robot Ecovacs Deebot Mini

Recenzja Ecovacs Deebot Mini. Znajdziesz na niego miejsce nawet w małym mieszkanku

Zdecydowana większość robotów sprzątających z wielofunkcyjnymi stacjami bazowymi ma jeden zasadniczy problem – stacje te są zazwyczaj dużych gabarytów, co jest problematyczne, gdy chcemy zainstalować je w mniejszym mieszkaniu. A gdyby tak maksymalnie zminiaturyzować nie tylko stację bazową, ale i samego robota? Ecovacs Deebot Mini ma być najmniejszym urządzeniem tego typu na rynku. Niesie to spore zalety, ale i zarazem pewne kompromisy.

Nietuzinkowa stacja bazowa

Ecovacs Deebot Mini to sprzęt inny niż wszystkie konkurencyjne roboty sprzątające. Ta odmienność polega przede wszystkim na wyraźnie mniejszych rozmiarach robota i jego bazy, ale nie jest to wcale jedyny wyróżnik. Zmniejszenie stacji bazowej wymusiło z automatu przeprojektowanie jej konstrukcji, by upchać tu wszystko co potrzebne. Przy tym, producent postanowił trochę pokombinować z jej wzornictwem.

Nie sposób jednak nie zacząć od kwestii gabarytów. Już w momencie odebrania paczki od kuriera wiedziałem, że będę mieć do czynienia z robotem wyraźnie mniejszym od większości modeli na rynku, bo już samo pudełko nie przerażało tak bardzo wielkością i wagą. Rozpakowanie i wstępne ustawienie w pokoju tylko utwierdziły mnie w tym przekonaniu.

Bez cienia wahania mogę powiedzieć, że to najmniejsza stacja dokująca, jaką kiedykolwiek widziałem w robotach sprzątających. Jej wysokość wynosi zaledwie 38,5 cm, więc jest ona o co najmniej 10 cm niższa od przeważającej części urządzeń tego typu. To naprawdę spora, widoczna gołym okiem różnica. Konstrukcja wypada przy tym bardzo solidnie – jest zwarta i wykonania z dobrej jakości tworzyw, w większości z matowym wykończeniem.

Górna część stacji bazowej to zbiornik na wodę. Jest on o tyle nietypowy, bo – po pierwsze – został zunifikowany do jednej, zdejmowanej w całości (nie ma dwóch osobno wyjmowanych zbiorników jak to zwykle bywa) obudowy, a po drugie wykonano go z przezroczystego, kolorowego tworzywa, zapewniającego pełną widoczność poziomu wody. Przy tym, dostępnych jest kilka opcji kolorystycznych, a -poza testową niebieską – są jeszcze zielona, fioletowa, pomarańczowa, czerwona i czarna.

Z racji tego, że zbiornik został upakowany do jednolitej bryły, zastosowano tu całkiem sprytny podział – wewnątrz znalazł się zbiornik na wodę brudną z dużą, otwieraną klapą, natomiast przestrzeń dookoła stanowi korytko na czystą wodę, którą wlewamy poprzez korek bliżej krawędzi.

Cały frontowy panel tuż pod zbiornikiem na wodę to zdejmowalna klapa, pod którą został ulokowany worek na kurz zasysany z robota. Jego montaż i demontaż są do bólu proste, choć nie będzie to czynność, którą będziemy wykonywać nad wyraz często – po kilkunastu dniach codziennego sprzątania worek prawie wcale się nie zapełnił.

Rampa, na którą robot podjeżdża do stacji bazowej, jest odczepiana i relatywnie krótka, ale na to również mają wpływ mniejsze wymiary robota.

No dobrze, skoro już omówiliśmy aspekty wizualne i konstrukcyjne, pora – gwoli formalności – powiedzieć o tym, co stacja OMNI (bo tak nazywa ją Ecovacs) potrafi. A potrafi w zasadzie wszystko to, co robią konkurencyjne, znacznie większe gabarytowo rozwiązania.

Mamy tu bowiem zarówno automatyczne opróżnianie robota z kurzu do worka w stacji, jak i pranie padów mopujących, a następnie suszenie ich gorącym powietrzem o temperaturze 45°C.

