Google ma swoją linię smartfonów „za rozsądną cenę”, w której to montuje się starsze procesory i moduły aparatów oraz większe akumulatory. Czy nowy Pixel 10a to dobry wybór w tej kategorii? Sprawdźmy go!
Specyfikacja Google Pixel 10a:
- wyświetlacz Actua o przekątnej 6,3 cala, format 20:9, pOLED 2424 x 1080 pikseli, 422 ppi, 60–120 Hz, Corning Gorilla Glass 7i, jasność do 2000 nitów (HDR) i do 3000 nitów (szczytowa), współczynnik kontrastu > 2 000 000:1, obsługa HDR, 16 milionów kolorów,
- 8 GB RAM,
- pamięć wewnętrzna 128 GB / 256 GB UFS 3.1,
- procesor Google Tensor G4,
- procesor dodatkowy do obsługi zabezpieczeń Titan M2,
- tylny aparat:
– szerokokątny (82°) 48 Mpix Quad PD z przysłoną ƒ/1.7, o rozmiarze czujnika 1/2″ oraz optyczną i elektroniczną stabilizacja obrazu, z nagrywaniem wideo w 4K i 1080p (w 30/60 kl./s)
– ultraszerokokątny (120°) 13 Mpix z autofokusem, przysłoną ƒ/2.2, o rozmiarze czujnika 1/3.1″ oraz optyczną i elektroniczną stabilizacja obrazu, - aparat do selfie ultraszerokokątny (96,1°) 13 Mpix z przysłoną: ƒ/2.2, z nagrywaniem w 4K (w 30 kl./s),
- WiFi 6E (802.11ax) 2,4 GHz + 5 GHz + 6 GHz, 2×2 MIMO,
- Bluetooth v6 z NFC,
- GPS, GLONASS, Galileo, Beidou, QZSS,
- 5G Sub 6 GHz, model GE1GQ,
- dualSIM (eSIM + nanoSIM),
- 2 mikrofony z funkcją redukcji szumów, redukcji szumu wiatru i zwiększania głośności,
- akumulator o pojemności 5100 mAh z szybkim ładowaniem – do 50% w około 30 minut – przy użyciu ładowarki PPS USB-C o mocy 45 W lub wyższej (ładowarka sprzedawana oddzielnie), ładowanie bezprzewodowe (certyfikat Qi2), z mocą do 10 W,
- biometria: odblokowywanie odciskiem palca, rozpoznawanie twarzy,
- czujniki: zbliżeniowy, jasności otoczenia, akcelerometr, żyroskop, magnetometr, barometr,
- głośniki stereo,
- obudowa z matowego plastiku, z aluminiową ramką o satynowym wykończeniu, odporność na działanie pyłu i wody na poziomie IP68,
- wymiary: 153,9 x 73 x 9,0 mm,
- waga: 183 g.



Cena Google Pixel 10a w oficjalnym sklepie producenta wynosi 2349 złotych za wersję 128 GB oraz 2799 złotych za wersję 256 GB. Poza tym można go dostać także w Media Expert, T-Mobile i Play. Do wyboru są cztery wersje kolorystyczne: jasnoszara, obsydianowa, malinowa i jasnofioletowa.
Google Pixel 10a
Wraz z Pixelem 10a otrzymujemy też 3-miesięczną subskrypcję YouTube Premium i 3-miesięczną subskrypcję Google One (przy czym oferta ta dostępna jest tylko dla nowych użytkowników YouTube Premium i Google One).
Trzeba przyznać, że ponad 2300 złotych za Pixela 10a to dużo. Dlatego warto wziąć pod uwagę limitowaną promocję w Media Expert, w ramach której przy zakupie nowego telefonu Google można zyskać nawet 900 złotych zniżki. Warunkiem jest oddanie swojego starszego urządzenia i skorzystanie z promocji Odkup. Moj Pixel 9 został wyceniony na łączną kwotę zniżki 918 złotych (gwarantowane wsparcie 450 złotych + wycena starszego modelu)! Trzeba jednak się spieszyć: promocja ograniczona jest tylko do 250 sztuk.
Nowy Pixel dołącza do urządzeń, z którymi w pudełku nie znajdziemy ładowarki – klasycznie mamy tam tylko kabel do ładowania USB-C oraz igłę do slotu karty SIM.


