiście silniki wybuchały jeden po drugim, ale rozumiał to nawet Elon, który nalegał jedynie na dalsze prace.

W końcu pojawiła się zlecenie, na które czekała cała firma – Falcon 1 miał wynieść na orbitę satelitę TacSat na zlecenie Departamentu Obrony USA. Start zaplanowany został na początek 2004 roku, co skłoniło Elona do pokazania światu efektów prac SpaceX. Pomyślicie pewnie, że zrobił jakiś telewizyjny spot czy inną formę reklamy, ale rzeczywistość jest znacznie ciekawsza. Rakieta została bowiem, mówiąc kolokwialnie, zaparkowana na trawniku Federalnej Administracji Lotnictwa w Waszyngtonie. No cóż, nie dało się dobitniej pokazać, że na arenie kosmicznych lotów pojawił się nowy gracz.

mininauka3_elonmusk
„Niemożliwe? Nie znam tego słowa.”

Wyspa Kwajalein

Do zaplanowanego w 2004 roku startu jednak nie doszło. Nie udało się również uzyskać miejsca startowego w Vandberg Air Force Base, gdzie znajduje się między innymi zapasowy kosmodrom NASA. To stamtąd przez Boeinga i Lockheeda wystrzeliwane są warte miliardy dolarów satelity szpiegowskie. Pojawienie się nowej, ambitnej firmy, zostało potraktowane jako zagrożenie pozycji, a SpaceX dostał polecenie ustawienia się w kolejce do wyrzutni. W praktyce oznaczało to nieoficjalny brak zgody na testy, a w najlepszym wypadku ogromne opóźnienia.

Po raz kolejny wykazała się tutaj Gwynne Shotwell, prawa ręka Elona, prezes i dyrektor operacyjny SpaceX. Po prostu zadzwoniła do pułkownika, który dowodził na wyspie Kwajalein – zgodę na przeprowadzenie startu rakiety uzyskała bez żadnego problemu. I nie powinno to dziwić, bowiem armia USA potrzebuje firm, które będą wynosiły ładunki jak najtaniej – nie może polegać wyłącznie na NASA. W ten sposób ekipa wylądowała na wyspie i zaczęła przygotowywać się do startu, co zajęło kolejne miesiące. Co rusz bowiem odnajdywano kolejne usterki, które uniemożliwiały wystrzelenie Falcona 1. Wreszcie jednak nadszedł ten dzień – 24 marca 2006 roku od ziemi oderwała się pierwsza rakieta SpaceX. Niestety, po chwili malowniczo wróciła dokładnie w to samo miejsce, bynajmniej nie w sposób kontrolowany.

Do kolejnej próby doszło dopiero rok później. 15 marca 2007 roku Falcon 1 wzbił się w powietrze – pomyślnie udała się separacja pierwszego stopnia, odpalenie silnika drugiego stopnia, a także odrzucenie owiewki ładunku. Niestety, w pewnym momencie rakieta zaczęła się obracać, a za kilka minut całość widowiskowo eksplodowała. Inżynierowie w mig odkryli, co było problemem – resztki paliwa rozchlapywały się po brzegach zbiornika, który w pewnym momencie po prostu się otworzył. Wystarczył moment, by zassane do środka powietrze spowodowało eksplozję.

mininauka3_falcon1
Start Falcona 1 na wyspie Kwajalein / Zdjęcie z galerii SpaceX

Rodzina się powiększa

Zanim doszło do trzeciej próby startu Falcona 1, inny zespół inżynierów dostał zadanie opracowywania Falcona 5 oraz Falcona 9. Nazewnictwo wzięło się od liczby silników Merlin zamontowanych w boosterze – pierwszy Falcon miał jeden, a aktualnie wykorzystywany Falcon 9 korzysta z dziewięciu takich silników. Prace nad Falconem 5 nigdy nie zostały formalnie ukończone, ponieważ SpaceX uznał, że nie ma to większego sensu – lepiej od razu zbudować booster nieco potężniejszy. Zdobyta wiedza posłużyła do ulepszenia Falcona 9, ponieważ różniły się głównie ilością silników, a nie na przykład strukturą kadłuba.

