Pan Elegant, czyli Lenovo AIO 520. Czy warto? (recenzja)

Lenovo AIO 520 / fot: Krzysztof Swoboda dla Tabletowo.pl

Świat komputerów AIO przemawia do mnie coraz bardziej. Nie ukrywam, że swój udział w tej „edukacji” ma Lenovo, bowiem ostatnimi czasy mam przyjemność testować urządzenia właśnie tej firmy. Co jednak ważniejsze, ta edukacja jest miła, przyjemna i – niemal – bezstresowa. Słowem taka, jakiej wypada oczekiwać, gdy na stół kładziemy około trzech tysięcy złotych.

Jak zawsze subiektywny wstęp

W AIO podoba mi się to, że w zasadzie każdy sam może wyjąć komputer z pudełka, podpiąć te dwa-trzy kable, położyć na stolik klawiaturę, myszkę i niech się dzieje. To świetna sprawa, zwłaszcza w erze miniaturyzacji i bezkompromisowości – zarówno w designie, jak i w potencjale tego typu urządzeń. O ile po testach droższego AIO 730s sądziłem, że 520-tka może na tle lepiej uzbrojonego braciszka wypaść nieco gorzej, o tyle po niemal trzech tygodniach stwierdzam, że byłem w błędzie.

Naturalnie to tylko wstęp, gdzie ogólnie zarysuję Wam sytuację, żebyście wiedzieli, czego się spodziewać, a pozostałe wątki rozwinę w kolejnych akapitach. Na mojej twarzy pojawia się jednak uśmiech, gdyż w zasadzie mógłbym tutaj zmieścić skompresowaną wersję materiału. Powiem więcej, to streszczenie zmieściłbym w zaledwie dwóch zdaniach.

W pierwszym bym się z Wami przywitał, a w drugim lakonicznie napisałbym, że warto kupić, że to świetny sprzęt, który ma stosunkowo niewiele ograniczeń, pośród których dominować będą zaawansowane graficznie gry i perspektywa rozbudowy. Streszczenia mają jednak to do siebie, że nie oddają wielu ważnych smaczków, które wpływają na taką, a nie inną notę.

Jeśli interesuje Was jakość emitowanego obrazu, odsłona multimedialna, klawiatura oraz to, gdzie Lenovo tym razem schowało przekaźnik Bluetooth – który ostatnim razem napsuł mi nieco zdrowia ;) – zapraszam dalej.

Zestaw

Pudło. Od pudła zacznie się cała Wasza przygoda. Zwykłe, bez fajerwerków, o wadze wynoszącej mniej więcej pięć-sześć kilogramów. W środku styropian, który świetnie zabezpiecza urządzenie podczas transportu. Zawsze zwracam na ten element zestawu sporą uwagę, bowiem wiadomo, że nie jest trudno uszkodzić wrażliwy sprzęt. Po jakości opakowania jestem niemal pewien, że z Waszym AIO od Lenovo nie powinno się stać nic złego.

Solidnie wygląda też metalowa podstawka, do której przytwierdzicie komputer. Jest to bardzo prosty mechanizm, gdzie rola użytkownika ogranicza się w zasadzie do dokręcenia śruby. Ot, prosto i praktycznie. Obudowa została wykonana ze stylizowanego na metal plastiku. Bardzo podobają mi się wąskie ramki, które obiegają 23,8 calowy ekran. Dodają one sprzętowi sporo nowoczesności. Jako że zwykle pracuję na laptopie, który ma to obramowanie nieco szersze, będę odsyłał AIO 520 z pewnym smutkiem.

Lenovo AIO 520 / fot: Krzysztof Swoboda dla Tabletowo.pl

Dolna część obudowy – rzecz jasna od przodu – to ciągnący się przez całą długość głośnik. W przeciwieństwie do AIO 730s, do którego zapewne jeszcze nieraz będę się odwoływał – nie ma tutaj żadnego specjalnego tworzywa. Ot, zwykła, plastikowa maskownica. Sam głośnik gra donośnie i czysto. Do oglądania materiałów na YouTube czy usług VOD wystarczy jak znalazł. Powiem więcej – wątpię, żebyście zwykle wyszli poza 30-50% głośności tego modułu. Dla tych, którzy lubią czasem nieco więcej dorzucić do pieca i sprawdzić, czy sąsiad nadąży z wybijaniem rytmu na kaloryferze, to świetna wiadomość ;)

Pewne oszczędności widać w jakości tworzyw, z których Lenovo wykonało klawiaturę i myszkę. Uspokajam, nie jest źle, no ale na pierwszy rzut oka widać, że nie jest to tworzywo najwyższych lotów. Ostatecznie można to zrozumieć chociażby przez wzgląd na to, że w portfolio producenta znajduje się wyższy model. Chcesz mieć subtelności i fajne smaczki – zapłać. W tych czasach to nic złego.

Lenovo AIO 520 / fot: Krzysztof Swoboda dla Tabletowo.pl

Przekaźnik Bluetooth skrywa w sobie gryzoń. Niby nic nowego, ale tym razem mocowanie nie znajduje się u dołu konstrukcji. Trzeba delikatnie podważyć tę jaśniejszą część z logo Lenovo. Jako że jest ona mocowana na zaledwie dwa ząbki, ustąpi dość łatwo.Właśnie tam odnajdziecie przekaźnik, który należy wpiąć do portu microUSB.

Klawiatura nie doczekała się podświetlenia. Przyciski, jak i sam korpus to dość szorstki plastik. O ile nie jest to kunszt, jeśli chcecie tę klawiaturę tylko i wyłącznie głaskać palcami i rozpływać się nad jej konstruktorem, o tyle polubiłem ten układ za jakość, jakiej dostarcza podczas pisania dłuższych tekstów. Jest to rasowa klawiatura wyspowa wraz z pełnym blokiem numerycznym.

Lenovo AIO 520 / fot: Krzysztof Swoboda dla Tabletowo.pl

Skok przycisków jest dobrze wyważony, co zresztą u Lenovo nie jest niczym dziwnym. Cieszy obecność diody sygnalizującej aktywny klawisz CapsLock. Tej rzeczy bardzo mocno brakowało mi w AIO 730s. Lenovo jednak nie byłoby sobą, gdyby w jakimś jednym punkcie nie poszło pod prąd. Tym razem padło na kuriozalny, po prostu wielki klawisz Delete. Nie mam pojęcia, czym firma kierowała się tworząc aż tak wielki przycisk, ale nasuwają mi się tutaj dwa wnioski. Po pierwsze, wygląda to dość dziwnie. Po drugie natomiast, wszyscy ci, którzy czasem denerwują się przy komputerze, a do tej pory znęcali się nad Enterem lub spacją, mogą przenieść swoją uwagę na nowy obiekt.

Producent zaimplementował w urządzeniu dość ciekawą kamerę. Znajdziecie ją w górnej części konstrukcji, że tak powiem „nad ekranem”. Wciśnięcie zaznaczonego obszaru spowoduje wysunięcie się tego modułu. No i co oczywiste, w taki sam sposób możemy go później schować i nie czuć się obserwowani przez tajemniczego Wielkiego Brata.

Na prawej ramce odnajdziecie schowaną tackę DVD i przycisk Power, a z tyłu czekają na Was gotowe do pracy porty. Nie jest ich może zbyt wiele, jednak podczas moich testów zazwyczaj nie narzekałem na to, że brakowało łącz i trzeba było szukać kompromisów. To właśnie magia modułu Bluetooth, z którego pełnymi garściami czerpie klawiatura i myszka.

Łączność, moduły i specyfikacja techniczna

Producent daje do wyboru wiele wersji urządzenia. W moje dłonie wpadła wersja z procesorem Intel i5 7400T, 8 GB RAM oraz dyskiem twardym 1 TB. Karta graficzna to AMD Radeon 530 wraz z Intel HD Graphics 630. Naturalnie całość napędza Windows 10 Home Edition, co raczej nie będzie dla Was niespodzianką, prawda?

Lenovo AIO 520 / fot: Krzysztof Swoboda dla Tabletowo.pl

Warto natomiast zauważyć, że producent dostarczył na rynek naprawdę wiele różnych wersji urządzenia. Zarówno tych, które będą bazować na mocniejszej specyfikacji technicznej, jak i takich, które – przykładowo – powinien rozważyć pracodawca, dla którego ma to być tylko i wyłącznie narzędzie do pracy, nie do gier. Najniższy obsługiwany procesor to Intel Celeron G3930T, a najwyższy to bardzo mocny gracz, mianowicie Intel Core i7-8700T 8. generacji. Naturalnie są też różnice w pojemności dysku twardego, jego technologii, a także w ilości RAM.

Spis treści:

1. Jak zawsze subiektywny wstęp. Zestaw. Łączność, moduły, gabaryty i specyfikacja techniczna
2. Wyświetlacz i jakość dźwięku. Kultura pracy. Podsumowanie

Wyświetlacz i jakość dźwięku

Producent zaopatrzył urządzenie w jasny ekran o przekątnej 23,8 cala, który pracuje w rozdzielczości Full HD. Cieszy, że Lenovo wychodzi naprzeciw oczekiwaniom wielu osób i daje bardzo przejrzysty wybór: możecie nabyć AIO 520 z wyświetlaczem dotykowym lub wersję, która bazuje na zwykłym ekranie. To świetna sprawa, bowiem ekrany dotykowe stały się nieodłącznym elementem wielu urządzeń w pracy.

Wyświetlacz oferuje format 16:9 wraz z podświetleniem LED-owym o jasności 250 nitów. Ekran jest pokryty warstwą antyodblaskową, która robi całkiem niezłą robotę. Tak się składa, że moje stanowisko pracy jest dość dobrze wyeksponowane na bijące po oczach, popołudniowe słońce. Z czystym sumieniem mogę tutaj napisać, że ekran bardzo umiejętnie niwelował to zjawisko. Zarówno praca jak i rozrywka odbywała się w zasadzie bez żadnych kłopotów, na bardzo dobrym poziomie komfortu.

Lenovo AIO 520 / fot: Krzysztof Swoboda dla Tabletowo.pl

Głośnik, o którym już pisałem Wam pobieżnie na początku recenzji, to tak naprawdę podwójny układ 2×3 W. To będzie bardzo krótki akapit, bowiem w zasadzie raz jeszcze pochwalę jakość audio, która jest po prostu dobra. Warto również wiedzieć, że komputer wspiera standard Dolby Audio. Jeśli Waszym konikiem są FPS-y lub gry z dynamicznie prowadzoną akcją, to raczej nie wyłączajcie tego trybu ;)

Kultura pracy

Co tu dużo mówić. Intel i5, 8 GB RAM, dysk HDD, więc nie ma jakichkolwiek powodów do narzekań. Usługi biurowe, strony WWW, VOD czy YouTube w wyższej jakości – to wszystko dzieje się w zasadzie momentalnie i bez chwili zająknięcia. Nie udało mi się doprowadzić komputera do zadyszki ani też wywołać jakichś działań, które wymusiłyby ręczny reset urządzenia lub awaryjne odpalenie Menedżera.

Ciekawie wygląda sprawa w grach. Odpaliłem PUBG i na średnich detalach dało się pograć. Owszem, trawa nie falowała tak ładnie, jak na dobrze uzbrojonych pecetach, czasem dało się dostrzec, że spada ilość FPS-ów, ale co najważniejsze, frajda z rozgrywki nadal była przednia. No a PUBG to taki tytuł, który na byle jakiej specyfikacji technicznej nie pójdzie.

Lenovo AIO 520 / fot: Krzysztof Swoboda dla Tabletowo.pl

Fifa 18, gry strategiczne od Paradoxa czy nieco bardziej wiekowe Bettlefieldy również są jak najbardziej grywalne. Utwierdza mnie to w przekonaniu, że jeśli Lenovo AIO 520 ma być komputerem do domu, który nie wydrenuje Waszych portfeli do cna, to na pewno warto przemyśleć. Zwłaszcza, jeśli jesteście w tej grupie osób, która ma już dość wielkich skrzyń i chce spróbować czegoś nowego. A jeśli ma to być komputer do biura, to po godzinach chyba czasem można z kumplami posiedzieć nieco dłużej. Oczywiście w imię integracji zespołu.

Podsumowanie

Jestem Wam tu winien słowo wyjaśnienia. Na początku materiału pada cena zbliżona do trzech tysięcy złotych. Owszem, jest ona prawdziwa, ale dla tych nieco bardziej oszczędnych również mam dobre wieści. Jeśli nie chcecie wydrenować portfela do cna, to Lenovo AIO 520 w nieco gorszej – ale nadal „używalnej” – specyfikacji technicznej wyrwiecie już za 1800 złotych. No i naturalnie, jeżeli komuś zamarzy się wersja na sterydach, to proszę wyjąć z portfela jeszcze więcej złotówek.

Po tych kilku słowach ruszamy do właściwego zakończenia recenzji. I już na początku pada trudne pytanie – czy AIO 520 jest gorszy od testowanej przeze mnie ostatnio 730-tki? Owszem. Ale widać to zwłaszcza w zakresie zastosowanych tworzyw i wykończeń. Mądrość producenta polega na tym, że możemy sobie tu wybrać między tak wieloma wersjami urządzenia, że specyfikacja techniczna może być porównywalna względem tej, którą oferuje wyżej katalogowana wersja.

Wypada pochwalić multimedia oraz wielozadaniowość. Ale nie taką naciąganą. Wiecie, że otworzycie 5 kart w przeglądarce, edytor tekstu, jakieś radio FM z sieci i komputer jeszcze będzie jako tako działał. Takie numery u Lenovo nie przejdą. Można pograć w sporo ciekawych gier, choć – podkreślam raz jeszcze – czasem trzeba szukać kompromisów w detalach. Można korzystać z tego urządzenia w pracy, która czasem wykracza ponad zwykłe zadania biurowe i mocy zwykle jest pod dostatkiem.

Lenovo AIO 520 / fot: Krzysztof Swoboda dla Tabletowo.pl

W zasadzie spokojnie mogłem zmontować na swój kanał na YouTube ~10-minutową recenzję w Full HD, a czas renderowania materiału był dla mnie w pełni akceptowalny. Tak samo na pełnym spokoju wchodzi także prosta edycja i korekta ścieżek audio i garść innych rozwiązań, w których produkt od Lenovo daje sobie radę całkiem poprawnie.

Komputer jest lekki, jego montaż banalny, a cena oraz mnogość różnych wersji urządzenia to spory atut, który dosłownie pozwoli Wam przebierać w ofertach. Jeśli szukacie miniaturyzacji, która na dodatek jest schowana w smukłej i stylowej bryle, myślę, że zdecydowanie warto się tym urządzeniem zainteresować. Słowem, Lenovo po raz kolejny nie zawiodło. Brawo!

Spis treści:

1. Jak zawsze subiektywny wstęp. Zestaw. Łączność, moduły, gabaryty i specyfikacja techniczna
2. Klawiatura MA ZNACZENIE. Wyświetlacz i jakość dźwięku. Kultura pracy. Podsumowanie

Exit mobile version