Empire of Sin

Recenzja Empire of Sin – małżeństwo Romero zbudowało sobie dobrze prosperujące imperium

Empire of Sin
Premiera
1 grudnia 2020
Producent
Romero Games
Platformy
PC / Xbox One / PlayStation 4 / Nintendo Switch

Bardziej gangsterskiej gry chyba nie mogliśmy otrzymać. Nowy tytuł studia Romero Games przenosi nas do Chicago – i to jeszcze w okres prohibicji. Empire of Sin, bo tak się nazywa, to strategia pozwalająca graczom na objęcie dowodzenia nad organizacją przestępczą. Jest to produkcja o tyle ciekawa, że stworzona przez renomowane małżeństwo Romero – ale w tej historii rządziła przede wszystkim Bonnie, nie Clyde.

A Clyde’a, to znaczy się Johna Romero, możecie kojarzyć głównie z id Software, gdzie przyłożył się do gier z serii Doom, Wolfensteina 3D czy nawet Quake’a. Pierwsza gra, przy której maczał palce, wyszła już jakieś trzydzieści osiem lat temu, więc jego doświadczenia nie można nazwać małym.

Jego żona natomiast, Brenda Romero, pracowała wcześniej jako designer i writer przy takich tytułach, jak Jagged Alliance 2 czy Wizardry 8. Przez wiele lat – aż przez dwie dekady – w jej głowie rodził się pomysł dotyczący strategii toczącej się w tych określonych czasach. Empire of Sin bez wątpienia jest jej dzieckiem. Rzekłbym, że całkiem udanym.

Nie mogłem się doczekać

To nie tak, że jestem szczególnym fanem tych osób czy ich pracy (chociaż niewątpliwie za udział w takim Quake’u czy serii Jagged Alliance szacunek się należy), ale na pewno jestem fanem gier gangsterskich. Jedną chyba z najwcześniejszych gier tego typu, z jakimi miałem do czynienia, było Chicago 1930 na PC-ty, gdzie akcja toczyła się w wymienionym Chicago w erze prohibicji. Ale, przyznaję, pamiętam to jak przez mgłę. Lepiej już tylko Pizza Connection 2 czy Pizza Syndicate.

Ale gier zbliżonych do Empire of Sin, wbrew pozorom, było znacznie więcej. Warto tutaj byłoby wspomnieć o Gangsters: Organized Crime (tytule, który również nie za bardzo pamiętam, ot, taka przypadłość mimo tak młodego wieku).

Empire of Sin w Media Expert

Empire of Sin – nagrane przeze mnie fragmenty rozgrywki

Gdy do internetu trafiły pierwsze materiały z gry Empire of Sin – zauroczyłem się. I to nie z powodów nostalgicznych, jak można byłoby wyczytać z akapitów powyżej, ale z potrzeby. Otóż, jak napomknąłem – lubuję się w grach gangsterskich. Na tyle, że potrafiłem wybaczyć błędy Mafii 3 czy The Godfather 2. Lubię te gry. Lubiłem je przede wszystkim dlatego, że zaspokajały moją potrzebę władzy i posiadania tak samo, jak zalewające mapę podczas wojen gangów zielone barwy w GTA San Andreas.

Empire of Sin zdawało się szykować dla mnie właśnie to, czego oczekiwałem, jk również jeszcze niezwykle istotny dla mnie replay value.

Biorę i broń, i cannoli. No i wchodzę do gry

Zaskoczyłem się, kiedy po raz pierwszy uruchomiłem Empire of Sin i trafiłem do menu głównego. Nie czekało tam na mnie zupełnie nic, żadnego dzień dobry, tylko parę standardowych opcji, jak informacje o twórcach, szybki start czy nowa gra – między nimi nie ma wielkiej różnicy, unika się tylko i tak krótkiego fabularnego wprowadzenia. Przy tym wszystkim poczułem, że zaraz zostanę wrzucony na głęboką wodę.