2 sierpnia 2008 podjęto kolejną próbę startu Falcona 1. Próba została przerwana przy T minus zero sekund, czyli inaczej mówiąc, w momencie, w którym komputer powinien uruchamiać silniki. Jeszcze tego samego dnia test został ponowiony i wszystko szło jak z płatka. Dopiero w momencie separacji pierwszego i drugiego stopnia doszło do ich zderzenia, zamiast rozdzielenia, w efekcie czego kolejny raz pracownicy wpadli w rozpacz. Jednak nie Elon – ten po prostu powiedział do grupy płaczących facetów, że wszystko będzie dobrze. Jest to o tyle ciekawe, że SpaceX miał pieniądze jeszcze na tylko jedną próbę startu. Jeśli pojawiłaby się konieczność przeprowadzenia piątej próby, firma po prostu by upadła.

Decydujący dzień startu zaplanowany został na 28 września 2008 roku. Przez sześć ostatnich tygodni trwała całodobowa, ekstremalnie wyczerpująca praca. Niektórzy z inżynierów na wyspie spędzali drugi rok, choć początkowo miejsce zostało wynajęte jako tymczasowa platforma do startu. Mimo to nie poddawali się. Tego dnia po raz pierwszy została przygotowana profesjonalna transmisja internetowa, tak, jak to ma miejsce teraz przy każdym starcie. I cóż, SpaceX dopiął swego. Choć żadna firma nie chciała zapłacić za wyniesienie ładunku, rakieta pomknęła w niebo i planowo wyłączyła silniki na odpowiedniej orbicie. Stała się tym samym pierwszą prywatną konstrukcją, która osiągnęła taki cel.

mininauka3_dragon
Kapsuła Dragon, która niebawem może dostać pozwolenie na transportowanie załogi na Międzynarodową Stację Kosmiczną

Powrót do łask

Nie można opowiedzieć historii SpaceX bez wiedzy o tym, jak ogromne problemy finansowe miał wtedy Elon Musk. Obecnie posiada wizerunek gościa śpiącego na pieniądzach; takiego, który lekką ręką wysyła w kosmos swój supersamochód. Tymczasem warto wiedzieć, że problemy finansowe Tesli i SpaceX doprowadziły do tego, iż Elon był zmuszony pożyczać od znajomych pieniądze na opłacenie rachunków. Jego ówczesna żona Riley opowiada, że budził się w środku nocy z krzykiem i wyglądał, jakby miał zaraz zejść z tego świata. Ale to tylko taka dygresja, żebyście mieli świadomość, że to nie wizjonerstwo Elona wynika z pieniędzy, ale pieniądze wynikają z wizjonerstwa.

Wróćmy jednak do Falcona 9, ponieważ to właśnie ta rakieta wyniosła SpaceX w kosmos, mówiąc kolokwialnie i dosłownie. Firmę od upadku miało uratować zlecenie od samego NASA – pierwsza wersja Falcona 9 miała zostać wykorzystana do wyniesienia zaopatrzenia na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Pech chciał, że w tym czasie szefem NASA był Michael Griffin, który kiedyś nieomal został współzałożycielem SpaceX, a teraz zaczął blokować kontrakt, prawdopodobnie z zazdrości. Jednakże pozostali pracownicy NASA wsparli Elona, a kontrakt ostatecznie doszedł do skutku.

Efektem było przyspieszenie prac nad Falconem 9, który bez większych problemów zaczął wynosić na orbitę najróżniejsze ładunki. SpaceX bardzo szybko stało się firmą najbardziej innowacyjną, bo wynajęcie Falcona było po prostu tanie. A to wszystko jeszcze przed opracowaniem technologii odzyskiwania boosterów! Firma wprowadziła do przemysłu kosmicznego powiew świeżości – w tych latach większość ruchu generowały przestarzałe rosyjskie rakiety. Nie działo się po prostu nic, co w jakikolwiek sposób mogłoby pchnąć rozwój przemysłu kosmicznego do przodu.

