Gdy tylko dostałem propozycję wizyty w głównej siedzibie firmy Zeiss, producenta wszelkiej maści rozwiązań z dziedziny optyki i partnera marki Vivo w zakresie fotografii w smartfonach, nie zastanawiałem się zbyt długo. Miałem dzięki temu okazję zobaczyć, w jaki sposób Zeiss testuje aparaty telefonów Vivo i dowiedzieć się, jak duży wpływ realnie ma on na ich finalny kształt i jakość zdjęć.
Od mikroskopów do obiektywów filmowych
Powiedzieć, że Zeiss to firma z bogatą historią i równie bogatym portfolio, to jak nic nie powiedzieć. Jej początki sięgają lat czterdziestych XIX wieku, a konkretniej 1846 roku, zatem mówimy tu już o bagatela 180 latach historii. Założycielem firmy był Carl Zeiss, który otworzył wówczas swój pierwszy zakład optyczny, w którym na samym początku skupił się na projektowaniu i produkcji mikroskopów.
Obecnie firma ma w swoim portfolio wprost ogromną gamę produktów sciśle powiązanych z szeroko pojętą optyką, które są rozwijane w oddziałach znajdujących się w przeszło stu lokalizacjach na świecie, także w naszym nadwiślańskim kraju.
Jako jeden z pięciu dziennikarzy z Polski miałem wyjątkową okazję odwiedzić główną siedzibę Zeiss zlokalizowaną w Oberkochen, w południowej części Niemiec. Kompleks ten zaskoczył mnie już od początku – swoimi rozmiarami, urokliwymi, górzystymi terenami wokół, a pracownicy firmy przyjazną atmosferą, rozległą wiedzą i ciekawostkami sypanymi jak z rękawa.


I być może w oczach niektórych z Was wyjdę tu na osobę z ubogą wiedzą, bez bicia muszę przyznać, że w zasadzie aż do momentu tej wizyty nie miałem świadomości, że Zeiss ma aż tak rozległą ofertę. Bo, poza tym, od czego firma zaczynała, czyli mikroskopami (także tymi o zastosowaniu medycznym), logo Zeiss obecne jest – między innymi – na lornetkach, teleskopach astronomicznych, obiektywach do aparatów fotograficznych i kamer filmowych, soczewkach kontaktowych i szkłach okularowych.
Zeiss produkuje również sprzęt stricte powiązany z zabiegami w obrębie oka, który znajdziemy na wielu oddziałach okulistycznych i w gabinetach. Wśród nich są urządzenia do laserowej korekcji wad wzroku, a także te służące do diagnostyki i zabiegów leczenia zaćmy. Zresztą, nie ukrywam, że będąc jakiś czas temu bywalcem okulistyki w moim szpitalu miałem okazję zobaczyć w boju właśnie sprzęty z logo Zeissa.
Choć z oczywistych względów nie mogłem zajrzeć w dosłownie każdy zakamarek firmy i nie wszystko można było uwiecznić na zdjęciach, to i tak pokazano nam kilka interesujących rzeczy. No i – co z mojej perspektywy najciekawsze – opowiedziano, na czym dokładnie polega całe to smartfonowe partnerstwo Vivo i Zeiss.


Historia firmy Zeiss w jednym miejscu
Jednym z punktów wizyty w firmie Zeiss było odwiedzenie pokaźnych rozmiarów muzeum optyki znajdującego się wewnątrz siedziby. Jest ono swego rodzaju zbiorem całej historii marki Carla Zeissa – od pierwszych zaprojektowanych przez niego mikroskopów, przez wszystkie kolejne rozwiązania firmy, aż do tych produkowanych obecnie.
To tutaj mieliśmy okazję zobaczyć pierwsze mikroskopy powstałe jeszcze za czasów początków firmy, jedne z pierwszych aparatów fotograficznych wykorzystujących optykę Zeissa, profesjonalne kamery filmowe ze szkłami Zeiss i wiele innych.


Przy tym nie zabrakło oczywiście przechwałek o licznych kamieniach milowych, osiągnięciach i nagrodach uzyskiwanych przez firmę. Dość sporą ciekawostką jest fakt, że ujęcia z lądowania na księżycu, które miało miejsce w 1969 roku, były uwiecznione za pomocą kamer Hasselblad z obiektywami Zeiss. Z kolei przy użyciu mikroskopów Zeiss dokonano ponad trzydziestu odkryć nagrodzonych Noblem.
Firma szczyci się również, że jej obiektywami kręcono szereg najpopularniejszych, nagradzanych Oscarami produkcji, jak – na przykład – Skyfall z serii filmów o przygodach Jamesa Bonda czy Władca pierścieni: drużyna pierścienia.
Obiektywy Zeissa były wówczas sparowane z kamerami Arri, choć akurat tych nazw firm trzecich (Arri i Hasselblad) oprowadzający nas pracownicy sami nie byli skłonni tak chętnie wymieniać… ;)



