Do mojego nowego studia potrzebowałam małego biurka i wygodnego krzesła. Sęk w tym, że większość tego typu mebli jest nudna i właściwie na jedno kopyto. Szukałam czegoś, co będzie miało niepowtarzalny charakter i wprowadzi do biura powiew świeżości. Co mnie zaskoczyło, znalazłam to wszystko w ofercie marki Mark Adler. Polskiej marki, co warto podkreślić.
W poszukiwaniu czegoś, co się wyróżnia
Przyznaję, rynek meblarski nie jest mi szczególnie bliski. Gdy zaczęłam rozglądać się za biurkiem z regulacją wysokości, trafiałam na konstrukcje wyglądające bliźniaczo. Mechanizm podnoszący i obniżający wysokość, stabilne nogi i blat – w różnych kolorach i grubości. To samo z krzesłami – większość foteli gamingowych wygląda tak samo, a większość foteli ergonomicznych jest dostępna tylko w kolorach typu czarny czy szary. N U D A.
Traf chciał, że któregoś dnia zainteresowałam się ofertą Mark Adler, gdzie – zupełnie niespodziewanie – bardzo szybko znalazłam to, czego szukałam. Ostatecznie wybór padł na biurko elektryczne Leader 8.0 oraz krzesło biurowe, a właściwie fotel ergonomiczny, Leadpro 8.7.
Co ważne, nie są to drogie elementy wyposażenia biura, domu czy mieszkania. Zresztą, to dobry moment, by przywołać ich ceny – te kształtują się aktualnie następująco:
- biurko Mark Adler Leader 8.0 White (120×60): 849 złotych,
- fotel ergonomiczny Mark Adler Leadpro 8.7 (Red): 1499 złotych.
Z czym konkretnie mamy do czynienia? Sprawdźmy to.

Bezproblemowy montaż z jednym “ale”
Na początek ważna uwaga: zarówno biurko, jak i fotel, składałam sama*. Doceniam czytelną instrukcję i ładnie posegregowane poszczególne elementy i śrubki do wykorzystania na poszczególnych etapach.
Jedyne “ale” mam do instrukcji składania fotela. Raz, że na podłokietniki dodałabym naklejki “prawa” / “lewa”, bo można się zamotać. A dwa – pod fotelem są dwa miejsca do wkręcenia trzech śrub w tej samej odległości od siebie – trzeba się domyślać, które wybrać, by wspomniane podpórki wkręcić.
Dodam jeszcze, że do wkręcania śrub, śrubek i śrubeczek (są różne) można użyć dołączonych do zestawów imbusów, ale zdecydowałam się na wkrętarkę.
*Oczywiście to nie tak, że mąż nie chciał mi pomóc. Ja po prostu czasem lubię zrobić coś sama. I pomógł mi na ostatnim etapie – połączenie oparcia fotela z częścią do siedzenia w jedną osobę jest bardzo trudne, a może nawet i niewykonalne (trochę się z tym męczyłam sama, ale dałam za wygraną – trzeba odpowiednio mocno docisnąć do siebie obie części, by dopiero móc je skręcić).





Biurko ma w sobie “to coś”
Jestem osobą, która nigdy nie ma na biurku porządku. Lubię mieć wszystko pod ręką i, jeśli czegoś nie mam w zasięgu wzroku, potrafię o tym zapomnieć. Cóż, tłumaczę to sobie tym, że mam sporo na głowie i nie jestem w stanie o wszystkim pamiętać. Oczywiście – mam też plik z notatkami z listą sprzętu, rzeczy do zrobienia, etc.
Ale dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że biurko, będące bohaterem niniejszego tekstu, ma (materiałową) szufladę po prawej stronie i zamykaną część po lewej. Wszystko, co chcę mieć pod ręką, rzeczywiście mogę mieć – tyle że w taki sposób, by nie zagracać sobie całego biurka. Podoba mi się to.
Podoba mi się też fakt, że to bardziej designerskie biurko niż większość tradycyjnych biurek o regulowanej wysokości. Z tyłu, przy obu krawędziach, jest fajny element dekoracyjny w postaci filcu – lekko wystaje ponad biurko, dodając mu tym samym fajnego sznytu. Front żaluzjowy, który odpowiada za zasłonięcie lewej przestrzeni pod biurkiem, też dodaje charakteru (choć niektórzy mogą stwierdzić, że wygląda tanio).
Nogi prezentują się dobrze i wyglądają na solidne, a zakończone są stopkami, którymi możemy regulować kąt, pod którym stoi biurko – fajne dla posiadaczy nierównych powierzchni. Zresztą, podobnie jak cała konstrukcja – tu warto dodać, że (bazując na danych producenta) maksymalne obciążenie to 70 kg. Blat ma 15 mm grubości, a w jego tylnej części umieszczono przeplot na kable.
Po lewej stronie pod biurkiem mamy jeszcze uchwyt na słuchawki, a po prawej – moduł odpowiedzialny za ustawianie wysokości z pamięcią dla trzech wartości (minimalnie 78 cm, maksymalnie 118 cm). Co ważne, sam silnik, odpowiadający za regulację wysokości, działa płynnie i cicho.
To też dobry moment, by dopowiedzieć, że z prawej strony modułu są dwa porty USB: pełnowymiarowy USB A i drugi USB C.
A zatem – do moich potrzeb i pod mój gust biurko Mark Adler Leader 8.0 wpisało się świetnie. Co prawda korzystam z niego dość krótko, ale szybko się polubiliśmy. Mam nadzieję, że tak zostanie na długie lata.