mininauka3_falcon9
Lądowanie boostera wygląda jak coś nierealnego

Praktyczne szaleństwo

Największym osiągnięciem SpaceX jest niewątpliwie technologia wielokrotnego wykorzystywania rakiet. Zanim jednak udało się ją opracować, inne firmy zorientowały się, że korzystne może być podebranie Elonowi najlepszych inżynierów. Prym wiódł tutaj Blue Origin, firma Jeffa Bezosa, szefa Amazonu, który po prostu oferował pracownikom dwukrotność tego, co płacił im Elon. Tymczasem, jeśli spojrzymy tu i teraz, Blue Origin wcale nie odnosi spektakularnych sukcesów. Dopiero we wrześniu 2016 roku Bezos ogłosił, że firma pracuje nad załogowym systemem orbitalnym New Glenn; koncepcyjnie jest on większy i potężniejszy niż nawet Falcon Heavy, ale Falcon Heavy ma nad nim jedną przewagę. Istnieje. Bezos, nawet po zatrudnieniu części pracowników SpaceX, nie dał rady dorównać Elonowi. Jak widać pieniądze to nie wszystko.

W międzyczasie postępowały prace nad kapsułą Dragon oraz kolejnymi wersjami Falcona 9. Nie przedłużając już tematu, trzecia wersja rakiety ochrzczona mianem Falcon 9 Full Thrust okazała się tą najbardziej przełomową. 22 grudnia 2015 roku udało się po raz pierwszy w historii odzyskać booster rakiety, która wynosiła na orbitę okołoziemską ładunek – Falcon 9 wyglądał na specjalnym lądowisku na Przylądku Canaveral. 8 kwietnia 2016 roku po raz pierwszy miało miejsce lądowanie na autonomicznej barce Of Course I Still Love You. Możemy sobie tylko wyobrazić, jak ogromną radość i satysfakcję musieli odczuwać inżynierowie, bo czegoś takiego nie dokonał jeszcze nikt.

mininauka3_boostery
Moment jednoczesnego lądowania dwóch boosterów był naprawdę wzruszający

Czasy współczesne

I w ten sposób dotarliśmy do momentu wystrzelenia Falcona Heavy. Obecnie jest to najpotężniejsza dostępna rakieta, a jeśli pod uwagę weźmiemy fakt, że jest również niemal w całości wielokrotnego użytku, jest również bezsprzecznie najtańsza. Największą rakietą w historii był Saturn V, który wyniósł na księżyc między innymi wspomnianą misję Apollo 11, lecz niestety ostatni lot tej rakiety odbył się w 1973 roku. Na obecne warunki jest zaś niesamowicie nieopłacalna. Takowa też stała się Delta IV Heavy, która rozmiarami jest bardzo zbliżona do Falcona Heavy, ale jest w stanie wynieść na orbitę ładunek taki, jak najnowsza wersja Falcona 9, o Falconie Heavy już nie wspominając. Zresztą, zobaczcie poniższą grafikę, dane mówią same za siebie.

mininauka3_grafikafh
Falcon 9 na LEO wynosi maksymalnie 22,8 tony / Grafika ze strony prezentacyjnej Falcona Heavy

Tym samym doszliśmy do końca tej mocno skróconej historii SpaceX. Pierwsze udane lądowanie miało miejsce nieco ponad dwa lata temu, a ledwie cztery dni temu byliśmy świadkami jednoczesnego lądowania dwóch boosterów. Tempo, z jakim firma rozwija swoją technologię, jest naprawdę niesamowite. Być może słyszeliście o planach Elona dotyczących Marsa, o wizji zbudowania BFR (Big Falcon Rocket) czy wreszcie o koncepcji zastąpienia samolotów właśnie przez BFR. Można by pomyśleć, że Musk rzeczywiście jest szaleńcem, bo te plany są nieziemskie. Nie chcę brzmieć jak fanboj czy jakiś fanatyk, ale Elon cały czas potwierdza, że jednak szalony nie jest. Bardzo chciałbym zobaczyć na rynku jeszcze przynajmniej jedną tak innowacyjną firmę, ale takich po prostu nie ma. Blue Origin Bezosa? Virgin Galactic Richarda Bransona? NASA? ESA? Roskosmos? Każdy nad czymś pracuje, ale ja cały czas z niecierpliwością wyczekuję bezpośredniego podjęcia rękawicy.

