Przepis na sukces na rynku robotów sprzątających? Posłuchać klientów, pozbierać najbardziej pożądane funkcje i opakować je w ładne pudełko z sensowną ceną. Wychodząc z polskiej premiery modelu Narwal Flow 2 miałam w głowie dokładnie taki obraz tego sprzętu. A jak jest po kilku tygodniach jego testów? Sprawdźmy to.
Robot sprzątający ma sprzątać, a nie wyglądać! No nie :)
To już nie te czasy, w których robota sprzątającego chowało się w pomieszczeniu gospodarczym czy łazience, bo wstyd go było wystawić w jakieś bardziej widoczne miejsce. Aktualnie tego typu sprzęt spokojnie może stać się uzupełnieniem wystroju nowoczesnego mieszkania czy domu – i Narwal Flow 2 zdecydowanie jest jednym z nich.
A to jest o tyle ciekawe, że tego samego nie mogę powiedzieć o jego poprzedniku, który pod względem designu w ogóle nie przekonał mnie do siebie (obła obudowa bazy była kontrowersyjna). Cieszy mnie zatem, że producent mocno wziął sobie do serca, że wygląd stacji ma ogromne znaczenie, dzięki czemu w przypadku drugiej generacji osobiście nie mogę narzekać.
Front bazy jest szklany, ale nie lustrzany, za co ogromny plus – już przy okazji jednego z robotów konkurencji powyzłaszczałam się na to, jak zły był to pomysł (nie dość, że wszystko się w tej powierzchni odbijało, to jeszcze łapała kocią sierść jak opętana). Sympatycznym dodatkiem jest też pasek oświetlenia, którego główną rolą jest sygnalizowanie trybów pracy robota, ale – co ciekawe – można go również zaprogramować tak, by pełnił rolę dekoracyjną.

Do naszej dyspozycji są trzy tryby świecenia: oświetlenie nocne, kominek zimą i fioletowe światło. Podoba mi się to, stanowi fajny akcent. A jednocześnie nie trzeba z niego korzystać – kto nie chce, nie musi go włączać.



Sama stacja, gdy zobaczyłam ją pierwszy raz, mocno mnie zaintrygowała – dotychczas we wszystkich urządzeniach, jakie przeszły przez moje ręce, zbiornik na nieczystości znajdował się z przodu. Tutaj nie ma żadnych drzwiczek, które by można było otworzyć.

Szybko okazało się, że Narwal podszedł do tematu inaczej – worek na kurz umieścił pod zbiornikami na wodę czystą i brudną (a obok pojemnika dozującego detergent – przy okazji dodam, że buteleczkę znajdziemy w zestawie sprzedażowym).
Co potrafi stacja Narwal Flow 2? Trochę tego jest:
- automatyczne opróżnianie zbiornika na nieczystości (worek 2,4 l ma wystarczać na ok. 120 dni),
- suszenie worka na nieczystości znajdującego się w bazie,
- automatyczne dozowanie detergentu,
- mycie mopa gorącą wodą (100°C) po pełnym cyklu mopowania,
- suszenie mopa gorącym powietrzem (60°C),
- dozowanie wody czystej i magazynowanie wody brudnej,
- ładowanie robota.






O ile wygląd stacji ma dla mnie znaczenie, tak samego robota sprzątającego – już wcale. No, może pomijając to, że super, jeśli jego górna część nie jest błyszcząca, bo utrzymanie w czystości takiej powierzchni w odkurzaczu automatycznym to jakiś hardcore. Na szczęście Flow 2 jest matowy.
Co warto o nim wiedzieć to z pewnością fakt, że nie jest szczególnie niski – nie ma wystającej ani wysuwanej wieżyczki, dzięki czemu jego wysokość to 9,49 cm. Nie jest najniższym robotem sprzątającym na rynku, przez co pod sporo niskich mebli nie będzie w stanie się zmieścić. A w drugą stronę? Potrafi wjeżdżać na pojedyncze progi mające do 3 cm wysokości i podwójne – do 3,98 cm.