Ale tak się nie stało. Przedtem jednak musiałem wybrać ojca chrzestnego dla mojej mafii. Jest ich czternastu – każdy ma własną specjalną zdolność, bonusy dla swojego imperium oraz bonus w ramach dyplomacji. Wypróbowałem kilku z nich i muszę powiedzieć, że podobają mi się wszyscy. Widać tutaj nie tylko doświadczenie Pani Romero, ale i pasję. Postaci te są naprawdę świetnie i interesująco napisane. Ich wygląd również do mnie przemawia.

Empire of Sin - wybór postaci
Salazar Reyna za młodu zmuszony był uciec do Stanów Zjednoczonych

Weźmy chociażby Maggie Dyer – niegdyś prowadziła cyrk, teraz poprowadzi i małpy. Znaczy się osiłków. No… sami wiecie. Albo Irlandczyka Frankiego Donovana, którego atrybutem jest kij do hurlingu. Przy wszystkich tak bardzo różniących się od siebie ludziach, warto wspomnieć o aktorach głosowych, którzy wykonali w Empire of Sin kawał dobrej roboty.


Jeśli zrobisz jeden przekręt, zostaniesz w tej branży już na zawsze

Al Capone

Moim naczelnym wybrańcem okazał się jednak Salazar Reyna, którego chętnie nazwałbym Żniwiarzem z Overwatch, bo nawet specjalną zdolność ma podobną – w obu dłoniach dzierży rewolwery i strzela we wszystkie strony. Dodatkowo ma cechę charakteru, która czyni go samotnym wilkiem. Przez co często czyściłem nim parę placówek (oczywiście tych najłatwiejszych) w pojedynkę. Przez jego nastawienie na zabijanie i brak kompromisów, zrozumiałem się z nim tak dobrze, jak z moją bronią.

Empire of Sin - samouczek
Pan od samouczka przypomina w sumie ojca Salazara

Tylko że zanim za nią chwyciłem, w grze pojawił się samouczek. Chwała Panu, bo jak się później okazuje, jest tutaj trochę do nauki. A przynajmniej tak zdaje się na początku. Empire of Sin rzeczywiście zawiera w sobie sporo mechanizmów, mnóstwo rzeczy też od siebie zależy, ale podczas gry chłoniemy wszystko z wystarczającą łatwością, nawet mimo tego, że niektóre ekrany potrafią zasypać nas wieloma, względnie niepotrzebnymi informacjami.

Wprowadzenie tłumaczy nam systemy dostępne w Empire of Sin, ale i uczy walki – o której poniżej.

Przywitaj się z moim małym przyjacielem!

Empire of Sin to strategia z turowym systemem walki. Dawno nie miałem przyjemności grać w ten sposób, dlatego być może nie poczułem się znużony albo w istocie nie było czym się znużyć, bo walka w grze rzeczywiście należy do przyjemnych.

Nasza postać ma do dyspozycji dwa punkty akcji na turę. Strzał z pistoletu zabiera nam jeden punkt, podobnie jak parę kroków w którąś ze stron. Gdybyśmy chcieli podbiec gdzieś dalej, gra zabierze nam dwa punkty. Wszystkie punkty zabierze też specjalna zdolność postaci. Na tym nasze opcje się nie kończą.

Do nich, zbierając je wszystkie, należy wspomniany strzał, ale przy dłuższej konfrontacji zdarzy się, że będziemy musieli jeszcze przeładować – to też zabiera nam punkty akcji. Oprócz tego możemy walczyć wręcz, użyć tej specjalnej zdolności lub, powiedzmy, czuwać, czyli ustrzelić przeciwnika, gdy poruszy się w pilnowanym przez nas obszarze. Ponadto, możemy bardziej schować się za osłoną, unikając krytycznych obrażeń albo zadbać o swoje zdrowie, korzystając z apteczki. I ostatnia rzecz z możliwych – możemy zwyczajnie oddać turę.

Empire of Sin - walka turowa
Panowie, nie ma takiego bicia. I picia

I muszę przyznać, że – przymykając oko na niektóre wady – walki są bardzo satysfakcjonujące. Rzeczywiście mają jakiś element taktyczny. Grając moim osamotnionym Salazarem, często przyczajałem się na przeciwników, którzy wbiegali mi pod celownik, a potem uciekałem do następnego kąta, kiedy tylko sytuacja dawała taką możliwość.

