Czy po ACTA jesteśmy już spokojni? Nie, czekają nas TPP, TTIP, TISA, CETA, FACTA… I nikt nie skacze

Przeciwko ACTA – międzynarodowej umowie przeciwdziałającej naruszeniom praw intelektualnych – w 2012 roku Polacy wyszli na ulice. To był pierwszy tak masowy sprzeciw od czasów PRL. Politolodzy wieszczyli na podstawie analizy tego zjawiska przemiany społeczne i wzrastającą świadomość obywatelską. Internet znów miał być medium demokracji… Tyle, że po 2 latach o ACTA wszyscy już zapomnieli. Jak to w internecie.

W 2012 roku miałem przyjemność nie tylko pisać o ACTA, ale też nawet maszerować w jednym z protestów przeciw podpisaniu umowy. Od początku starałem się analizować, o co w tym wszystkim chodziło. A nie było to łatwe, bowiem w sieci trudno było znaleźć wiarygodne i merytoryczne źródła, analizy, czy komentarze. A ja nie jestem prawnikiem, by to zrozumieć.

Ale coś udało mi się znaleźć…

Główny tekst umowy można znaleźć choćby tu: pełna treść umowy ACTA. Do głównych rzeczy, jakie podług analiz treści umowy miały/mogły nam – obywatelom, internautom – grozić po jej podpisaniu, zaliczały się między innymi:

Piotr VaGla Waglowski wskazał w swojej analizie “Pytanie o ACTA – ściąga dla dziennikarzy” – że akt ten – według Ministerstwa Gospodarki oraz Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego – nie ma wpływu na prawodawstwo europejskie, oraz oczywiście – polskie. Istnieje bowiem już obecnie prawodawstwo i służby odpowiedzialne za ściganie piractwa oraz podróbek produktów. W związku z tym – jeśli ACTA nic nie zmienia, a wiele z jej zapisów nie może być stosowane na terenie UE, to po co ją podpisywać?

Dodatkowo znaczące są też ówczesnego generalnego inspektora ochrony danych osobowych Wojciecha Wiewiórowskego, który stwierdził:

[quote text_size=”medium” author=”Wojciech Wiewiórowski” author_title=”Generalny Inspektor ODO”]

Podpisanie i ratyfikacja konwencji ACTA są niebezpieczne dla praw i wolności określonych w konstytucji.

[/quote]

Obrońcy ACTA wskazywali natomiast, że:

Permanentna inwigilacja!

Na przełomie 2011 i 2012 roku czytałem mnóstwo artykułów i komentarzy w sieci, na temat tej umowy. Rozmawiałem też z organizatorami marszów przeciwko ACTA w Zielonej Górze, jak również z ich uczestnikami. I niestety, odniosłem wrażenie, że ludzie naprawdę nie wiedzieli, przeciwko czemu protestują.

Przede wszystkim byli to – przynajmniej w Zielonej Górze – najczęściej ludzie młodzi lub bardzo młodzi (poniżej 15 roku życia). Nieśli transparenty z hasłami “Precz z cenzurą”, „Nie dla ACTA”, „… matole, skąd będziesz ściągał pornole” oraz „Ratujmy RedTube”, natomiast mieli spore problemy w określeniu dokładniej, przeciwko czemu protestują. „- Przeciwko ACTA” – odpowiadali. Na pytanie, o co chodzi w ACTA, po pokazaniu haseł na transparentach mieli już… Pewne trudności. Być może dlatego, że w trakcie manifestacji wielu z nich popijało (wcale nie skrycie) alkohol… Byli też wulgarni, głośni. Większość wznoczonych haseł nie była przeciwko zapisom ACTA a… Przeciw rządowi.

Rozmawiałem z jednym z niewielu starszych ludzi idących w marszu z transparentem “Nie dla ACTA”. Powiedział mi, że protestuje dlatego, aby obecni młodzi ludzie nie żyli w takich czasach, w jakich on żył. By nie było cenzury, inwigilacji, aby człowiek czuł się wolny i bezpieczny. Rozmawiałem również z organizatorami protestów – ci mieli stosunkowo dużą wiedzę na temat umowy i wyrażali zaniepokojenie tym, że uczestnicy marszów nie do końca wiedzą, przeciw czemu protestują. Jednakże – jak podkreślali – znacznie ważniejsze od tego jest to, aby dać sygnał rządzącym, że się sprzeciwiamy!