Zmiany względem Pixela 9a, czyli CTRL+C, CTRL+V
Nie uważam, żeby w obowiązku producenta smartfonów było coroczne zmienianie formy danego modelu, jeśli ta się sprawdza. Choć lenistwo projektantów może być fajnym motywem dla memów, to trzeba szczerze sobie powiedzieć, że z kształtem smartfonów wiele zrobić się nie da. Google najwyraźniej czuje się tym faktem całkowicie usprawiedliwione, bo zmian w Pixelu 10a jest względem poprzednika jak na lekarstwo. Można z nich zrobić niezbyt długą listę.
Czym różni się Pixel 10a od Pixela 9a?
| Pixel 9a | Pixel 10a | |
| Wyświetlacz | jasność do 1800 nitów (HDR) i do 2700 nitów (szczytowa), Corning Gorilla Glass 3 | jasność do 2000 nitów (HDR) i do 3000 nitów (szczytowa), Corning Gorilla Glass 7i |
| Bluetooth | 5.3 | 6.0 |
| Ładowanie | 23 W przewodowo 7,5 W bezprzewodowo | 30 W przewodowo 10 W bezprzewodowo |
| Satelitarne połączenie alarmowe | nie | tak |
| Wymiary | 154,7 x 73,3 x 8,9 mm | 153,9 x 73 x 9,0 mm |
| Waga | 185,9 g | 183 g |
Cała reszta, a więc procesor, aparaty i akumulator – pozostały takie same. Nawet z zewnątrz nie zmieniło się specjalnie dużo. Wprawne oko dostrzeże różnicę polegającą na tym, że moduł aparatu jest teraz całkowicie zlicowany z resztą obudowy – w poprzedniej generacji szkło ochronne nieznacznie wystawało.
Dobry styl, niezłe materiały
Pixel 10a jest bardzo przyjemny w obyciu. Nie ma tu żadnych ostrych krawędzi, wszystko jest estetycznie zaokrąglone i dopasowane. Oczywiście, front wyglądałby lepiej, gdyby ramki otaczające wyświetlacz były mniejsze, ale szczerze powiedziawszy przestałem na to zwracać uwagę – są one tylko ciut grubsze niż w niemalże identycznym gabarytowo Pixelu 9, którego używam prywatnie. Miłym detalem jest doskonałe umiejscowienie głośnika do rozmów – to tylko wąska szczelina pod górną aluminiową ramką.


Matowy plastik, użyty do wykończenia tylnego panelu w smartfonie, ma przyjemną fakturę, a do tego dobrze się na niego patrzy. Wydaje się więc, że Google nie popełniło żadnego błędu podczas projektowania tego urządzenia. O ile nie zaliczymy do takiej kategorii decyzji związanej z ułożeniem przycisków odblokowania ekranu i regulacji głośności. Firma upiera się bowiem, by przycisk do odblokowaniwFRa ekranu był NAD przyciskami do regulowania głośnością.
Układ portów nikogo zapewne nie zdziwi: na dole mamy gniazdo ładowania USB-C, które symetrycznie wpasowane jest między maskownice głośnika (po prawej) i mikrofonu (po lewej). Slot na kartę nanoSIM znajduje się na lewej krawędzi ramki.
Rzeczą godną pochwały jest stosunkowo niski ciężar urządzenia: niewiele ponad 180 gramów trzyma się odczuwalnie przyjemniej niż cięższe flagowce, w których nie ma lekkiego plastiku, tylko szkło na pleckach. Efekt wspierają tu alumiowe ramki. Leci plusik!


