Utarło się, że oczyszczacze powietrza to w większości białe, nudne wręcz sześciany. W ostatnich latach na szczęście producenci wzięli sobie do serca, że sprzęt ten może być nie tylko elegancką częścią wystroju naszego salonu, ale też oferować coś więcej. W przypadku Dreame AP10 firma poszła w kierunku zaspokojenia potrzeb posiadaczy kotów. A że mam ich pięć, naturalnym było sprawdzenie go w boju. Wniosek mam jeden: sama nie wiem czy to sprzęt dla mnie, czy dla moich kotów.
Dreame AP10 to oczyszczacz powietrza, w którym nawet pudełko ma znaczenie
Dreame AP10 nie jest zwykłym oczyszczaczem powietrza… i to widać już na pierwszy rzut oka. Wyróżnia się budową, ale też zastosowanymi funkcjami. A i samym przeznaczeniem, bo – poza oczyszczaniem powietrza – robi o wiele więcej. Zacznijmy jednak od samego pudełka.
Z reguły temat pudełka, w jakim dostaję sprzęt do testów, traktuję po macoszemu. W tym przypadku jednak byłby to ogromny błąd, bo – tak samo, jak sam oczyszczacz – odgrywa ważną rolę, będąc świetnym dodatkiem dla naszych czworonogów.
Wszyscy przecież doskonale wiemy, że koty anektują wszelkie kartony, które pojawiają się w zasięgu ich wzroku. Tu Dreame poszło o krok dalej – karton można w prosty sposób przekształcić w koci domek (podobnie robi Samsung w przypadku niektórych telewizorów, to też warto odnotować). W zestawie są nawet naklejki, które dodają całości uroku.
Gdybym miała się czegoś czepiać, to tylko tego, że – choć w teorii przygotowane są miejsca do wycięcia poszczególnych otworów – tak i tak trzeba sięgnąć po nożyczki czy nożyk tapicerski, bo nie da się ich wyłamać palcami. Z drugiej strony to kwestia dość mocnego kartonu, a to z kolei zaleta, bo jest szansa, że będzie sprawdzać się w swojej roli przez dłuższy czas.
Otwory są na tyle duże, by koty swobodnie wchodziły do domku i, co ważne, są dwa – z dwóch stron domku, dzięki czemu nie tylko mają podgląd na to, co dzieje się na zewnątrz, ale też mogą się ze sobą ganiać.



Dodatkowo, w pudełku sprzedażowym Dreame przewidziało niewielki drapak i zabawkę (w postaci wędki). Początkowo zdziwiłam się dlaczego drapak jest tej konkretnej wielkości (dość mały, by wygodnie mogły z niego korzystać większe koty – bardziej dla kociąt), ale szybko okazało się, że i to jest przemyślane.
Podstawa drapaczka ma otwór o średnicy górnej części oczyszczacza – tak, by móc położyć jedno na drugim. Tym samym wędka znajduje się w fajnym położeniu do atakowania przez koty i dodatkowo, dzięki temu, że jest na elastycznym pałąku, mogą bawić się same. Fajne! I moje koty rzeczywiście lubią z tego korzystać. Z wędki, drapaczek raczej omijają.
Jak zatem widzicie, pominięcie tematu pudełka sprzedażowego byłoby ogromnym niedopatrzeniem z mojej strony. W przypadku Dreame AP10 to ważny element całości. I zdecydowanie pokazuje, że maczał w tym wszystkim ręce zespół, któremu naprawdę zależało, by “oczyszczacz powietrza dla kociarzy” w tym przypadku nie był wyłącznie pustym sloganem. Zresztą, o tym, że zdecydowanie tak nie jest, przekonacie się za chwilę.
Oczyszczacz powietrza i… funkcje dla kociarzy i kotów
Zacznijmy od najważniejszej rzeczy – u podstawy Dreame AP10 znalazł się system 360° dedykowany wciąganiu kłaczków z podłogi i powietrza. Z użyciem technologii wysokiego podciśnienia urządzenie wsysa do środka pojemnika wszelką sierść i włosy, co – zwłaszcza teraz, wiosną, w okresie linienia – może stanowić ogromną pomoc w utrzymaniu czystości.
Musicie mieć jednak świadomość tego, jak to konkretnie działa. Decydując się na pozostawienie oczyszczacza w trybie automatycznym (gdzie przez większość czasu będzie działał na najniższych obrotach), jest spora szansa, że będziecie zawiedzeni – zasysanie sierści działa wtedy w bardzo ograniczonym zakresie, by nie powiedzieć, że nie działa wcale.