Najważniejszym w takim razie jest odpowiednie rozmieszczenie swoich sił na polu walki i zadbanie o dobrą ochronę – pełną bądź połowiczną, ale ochronę. Wrogowie będą chcieli nas zajść, zbliżyć się, ale sami nierzadko będą przylepieni do ściany.

Nie rozszyfrowałem jednak do końca ich inteligencji. Empire of Sin na samym początku pozwala nam wybrać jeden z kilku poziomów trudności. Oczywiście mam skłonność do grania na tym najwyższym, przez co gra, jeżeli sprawiała jakąkolwiek trudność, to tylko dlatego, że wrzucała mnie od razu między przeciwników albo zamykała w korytarzu, z którego trzeba było się wydostać. Największym problemem jest zatem przytłaczająca liczebność, której być może najłatwiej będzie sprostać rozwijając skrupulatniej swoje imperium.

Podczas starć spotkałem się niestety też z paroma błędami, które może bardziej działały na niekorzyść wroga niż moją. Mianowicie przy niektórych akcjach moja postać strzelała przez ściany, tak, że nie chybiała. Innym razem miałem szansę przestrzelić komuś jelito, stojąc zaraz obok – a jednak spudłowałem. Cały system turowy zbudowany jest na procentowych szansach i, jak absolutna większość ma sens, to nikt nie wmówi mi, że przystawiając komuś broń do skroni miałbym szansę spudłować. Tak, wiem, są chyba przypadki, że ktoś przeżył takie akcje, ale powinienem chociaż trafić.

Nie są to rzeczy, których poprawić nie można. Widać, że twórcy wzięli już wiele z nich do poprawki. Kiedy grałem inną postacią, a jej zdolnością było bodaj użycie bicza i przyciągnięcie przeciwnika, gra wzięła pod uwagę stojący pomiędzy nami stół i przerzuciła wrogiego gangstera nad nim.

Złego nie można powiedzieć o brutalności każdej z codziennych awantur. Krwi w Empire of Sin nie brakuje. Wrogowie padają jak szmaciane lalki i to nieraz bardzo autentycznie – jeden ze śmiertelnie postrzelonych osunął się na schodach. Niektórzy mogą wykrwawiać się przez kilka tur, a my możemy skrócić ich katusze korzystając z egzekucji – podrzynając gardło czy strzelając w głowę.

To miasto jest za małe dla nas dwóch

Tylko komu my tak stawiamy wyzwanie w Empire of Sin? Budowanie swojego imperium to nie sielankowy spacer przez pole słoneczników, bo imperiów jest więcej – przy rozpoczęciu gry decydujemy o tym, ilu innych bossów spotkamy i jak wiele osiedli znajdzie się w grze, w których będziemy walczyć o wpływy.

Świat Empire of Sin i rozgrywka ma otwarty charakter – co uznaję za zdecydowany plus. Swobodnie możemy poruszać się po mieście, nawet na tyle, żeby znaleźć ukryte skrzynki z różnymi dobrami, w moim przypadku z rzadką bronią. Na mapie znajdują się jeszcze różne budynki, które możemy przejąć siłą lub wykupić, a tam z kolei założyć swój biznes.

Empire of Sin
Oto co znalazłem w ukrytej skrytce, której pilnował jakiś zbir

Ale wspominałem o innych bossach. Nie od razu wiemy, komu rzucamy rękawicę. Wcześniej musimy natrafić na nich w grze, co przypomina mi rozwiązanie z Cywilizacji. Zwłaszcza, że mamy szansę poznać ich, udając się na posiedzenie, gdzie przedyskutujemy pierwszą współpracę lub spluniemy sobie w twarz. Warunkiem wygranej, jak można by się spodziewać, jest wyeliminowanie wszystkich. A cel uświęca środki.