Ekran jaśniejszy niż kiedykolwiek w serii
Jeśli chodzi o wyświetlacz, cieszą dwie kwestie. Po pierwsze, wciąż możemy korzystać z odświeżania 120 Hz. Nie jest to jakiś gwóźdź programu, ale miło, że wszystkie animacje interfejsu wyświetlają się płynnie. W połączeniu z rozdzielczością 2424 x 1080 pikseli i zagęszczeniem pikseli na poziomie 422 ppi, całość cieszy oko i pozostawia wrażenie obcowania ze sprzętem z wysokiej półki.
Druga, chyba ważniejsza sprawa, związana jest z jasnością maksymalną. Google wykorzystało tu dobrej jakości panel pOLED o jasności do 2000 nitów, a w razie potrzeby – nawet 3000 nitów. Cóż, muszę przyznać, że tylko z tego powodu w słoneczne dni patrzy mi się na ekran Pixela 10a lepiej niż na odrobinę ciemniejszy ekran „dziewiątki”.
W Pixelu 10a skorzystamy z Always on Display – funkcji, dzięki której na wygaszonym ekranie zobaczymy kluczowe informacje w postaci zegara czy aktualnej pogody. Mamy cały panel ustawień dotyczących tego, jak nasze AoD może wyglądać, oraz czy w ogóle ma być włączone. Pewnie zżera ono nieco baterii, ale nie po to używam telefonu, żeby tym się przejmować, prawda? A skoro już mówimy o AoD – w smartfonie dostępny jest już nowy tryb oszczędzania energii podczas korzystania z Map Google.
Obsługa dotykiem na żadnym etapie testów nie sprawiała problemów. W opcjach znajduje się specjalna sekcja dotycząca czułości ekranu. Można ją podbić, jeśli zamierzamy nakleić dodatkową warstwę ochronną na wyświetlacz w postaci szkła lub folii.


Wydajność i granie na Pixelu 10a
Sercem Pixela 10a jest procesor, który zastosowano w ubiegłorocznym Pixelu 9a. W gruncie rzeczy to ten sam chipset, którego użyto wcześniej w Pixelu 9. Mam więc całkiem dobre porównanie względem tego, jak Tensor G4 działa na dwóch zbliżonych konfiguracjach sprzętowych.
Benchmarki nie są dla Tensorów zbyt łaskawe. Nie zamieściłem tutaj żadnych zrzutów ekranu z Geekbench czy 3DMark z prostej przyczyny: Google blokuje ich instalację ze sklepu Play na urządzeniach, które nie miały jeszcze oficjalnej premiery. W momencie przygotowywania tej recenzji Pixel 10a nie był jeszcze dostępny w regularnej sprzedaży. Jednak wystarczy spojrzeć na wyniki Pixela 9a – tutaj wielkich zmian nie będzie.
Na pewno mogę streścić swoje wrażenia z użytkowania tego urządzenia: młody Pixel daje radę. W obsłudze urządzenia nie uświadczymy zbyt często przypadków „zamulenia” czy przycinek. Jeśli uruchamiamy gry pokroju Genshin Impact czyAsphalt: Legends, pamiętamy tylko, żeby niepotrzebnie nie podbijać domyślnych ustawień graficznych.
Smartfon da radę uruchomić złożone tytuły z grafiką 3D, ale nie spodziewajmy się wtedy wzorowej płynności. Lepiej zejść z wyświetlaniem detali do średnich wartości, a nawet niższych (jak w przypadku Genshina) i wszystko będzie w porządku.




Odniosłem wrażenie, że Pixel 10a radzi sobie z nagrzewaniem obudowy lepiej niż mój prywatny Pixel 9. Zapewne jest to związane z lepszym odprowadzaniem ciepła oraz większą przestrzenią w grubszej obudowie. Nawet jeśli przesadzam z wnioskami, odnotowuję naprawdę dobrą kulturę pracy urządzenia.
Jedyne, do czego można się przyczepić, to regularne ubijanie otwartych wcześniej aplikacji. Całkiem zrozumiałe jest, że Google musi jakoś zarządzać ograniczoną pamięcią 8 GB RAM oraz kwestiami związanymi z zasilaniem, ale odnoszę wrażenie, że nawet w smartfonie ze średniej półki można było to zorganizować lepiej. Niestety, nie mam podstaw, by żywić nadzieję na rychłe zmiany, jako że Pixele (nawet te flagowe) nigdy nie słynęły z najlepszym zarządzaniem pamięcią. Na szczęście ponowne przeładowanie apki to żadna tragedia i zwykle dzieje się to szybko.
Ciekawostką jest, że nie doświadczyłem żadnych opóźnień w otrzymywaniu powiadomień, na które skarżył się Maciek w recenzji Pixela 9a. Nie wiem, czym może być to spowodowane – czyżby Google udało się opanować ten temat za pomocą jednej z aktualizacji systemu? Może. Koniec końców mogłem być na bieżąco z wszystkim, z czym chciałem, w tym z wiadomościami z komunikatorów w postaci Messengera czy WhatsAppa.
Łączność, audio i biometria
Przez blisko 2 tygodnie Pixel 10a służył mi jako główne narzędzie do komunikacji ze światem. Wobec powyższego, musiałem polegać na zastosowanych w nim modułach łączności i zapleczu audio. Zarówno Wi-Fi, modem 5G oraz Bluetooth nie zawiodły mnie ani razu.
Połączenia głosowe, czy to prowadzone klasycznie, ze słuchawką przy uchu, czy też przez głośnik, nie pozostawiały wiele do życzenia. Zarówno ja, jak i rozmówcy mogliśmy polegać na stabilnym połączeniu, bez przerywania go czy jakichś dźwiękowych „artefaktów” uniemożliwiających czy utrudniających porozumiewanie się. Szum tła jest domyślnie filtrowany przy pomocy funkcji Połączenie z czystym dźwiękiem.


