Apple MacBook Pro 16"
MacBook Pro 16" (fot. Apple)

Apple sprawiło, że mój MacBook za 11 tysięcy złotych nie nadaje się do pracy

Na ostatniej konferencji, która odbyła się 18 października, firma Apple zaprezentowała dwa nowe laptopy – MacBooka Pro 14 oraz MacBooka Pro 16. Dla jabłkowego giganta był to kolejny, ogromny krok w przód. Firma przedstawiła nowe wersje swoich autorskich procesorów, które są nawet dwukrotnie szybsze od rocznych już komputerów z chipem M1. 

Reklama

Apple zapomniało natomiast, że pomimo wprowadzenia nowych procesorów, nie każdy użytkownik komputera z logiem nadgryzionego jabłka, pobiegnie do sklepu wymienić swojego Maca na nowego. Większość użytkowników, wliczając mnie, nadal korzysta z urządzeń wyposażonych w procesor Intel. Jak sprawują się te komputery?

Pieniądze wyrzucone w błoto

W czerwcu 2020 roku podjąłem decyzję o zakupie nowego komputera. Mój poprzedni MacBook nie dawał już sobie rady z podstawowymi czynnościami. Przejście na system Windows nie wchodziło dla mnie w grę. Potrzebowałem zgrać swoje najważniejsze dane i aplikacje współpracujące z macOS, aby od razu móc wykorzystywać nowy sprzęt do pracy i na studia. Potrzebowałem sprzętu, który posłuży mi przez wiele lat – takiego, który nie będzie się zacinał nawet przy dużym obciążeniu. 

Reklama

Zdecydowałem, że jak już wydaję dużo pieniędzy, to wezmę podstawową szesnastkę. Miała wszystko, czego oczekiwałem. Cztery porty, duży ekran, a – co najważniejsze – procesor Intel Core i7, 16 GB pamięci RAM oraz dedykowaną kartę graficzną AMD Radeon Pro 5300M z 4 GB VRAM. Specyfikacja prezentuje się całkiem niezłe, prawda? 

Niestety, od samego początku zacząłem mieć z nowym MacBookiem problemy. Po podłączeniu mojego monitora zewnętrznego, wentylatory komputera od razu zaczęły się rozkręcać. Hałas z obudowy zaczął mnie zastanawiać. Dlaczego temperatura komputera rośnie do 60-70 stopni, podczas gdy zupełnie nic na nim nie robię? Wystarczyło kilka zapytań w Google i sprawa stała się jasna: “ten typ tak ma” – przeczytałem na wielu forach internetowych

Okazuje się, że komputer, będąc podłączonym do zewnętrznego monitora, automatycznie przełącza kartę graficzną na dedykowaną, co sprawia, że pobiera niepotrzebnie dużo mocy i wręcz “zajeżdża” podzespoły bez powodu. Finalnie, znalazłem połowiczne rozwiązanie problemu. Okazuje się, że niektórzy użytkownicy, zdesperowani ciągłym szumem dochodzącym z laptopa, znaleźli rozwiązanie w postaci innych przejściówek, podłączania monitora pod port z drugiej strony lub kazali używać zupełnie innych kabli – wszystko to, aby móc używać normalnego, zwykłego monitora.

W moim przypadku skończyło się sprzedażą dodatkowego monitora firmy Dell. Okazało się bowiem, że macOS “ma problem” z wyświetlaczami o proporcjach 16:10 i to powodowało znaczące obciążenie komputera. Komputera… za 11 tysięcy złotych. Serio.  

Problem nie zniknął natomiast przy innych wyświetlaczach. W pewnym momencie zaakceptowałem po prostu fakt, że praca na monitorze laptopa przy podłączonym wyświetlaczu zewnętrznym, będzie wiązała się z głośną pracą komputera. Stwierdziłem – poczekam na aktualizację… przecież to naprawią, prawda? 

Wtedy nadszedł on… niszczyciel dobrego humoru oraz intelowych MacBooków.

Apple macOS Big sur

macOS “Big Sur”

MacOS 11 – został zaprezentowany na czerwcowej konferencji WWDC w 2020 roku. Nowy system wprowadził przede wszystkim ogromne zmiany w wyglądzie macOS. Ikonki stały się kwadratowe, elementy systemu zostały odświeżone i pozostała nadzieja, że będzie to godny następca dość nielubianej Cataliny.

Wraz z tą aktualizacją jednak zaczęły się dziwne problemy. System został opublikowany dwa dni po przedstawieniu przez Apple nowych MacBooków, wyposażonych w procesor Apple M1. Firma natomiast chyba za bardzo skupiła się na dopracowywaniu Big Sura pod swoje nowe laptopy i zapomniała o tym, że nadal ma w swoim portfolio Maki, pracujące pod nadzorem Intela.

Niespodziewanie degradująca bateria

Bateria w moim MacBooku Pro 16” nie trzyma zbyt dobrze. W ciągu 1,5 roku w miarę normalnego użytkowania, według programu Coconut Battery, straciła 17% pojemności. Według programu, battery health mojego laptopa przy 300 cyklach wynosi 83%. Słabo.

Według macOS istnieją cztery różne stany degradacji baterii. Zaczynając od najlepszej: “good”, “fair”, “check battery”, “replace battery”. 