Żyłeś jak głupiec i spotkał cię los głupca

Mario Puzo

Don dba o swoich przyjaciół

Trudno, żeby w drodze do wyeliminowania któregoś z bossów, mielibyśmy samemu likwidować jego ludzi. Z pomocą przychodzą inni gangsterzy ze świata gry, których możemy wciągnąć w nasze szeregi. Ale w wielu przypadkach nie tak od razu. Najpierw musimy zadbać o odpowiedni rozgłos, który sprawi, że któryś z gangsterów zainteresuje się dołączeniem do naszej sprawy.

Każdego ze strzelców możemy obstawić w budynku i/lub na odpowiedniej pozycji w mafii, której przewodzimy. Trzeba powiedzieć, że i w tej sytuacji nie zabrakło mojego zachwytu, bo przeglądając listę dostępnych postaci, dowiedziałem się, że są one tak samo dobrze napisane, jak ich bossowie. A jest ich trochę – zresztą, spójrzcie sami.

Empire of Sin
Przy takim wyborze trudno o brak faworyta

Każdy z ludzi w Empire of Sin ma własny charakter, swoją historię, imię i nazwisko, ale i śmiertelność (ja już kogoś straciłem na zawsze…). I – jak nasza postać – własny ekwipunek oraz statystyki. Wszystkie są bardzo zróżnicowane, często też poróżnione z innymi. Bo ktoś komuś złamał serce albo ktoś z kimś chętniej zbija grabę. Musimy uważnie dobierać współpracowników, bo mogą siebie nawzajem nienawidzić albo nas zdradzić – chociaż każda z postaci, w tym nasza, mają swoje cechy charakteru, to kolejne mogą nabyć podczas rozgrywki. Uważajmy, żeby nie pili za dużo albo nie spędzali multum wolnego czasu w domu rozpusty.

I prawdę powiedziawszy, żadna z tych postaci nie odstaje od naszego głównego bohatera. Staną się dla nas niezwykle ważne i będziemy dbać o ich rozwój, ucząc je nowych umiejętności. Mają też one swoją cenę, która z czasem może wzrosnąć lub zmaleć – dzięki doświadczeniu i lojalności.

Alkohol jak pieniądz – nie śmierdzi

Żeby mieć jak opłacić gangsterów albo wręczyć glinom łapówkę czy generalnie rozwijać swoje imperium – potrzebujemy pieniędzy. Cała rozgrywka w Empire of Sin to inwestycja za inwestycją. A fundamentalnym dla gry jest alkohol. Do tego potrzebujemy budynku, który będzie go wytwarzać i drugiego, który zajmie się sprzedażą.

Miasto żyje, a w związku z tym każde z osiedli będzie mieć różne potrzeby – miejscowi mogą wymagać od nas alkoholu z wyższej półki, dlatego wpierw będziemy musieli rozwinąć swój biznes, aby udało się taki stworzyć. Gdy ludziom zmienią się kubki smakowe, mogą wypić wszystko, wtedy niech w naszej ofercie dominuje tani alkohol. Odpowiadając tak na potrzeby, mamy okazję wycisnąć ze wszystkiego możliwie najwięcej forsy.

W rezultacie Empire of Sin wygląda na grind. Ale nie ma mowy o nudzie, bo nawet, gdyby zdążyła się pojawić, to przerwie ją nieustająca walka o wpływy. Do mnie takie rozwiązanie w rozgrywce trafia – w takim Mount & Blade spędziłem setki godzin, chcąc stworzyć dobrze prosperujące królestwo i doprowadzić do upadku innych.

Do zarobku swój wkład mogą mieć inne biznesy, jak kasyna albo przywołany wcześniej dom rozpusty, w którym pod żadnym pozorem nie zostawiajmy ludzi. Ostrzegam po raz kolejny.

A teraz przejdźmy do rzeczywiście nudnych rzeczy – technikaliów

Należę do osób, do których nawet najbardziej prymitywny tytuł potrafi przemówić, a do tego wystarczy mi jakaś interesująca mechanika. W Empire of Sin wcale mi ich nie brakuje i nawet, jeśli te tutaj nie są jakieś innowacyjne, to niewykluczone, że za to najlepiej zrealizowane. Mój efekt „wow!” od zapowiedzi pozostał nawet przy rozgrywce.