Sam dźwięk w Pixelu 10a to całkiem przyjemny temat. Trudno mi stwierdzić, czy zastosowany głośnik zmienił się względem poprzedniej generacji, ale na pewno nie zamontowano tego samego, który znajduje się w Pixelu 9.
Nowszy model reprodukuje zdecydowanie głębsze, przyjemniejsze dla ucha nuty niż ex-flagowiec. Emituje całkiem donośne odgłosy, sięgające 85 decybeli, ale nie są one tak płaskie. Można wyczuć jakąś namiastkę basu, co pozytywnie mnie zaskoczyło. Utwory mogą sprawiać czasem wrażenie przytłumionych przez średnią szczegółowość dźwięku, ale na pewno nie są drażniące.
Ekranowy czytnik linii papilarnych sprawdza się zadowalająco. W większości wypadków sensor szybko odczytuje dane z palca, ale żeby usprawnić proces, warto dodać drugi wzór linii papilarnych z kciuka. Nie jestem w stanie przedstawić mierzalnych danych, ale odnoszę wrażenie, że polepsza to szybkość odblokowania ekranu. Zanim to zrobiłem, nieraz musiałem docisnąć palec do ekranu trochę mocniej, żeby urządzenie rozpoznało mnie poprawnie.
Rozpoznawanie twarzy radzi sobie nieźle, ale Pixelowi daleko do iPhone’ów, więc osobiście darowałbym sobie tę metodę odblokowywania urządzenia. Nie dość, że potrzebuje dobrych warunków oświetlenia, to samo Google ostrzega, że telefon może zostać odblokowany przez kogoś, kto ma zbliżone do nas rysy twarzy. A ponieważ moja gęba jest dość pospolita, nie było dla mnie zaskoczeniem, że telefon był w stanie odblokować mój (nie aż tak znowu) podobny do mnie kolega.

Sprytne funkcje i obsługa Pixela 10a
Pixele już od dawna nie mają całkowicie czystego Androida. System wzbogacany jest o praktyczne dodatki – zarówno wizualne, jak i funkcjonalne. Nowy Pixel 10a działa na aktualnym Androidzie 16, który w wersji na urządzenia projektowane w Mountain View wnosi kilka przydatnych na co dzień smaczków. Dotyczą one niemalże każdego aspektu działania telefonu: od obsługi dotykiem i gestami, przez opcje personalizacji po dodatki w aplikacji aparatu.
W kwestii obsługi urządzenia, można skorzystać z gestów:
- dotknięcia dwukrotnie tylnego panelu w celu wykonania wcześniej akcji,
- wciśnięcia dwukrotnie przycisku zasilania, by włączyć Aparat lub Portfel Google,
- naciśnięcia i przytrzymania przycisku zasilania, by wywołać menu zasilania lub przywołać asystenta Gemini,
- odwracania telefonu podczas robienia zdjęć, żeby przełączać się między przednim a tylnym aparatem,
- dotknięcia zablokowanego ekranu, by zobaczyć powiadomienia,
- podniesienia telefonu z wygaszonym ekranem, by go wybudzić,
- odwrócenia telefonu ekranem do dołu, by wyciszyć dzwonek lub budzik.
Ponadto można przywołać w tym miejscu kilka innych ułatwiających życie rzeczy:
- tryb jednej ręki,
- wibracje adaptacyjne, które automatycznie dobiorą siłę sygnału wibracji do otoczenia (np. gdy telefon znajduje się w kieszeni lub w głośnym miejscu),
- ochronę w razie kradzieży, która automatycznie zablokuje ekran, gdy telefon wykryje, że ktoś zabrał nasze urządzenie i uciekł,
- blokadę zdalną, dzięki której w powyższym scenariuszu można samodzielnie zablokować ekran, bez logowania się na konto Google
- napisy na żywo, wykrywających na urządzeniu fragmenty mówione i automatycznie generujące napisy, włącznie z opcją ukrywania wulgaryzmów (w języku polskim w wersji beta),
- Co Jest Grane, automatycznie rozpoznające muzykę grającą w tle (można też połączyć tę funkcję z używaną przez nas aplikacją do streamingu muzyki, żeby zapisać sobie wyszukany utwór).
Oczywiście poza tym mamy cały szereg funkcji dostosowujących wygląd systemu do naszych upodobań: wybór stylu ekranu głównego oraz ekranu blokady, w tym rozmieszczenia i kształtu ikon, czy tego kiedy i jak mają pojawiać się na nim powiadomienia. Ostatnio pojawiła się też wyczekiwana przez posiadaczy Pixeli zmiana: w końcu z ekranu głównego można usunąć widżet Szybkiego podglądu. Co ciekawe, nie mogę tego zrobić w Pixelu 9.