Pierwsze chwile z Narwal Flow 2. Co poklikać, żeby najlepiej działało?
Aby zacząć korzystać z Flow 2, należy pobrać i zainstalować aplikację Narwal. Ta jest prosta w obsłudze i dość intuicyjna, choć – by stwierdzić to z całą stanowczością – trzeba jej trochę poużywać i zagłębić się w poszczególne opcje, by wiedzieć, gdzie co jest.
Pierwsza rzecz, którą musimy zrobić, to oczywiście zmapowanie przestrzeni. Testowy Flow 2 jeździł w dwóch lokalizacjach – w całkiem sporym domu i w mniejszym mieszkaniu. W obu miał spory problem z poprawnym zmapowaniem wszystkich pomieszczeń. Albo niektóre pomijał (łącząc je w jedno), albo zmieniał ich kształt. Ostatecznie musiałam pomagać mu ręcznie.



Paradoksalnie jednak – co od razu zaznaczę – nie miało to najmniejszego wpływu na późniejsze odnajdywanie się robota w przestrzeni oraz nawigowaniu. Za samą nawigację odpowiada LiDAR z podwójną kamerą RGB i bocznym światłem strukturalnym – takie połączenie świetnie sprawdza się podczas codziennej pracy.
Po zmapowaniu przestrzeni urządzenie wykrywa dywany i wykładziny. Co ciekawe, domyślnie w aplikacji ustawione jest, by robot przejeżdżał przez nie bez odkurzania. W pierwszym odruchu byłam zdziwiona, ale ma to sens, gdy mamy dywany z wyższym włosiem i nie chcemy, by odkurzacz się w nie plątał. Ja mam jedynie wykładziny, które zdecydowanie chcę, by były odkurzane i to najchętniej z wysoką mocą (pięć kotów, wszechobecna sierść i żwirek – pozdrawiają ;)).


To też dobry moment, by przejrzeć wszystkie ustawienia i dostosować je do swoich preferencji. Ja od razu sięgnęłam po zakładkę wideo, by włączyć możliwość zdalnego podglądania tego, co dzieje się przed kamerą robota (aby aktywować tę opcję, trzeba być w jego zasięgu – warto o tym pamiętać). Włączyłam też wykrywanie przeszkód z możliwością robienia im zdjęć (oczywiście może też działać bez zdjęć).
Oprócz tego warto spojrzeć na następujące ustawienia:
- intensywność suszenia mopa,
- tryb opróżniania kurzu i częstotliwość,
- automatyczne dodawanie środka czyszczącego,
- automatyczna kontrola bakterii w worku na kurz,
- tryb przyjazny zwierzętom,
- asystent głosowy Navo (tak, jest po polsku, choć domyślnie ustawiony jest język angielski).







Narwal Flow 2 vs odkurzanie
31000 Pascali to nie w kij dmuchał. Przed rozpoczęciem testów pomyślałam sobie, że nawet na moim polu minowym Narwal Flow 2 powinien sobie poradzić (zwłaszcza mając w pamięci, że poprzednik miał 22000 Pa siły ssącej). I rzeczywiście tak jest. Nieważne, czy na jego drodze stanie masa żwirku, czy sierść, radzi sobie bez problemu.
Co mnie zaskoczyło to to, jak Flow 2 pracuje na wykładzinie, mimo że nie uruchamia wtedy szczotki bocznej (ta działa wyłącznie na twardych powierzchniach typu panele czy płytki). Jasne, czasem zdarza się, że rozrzuci żwirek zamiast go zebrać, ale to raczej rzadkie przypadki.
Dodam też, że w moim przypadku (koty, żwirek, sierść, moje włosy) najlepiej sprawdza się dwukrotny cykl odkurzania z mocą ssania standardową lub silną, jeśli sytuacja tego wymaga, z poziomem dokładności skrupulatnym.
Producent tłumaczy brak działania szczotki bocznej na dywanach dbaniem o dywany z długim włosiem – o to, by nie plątało się w szczotkę. Uważam jednak, że można by było ten temat rozwiązać inaczej – albo dać możliwość samodzielnego decydowania o tym, czy ma działać, czy nie, albo odróżnić wysokie dywany i niskie wykładziny i zastosować do obu inne ustawienia.
Przy okazji warto mieć na uwadze, że szczotka boczna nie jest wysuwana (co można aktualnie uznać za rynkowy standard w droższych robotach), przez co skuteczność sprzątania różnego rodzaju narożników jest niższa niż w przypadku konkurencyjnych rozwiązań.

A jak radzi sobie szczotka główna? Rzeczywiście sporą część włosów i sierści przepuszcza do zbiornika, ale nie wszystkie – raz na kilka dni warto do niej zajrzeć, by usunąć pozostałe resztki (zwłaszcza te, które blokują się na gumowym elemencie ramki zanim zdążą trafić do szczotki).
Co jednak dla mnie najważniejsze, urządzenie wykrywa koty i omija je, gdy te leżą niewzruszone podczas jego pracy. Nie mam żadnej obawy o to, że robot będzie próbował wciągnąć ogon jednego z moich czworonogów.
To też dobry moment, by wspomnieć, że Flow 2 doskonale porusza się po mieszkaniu/domu i sprawnie omija przeszkody. A jeśli już zdarzy mu się podjechać za blisko, tylko lekko odbija się od przeszkody (zwłaszcza, jeśli nie było jej tam podczas mapowania) i jedzie dalej. Nie ma mowy o rysowaniu mebli czy drzwi.



Po zakończeniu odkurzania robot wraca do stacji, a tam – jak już wiesz – nie dość, że opróżnia pojemnik na kurz, to jeszcze suszy worek na kurz. Wbrew pozorom ma to ogromne znaczenie, zwłaszcza dla osób z czworonogami w domu, gdzie robot wciąga np. resztki jedzenia. Mam nadzieję, że opcja ta powoli staje się standardem w robotach sprzątających.
Aha, warto dodać, że do naszej dyspozycji jest kilka ustawień odkurzania – Freo Mind (inteligentna strategia oparta o poziom zabrudzenia – oczywiście, AI nie mogło tu zabraknąć :)) lub ręczne (do wyboru liczba cykli od 1 do 3, moc ssania odkurzacza – cicha, standardowa, silna lub supermocna i poziom dokładności – standardowy czy skrupulatny).





Co też ważne, w standardowym trybie odkurzania Flow 2 jest bardzo cichy. Dopiero gdy wkręca się na wyższe obroty rzeczywiście go słychać. I, jeśli już dopuścisz do takiego stanu, by potrzebny był wyższy tryb działania, polecam go włączyć ręcznie – robot co prawda potrafi dostosowywać się do poziomu zabrudzenia (mówiłam coś o AI?), ale ciągłe skakanie pomiędzy trybami to notoryczna zmiana ciszej – głośniej – ciszej – głośniej, a lepiej mieć stały poziom głośności, by nie zwariować.

Narwal Flow 2 vs mopowanie
System mopowania, zastosowany w Narwal Flow 2, nazywa się FlowWash, a składa się na niego zaawansowany mop gąsienicowy. Dlaczego zaawansowany? Bo tu to się dopiero dzieje!
Mop został zaprojektowany tak, by miał stały dostęp do przepływu wody – podczas pracy stale dozowana jest mu czysta woda z aż 16 dysz, a, żeby tego było mało, mechanizm mopujący ma zintegrowaną skrobaczkę, która dba o to, by po każdym obrocie ścierki mopa ta była pozbawiona nieczystości. A zatem nie dość, że mop jest ciągle mokry, to jeszcze powinien być czysty, dzięki czemu nie ma mowy o rozprowadzaniu brudów po powierzchni mytej podłogi.
Ale to wciąż nie wszystko. Mop wysuwa się w prawo, dzięki czemu potrafi czyścić czyszczenie przy wszelkiego rodzaju krawędziach. Robot manewruje mopem naprawdę sprawnie, dzięki czemu radzi sobie nawet w różnych zakamarkach – wysuwając i chowając mopa w zależności od potrzeb.