Ale nie samym tym żyjemy i trzeba przyjrzeć się grafice czy warstwie audio. Do tego drugiego przywiązywał wagę już John Romero. To on również zajmował się głosami dla wszystkich postaci w Empire of Sin, które zdążyłem pochwalić – wydają się bardzo autentyczne, akcent leży tam, gdzie trzeba.

Empire of Sin - posiedzenie
Bossowie mają na względzie to, kim gramy i bywają przy tym uszczypliwi

Strzelaniny i muzyka podczas nich brzmią dobrze, powiedziałbym przyzwoicie i, jak na tytuł tego typu, wystarczająco. Myślę, że to jedna z ostatnich gier, przy których oczekiwałbym jakiejś bombowej jakości w tym aspekcie i powodów do zapamiętania jakiejś ścieżki, w końcu to nie lecący Eddie Murphy w Space 103.2. Empire of Sin skupia się na czymś innym.


Znacznie więcej niż dobrym słowem, zdziałasz dobrym słowem i spluwą

Al Capone

Powróciłbym po raz trzeci do głosów bohaterów dostępnych w grze – w tym przypadku audio wywiązuje się szczególnie dobrze ze swojego obowiązku. Bo to z bossami mamy stale do czynienia, a tak fenomenalnie napisani muszą robić wrażenie. Drogą do tego były oczywiście ich głosy. Momentalnie jesteśmy w stanie wcielić się w wybraną przez nas postać i odczytać jej charakter, tak samo jak tego po drugiej stronie stołu. Choć zwykle krótkie są to rozmowy, to sporo dodają atmosferze. Czuć, że rozmawiamy z szychami i jesteśmy szychą. Na pewno zapamiętujemy ich na długo, żeby dać upust podarowanej nienawiści.

Empire of Sin - osiedle
Ciągle ktoś próbuje sprzątnąć nam potencjalny interes sprzed nosa – łatwo o władzę nie będzie

Empire of Sin ogrywałem na PC, który należy raczej do budżetowej półki, bo na pokładzie znajduje się chociażby taka karta graficzna, jak GeForce GTX 1060 z sześcioma gigabajtami. Na najwyższych ustawieniach graficznych, rozdzielczość Full HD zapewniła mi stałe sześćdziesiąt klatek na sekundę. A przy tym zupełnie żadnych kłopotów z płynnością czy stabilnością!

Graficznie Empire of Sin wygląda bardzo ładnie. Zwłaszcza miasto, lokacje i cała gra świateł, która zachodzi przy różnych warunkach pogodowych. Od tytułu, w który gramy głównie przy kamerze z góry, nie oczekiwałbym niczego więcej, ba, uznałbym, że to nawet nieuczciwe zestawiać go z tytułami z innych gatunków.

Te wszystkie zbliżenia pojawiające się co jakiś czas czy posiedzenia mogłyby ukazać jakieś niedoskonałości oprawy, a jednak wcale nie wyglądają najgorzej. Przyczepiłbym się może do czegoś innego, co bardziej wynika już nie z możliwości silnika… a być może budżetu? Czasu?

Przy wymienianych przeze mnie posiedzeniach wybieramy jedną z kilku kwestii i wsłuchujemy się w te przeciwnika. Postaci przy tym wykonują całkiem proste gesty, czasem może nawet za proste – mimo to chyba lepiej, że jakieś są. Ale z miłą chęcią chciałbym zobaczyć jak po kliknięciu kwestii, która zawiera w sobie informację o wyjęciu broni, faktycznie wyjmuję spluwę. Zdarza się, że niektóre z animacji się powtarzają i wyglądają bardzo nieporadnie, prędko gubiąc ten dodatni charakter natury spotkań.

Podobne braki zaobserwowałem w modelach postaci zwyczajnych zbirów – albo raczej modelu, bo poznałem dotąd tylko jeden. Wchodząc do lokacji, którą mamy zamiar odbić z ich rąk, może być ich tam nawet więcej niż pięciu, a każdy z nich wygląda identycznie. To takie małe zaniedbanie. Rozumiem, że nie grają oni względnie dużej roli w całej rozgrywce Empire of Sin, bo tacy ochroniarze z naszych biznesów potrafią już różnić się między sobą, ale wypadałoby i ten element rozwinąć.