Zauważyłem też jeszcze jedną rzecz, której w Pixelu 9 – choć ma zainstalowane wszystkie możliwe aktualizacje – nie doświadczyłem. Pixel 10a ma ładniejsze animacje interfejsu. Podczas wybierania aplikacji z folderu, ikonki estetycznie powiększają się niczym pływający bąbelek, a tło nieznacznie się przyciemnia i oddala. Nadaje to ekranowi głównemu dodatkowej plastyczności. Jakim cudem taki efekt został zablokowany na ex-flagowcu z tym samym procesorem, jest dla mnie zagadkowe. I irytujące, bo teraz wiem, że nawet średniopółkowy Pixel z serii „a” ma fajniejszy wodotrysk.
Do powyższych funkcji należy dorzucić korzystanie z Gemini – głosowego asystenta Google, teraz w wersji oznaczonej numerem 3, wraz z funkcją Live. Szybko wyszukamy coś w sieci przy pomocy Obiektywu Google, znajdziemy odpowiedzi na nasze pytania oraz stworzymy naklejkę z obiektu z dopiero co wykonanego zdjęcia. Oprócz tego przy pomocy AI podsumujemy nagrania rozmów czy rozwiążemy problem z cieknącą spłuczką w łazience, bazując na fotografii przesłanej do czatu fotografii.
Rozmowy na żywo muszą być jednak wywołane z aplikacji Gemini, którą… trzeba sobie samodzielnie doinstalować, a większość operacji wymaga dostępu do sieci. Ponadto za dostęp do bardziej zaawansowanych generatywnych produktów Google AI, w tym pełni zdolności zaawansowanego wyszukiwania Gemini 3.1 Pro i tworzenia filmów w Veo 3.1, trzeba dopłacić.
Bateria w Pixelu 10a – w końcu niezły czas pracy
Nowy Pixel nie aspiruje do rekordzistów pod względem czasu działania urządzenia, ale w końcu, głównie dzięki nieco grubszej obudowie, można swobodnie wybierać się z nim na całodniowe wycieczki, a powerbank zostawić w domu.
W większości wypadków nie byłem w stanie rozładować telefonu w ciągu jednego pełnego dnia, a to już coś. Zwykle odłączałem sprzęt od ładowarki jednego dnia, a podłączałem dopiero następnego – po pełnych 24 godzinach, a czasem i dłużej. Jeden z cykli zaczął się na przykład o godzinie 10:00 rano jednego dnia, a za ładowarką musiałem rozejrzeć się dopiero o 18:00 następnego dnia. Całkiem nieźle! W takim układzie 2 dni pracy dla tego telefonu, w rękach niewymagającego użytkownika, to całkiem realny scenariusz.