Dopiero przełączenie się na wyższy tryb daje zauważalne rezultaty, przy czym nie dość, że Dreame AP10 działa wtedy zauważalnie głośniej, to jeszcze potrafi obniżać temperaturę wokół siebie. Jeśli chcecie maksymalnej satysfakcji, dopiero włączenie trybu Zwierzęta (to maksymalny – szósty) ją Wam da.
Gdy Dreame AP10 działa w trybie automatycznym, oczyszczacz jest praktycznie bezgłośny – oczywiście gdy nie potrzebuje wjeżdżać na wyższe obroty. Bo gdy wykryje jakieś zanieczyszczenia, od razu zaczyna pracować odczuwalnie głośniej.



Dzięki temu, że obudowa oczyszczacza jest dymna i półprzezroczysta, nie musimy rozbierać urządzenia, by zobaczyć, jak dużo kłaczków się w nim znajduje. To też wygląda na całkiem przemyślane rozwiązanie. A gdy już uznamy, że warto by było je usunąć, wystarczy jednocześnie wcisnąć dwa przyciski, by zdjąć górę oczyszczacza od reszty i dostać się do filtra. Prosta sprawa.
To była ta najważniejsza funkcja dla kociarzy – a dla kotów? Dreame AP10 ma wbudowany wskaźnik laserowy, za którym koty uwielbiają ganiać (po uruchomieniu w aplikacji działa automatycznie przez 10 minut). Co prawda nie jestem jego zwolenniczką, bo koty frustrują się, gdy nie mogą dobyć swojej ofiary, to jednak kolejny fajny ukłon w stronę posiadaczy kotów.
Podobnie jak kabel, który z założenia ma być wzmocniony i odporny na przegryzienia – doceniam, bo choć moje koty już dawno wyrosły z gryzienia kabli (no dobra, jednej kotce czasem dalej się zdarzy mnie czymś zaskoczyć), to doskonale wiem, jak to potrafi być irytujące.

Ostatnia już rzecz – górna część Dreame AP10 to swego rodzaju półka. Możemy na niej zamontować drapak, o czym już wspominałam, ale możemy też zostawić ją pustą – jako leżankę dla kotów (Dreame określa ją komfortowym legowiskiem, ale to spora przesada). Przy czym osobiście nie traktuję tej przestrzeni w ten sposób, bo jest po prostu za mała. Moje koty nawet nie próbują tam wskakiwać, a co dopiero próbować tam leżeć.
Inna sprawa to stabilność – nie miałam pewności czy gdyby 5-kilogramowy kot wskoczył na tę półkę, to czy urządzenie dalej trzymałoby pion. W teorii Dreame chwali się, że obudowa oczyszczacza odporna jest na pochylenie do 22°, co w przekazie marketingowym brzmi dobrze, ale w rzeczywistości to wcale nie jest jakiś wyjątkowo duży kąt. Zwłaszcza, że to nie jest ciężki sprzęt – waży niecałe 7 kg, przez co przewrócenie go nie wydaje się być większym wyzwaniem. Postanowiłam to sprawdzić, wielokrotnie pchając oczyszczacz z dość dużą siłą. I wiecie co? Rzeczywiście udawało mu się za każdym razem wrócić do pionu.
A skoro podałam już wagę, to przy okazji w celu uzupełnienia informacji dodam, że wymiary Dreame AP10 to 56,2 x 37 x 37 cm. Nie jest zatem ani specjalnie ogromny, ani ciężki, co z kolei sugeruje zastosowanie sporej dawki tworzywa sztucznego – i jest to fakt, bo plastik, choć niezłej jakości i całkiem dobrze wyglądający, jest tu praktycznie wszędzie.



Dreame AP10 i jego typowe możliwości
No dobra, ale to wciąż oczyszczacz powietrza, więc skupmy się również na podstawowych zastosowaniach Dreame AP10.
Producent chwali się współczynnikiem CADR na poziomie 430 m³/h dla pyłów i 200 m³/h dla formaldehydu oraz rozbudowanym, 5-stopniowym systemem filtracji (filtr główny, filtr HEPA, podwójny filtr z węglem aktywnym, promieniowanie UVC i klaster jonów ujemnych), który ma eliminować do 99,9% bakterii, nieprzyjemnych zapachów i alergenów.
Przez okres testów oczyszczacz przez dłuższy czas stał w korytarzu pomiędzy moim biurem a sypialnią. W obu pomieszczeniach praktycznie cały czas jest rozszczelnione okno, a czasem też uchylone, jeśli pogoda na to pozwala. Wspominam o tym, bo przez zdecydowaną większość czasu Dreame AP10 pracował na najniższych obrotach, wskazując praktycznie stale wartość PM 2.5 na poziomie 7.
Faktem jest jednak, że testy Dreame AP10 przypadły akurat na okres, gdy jakość powietrza w Warszawie nie była zła, przez co pod tym kątem nie za bardzo miał jak się wykazać.
Wyższe obroty uruchamiał przede wszystkim jak przechodziłam obok niego tuż po użyciu dezodorantu pomieszczenie dalej lub gdy wieczorem uchylałam okno, żeby przewietrzyć sypialnię – przy czym bardzo szybko z wartości PM 2.5 ok. 40 schodził do ok. 7 i, rzeczywiście, sprawnie radził sobie z usuwaniem zapachu.