Od początku swojego istnienia SpaceX wykonał 55 misji, spośród których pełnym niepowodzeniem zakończyły się tylko trzy pierwsze misje testowe Falcona 1 oraz dwie komercyjne misje Falcona 9. Spośród pozostałych 50 w niektórych przypadkach nie udało się wylądować na barce, ale ładunek został dostarczony. I jeszcze raz przypomnę – firma istnieje dopiero 16 lat, a w momencie założenia pracowała w niej grupka pasjonatów, która chciała dokonać czegoś niesamowitego. Teraz, po udanej pierwszej próbie startu Falcona Heavy, SpaceX jest niekwestionowanym liderem kosmicznego wyścigu. Przynajmniej do momentu, aż na scenie pojawi się ktoś, kto będzie chciał nawiązać z Elonem walkę o prowadzenie. A jeśli nie widzieliście jeszcze startu najnowszej rakiety SpaceX, zajrzyjcie na powtórkę transmisji. Do następnego!

źródło: Elon Musk Ashlee Vence

_
#MiniNauka to cykl, w ramach którego staram się przekuwać swoje naukowe (czy raczej popularnonaukowe) zainteresowania w treści popularyzujące wiedzę o świecie i zjawiskach w nim zachodzących. Poruszam się po obszarach fizyki, kosmosu i technologii przyszłości, nierzadko sięgając po inne, powiązane dziedziny, przy zachowaniu przystępnej formy i względnie prostego języka.

  1. Jakie są te przyszłościowe projekty, po realizacji których komercyjne rakiety nie będą już potrzebne? I kto znajduje się na prowadzeniu w kosmicznym wyścigu, jeśli SpaceX jest w dalekim ogonie, a może nawet poza marginesem?

      1. Nie wiem, czy obiektywnie można stwierdzić, które osiągnięcie jest największe, bo to, co kiedyś było największe, teraz zaczyna blednąć. Niegdyś czymś przekraczającym ludzkie wyobrażenie było oderwanie się rakiety od Ziemi; teraz rakieta dzieli się na trzy części, a każda z części ląduje na innym lądowisku.

          1. Tak więc wracając do sedna sprawy to NASA jest na prowadzeniu a SpaceX goni.

          2. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że NASA zrezygnuje z budowy swojej rakiety SLS na rzecz wykorzystywanie właśnie Falcona Heavy, bo technologia stojąca za Falconem jest znacznie bardziej zawansowana niż ta, którą docelowo ma posiadać SLS, a który nadal jeszcze przecież nie istnieje. Poza tym relacja NASA i SpaceX to bardziej relacja symbiotyczna, niż konkurencyjna, więc nie jestem przekonany, czy można tu mówić o „prowadzeniu”.

          3. Twój ostatni komentarz.
            „nie jestem przekonany, czy można tu mówić o „prowadzeniu”.

            Twoja pogrubiona końcówka artykułu
            „Teraz, po udanej pierwszej próbie startu Falcona Heavy, SpaceX jest niekwestionowanym liderem kosmicznego wyścigu.”

            Po co marnujesz mi czas?

          4. Nie „marnowałbyś czasu”, gdybyś dokładnie przeczytał końcówkę, a potem chwilę pomyślał. O kosmicznym wyścigu pisałem głównie w kontekście prywatnych firm, wśród których prym wiedzie SpaceX. W kontekście NASA, ESA i Roskosmosu nie można mówić o takiej konkurencji, bo to agencje rządowe lub międzynarodowe, a nie prywatne firmy, o czym z pewnością wiesz. Oczywiście, że jakaś rywalizacja jest zawsze i wszędzie, natomiast SpaceX kontra Blue Origin to zupełnie, zupełnie co innego, niż SpaceX kontra NASA. Mam nadzieję, że teraz już wszystko jasne :)

          5. Owszem pogratulować należy spacex za start ciężkiego który oglądałem z wypiekami na twarzy ale na chłodno patrząc Elonowi daleko jeszcze do poziomu wahadłowców właśnie. W jakich bólach i z jakimi opóźnieniami stworzono ciężkiego i ciągle nie gotowy załogowy dragon (a to po prostu kapsuła, nie samolot kosmiczny) Dopiero Big Fucking Rocket jest myślą na miarę programu STS ale tutaj napotkają tyle problemie związanych z powrotem załogi do atmosfery że sądzę iż sukcesu doczekamy się za naście lat

          6. Wahadłowce nie okazały się wcale takie super. Udźwig to jedno, ale miały być tanią metodą podróży na orbitę ze względu na wielokrotne użycie orbitera, a tego właśnie nie zapewniły. Tzn koszty eksploatacji okazały się bardzo wysokie. Oczywiście pod względem elastyczności przewyższały wszystko, co do tej pory istnieje – możliwość wykonywania napraw orbitalnych i tak dalej.