Fotel też nie jest pospolity – i o to mi chodziło od początku
Przyznaję, z fotelami ergonomicznymi dotychczas miałam do czynienia tylko przez kilka tygodni. Po przesiadce z jakiegoś taniego fotela biurowego stwierdziłam lata temu, że chcę zadbać o mój kręgosłup i kupiłam jeden z popularnych w tamtym czasie modeli. Po kilku tygodniach nie byłam w stanie przyzwyczaić się do pozycji, którą na mnie wymuszał podczas siedzenia. Inna rzecz, że ja najchętniej siedziałabym przy biurku po turecku… Nie bierzcie ze mnie przykładu.
Oddałam go komuś w rodzinie, a sama poszłam w stronę fotela gamingowego. Później takich konstrukcji przewinęło się przez moje ręce, a może raczej przez mój kręgosłup, co najmniej kilka. Aż wreszcie nastał ten dzień, że – znów – pomyślałam, że dobrze by było zmienić nawyki odnośnie siedzenia przy biurku.
W ten sposób zaczęłam ponownie patrzeć w stronę foteli ergonomicznych. Przy czym, jak już pisałam, takowe najczęściej są czarne, szare, ewentualnie białe. A ja potrzebowałam czegoś, co wniesie odrobiny koloru do mojego biura. I tak wybór padł na czerwony (z nazwy, bo w rzeczywistości jest on raczej koralowy czy też łososiowy) model Mark Adler Leadpro 8.7. I to była świetna decyzja.
Nauczona doświadczeniem sprzed lat podchodziłam do tego krzesła dość sceptycznie (na szczęście mam kilka biurek i kilka krzeseł, więc zawsze mogę sięgnąć po inne… :P). Złożyłam je i już po kilku godzinach siedzenia na nim stwierdziłam, że komfort, jaki zapewnia, jest nieporównywalnie wyższy od fotela gamingowego, na którym siedziałam ostatnie lata.
I teraz nie wiem czy poprzedni fotel ergonomiczny miałam źle dobrany pod siebie, nie umiałam na nim siedzieć, czy po prostu dojrzałam do tego typu konstrukcji. Wszystkie scenariusze są równie prawdopodobne.





Co warto wiedzieć o Mark Adler Leadpro 8.7?
Wypadałoby zacząć od materiału, z jakiego wykonany jest fotel. Siedzisko i oparcie to oddychająca siatka mesh – i super, zwłaszcza na upały tegorocznego lata. Podstawa jest aluminiowa i solidna (może udźwignąć użytkownika do 130 kg), kółka z kolei są z poliuretanu – z jednej strony trochę szkoda, że nie są kauczukowe, z drugiej – pod moją wykładzinę takie są OK.
Podłokietniki są twarde. Co prawda mają jakieś wypełnienie, bo lekko uginają się przy mocniejszym nacisku, ale to nic nadzwyczajnego. Reszta to w większości matowe tworzywo sztuczne (błyszczących elementów, na szczęście, jest mało – na szczęście, bo na żywo prezentuje się tylko tak sobie). Plastik ten jest niezłej jakości, ale w moim egzemplarzu można znaleźć miejsca na konstrukcji, które są gorzej spasowane lub mają jakieś pomniejsze wady.


Ogromną zaletą Leadpro 8.7 jest to, jak mocno można go dostosować pod siebie. Możemy tu zmienić nie tylko wysokość, dzięki podnośnikowi gazowemu, ale też regulować wysokość, wysunięcie i kąt obrotu zagłówka (w czterech płaszczyznach) oraz podłokietnika (w aż sześciu płaszczyznach!). Wszystkie elementy początkowo wysuwają się stawiając spory opór, ale po jakimś czasie zaczynają współpracować bardziej płynnie.
Myślałam, że masażer, umieszczony na odcinku lędźwiowym kręgosłupa, będzie tylko ciekawostką, a okazał się bardzo miłym dodatkiem do całości. Może działać na jednej z trzech intensywności, ale tylko w pozycji siedzącej – po rozłożeniu się na fotelu dalej pracuje, ale nie spełnia swojej roli (nie ma w tym miejscu punktu styku siedziska z plecami).
No bo właśnie – fotel może mieć zablokowaną pozycję siedzącą, ale można też go odblokować do pozycji bardziej poziomej (do 123 stopni). Dodatkowo, wysuwany podnóżek umożliwia wygodny odpoczynek od pracy.





Co ważne, wysokością masażera można sterować, przy czym odbywa się to ręcznie, nie ma żadnej automatyki. A samej jego obsługi trzeba się nauczyć – na szczęście jest do tego instrukcja obsługi, która to ułatwia. Oczywiście w języku polskim.
Ale jaki ten masaż jest przyjemny… :) Serio, super sprawa, zwłaszcza, jeśli w ciągu dnia długo siedzicie przed komputerem. Masażer ma własny akumulator o pojemności 2000 mAh ładowany z użyciem USB C z mocą ok. 5 W. Producent podaje, że może działać do 90 minut. Przy czym nie ma mowy o ciągłości działania – każdy masaż trwa 15 minut. Po zakończeniu jednego można oczywiście uruchomić drugi.



Leader 8.0 i Leadpro 8.7 to zgrana parka
Długo nie mogłam zdecydować się na biurko i fotel, bo – jak już wiecie – wszystkie wyglądały dla mnie zbyt pospolicie, a ja jednak szukałam czegoś, co w jakiś sposób się wyróżni. I wreszcie znalazłam. I to był dobry wybór – i do tego w niezłej cenie.
Jeśli jest coś, co Was interesuje, a o czymś nie wspomniałam – dajcie znać w komentarzu.
_
Biurko i fotel ergonomiczny otrzymałam od marki Mark Adler, dlatego też wpis został oznaczony jako artykuł sponsorowany. Firma nie miała wpływu na moją opinię na temat opisywanych produktów.