Takie marsze odbyły się w całej Polsce i wzięło w nich udział kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset tysięcy Polaków. Doszły do tego protesty serwisów internetowych (np. akcja blackoutu – całkowitego zasłonięcia stron głównych w ramach sprzeciwu wobec umowy), czy manifestacje wirtualne, jak choćby w grze Metin2. Oraz akcje w stylu flashmob w realu. To spora siła, która zarówno w internecie, jak i właśnie poprzez manifestacje wywarła presję na rządzie RP. Ustawa, pierwotnie podpisana, została po kilku tygodniach uchylona. Premier przeprosił za kontrowersje i zapowiedział analizę społeczną tego typu aktów prawnych. Przy okazji rząd za jednym zamachem wycofał się z innych, kontrowersyjnych projektów, np. INDECT, czyli systemu inteligentnego monitoringu – zarówno miejskiego, jak i monitoringu internetu, który miałby – dzięki stałej obserwacji i analizie – ostrzegać o podejrzanych zachowaniach i przypadkach naruszenia prawa oraz przestępstwach.

Parlament Europejski 4 lipca 2012 roku odrzucił ostatecznie treść umowy ACTA zdecydowaną przewagą głosów. Dotychczas “skaczący przeciwko ACTA“ uspokoili się i wrócili do domów, internet przestał żyć ideą walki z rządem. Wszystko wróciło do normy. Politolodzy wskazywali na wielkie zwycięstwo demokracji i ogromną rolę internetu w uświadamianiu obywateli, jednoczeniu ich i wywieraniu wpływu na polityków. Wieszczono falę kolejnych sprzeciwów wobec “podejrzanych” aktów ustawodawczych.

Przeciwnicy ACTA odtrąbili zwycięstwo.

Czy aby na pewno?

TPP, TTIP, TISA, CETA, FACTA

Pod koniec 2013 roku pojawiły się w sieci przecieki z Wikileaks, które wskazywały na to, że UE uważnie obserwuje amerykańsko – azjatyckie negocjacje dotyczące przyjęcia umowy TPP (partnerstwo trans-pacyficzne), zakładającej przyjęcie przez kraje azjatyckie amerykańskiego podejścia do własności intelektualnej (m. in. podobnego do tego z ACTA) oraz dodatkowo:

Podobnego typu umowa UE z USA miałaby nosić nazwę TTiP (umowa transatlantycka dotycząca handlu i inwestycji) i jest – podobnie, jak ACTA – konsultowana tajnie, bez dostępu organizacji społecznych, już od połowy 2013 roku. Według Wikileaks, ma ona zawierać zapisy m. in. o odpowiedzialności pośredników, w tym dostawców internetu, za naruszenia użytkowników. Pod zakres tej odpowiedzialności według przecieków mają również podpadać osoby prywatne, udostępniające treści nie tylko w internecie, ale również poprzez np. sieć WiFi). Według informacji z września br., w negocjowanym tekście pojawił się też już znany z TPP zapis o rozszerzeniu ochrony własności intelektualnej dzieł zmarłych twórców do prawie 100 lat. Rozpatrywane są również zapisy o prewencyjnym monitorowaniu źródeł nielegalnych treści (jak np. torrenty).

Wielkie kontrowersje wzbudzają też wskazania na zapisy, które mają uniemożliwić publiczne ujawnianie tajemnic (głównie handlowych, ale nie tylko) firmowych przez pracowników – w tym również ujawniania spraw niezgodnych z prawem. Zwany “zapisem antywhistleblowerowskim” ma w istotny sposób utrudnić wolność słowa i obywatelski obowiązek upubliczniania naruszeń prawa, w tym praw jednostki.

Inna umowa, CETA, która negocjowana jest przez UE już od 2009 roku, ostatnio została wzięta pod lupę przez rząd niemiecki, który wskazał na niebezpieczne zapisy umożliwiające firmom prywatnym pozywanie państwa za straty wynikłe w związku ze zmianą prawa. Wskazuje się, że takie zapisy mogłyby powstrzymać lub znacząco utrudnić pracę ustawodawców oraz uniemożliwić wdrażaniem przepisów prokonsumenckich. Jak może to działać w praktyce? Ot – choćby zgodnie z prawem UE ujednolicone na terenie Europy przewody z końcówką microUSB w ładowarkach do smartfonów – producenci w myśl CETA mogliby pociągnąć rządy państw do odpowiedzialności finansowej, związanej z wymuszeniem zmiany technologii…

Kolejna ciekawa umowa – TISA – czyli umowa dotycząca handlu i usług, negocjowana od 2013 roku, ma ułatwiać wchodzenie na rynki krajowe koncernów finansowych poprzez uchylanie regulacji prawnych danego kraju. Umowa ma też znacząco ułatwiać transfer danych osobowych obywateli pomiędzy UE a USA. Kolejny raz – negocjacje są tajne i poznamy ich treść dopiero po przyjęciu porozumień.