          7. Ja natomiast słyszałem, że SpaceX z NASA ma w papierach podpisane, że będą razem współpracować (użyczać rakiet), a NASA da im za to pieniądze, więc to już może sugerować, że zrezygnują z budowy swojej.

        1. Dla mnie ladowanie na ksiezycu narazie bije wszystko, a starty wahadlowca były najbardziej bajeczne i piekne , i sam wahadłowiec to to potega mysli inzynierskiej a na pieniadze to nas….ć

          1. Tylko widzisz, rakieta wynosząca wahadłowiec, mimo swojego ogromu, potrafi wynieść na niską orbitę tylko 24 tony – Falcon Heavy maksymalnie jest w stanie unieść niemal 64 tony. Czyż więc nie oznacza to, że myśl inżynieryjna stojąca za Falconem jest jeszcze potężniejsza, niż ta stojąca za wahadłowcem?

          2. Zastanawiam się, czy w ogóle jest sens porównywać wahadłowiec z konwencjonalną rakietą, bo w pierwszym przypadku ładunek trzeba wystrzelić razem z orbiterem, który sam w sobie waży 70 ton.

          3. Bez orbitera nie poleciałby, w orbiterze były silniki główne :)

    1. Napędy jonowe i plazmowe chociażby, oraz emDrive. Nad nimi cały czas trwają prace i może do wynoszenia czegoś poza atmosferę się nie nadają, natomiast już w tej drugiej fazie lotu będą nieocenione.

      1. Wszystkie są fajne, tylko żaden póki co nie ma ciągu zdolnego do oderwania ładunku od ziemi. To są napędy o niskim ciągu i długim czasie działania.

          1. Wiem, sądziłem jednak, że przypomnienie iż napędy te nie mogą być zamiennikiem Falcona Heavy tylko co najwyżej jego uzupełnieniem jest potrzebne.

      2. Problem polega na tym, że te napędy nie będą miały żadnego znaczenia, jeśli nie zostanie dopracowana odpowiednio wydajna, tania i bezpieczna technologia, która pozwoli nam wynieść w górę statek z napędem jonowym, czy plazmowym. Nie ma możliwości przerwania tego łańcucha zależności.

  2. Ok wszysto ok ale wahadłowiec potrafił budować i tak zbudował no zmontował iss i pozostanie wielki na zawsze.
    Nie zapomne jego startu dziwna data 12 kwiecień 81 rok i był technicznym cudem swiata a katastrofy co miał to przez ludzi , zarzadzajacych ni inzynierow ale to inny temat

  3. Osobiście loty na marsa mnie nie interesują , mamy ksiezyc i naszą orbite i starczy i nie wiem czy sa potrzebne

    1. Jest masa konkretnych i logicznych powodów przemawiających za tym, by jednak założyć kolonię na Marsie. Polecam przesłuchać jedno z wystąpień Elona w ramach Międzynarodowego Kongresu Astronautycznego. I żeby była jasność – Elona przytaczam, bo jest bezpośrednio związany z tematem, ale podobny pogląd podziela naprawdę spora część środowiska przemysłu kosmicznego. Istnieje podejrzenie, że jednak mogą mieć tutaj rację :)

      1. To oczywiste, że musimy opuścić tę planetę. Wystarczy sobie uświadomić, że na Ziemi zginęło więcej ludzi niż na jakiejkolwiek innej planecie Układu Słonecznego :-).

    2. No wiesz, gdyby jakaś asteroida uderzyła w ziemię labo Kim Dzong Un? No problem, co tam… Najwyżej nie będzie ludzkości :) A poza tym życie pozaziemskie, nieznane cywilizacje? Naprawdę to nie jest ciekawe? To jest nauka, a jednocześnie rozwój. Tak duży jest wszechświat.

