Android L – i zastanawiam się czy nie wrócić do Google | Tabletowo.pl

Android L – i zastanawiam się czy nie wrócić do Google

Dołącz do dyskusji 0

Konferencja I/O Google to prawdopodobnie najbardziej emocjonujące wydarzenie technologiczne w tym roku. Po nieco mniej emocjonujących imprezach konkurentów giganta z Mountain View, Google mocno zaakcentował fakt, iż to on jest liderem rynku i to on wyznacza reguły. Co prawda widać w jego działaniach pewne próby „dogonienia” Windows Phone i iOS, jednak nie można odmówić Androidowi tego, że to po prostu się udało. Jeśli będzie tak, jak to zostało pokazane na konferencji, to poważnie zastanowię się nad zmianą ekosystemu. I mówię to bardzo, bardzo poważnie.

Lizak będzie strasznie słodki

Lollipop – bo tak prawdopodobnie będzie nazywać się kolejna wersja systemu mobilnego Google to oczywiście nawiązanie do „tradycji” firmy w kwestii nazewnictwa Androida. Poprzednia nazywała się KitKat, zatem logiczne jest to, że następna zacznie się od „L”.

Zwolennicy środowiska uruchomieniowego ART będą zapewne bardzo zadowoleni z faktu całkowitego porzucenia Dalvika. W Internecie od pojawienia się ART w świecie Androida pojawiło się wiele opinii, które sugerują, że korzystanie z tego środowiska zapewnia solidny skok wydajności urządzenia. Android i wydajność to połączenie dosyć „wybuchowe” – wiadomo bowiem, że niektóre urządzenia z udźwignięciem tego systemu mają problemy. Ten fakt zaczyna być już tylko mitem, bowiem kolejne nowości w Androidzie wskazują na kolejne szlify w kwestii szybkości systemu.

android art vs dalvik

ART pozwala na mniejsze obciążenie pamięci i procesora dzięki przetłumaczeniu aplikacji na kod maszynowy w trakcie jej instalacji, a następnie przechowywaniu wyniku tejże operacji nie w pamięci, a w wydzielonym miejscu w pamięci urządzenia. Z ART-em wielkich cudów nie ma i dostępne w Internecie testy pokazują, że nie jest to środowisko uruchomieniowe dla maniaków wykręcania cyferek w benchmarkach, natomiast wszystko to, co nazywamy „komfortem użytkowania” pokazuje, że ART to ciekawe rozwiązanie. A o to przecież chodzi.

Co najważniejsze, Dalvik miał problemy z kompatybilnością z procesorami 64-bitowymi. ART na takie przypadłości nie cierpi – znika zatem kolejna przeszkoda w dalszej ekspansji Androida na urządzeniach opartych o tę architekturę procesora.

Android Lollipop będzie także posiadać nowe mechanizmy służące do lepszego obchodzenia się z pamięcią. Ten aspekt do tego momentu wydawał się być piętą achillesową systemu Google. Im mniej pamięci operacyjnej, tym bardziej prawdopodobne jest to, że nasz smartfon, czy tablet zamiast dostarczać nam rozrywki, bądź godnie nam służyć w pracy, będzie nas przyprawiać o palpitacje serca. Android traktuje pamięć w ten sposób, że nie pozwala, by cokolwiek się marnowało. Stąd cały czas trzyma on w niej stany aplikacji i kiedy zaczyna już jej brakować – można zauważyć chwilowe przycięcia, gdy próbujemy otworzyć kolejny. Ma to swoją dobrą stronę – przejście do uruchomionego w tle programu odbywa się błyskawicznie, ale gdy już potrzebujemy szybko uruchomić inną, sprzęt się zamyśli. Od tego momentu tak już nie będzie – przynajmniej tak twierdzi Google.

Programiści zacierają ręce – czy aby na pewno?

Oczywiście nie bez powodu. Android mimo ogromnej popularności i co za tym idzie, atrakcyjności dla programistów cierpi na kilka problemów, które wydają się być mu przyrodzone. Nowe układy Qualcomma będą obsługiwać nowe funkcje wykorzystywane w grafice – natomiast Android do poprzedniej wersji nie dawał sobie z nimi rady. O ile nie jest to pomyłka ze strony Google, Android, dzięki Extension Pack będzie w stanie obsłużyć takie funkcje jak Compute Shader oraz ASTC compression. To nie oznacza jednak, że w Lollipop będzie zawarte pełne wsparcie dla OpenGL, co jest pewną przeszkodą w wykorzystaniu wszystkich możliwości nowych układów mobilnych.