Wiesz czym jest kapitalizm?

Pora zmierzać ku małemu podsumowaniu. Empire of Sin to owoc małżeństwa Romero, który zerwany może zachować świeżość na kilkadziesiąt, może nawet setki godzin rozgrywki. A przy tym pozostać niezwykle smacznym.

Wydaje mi się, że to esencja, którą mogliśmy poznać już przy okazji gier z serii Sid Meier’s Civilization czy Mount & Blade. Osoby, które oczekują oszałamiającej linii fabularnej – takiej nie dostaną. Każdy z bossów rzeczywiście ma jakąś historię i związane z nią zadanie, ale to raczej nic szczególnego. W tej grze chodzi przede wszystkim o władzę i wyeliminowanie konkurencji, jak w Monopoly.

Empire of Sin - gangsterzy
Salazar z koleżanką

Dlatego Empire of Sin nie spodoba się wszystkim, ale w swoim gatunku i ze swoim pomysłem na rozgrywkę jest bardzo dobrą grą. Historia w niej pisze się sama, bo chociaż odgórnie dostajemy jakichś bohaterów i gangsterów – to każda z rozgrywek będzie inna, o co zadbali twórcy, czyniąc relacje między wszystkimi zmiennymi. To samo dotyczy cech charakteru. Stąd moje zdanie, że gra wykazuje ogromny potencjał replay value.

O rozwinięcie tego potencjału do granic możliwości, twórcy mogliby zadbać rozszerzając zawartość – na co mam nadzieję. Na ten moment trudno stwierdzić, czy mi jej brakuje, ale na pewno podczas gry zobaczyłbym więcej ciekawych rozwiązań. Empire of Sin po prostu się o to prosi. Może o jakiś kreator gangstera?

Empire of Sin - siedziba
I Salazar w swojej siedzibie

Podsumowując – myślę, że mógłbym polecić Empire of Sin z czystym sumieniem. Bo skoro dobrze się przy grze bawiłem, to dlaczego miałbym tego nie zrobić? Zdecydowanie najbardziej trafi do osób, które lubią zarówno roleplay, jak i piaskownicę z przejmowaniem terytoriów. I które wyobrażały sobie to w mafijnych klimatach.

Empire of Sin będzie miało swoją premierę 1 grudnia 2020 roku na platformach PC, Xbox One, PlayStation 4 oraz Nintendo Switch.

Recenzja stworzona na bazie gry w wersji PC.

Empire of Sin
Empire of Sin
Imperium warte zachodu?
Kropla drąży skałę. Pomysł na Empire of Sin zrodził się tak dawno temu, że cały ten czas pozwolił Romero na stworzenie czegoś wyjątkowego. I to nie tylko z punktu narracji. Gra zdaje się być godną polecenia każdemu, kto lubi trochę swobody i ciężkiej pracy, żeby ostatecznie móc nazywać się bossem wszystkich bossów.
Grywalność
9
Narracja
10
Grafika
8
Audio
8
Wykonanie
7
Zawartość
8.5
Zalety
Wyśmienicie napisane postaci – zarówno bossowie, jak i pozostali gangsterzy
Voice acting
Spełniający swoje zadanie wbudowany samouczek
Prosty, ale przyjemny turowy system walki
Brutalność odpowiednia do zajść
Otwarte miasto
Udana optymalizacja – a to ostatnio rzadkość
Replay value
Uczciwa cena, zwłaszcza przy ich ostatnich i głośnych wzrostach w branży
Wady
Błędy podczas walki, które np. pozwalały postaciom strzelać przez ściany
Zdarza się, że przeciwnicy poruszają się z załączoną animacją siedzenia
Posiedzenia z bossami wypadają czasami niezgrabnie
Powtarzające się modele postaci i pomieszczenia
Brak polskiej wersji językowej
8.4
Ocena