Skuteczność mopowania zależy jeszcze od dwóch czynników – nacisku wynoszącego aż 12 Newtonów i mycia wodą o temperaturze 60°C. W rzeczywistości mop ten był w stanie np. usunąć plamę z pozostawionego na panelach na 3 godziny sosu rybnego. Do dbania o codzienne utrzymanie czystości podłóg powinien sprawdzić się wzorowo, choć… w moim przypadku z jakiegoś powodu z uporem maniaka omija pasek przestrzeni znajdujący się tuż obok dywanu w moim salonie. Pech chciał, że akurat tam pojawiły się plamy ;)



A dodam jeszcze, że wjeżdżając na dywany robot unosi mopa do 12 mm. Mając dywany o dłuższym włosiu trzeba uważać.
Po zakończonym myciu podłóg, Narwal Flow 2 wraca do stacji, w której myty jest gorącą wodą (100°C) i suszony gorącym powietrzem (60°C).


Czas pracy
O ile znając pojemność akumulatora w smartfonie i jego parametry jestem w stanie z dużą dozą dokładności oszacować jego czas pracy, to – nie ukrywam – w przypadku robotów sprzątających jest to dla mnie o wiele trudniejsze zadanie. Jasne, im większe ogniwo, tym lepiej – ta zasada jest niezmienna, niezależnie od sprzętu, o jakim mówimy. A tu warto docenić, że Narwal zastosował większą baterię niż w poprzedniku – pojemność wzrosła z 6400 do 7000 mAh. I wiesz co? Jest rewelacyjnie.
Sprzątając małe mieszkanie w ogóle nie zauważysz, że ten sprzęt się jakkolwiek rozładował. W przypadku domu będzie nieco gorzej, ale wciąż świetnie. Tu od razu dodam, że statystyki zapisywane w aplikacji nie uwzględniają procentowego spadku naładowania, a szkoda.




Po odkurzeniu 68 m2 w trybie Freo Mind, trwającym 1,5 godziny, poziom naładowania akumulatora spadł ze 100 do 75%. Natomiast cykl dwukrotnego odkurzania o standardowej mocy w trybie skrupulatnym na obszarze 25 m2, trwający 52 minuty, rozładował akumulator z poziomu 100 do 83%.



Jestem pod wrażeniem.
Podsumowanie
Standardowa cena Narwala Flow 2 to 5099 złotych, ale z jakiegoś powodu wciąż można go wyrwać w premierowej ofercie, w ramach której kosztuje o tysiaka mniej. I uważam, że w tej cenie zdecydowanie warto go rozważyć.
To wciąż nie jest mało, ale analizując jego możliwości, które już znasz, dochodzę do wniosku, że Flow 2 stanowi ciekawą propozycję. To robot, który robi to, co ma robić i – co najważniejsze – robi to dobrze. Skutecznie odciąża w codziennych obowiązkach, a do tego dobrze wygląda.
Jasne, można się przyczepić, że szczotka boczna nie działa na dywanach, ale w ostatecznym rozrachunku dywany są posprzątane skutecznie. To, co naprawdę warto wziąć pod uwagę, to obecność w domu podwieszanych mebli i ich prześwit do podłogi – u mnie to akurat nie problem. Podobnie zresztą jak to, że robot unosi mopa tylko na 12 mm – nie mam wysokich dywanów, więc tego nawet nie odczuję. Najbardziej może boleć fakt, że boczna szczotka się nie wysuwa, bo jednak narożniki trzeba doczyścić ręcznie.
Co ważne, Narwal Flow 2 występuje też w wersji z mniejszą stacją bazową, którą można podłączyć bezpośrednio do kanalizacji i problem wylewania brudnej wody i dolewania czystej odchodzi w niepamięć.
Narwal Flow 2
_
Tekst został oznaczony jako lokowanie, bo producent zapłacił za wzięcie sprzętu w priorytetowe obroty. Nie miał natomiast wpływu na moją opinię na temat testowanego urządzenia.