      1. Nieznane cywilizacje? Lepiej, zebysmy ich nie odkryli. Jesli beda mniej zaawansowane od nas, zniszczymy je (vide: ptak Dodo, Majowie etc.). Jesli sa bardziej zaawansowani od nas, jest mozliwe, ze maja wrogie zamiary.

        Wystarczajaco duzo problemow jest tu, na Ziemi, z ktorymi nie mozemy sobie poradzic lub dopiero zaczynamy.

  4. Nawet nie wiedziałem, że historia SpaceX jest tak ciekawa. Rzeczywiście, sporo przeszli, ale jak widać sukces odnieśli i to w ogromnym stopniu. Lądujące boostery naprawdę były dość wzruszającym momentem. Żałuję, że nie oglądałem z ludźmi na żywo tego momentu, naprawdę coś pięknego. Ostatnio nawet sporo interesuję się Elonem, jego firmami (głównie Teslą, Solar City). Facet ma głowę na karku, robi rzeczy, o których niektórzy mogli pomarzyć, a dla wielu były niemożliwe Jego historia jest ciekawa. Wyleciał do Ameryki w celu nauki, jednak w pewnym momencie zrezygnował, napisał program Zip2, do którego prawa sprzedał za 300 mln $. Potem x.com, który przekształcił się w PayPala i ostatecznie został kupiony przez eBaya za 1,5 mld $. Pomyśleć sobie: kto w dzisiejszych czasach robi takie projekty? Hyperloop? Tunele podziemne? Energia odnawialna? Auta elektryczne? Autonomia?
    Widzę w nim sporo podobieństwa do Jobsa, człowieka bez, którego nie byłoby komputerów na etapie jakim są dzisiaj. Umacnia podstawy tak jak robił to Jobs (iTunes, muzyka, sklepy), a potem smartfony, tablety, komputery :)

  5. SpaceX już jest daleko na przodzie. Używanie chociażby boosterów do następnych lotów to ogromny plus. A inne napędy? Teraz już może być tylko lepiej. Skoro SpaceX doszedł do takiego stopnia w kilkanaście lat to może wezmą się za inne napędy? Czas pokaże, ale potencjał jest ogromny.

  6. szkoda tylko, że nie do końca im wszystko wyszło i stracili główna rakietę – nie udało się jej wylądować co skrzętnie ukrywali :-)

    1. Z tym skrzętnym ukrywaniem to bym nie przesadzał. Raz, że na relacji live z barki było widać, że coś poszło nie tak, a dwa, że paręnaście godzin później oficjalnie podali, co się stało. No i dodatkowo ta porażka nie jest tak dotkliwa, bo ten stopień miał być tylko jednokrotnego użytku. Ale fakt, faktem, rakietę stracili, stuprocentowego sukcesu nie było.

  7. Fajny artykuł, trochę na skróty, ale dobrze ze napisałeś o tym :)

    Apropo porównania z największymi rakietami, zapomniałeś o konstrukcjach rosyjskich?

    1. Pewne rzeczy musiałem pominąć, bo tę historię ciężko zawrzeć w książce, a co dopiero w jednym artykule :) Natomiast rosyjskie rakiety ominąłem z tej przyczyny, iż nie są istotne dla historii, zaś obecnie nie prezentują nic specjalnego. Najnowszy Sojuz 2 potrafi wynieść na niską orbitę okołoziemską w zależności od wersji 7 ton (2.1a) lub 8 ton (2.1b) i choć jest stuprocentowo niezawodny, to jednak nijak ma się do Falcona 9, który na taką samą wysokość wynosi prawie 23 tony. A przy tym jest rakietą wielokrotnego użytku, w tym momencie również dość niezawodną :)

      1. Zgadzam się, ale z jedną uwagą, rosyjskie rakiety są istotne dla historii, ale obecnie nie prezentują nic specjalnego. Tak bym raczej rzecz ujął :)

        1. Mógłbyś rozwinąć? Musiało mi to gdzieś umknąć przy lekturze (albo po prostu autor książki nie uznał za celowe o tym wspominać), a chętnie bym się dowiedział, na którym etapie historii były istotne :)

          1. Nie zrozumieliśmy się widzę teraz… Myślałem, że w komentarzu pisałeś o historii w ogóle, a chodziło o historię Falcona. W tym sensie rakiety rosyjskie oczywiście znaczenia nie miały :)

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama