Jak bardzo niepotrzebne są dodatkowe funkcje Twojego telefonu?

samsung-s4-sensors

Mamy pierwszą połowę 2014 roku, wysyp nowych urządzeń, głównie tych ważniejszych dla branży mobilnej. Targi za targami, premiera za premierą dziennikarzyny latają z Las Vegas do Barcelony i z powrotem po to, żeby zrelacjonować jaką papką marketingową w tym roku będą się raczyć entuzjaści mobilni tacy jak Ty czy ja. Jednak ja jakoś w 2012 roku straciłem wątek,  może to tylko moje malkontenctwo, ale od jakiegoś czasu nie pokazano praktycznie nic godnego uwagi z perspektywy rewolucji smartfonów, która dokonywała się na przełomie ostatniej dekady.

2010 rok przyniósł nam tablety, 2011 dwurdzeniowe procesory mobilne, dość znaczny wzrost wydajności, nagrywanie filmów w FullHD, Androida 4.0, Windows Phone, pierwszy telefon z rozdzielczością HD, do tego pierwszy „phablet” z prawdziwego zdarzenia. I to by było na tyle. W 2012 zaczęły się nieco kuriozalne „ficzery”, z którymi pierwszy był chyba Samsung ze swoim Smart Stay i generalnie wszystko, co się kręciło wokół śledzenia wzroku. Rok później najbardziej innowacyjne, moim zdaniem, było Sony, ponieważ odważyli się stworzyć prestiżowy wodoszczelny telefon, który nie był zaklejony gumą niczym korek od wanny, miał elegancki design oraz mocną specyfikację. Natomiast Samsung przeszedł samego siebie, pełną żenujących gagów prezentację Galaxy S4 oglądałem na żywo, akurat miałem chrapkę na ten telefon. Co uświadczyliśmy? Istny pogrom czujników zewsząd badających otoczenie; temperatura, ciśnienie, czujnik podczerwieni reagujący na gesty, wyświetlacz reagujący kilka centymetrów ponad taflą szkła, nowe funkcje śledzenia wzrokiem, pauza, przewijanie, plus tak samo jak w Zetce i One podczerwień do sterowania urządzeniami RTV  – istne eldorado prawdziwego geeka.

Posiadłszy telefon dwa miesiące po prezentacji byłem napalony na nowe funkcje niczym komornik na szafę. Odpalam, konfiguruję: Wow! Tyle funkcji, tyle przełączników! Każdemu pokazywałem jaki to mój smartfon jest „smart”

– Patrz, mogę przewijać strony wzrokiem!
– Wow!
– Patrz mogę sprawdzić temperaturę otoczenia!
– Wow!
– Patrz wystarczy, że przyłożę rękę nad ekran i pokaże się godzina!
– Wow, a na ile dni wystarcza Ci bateria?

Smart, smart, smart…

Na szczęście w tym momencie miałem jeszcze dość funkcji do szpanu w zapasie i mogłem szybko zmienić temat, bo o baterii w dzisiejszych komórkach nie można zajmować więcej, niż jednego stanowiska – można je o kant wiadomo czego potłuc. Jak w ogóle można tworzyć produkty zewsząd promowane jako „mobilne kombajny multimedialne”, czy „towarzysze życia”, jeżeli nie są w stanie nam „potowarzyszyć” nawet jednego pełnego dnia, zakładając, że posiadamy życie prywatne i znajomych, którzy do nas dzwonią lub piszą, a telefon nie leży w kieszeni tylko do sprawdzania godziny czy podniesienia ciśnienia poprzez 10 sekund gry we Flappy Bird. O beznadziejności baterii można poświęcić całą serie artykułów. Niby jakieś przesłanki na horyzoncie są o nowych technologiach, dzięki którym telefon wytrzyma miesiąc bez ładowania. Od 4 lat słyszę, że za 2 lata będą nowe typy ogniw i jakoś doczekać się nie mogę. Widocznie nie są to tak istotne rzeczy, jak O JEZU FILM SIĘ ZATRZYMUJE, JAK NIE PATRZĘ NA EKRAN! WOW!!!

No dobrze, jeżeli tkwimy w stagnacji pod względem hardware’u, to lansowane przez Sammy’ego funkcje, jak i cały interfejs, z pewnością jest dopieszczony spartaczony. 4-rdzeniowe, wysoko taktowane procesory z mocnymi układami graficznymi nie są w stanie pokazać płynnej drogi, jaką pokonują przesuwające się ekrany domowe w telefonie. Liczy się stopień bajeranckości, Kowalski ma zaniemówić oglądając wszystkie funkcje na stoisku w sklepie. Co z tego, że Galaxy S5 za prawie 3 tysiące zł dalej łapie zadyszki przy podstawowych funkcjach na nieobciążonym systemie, za to ma pulsometr, który sprawdzi jak bardzo nieudolna optymalizacja softu podnosi tętno użytkownika. Dobrze, że na tym polu nie zawodzi HTC, którego Sense z powolnej i ociężałej stała się szybka, lekka i płynna. Nie zmienia jednak to faktu, że jest przeładowana rozwiązaniami, które mają służyć jedynie do przekonania konsumenta, że to ten produkt jest najlepszy, potem już nikt ich więcej nie użyje, z wyjątkiem może jednokrotnego wypróbowania w formie testu. Dostajemy aparaty z kilkunastoma nastawieniami obrazu, jednak kiedy przychodzi co do czego, to bierzemy ustawienia z automatu i popełniamy fotkę. Chociaż robię dużo zdjęć telefonem, to nigdy (poza oczywiście pierwszym razem) nie zastanawiałem się który tryb obrazu wybrać.. czy jest słonecznie, czy światło żarówkowe, czy coś w stylu „najlepsza sceneria”, albo zdjęcie które samo się robi po wykryciu uśmiechu. Te wszystkie pierdoły zostały stworzone z myślą o domorosłych entuzjastach fotografii… którzy mają do tego swoje sprzęty, a nie aparaty w komórkach i tego stanu rzeczy nie zmienią nawet 2 obiektywy w HTC M8.

Wyświetlacz to twarz telefonu, musi się wyróżniać. W 2010 roku Apple wprowadziło trend stosowania relatywnie dużych rozdzielczości w telefonach (2 lata później w tabletach). Było to świetnym posunięciem i otworzyło nowy rozdział w historii wyświetlaczy urządzeń mobilnych. Co było do przewidzenia, konkurencja zbyt dosłownie zrozumiała intencję Apple, świetnie mieć telefon z dużą rozdzielczością, co nie znaczy, że im większa, tym lepiej. 2012 rok przyniósł rozdzielczość HD w każdym telefonie z wyższej półki liczących się na rynku producentów, była ona większa od retiny, ale było to zrozumiałem ze względu na większe rozmiary samego ekranu. Natomiast nie jestem w stanie pojąć dlaczego w 5 calowym ekranie mam mieć tyle samo pikseli, ile ma mój 40 calowy telewizor, większa rozdziałka, to większe zużycie baterii i przede wszystkim mocy obliczeniowej urządzenia. Co gorsza są już telefony z 2K, Samsung rzekomo trzyma w tajemnicy wariant Galaxy S5 z takim wyświetlaczem. W  720p widać piksele po bliższym przyjrzeniu się ekranowi (mowa o 4,7 – 4,8 cala), w FHD praktycznie ich nie widać, o ile nie mamy do czynienia z matrycą Pen-tile, a 2K chociaż na swoje oczy nie widziałem jeszcze tego ekranu, to wiem, że mnie nie zaskoczy, bo FHD jest już stuprocentowym więcej niż ideałem.


Jeśli chodzi o wyświetlacze, to iPhone 4 był niemałą rewolucją

Podobnie jak z rozdzielczością ekranu, tak samo z czytnikiem linii papilarnych, konkurenci Apple nie do końca zrozumieli intencję wprowadzenia tego rozwiązania do telefonu. Priorytetem nie jest tutaj bezpieczeństwo danych na telefonie, a wygoda użytkowania. Odblokowanie iPhone 5S za pomocą skanera trwa co najwyżej tyle samo czasu, ile tradycyjne przesunięcie palcem i jest znacznie szybsze, niż wpisanie kodu. Więcej niż połowa znanych mi osób używających 5S korzysta z tego rozwiązania, chociaż wcześniej nie blokowali go w żaden sposób. Rozwiązanie Apple po prostu jest zrobione jak należy. Wciskasz przycisk, przytrzymujesz i odblokowane, czego nie można powiedzieć o HTC One Max, gdzie po wciśnięciu przycisku power trzeba było wymacać czytnik na pleckach telefonu i przesunąć po nim palcem, co w praktyce było tak niewygodne, że chyba żaden posiadacz One Max tego nie używa. Nie wiem jak ten czytnik działa w S5, ale tam też trzeba palcem przesunąć, co odbiega komfortem i szybkością odblokowania telefonu, od tego, co oferuje iPhone. Ale to przecież nieistotne, liczy się kolejny punkt w specyfikacji.

Ostatnio głośno też jest o zakrzywionych ekranach, gdzie pierwszy pojawił się Galaxy Round,  o którym już nikt nie pamięta, a teraz na fali popularności jest niedorzeczny moim zdaniem LG GFlex. – Udało nam się zakrzywić ekran, co z nim robimy? – Do Smartfona! Nic nie szkodzi, że w takiej formie daje on szczątkowe ułatwienie w korzystaniu, bo to przecież nadal 6 cali i dopóki nie będzie się go dało zwinąć w rolkę, to nie będzie on w żadnym stopniu wygodny.

Nie aż tak giętki, żeby być funkcjonalnym

Oczywiście nie mówię, że postęp jest zły, że wszyscy powinni się zatrzymać w rozwijaniu nowych technologii, mam na myśli tylko żeby był zrównoważony. Jednak racjonalne poprawianie rozwiązań niesie za sobą opinie typu „Apple się kończy”, „stoją w miejscu”, bo nie pokazali od kilku lat nic rewolucyjnego. Dlatego producenci generują nowe, nieprzydatne rozwiązania, żeby prezentacja urządzenia mogła trwać te dobre 40 minut, a nie kwadrans. Nie mam nic przeciwko ekranom Full HD, jeżeli mój telefon będzie mógł z takim ekranem pracować 4 dni bez ładowania, nie mam nic przeciwko mnogości funkcji i udogodnień systemowych, jeżeli całość będzie działać płynnie i niezawodnie. Chciałbym, żeby producenci robili telefony najlepsze, nie z największymi ekranami, czy największą liczbą bezużytecznych bajerów. Kiedyś na jakimś portalu z nowinkami technologicznymi widziałem stoisko SHARP, gdzie pokazali panel wielkości 5 cali o oszałamiającej rozdzielczości.. 1920 x 1080 pikseli. Był to pokaz możliwości, autor artykułu rozważał, gdzie taki ekran miałby rację bytu, ale nic sensownego nie przychodziło mu do głowy. Wniosek? Dzisiaj już nikt nie miałby problemu z takimi wynalazkami; jeśli widzisz że wynaleziono nowy ekran, nowy obiektyw, czy technologię komunikacyjną i choćby nie wiem jak bardzo wydawało Ci się do niedorzeczne, to bądź pewien, że za jakiś czas to pojawi się w smartfonach.

Źródło

Exit mobile version