Przeszedłem demo nowego Resident Evil 2 i jak na razie jestem wniebowzięty

źródło: reddit.com

Jaki mamy rok? Czy to 2005? Patrzę w kalendarz i jednak widzę na nim liczbę 2019. Coś dalej mi się nie zgadza – spora firma wypuszcza do sieci wersję demonstracyjną jednego ze swoich większych nadchodzących hitów. Czy to źle? Ależ oczywiście, że nie! Dzięki temu mogę bowiem się upewnić, że na remake Resident Evil 2 naprawdę warto czekać.

Demo pieśnią przeszłości

To bardzo przyjemne uczucie, kiedy pojawia się „demówka” bardzo wyczekiwanej gry. To ten idealny moment, kiedy możesz posmakować nieco mechaniki rozgrywki, którą jeszcze niedawno podziwiałeś tylko na różnych filmikach. Nie wspomnę już o tym, że to najlepsza okazja do sprawdzenia czy komputer zaraz po załadowaniu pierwszego etapu, nie powie czegoś w stylu: „jestem już za stary na te zaawansowane cienie i ray tracingi, kup mi nową kartę graficzną”.

Dziwi mnie, że ten trend został porzucony na rzecz wszędobylskich, ograniczonych czasowo „wersji beta”. Capcom jest jednak jedną z tych firm, która dla swoich dwóch dużych, nadchodzących gier wypuszcza po pojedynczej sztuce stosownej wersji demonstracyjnej. Niedawno spotkało to Devil May Cry V, teraz mamy okazję pobiegać chwilę po posterunku w remake’u Resident Evil 2… i, ach, cóż to jest za bieganie.

Zanim tylko przejdę do faktycznych wrażeń, chciałbym coś zaznaczyć. Nie jestem jakimś wielkim fanem Resident Evil. Nie grałem też w oryginalną drugą część, która wydana została na pradawnym, szarym PlayStation (tym pierwszym rzecz jasna). Prawie ukończyłem Resident Evil 5, a Resident Evil 4 nadal widnieje na mojej liście „do zagrania”, dlatego oceniam całość z bardzo świeżej perspektywy. Czy to przeszkodziło mi w dobrej zabawie ze współczesną wersją „dwójki”? Muszę zaprzeczyć.

Klimat gęstszy niż smog na Śląsku

Jeśli jesteście świeżo po sesji z Resident Evil 6 i liczycie, że to „wskrzeszenie klasyka” zapewni wybuchową rozrywkę w stylu Michaela Bay’a, zawróćcie od razu. Nowy Resident Evil 2 to próba odwzorowania magii pierwowzoru przy pomocy współczesnej technologii i oczywiście przystosowanie jej do współczesnych standardów. Gra nie korzysta już zatem ze sztywnie ulokowanej po kątach kamery i całą akcję oglądamy z perspektywy trzeciej osoby. Możemy zatem w wersji demonstracyjnej podziwiać pełne piękno policyjnego komisariatu i eksplorować go w bardziej naturalny sposób. To chyba największa różnica względem pierwowzoru.

Nadal jest to jednak survival-horror przepełniony elementami akcji i dusza wczesnych odsłon Resident Evil została tu skrzętnie przemycona. Nasz bohater, podobnie jak my, nie wie, co się dzieje. Przybywamy do zdewastowanego komisariatu, który przypomina ogromne pole bitwy, aniżeli miejsce stacjonowania stróżów prawa. Większa część lokacji jest spowita w całkowitym mroku, z racji odcięcia od energii elektrycznej i te właśnie sekcje musimy zwiedzać z latarką, która służy nam za jedyne, niekoniecznie potężne źródło światła. Jest nieprzyjemnie, a w dodatku wszędzie spacerują w teorii martwe ciała. Atmosfera jest zatem gęsta, mroczna i tajemnicza, a przy okazji budzi ten znajomy posmak niepewności oraz lekkiego strachu. „Demówka” daje świetny przedsmak tego, czego możemy spodziewać się po pełnej wersji i mam nadzieję, że taki klimat będzie towarzyszył nam przez całą kampanię.