Android-L-unreal

Coś zaczyna się zmieniać – liderzy rynku zwracają uwagę na czas pracy na akumulatorze

Microsoft zwrócił niedawno uwagę na fakt, iż urządzenia mobilne nie są tak mobilne, jak powinny być i zaproponował swoje rozwiązania, które miałyby tę niedogodność poprawić. Google także wtrącił do tego swoje trzy grosze i zaproponował szereg zmian, które pozwoliłyby na bardziej efektywne wykorzystanie baterii – oczywiście od strony oprogramowania.

Screen-Shot-2014-06-25-at-9_50_56-AM-1280x800

Kluczem do poprawienia czasu pracy na baterii ma być daleko idąca optymalizacja w ramach projektu „Volta”. Urządzenie ma być rzadziej wybudzane z uśpienia na przykład przez powiadomienia push, czy usługi działające w tle. Różnica ta może być widoczna tylko wtedy, gdy telefon często leży na stoliku z wyłączonym ekranem i jedynie „zbiera” z Internetu powiadomienia po to, by w końcu użytkownik je „skonsumował”, a następnie znowu odłożył urządzenia. Problem zaczyna się wtedy, gdy z tabletu, czy smartfona korzystamy bardzo aktywnie – wtedy Volta niekoniecznie cokolwiek zmieni.

Material Design

W dobie charakterystycznych cech wyglądu poszczególnych ekosystemów, Google postanowiło i tę kwestię poddać pewnej obróbce (bądź też przeróbce). Odtąd, interfejs użytkownika w ekosystemie Google zostanie poddany spłaszczeniu, co pozwala na to, by system wyglądał lepiej na większości urządzeń i lepiej do nich się dopasowywał. O ile czegoś nie popsują producenci tworząc nakładki w ramach własnych tabletów, czy smartfonów – może być bardzo ciekawie. Obawiam się jednak, że efekt, który chce osiągnąć Google zostanie nieco przyćmiony nieudanymi eksperymentami z własnymi wariacjami na temat interfejsu użytkownika, które są masowo serwowane posiadaczom sprzętów z Androidem na pokładzie.

google-android-l-material-design

Przeróbkom poddany został także Chrome – dzięki czemu będzie on bardziej przyjazny dla użytkownika, który nigdy nie miał z nim styczności, ale pozwoli także na dużo bardziej komfortowe konsumowanie treści w Internecie. Także i sposób wyświetlania powiadomień został zmieniony – są to dymki pojawiające się nad aktualnie otwartą aplikacją i co najważniejsze – zmiana stanu tej działającej w tle nie wpływa na to, co aktualnie robimy – na przykład aktywnie korzystając z jakiejś aplikacji nie musimy się martwić, że nasza praca zostanie przerwana przez połączenie przychodzące. Owszem, zostaniemy o tym powiadomieni, ale właśnie w formie owego dymka.

Google, idąc także nieco śladami Microsoftu stara się ułatwić programistom pracę i pozwolić im na wybranie, jak przeskalowana zostanie aplikacja na różnych typach urządzeń. Wiadomo, że Android cierpi z powodu nieco niedopasowanych aplikacji do konkretnych sprzętów. Odtąd, programista może swobodnie ustalić, jak, co i na czym będzie wyglądać.

Lista zmian jest ogromna. Patrząc na to, co znalazło się w Windows Phone, nowym iOS i na to, co przygotował Google mam wrażenie, że hegemonia Androida na rynku nie skończy się – wręcz przeciwnie. Zostanie poważnie umocniona i dodatkowo ugruntowana. Większość zmian to zmiany na plus, system Google będąc już dojrzałym systemem skupia się wyłącznie na szlifach. Nie spodziewałem się jednak tak śmiałych i tak trafnych decyzji. Czy to już czas na przesiadkę?

Jeżeli znalazłeś literówkę w tekście, to daj nam o tym znać zaznaczając kursorem problematyczny wyraz, bądź zdanie i przyciśnij Shift + Enter lub kliknij tutaj. Możesz też zgłosić błąd pisząc na maila.

Komentarze

Logowani/Rejestracja jest chwilowo wyłączona