FACTA – amerykańska ustawa o ujawnianiu rachunków zagranicznych. Ma zapobiegać ukrywaniu dochodów przez amerykańskich podatników, poprzez transfer pieniędzy na zagraniczne konta. Co arcyciekawe – polskie prawo uniemożliwia podpisanie bezpośrednich umów dotyczących ujawniania takich danych bankom amerykańskim przez polską skarbówkę. W związku z tym USA negocjuje z rządem polskim przyjęcie przez nas ich FACTA, która – jako umowa międzynarodowa, pozwoliłaby na obejście tego prawa, a w konsekwencji dostęp USA do naszych danych osobowych i finansowych…

Ale nikt nie skacze…

Wiele z wyżej opisanych, negocjowanych wciąż aktów prawnych i umów, nie tylko przypomina nieszczęsną ACTA, która wzbudziła tak wielki sprzeciw w Polsce (i nie tylko). Idzie też o wiele dalej…  Co więcej, UE oraz rząd RP – pomimo zapowiedzi, że od teraz wszystko będzie już transparentne i na czysto i sytuacja z ACTA już nigdy się nie powtórzy – powtarza jednak scenariusz z ACTA. Tajne negocjacje, o których wiemy tylko dzięki Wikileaks? A momentem, gdy poznamy, co nas teraz będzie obowiązywać, ma być moment już PO podpisaniu tych umów?

I nikt nie organizuje manifestacji.

Oczywiście wszystkie te umowy mają też mnóstwo pozytywnych i wspierających przedsiębiorczość zapisów. W istocie, mają przecież ułatwiać handel, transfer technologii, chronić twórców. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie występował przeciwko prawu do własności intelektualnej, wolności handlu, czy przepisom ułatwiającym ściganie osób łamiących prawo…

Ale ACTA też miała słuszny cel, jednocześnie przemycając sporo bardzo nieostrych, jak gdyby „przypadkowo niedookreślonych” stwierdzeń, zostawiających pole do interpretacji, w konsekwencji mogących godzić w prawa jednostki, prawa obywatelskie. Jak każde prawo, ACTA, FACTA, TTIP i inne umowy międzynarodowe, dając oręż do walki z przestępcami, dają też większy zakres działalności organom przeciwdziałającym przestępstwom. Często też na tyle nieostro opisują przestępców, że pod odpowiednio spreparowaną definicję może podpaść … Każdy z nas.

Jak pisałem w poprzednim tekście, o wpływie muzyki na obecne urządzenia mobilne, każdy z nas ma jakieś nie do końca legalne empetrójki. Choćby jedną. Jakiś program, którego używamy nie do końca zgodnie z licencją… Albo nie do końca zgodne z prawem wypowiedzi, gdzieś kiedyś opublikowane w internecie. Choćby to była informacja, że jakiś film można ściągnąć stąd czy stamtąd… Czy – jak opisałem to w tekście o streamach i mistrzostwach świata w siatkówce – obejrzało kiedyś np. nielegalną relację z meczu.

Każdy z nas według pewnych interpretacji łamie, lub kiedyś złamał prawo. Być może niegdyś nie był, ale w myśl nowych umów i interpretacji nagle może stać się przestępcą. Nawet nie skazany w Polsce, może mieć np. problem podczas wjazdu na terytorium USA…

I w zasadzie prawie nikt o tym nie pisze. nikt nie nawołuje do sprzeciwu. Czyżbyśmy się zasiedzieli?

 

Czy czeka nas znów fala protestów i piosenki na ulicach: “matole, skąd będziesz ściągał pornole?”. A może już nas to wcale nie obchodzi? Mamy gdzieś, że ACTA, TTIP, czy inne, ciekawe skróty, być może już teraz patrzą na nas?

Exit mobile version