Ile Zeiss naprawdę jest w smartfonach Vivo?
To pytanie z pewnością zadaje sobie wiele osób, które miały jakąkolwiek styczność z flagowymi smartfonami Vivo. Wszakże logo Zeiss widoczne jest tam już na samym opakowaniu, wyspie aparatów na pleckach oraz w samej aplikacji aparatu w postaci stylów fotograficznych.
I zapewne znajdzie się i taka, może nawet liczna grupa, która będzie uważać, że wszelkie te partnerstwa (a trochę ich na rynku jest) między firmami fotograficznymi a smartfonowymi ograniczają się tylko do logo na obudowie. Jak jednak pokazano nam w Zeiss, w tym wypadku to bardziej zaawansowany proces niż sam początkowo zakładałem.
W siedzibie firmy w Oberkochen znajduje się osobne laboratorium, w którym testowane są aparaty smartfonów Vivo. Niestety, bardzo ubolewam nad faktem, że było to jedno z tych niewielu miejsc w całej firmie, w których nie pozwolono nam robić zdjęć, zatem pozostaje mi jedynie opisanie Wam tego, co tam zobaczyłem.

W tym – będąc szczerym – dość kameralnym labie zlokalizowano parę stanowisk, na których dokonuje się testów. Pierwszym była plansza testowa, na której znajdowały się tzw. gwiazdy Siemensa, liczne kształty, linie oraz pola barwne. Po ustawieniu odpowiedniego kadru i oświetlenia wykonuje się testowe zdjęcia konkretnym smartfonem, a następnie analizowany jest poziom ostrości w newralgicznych punktach, szczegółowość oraz odwzorowanie kolorów. Co do ostatniego, była tam również odrębna paleta kolorów, czyli tzw. colorchecker.
W pozostałych sekcjach sprawdzano skuteczność powłok antyrefleksyjnych na obiektywach, gdzie dokonywano pomiarów jak dokładnie wygląda widmo światła pojawiającego się w kadrze i poziom rozbłysków wokół. Intrygujące było też stanowisko z ludzką głową (no dobra, manekina oczywiście ;)), na której sprawdza się czy zdjęcia twarzy wychodzą odpowiednio ostre i jak rozmywa się tło przy fotografii portretowej.
Duże znaczenie ma właśnie wspomniana wyżej Zeiss T* Coating, czyli powłoka stosowana na obiektywach aparatów w smartfonach Vivo, która ma za zadanie zapobiegać refleksom i powstawaniu flar. Na ile jest ona istotna pokazano nam na dwóch demonstracyjnych egzemplarzach tego samego modelu telefonu Vivo, z tym, że jeden powłokę T* Coating miał, drugi nie.
Efekt? Na tym bez niej, przy świeceniu latarką bezpośrednio w kierunku obiektywów, na obrazie pojawiała się ogromna ilość rozbłysków niemal na całej szerokości kadru. Na drugim, z T* Coating, były one nieporównywalnie mniejsze, skoncentrowane tylko w bliskiej odległości wokół punktu światła.



No dobrze, ale pracownicy Zeiss odpowiadali nam również na pytania, co dokładnie ich firma robi w ramach kooperacji z Vivo. Bo, o ile same wspomniane wyżej testy to już w zasadzie końcowy etap, tak przed nim jest jeszcze kilka istotnych kroków.
Po pierwsze, Zeiss ma wpływ na budowę aparatów w smartfonach Vivo, w tym – przede wszystkim – w zakresie konstrukcji ich obiektywów. Przykładem jest tu chociażby teleobiektyw Zeiss APO stosowany we flagowcach marki. Wspólne prace obejmują również oprogramowanie, a konkretniej kalibrację kolorystyki robionych zdjęć. Zresztą, to właśnie dlatego w aplikacji aparatu znajdziemy style sygnowane Zeiss.
Poza aparatami, swój wkład Zeiss dorzuca również do kwestii wyświetlaczy. Jak bowiem wyjaśnił nam jeden z pracowników, co z tego, że aparat zarejestruje kolory na fotkach w konkretny sposób, jeśli finalnie ekran smartfona wyświetli je zgoła inaczej. By temu zapobiec, firma ma ponoć kooperować z Vivo w zakresie kalibracji kolorów ekranu dla jak najwierniejszego odwzorowania ich, a w efekcie wyświetlacze flagowców Vivo sygnowane są mianem Zeiss Master Color Display.

Mając te wszystkie informacje, intrygująca zdaje się być kwestia tego, jak w takim razie wyglądają inne tego typu współprace. Zwłaszcza, że przecież na rynku smartfonów ich nie brakuje – poza omawianymi Vivo i Zeiss, marka Xiaomi kooperuje z Leica, Oppo z Hasselblad (przez chwilę też OnePlus), a Honor od niedawna z Arri, producentem kamer filmowych – np. w Honor Robot Phone:
Jeśli będę miał okazję porozmawiać z przedstawicielami którychś z tych firm, nie omieszkam stworzyć o nich podobnego materiału, bo – jakby nie patrzeć – jest to swego rodzaju ciekawostka. Zwłaszcza dla fanów smartfonowej fotografii.
–
PS. Gwoli formalności jeszcze mały disclaimer. Do Oberkochen i znajdującej się tam siedziby firmy Zeiss przyjechałem na zaproszenie marki Vivo, która zorganizowała ten wyjazd z okazji premiery swoich nowych urządzeń. Żadna z firm nie miała jednak wpływu na formę i treść tego materiału.