W pewnym momencie mój MacBook wyświetlił informację o pogorszeniu się stanu baterii, informując mnie, że jest ona w kondycji “fair”. Wtedy Coconut pokazał 65% kondycji. Pierwszy restart, drugi, następny dzień – nadal słaba kondycja się utrzymywała. Przeraziłem się. Po kilku dniach kondycja wróciła do normy, a macOS znów wyświetlił, że bateria jest w stanie “good”. Dziwne. 

Mój laptop nie jest jedynym, którego dotykają problemy z wbudowanym akumulatorem. Jak się okazało, niektórzy użytkownicy również doświadczają nagłej degradacji baterii o kilka, kilkanaście procent. Problem dotyczy użytkowników MacBooka Air early 2015. 

Dwóch moich znajomych, którzy są posiadaczami Aira zauważyło, że bateria w ich laptopach trzyma zauważalnie krócej oraz że ich komputer potrafi się niespodziewanie wyłączyć, mając nawet 50% pozostałej baterii. U tych osób stan baterii według macOS skacze między “fair” a “check battery”. 

Warto dodać, że jedna z tych osób wymieniała baterię w autoryzowanym serwisie we wrześniu 2019 roku. Teraz nie ma ona nawet 100 cykli. Dlaczego tak szybko zdegradowała? Nie wiadomo.

Psujące się aplikacje

Na nowych systemach macOS preinstalowane są różne aplikacje Apple. Niestety, wiele z nich to właściwie przeportowane wersje apek dostępnych na iPadOS/iOS. Co się z tym wiąże? Zacinający się interfejs, duży pobór mocy baterii, obciążenie komputera, a przede wszystkim – tragiczny user experience. 

Do kompletnie niedostosowanych pod macOS aplikacji, chamsko skopiowanych z mobilnych systemów, zaliczyłbym głównie: Dom, Muzyka oraz Wiadomości. Dodam, że są to aplikacje, z których korzystam codziennie i opisuję moje wrażenia, które – w zależności od użytkownika bądź sprzętu – mogą się różnić.

Aplikacje według mnie sprawiające największe problemy

Aplikacja Dom służy do sterowania akcesoriami Smart Home. Do macOS zawitała wraz z systemem macOS Mojave. I od samego początku nie działała dobrze. Lagi, brak animacji, często brak możliwości kliknięcia w dany kafelek, nie wspominając o kompletnym braku spójności w wyglądzie względem innych aplikacji – to tylko niektóre z problemów, jakie występują przez lata w apce Home.

Muzyka z kolei, jak sama nazwa wskazuje, służy do korzystania z Apple Music. W macOS Catalina zastąpiła iTunes. W tej aplikacji problemy pojawiają się już przy wyszukiwaniu utworów. Jeszcze większą bolączką Muzyki jest odtwarzanie na kilku głośnikach AirPlay. Taka prosta czynność, która powinna być bez mrugnięcia okiem wykonywana, potrafi zjeść 100% użycia CPU w moim MacBooku, co powoduje jego nadmierne nagrzewanie oraz oczywiście drastyczne spadki poziomu baterii.


Tak właściwie można opisać całe wrażenia z użytkowania MacBooków z Intelem. Nagrzewanie się przy każdej możliwej okazji to domena tych komputerów. Problemy w aplikacjach Apple nie są rozwiązywane od lat. Dlaczego? Bo prędzej czy później i tak zmienimy na M1?

Nowe Safari

Niegdyś w przeglądarce Safari na starym MacBooku Air, wyposażonym w 4 GB pamięci RAM i pracującym na systemie OS X Yosemite, mogłem mieć otwarte dziesiątki kart bez żadnych spadków wydajności. Co się stało z nowym Safari?

Mając otwartych kilka zupełnie prostych stron można doświadczyć zacinania się niektórych z nich. Znów problem dotyczy tylko użytkowników intelowych MacBooków, nie tylko mnie. Zwróciła na niego uwagę jedna z osób z naszej redakcji. Na początku myśleliśmy, że może WordPress, bądź inne strony są winne obniżeniu wydajności, jednak sytuacja powtarzała się również na innych witrynach. 

Być może sprawa dotyczy jakiejś aktualizacji Safari i w przyszłości błąd zostanie naprawiony, jednak jak na razie problem wraz z niesmakiem pozostaje.

Co dalej z Macami z Intelem?

Na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć. Ostatnio przeglądając Twittera natrafiłem na niepokojący wpis o spaleniu się MacBooka Pro 15” z 2019 roku z procesorem Intel Core i9. Mam nadzieję jednak, że moja szesnastka nie skończy swojego żywotu tuż po końcu rękojmi. 

Nieunikniony jest fakt, że Apple będzie powoli stosunkowo wygaszać procesory oparte na starszej architekturze, aby użytkownicy macOS przesiadali na nowe laptopy z procesorem M1/M1 Pro/M1 Max. Dlatego nie oczekuję, że wydajność bądź błędy wymienione przeze mnie w tym artykule kiedykolwiek będą rozwiązane na intelowskich maszynach. Chyba czas już zbierać pieniądze na nowego laptopa….

Niestety tak działa technologia. Powstaje coś nowego i tym samym stare okazuje się kompletnie beznadziejne i zapomniane. Jedyne, czego żałuję, to wydania tak dużych pieniędzy na komputer, który po 1,5 roku powoli umiera.