Rozgrywka w klasycznym sosie survival-horror

Atmosfera oraz jej przytłaczający ciężar, świetnie łączy się z rozgrywką. Pamiętam jeszcze sterowanie z Resident Evil 5, które było okropnie toporne, nieprzemyślane i sztywne aż do bólu. Najbardziej ten fakt doskwierał w dynamicznych sekcjach rozgrywki, których pod koniec kampanii fabularnej było aż trochę za dużo. Capcom wyciągnął jednak wnioski z przeszłości i w demo remake’u Resident Evil 2 grało mi się zwyczajnie przyjemnie. Nadal nie czyni to z tego tytułu „zręcznościówki”. Nasz główny bohater – Leon Kennedy nie jest akrobatą, nie ma czarnego pasa ninja i nie umie zrobić 3 salt podczas jednego wyskoku. Czuć za to ciężar i małą dynamiczność postaci. W przeciwieństwie do RE5, ten dyskomfort wydaje się być po prostu bardziej przemyślany.

Leon nie biega szybko, celuje się też nim stosunkowo ciężko i choć wreszcie można strzelać podczas ruchu (nie to co w wielu poprzednich odsłonach), to tracimy tym samym sporo na celności. W dodatku nasi oponenci przez swoje nienaturalne animacje ruchu, zwinnie unikają pocisków. Sprawia to, że potyczki z powolnymi zombie cały czas trzymają w napięciu, pomimo żółwiego tempa. Widok dwóch „umarlaków” przed sobą budzi nie politowanie, a poczucie nadchodzącego wyzwania. Martwi goście komisariatu są odporni na broń palną, co dorzuca nieco adrenaliny do i tak już mocnego zastrzyku.

Mam tylko nadzieję, że w pełnej wersji gry, twórcy będą rzadziej rzucać graczowi pod nogi dziesiątki amunicji. W „demówce” łatwiej było mi zwyczajnie wpakować w zombie 6 kul i spokojnie pobiec dalej, bo w plecaku czekały na mnie tuziny dodatkowych „pestek”. Budziło to we mnie spore poczucie bezpieczeństwa, a to nie powinno być raczej domeną survival-horroru. Ciekawiej byłoby, gdyby nasze zapasy prezentowały się skromniej, co zmuszałoby do skrajnych decyzji podczas walki. Może strzelić raz czy dwa w zombie, żeby go ogłuszyć i wykorzystać tę lukę do ucieczki? A może jednak poświęcić trochę punktów zdrowia, dać się ugryźć i zachować tych kilka pocisków na cięższą potyczkę? Oby takie pytania nachodziły mnie częściej podczas zabawy z pełną wersją.

Cieszy mnie też, że „demówka” dała mi przedsmak tak dużej i ciekawej lokalizacji, jaką jest wspomniany już komisariat. Jest on niezwykle rozbudowany i wypełniony różnymi notatkami fabularnymi, a także masą zamkniętych pokoi, które otworzymy tylko przy pomocy specjalnego klucza. Już teraz czuję, że czeka mnie naprawdę sporo bogatej, satysfakcjonującej eksploracji.

Mroczne fajerwerki graficzne

A co z kwestią techniczną? Remake Resident Evil 2 wygląda naprawdę ładnie. Postacie wydają się naturalne i mają świetne animacje, włączając w to też zombie. Tekstury cieszą oko, a gra światła i cieni została tu zrealizowana po mistrzowsku. Co jednak najważniejsze – demo chodzi świetnie i nie wymaga do tego posiadania karty graficznej za 5 tysięcy złotych (patrzę na ciebie, RTX 2080 Ti).

Mój komputer (i7-8700K, GTX 1070, 16 GB pamięci RAM o taktowaniu 3000 MHz) ciągnął grę na niemalże maksymalnych ustawieniach (pominąłem tekstury najwyższej jakości z racji rzekomo niewystarczającej pamięci w karcie graficznej), w rozdzielczości 1440p i wykręcał przy tym nawet 100 klatek na sekundę. Posiadacze monitorów o odświeżaniu wyższym niż 60 Hz będą wniebowzięci.

Powrót do Raccoon City wygląda obiecująco

Zatem czy warto czekać na remake Resident Evil 2? Wersja demonstracyjna pozwala bawić się tylko przez pół godziny, po czym przerywa zabawę, ale mi to w zupełności wystarczyło. Wiem, że jest co wypatrywać na horyzoncie i warto zapisać sobie datę 25 stycznia w kalendarzu. Demo dało mi przedsmak świetnie odrestaurowanego oryginału, który przystosowano do dzisiejszych realiów. Mam tylko nadzieję, że pełne danie wciągnę z równym smakiem, co przystawkę.

Jeśli macie 30 minut wolnego czasu, odpalcie Steama, PlayStation Store czy Microsoft Store i sprawdźcie nowe Resident Evil 2 na własnej skórze. Co Wam szkodzi? To tylko jedna partyjka w League of Legends czy Counter-Strike’a… przecież dobrze wiemy, że Challenger czy Global Elite poczekają.

Exit mobile version