To, co najbardziej obciąża baterię, to gry – zwłaszcza te wykorzystujące akcelerację sprzętową, choć i te niewymagające graficznie potrafią zadziwić. Takie Colonist zjada baterię jak złe, ale to głównie z powodu kiepskiej optymalizacji. Chyba że twórcy wykorzystali mnie niecnie do kopania Bitcoinów w czasie, gdy niszczyłem innych w Catana – to też jest możliwe.

Względem poprzednika Pixel 10a poprawia czas ładowania: teraz „zrozumie się” z konwencjonalną ładowarką 30 W i indukcyjną 10 W. Wciąż nie są to wartości, którymi można się jakoś specjalnie chwalić, ale są wystarczające. W pół godziny naładujemy wyczerpany niemal do zera akumulator do 50%, a w godzinę do 85%. Kolejne 15% będzie ładować się już wolniej, więc do 100% trzeba czekać w sumie jakieś półtorej godziny.


Aparat i wideo w Pixelu 10a – czego chcieć więcej?
Teleobiektywu, powiecie. Może i tak, przy czym byłoby wielce dziwnym, gdyby Google zdecydowało się na montaż takiej optyki, jeszcze zacierając różnice między nowym modelem a podstawową „dziesiątką”. Niezależnie od motywów producenta, zainstalowany w Pixelu 10a zestaw obiektywów jest w zupełności wystarczający.
Fotki wychodzą ładne, ich najważniejszą cechą jest naturalność i wierność w oddawaniu głównego kolorytu i dynamiki sceny. Co ważne – są powtarzalne. Algorytmy nie działają zbyt agresywnie i nie podbijają sztucznie barw czy kontrastu. W razie potrzeby zawsze można nałożyć jakiś filtr czy dwa, co jest możliwe dzięki temu, że zdjęcia nie są nimi „zniszczone” na start.
Pixel 10a – z uwagi na brak teleobiektywu – nie dysponuje przybliżeniem optycznym. Wszelkie zbliżenia obrazu realizowane są cyfrowo – w tym paskudnie wyglądający tryb maksymalnego przybliżenia 8x. Zbliżenia 0,5x to zdjęcia wykonane obiektywem ultraszerokokątnym.















































Smartfon potrafi wykonać całkiem znośne ujęcia makro. Krawędzie przedmiotów nie są postrzępione, a tło zyskuje estetyczne rozmycie.







Zresztą, sama edycja zdjęć to też całkiem fajna zabawa. Pixel 10a może korzystać z większości opcji edycji fotografii, znanych z flagowców. Magiczna gumka, pomagająca usunąć zbędne postaci lub przedmioty z tła, to już klasyk. Oprócz tego mamy możliwość skorzystania z funkcji Dodaj mnie, która działa doskonale, gdy przyjdzie nam zrobić grupowe zdjęcie paczki przyjaciół, na którym sami też chcemy być.
Jeśli zrobimy kilka fotek jedną po drugiej, Pixel zaproponuje do pozostawienia najlepsze, albo zasugeruje zrobienie z nich zabawnego GIF-a. Kolory i faktury obiektów możemy swobodnie przekształcać dzięki wykorzystywanej w urządzeniu AI. Co prawda fotka musi być najpierw przesłana na serwery Google, by polecenie, które wpiszemy w funkcji Przekształć mogło być zrealizowane, ale obserwowanie, jak próbuje przerobić nasze zdjęcie, jest warte poświęcenia kilku minut na bawienie się promptami.



Gdy słońce już zajdzie i zrobi się ciemno, Pixel 10a nie musi być wcale chowany do kieszeni. Fotografie w kiepskich warunkach oświetleniowych potrafią mieć swój klimat. Tryb nocny nie ociepla niepotrzebnie temperatury barw zdjęć, ale też nie wypiera ich z koloru. Oczywiście nie można spodziewać się po nich równej ilości detali, co w fotkach robionych za dnia, ale smartfon Google całkiem sprawnie dobiera parametry robienia zdjęć.








