Co jeszcze warto wiedzieć o Dreame AP10?
Zacznijmy może od tego, że bezpośrednio na oczyszczaczu umieszczony został mały ekran LED, z poziomu którego już z daleka możemy odczytać jakość powietrza – nie tylko dokładną w postaci informacji na temat cząstek PM 2.5 (niestety, tylko PM 2.5 – LZO/VOC już nie), ale również ogólną w postaci kolorowego paska – zielony oznacza doskonałą jakość, pomarańczowy średnią (choć w instrukcji napisano, że normalną), a czerwony – złą.
Oczyszczaczem można sterować na trzy sposoby: z użyciem aplikacji mobilnej Dreamehome (po polsku), dotykowo z poziomu panelu umieszczonego bezpośrednio na oczyszczaczu (można włączyć tryb rodzicielski, który go blokuje) lub głosowo (przy czym tylko w języku angielskim i, nawet na najniższym ustawieniu głośności, dość głośno). Osobiście preferuję pierwszą z opcji.




Przy czym musicie wiedzieć, że aplikacja nie jest jakoś niesamowicie rozbudowana. Można wręcz powiedzieć, że jest ograniczona do niezbędnego minimum. Na ekranie mamy dostęp do informacji na temat aktualnej jakości powietrza i wykresu godzinowego dla danego dnia, jak również możliwość wybrania trybu działania spośród pięciu dostępnych:
- inteligentne oczyszczanie (tryb automatyczny): urządzenie automatycznie dostosowuje prędkość wentylatora w zależności od jakości powietrza w czasie rzeczywistym, efektywnie oczyszczając powietrze i jednocześnie optymalizując zużycie energii,
- silne oczyszczanie: urządzenie pracuje na piątym poziomie prędkości, szybko oczyszczając silnie zanieczyszczone powietrze,
- oczyszczanie dla zwierząt: urządzenie pracuje na prędkości szóstej, aby wzmocnić wychwytywanie i oczyszczanie sierści i zapachów zwierząt (prędkość 6 przeznaczona jest wyłącznie dla trybu Zwierzęta),
- oczyszczanie nocne (tryb nocny): urządzenie pracuje cicho z minimalną prędkością, a ekran gaśnie,
- tryb niestandardowy: urządzenie działa z prędkością nawiewu ustawioną przez użytkownika.




Do tego tryb zabawy (uruchomiony laser), blokada rodzicielska (blokująca przyciski na oczyszczaczu), jony ujemne + UVC, sterowanie światłem oraz wyłącznik czasowy. I to jest ciekawe, bo o ile możemy ustawić, by Dreame AP10 wyłączył się po konkretnym czasie, tak nie możemy ustawić, by uruchomił się o danej godzinie lub przełączył w dany tryb zgodnie z harmonogramem (przydałoby się to dla trybu nocnego).
Ostatnią informacją, którą dostarcza aplikacja, jest za ile musimy wymienić filtr kompozytowy, by zapewnić odpowiednią wydajność oczyszczacza.
Apka ma też drugą zakładkę, która odpowiada za wyświetlanie informacji na temat jakości powietrza na zewnątrz naszego miejsca zamieszkania. Tylko że z jakiegoś dziwnego powodu u mnie w ogóle nie chce nic wyświetlać – niezależnie od telefonu, na którym zainstalowaną mam aplikację. Oczywiście wybrane mam miasto, dla którego ma pokazywać dane, ale… nie robi tego i już.


Aha, dodam jeszcze ważną rzecz: domyślnie każda zmiana trybu potwierdzana jest irytująco głośnym piknięciem dochodzącym z oczyszczacza. Można je wyłączyć, odklikując “dźwięk klawisza” w ustawieniach Dreame AP10.


Podsumowanie
Dreame AP10 nie jest oczyszczaczem powietrza dla każdego. Osoby, które nie mają kotów, nie docenią pudełka, z którego można zrobić domek, czy obecności drapaka i wędki, dla których jest dedykowane miejsce na górze urządzenia. A to, że sierść zostaje wessana bezpośrednio do pojemnika po uruchomieniu odpowiedniego trybu, będzie dla nich tylko zbędnym dodatkiem.
Trudno jest mi ocenić skuteczność oczyszczania powietrza przez Dreame AP10, gdy jego jakość nie jest wcale zła. To, co jednak mogę ocenić, to niewątpliwie skuteczne usuwanie nieprzyjemnych zapachów czy działanie trybu automatycznego, który uruchamia się zawsze, gdy rzeczywiście jest taka potrzeba.
Dreame AP10 standardowo kosztuje 1599 złotych, co uważam za wygórowaną cenę. Na szczęście aktualnie można kupić go w promocji, w której – choć wciąż nie należy do najtańszych – łatwiej jest się na niego skusić – do 31 marca kosztuje 1399 złotych.