Czas naświetlania nie jest przeciągany w nieskończoność, a automatyczna obróbka po wykonaniu fotografii zajmuje ledwie parę sekund. Tak jest w większości przypadków, choć gdy Pixel orientuje się, że otoczeniu naprawdę brakuje oświetlenia, potrafi przymulić podczas wyszukiwania punktu ostrości. Wtedy zdarza mu się dłużej „pomyśleć” i wyobrażam sobie, że gdyby miał twarz, to na jego obliczu pojawiłby się w takich okolicznościach wyraz ewidentnego wysiłku.
Coś, do czego mogę się przyczepić, to widoczny przeskok obrazu, gdy przełączam się między obiektywami. Podgląd kadru zmienia się, przenikając jeden obraz w drugi. Mocno wybijało mnie to z rytmu podczas robienia zdjęć i szczerze liczę na to, że Google poprawi ten glicz w jednej z nadchodzących aktualizacji.
Aparat przedni nie jest wybitny, ale nie zawodzi. W ciemniejszych lokacjach włączenie trybu portretowego to praktycznie mus. Właściwie do zdjęć selfie nie polecałbym nic innego. Rozmycie tła wygląda dobrze i nie jest wymuszone. Jeśli mamy bardziej niesforną fryzurę, aparat nie będzie w stanie poprawnie odciąć poszczególnych kosmyków włosów od tła, podobnie jak nie zawsze poradzi sobie z oprawkami okularów. Jedynym remedium na koślawe odcinanie od tła jest użycie trybu portretu w obiektywie głównym. Daje to znacznie przyjemniejsze efekty, choć oczywiście jest znacznie bardziej niewygodne.




Dla porównania, poniżej fotki wykonane przy pomocy obiektywu głównego. Znacznie lepiej!




Szału nie robią filmy. Stabilizacja działa poprawnie, a nawet można pokusić się o sensownie wyglądający klip w 4K, kręcony z rąsi. Jednak kolory wyglądają jak zmielone, brak w nich życia, i to nawet w słoneczne dni. Nie warto więc wybierać Pixela 10a, jeśli naszym priorytetem jest kręcenie wielu filmów.
W samej aplikacji znajdziemy też mniej funkcji – na przykład zabrakło w niej kręcenia wideo z hollywoodzkim efektem rozmycia. Jest ona dostępna tylko w wyższych modelach, choć nie wierzę, żeby podzespoły nie poradziły sobie z takim zadaniem. Wydaje się, że mamy tu przykład klasycznego kastrowania niższych modeli z opcji, które z powodzeniem mogłyby być zachowane.
Podsumowanie – czy warto kupić Pixela 10a?
Hm, nie. I to właściwie tylko z jednego powodu: żadna ze zmian w Pixelu 10a nie jest na tyle przełomowa, żeby wybrać go zamiast Pixela 9a. Poprzednik dzieli z nowym modelem większość podzespołów i funkcji systemu, wciąż jest w sprzedaży, a do tego dostaniemy go znacznie, znacznie taniej.
Jeśli komuś zależy na wszystkomającym Androidzie, powinien wybrać model z ubiegłego roku – przecież i tak otrzyma on jeszcze kilka dużych aktualizacji. Z kolei jeśli ktoś marzy o teleobiektywie, dorzuci 350 złotych do wciąż taniejącego, podstawowego Pixela 10, a nawet Pixela 9 z odrobinę lepszym aparatem głównym oraz wideo – i gitarra.


Gdyby jednak ocenić samego Pixela 10a, bez patrzenia na konkurencję z tym samym logo producenta, przyszłoby mi to z łatwością. To naprawdę dobry smartfon, w którym słabsze elementy specjalnie nie przeszkadzają. Codzienne użytkowanie tego modelu jest po prostu bezproblemowe i przyjemne. Z pewnością zatęsknię do lżejszej obudowy, całkiem niezłego czasu pracy i dźwięcznie grających głośników. Jednak wtedy powraca temat ceny i opłacalności takiego zakupu, i wtedy puff! – czar pryska. Na ten moment jedynym ratunkiem jest premierowa promocja, o której wspomniałem na początku recenzji. Jeśli z niej nie skorzystamy, model ten będzie znacznie sensowniejszym wyborem za rok – kiedy podatek od nowości nie będzie już nakładany, a w sklepach pojawią się korzystne promocje.
Wychodzi więc na to, że mimo całej swojej sympatii do Pixeli, dostrzegam, że najnowszemu modelowi brakuje czegoś, co trudno uchwycić, a co swego czasu określało smartfony Google – nie ma tej wyrazistości, radości w formie połączonej z oprogramowaniem. Zupełnie jakby mimo kolorowej obudowy… stał się szary.