Obie te kwestie podlegają konfiguracji za pośrednictwem aplikacji. Możemy zdecydować o częstotliwości opróżniania zbiornika kurzu w robocie (dopiero po zakończeniu sprzątania lub robienie dodatkowych przerw w trakcie), częstotliwości powrotów do stacji na pranie mopów oraz o długości czasu suszenia mopów (domyślnie wynosi on 3 godziny).

robot Ecovacs Deebot Mini

Mały, choć nie niski, czyli kilka słów o konstrukcji robota

Choć w gruncie rzeczy Ecovacs Deebot Mini wygląda w zasadzie identycznie, jak każdy inny okrągły robot sprzątający, to – ponownie – w oczy rzuca nam się wyraźnie mniejsza średnica. Konkretniej, ma on szerokość 28,6 cm, co znów stanowi około kilka centrymetrów mniej od większości robotów.

Sprawia to, że potrafi on wjechać w więcej wąskich zakamarków, w które inne roboty mogą nie dać rady się wślizgnąć. W moim przypadku, dobrym przykładem takiego miejsca są nogi krzeseł przy stole w salonie, pomiędzy którymi Deebot Mini jest w stanie przejechać bez problemu po każdej z czterech stron.

Przy tym wszystkim, nie jest przesadnie niski, bowiem jego wysokość to powyżej 11 cm (wliczając wieżyczkę radaru), zatem nie ma mowy o wjeżdżaniu pod jakieś niższe meble. Nie uznaję tego za rażącą wadę, a bardziej za kompromis powstały – siłą rzeczy – przez zmniejszoną szerokość.

Wygląd i budowa to już naprawdę wręcz klasyka gatunku. Patrząc z góry widzimy dwa przyciski – zasilania oraz powrotu do stacji bazowej, wystającą wieżyczkę z radarem LiDAR, a także zdejmowaną klapkę, pod którą znalazł się przycisk resetu WiFi oraz zbiornik na kurz – by go wyjąć, najpierw musimy zwolnić blokadę w formie dźwigni. Tuż przed zderzakiem ukryto sprytny uchwyt, umożliwiający wygodne przenoszenie robota.

Od przodu znalazł się ruchomy zderzak i laserowe sensory liniowe, tworzące z radarem LiDAR cały system nawigacji, natomiast z tyłu ulokowano – między innymi – otwory wentylacyjne i styki do ładowania.

Spód to przede wszystkim dwa duże koła, szczotka główna ZeroTangle 2.0 i boczna oraz gwinty do mocowania padów mopujących. Przy przedniej części umieszczono dodatkowe małe kółko naprowadzające oraz cztery czujniki.

Aplikacja Ecovacs Home, wstępna konfiguracja i funkcje

Czymże byłby robot sprzątający, gdyby nie aplikacja do zarządzania nim? Tu do akcji wkracza apka Ecovacs Home, którą możemy pobrać na urządzenia z systemem Android z poziomu sklepu Google Play oraz w App Store, a więc na system iOS.

Interfejs aplikacji jest relatywnie przejrzysty i łatwy w obsłudze, a wszystkie najbardziej potrzebne funkcje rozlokowano w logicznych miejscach. Mój jedyny zarzut to tłumaczenia – choć język polski jest obsługiwany, to jakość translacji w części miejsc pozostawia wiele do życzenia. Przez to, niekiedy trzeba trochę na logikę domyślać się, co dany zwrot oznacza. Sam robot może wydawać komunikaty głosowe po polsku – te są głośne i brzmią w pełni zrozumiale.

W tym miejscu wypada wtrącić kilka słów o procesie konfiguracji. Wygląda on identycznie jak w innych robotach sprzątających. Po wyjęciu robota z pudełka, zdjęciu wszystkich taśm i zabezpieczenia zderzaka oraz montażu szczotki bocznej stawiamy go na podłodze. Stację bazową ustawiamy w miejscu, w którym ma się na stałe znajdować (to ważne w kontekście mapowania terenu) i podłączamy do zasilania.

Po instalacji aplikacji, rejestrujemy w niej konto i przechodzimy do dodawania urządzenia. W tym celu skanujemy kod QR, który znajduje się na robocie (konkretniej pod klapką i zbiornikiem na kurz). Od tego momentu, apka prowadzi nas już wręcz jak za rączkę.

Włączamy urządzenie, wymuszamy parowanie (przycisk znajduje się pod tą samą klapką co kod), a telefon tymczasowo łączy się z siecią WiFi robota. Następnie, wybieramy z listy nasze domowe WiFi, podajemy hasło i robot już przyłącza się do niej. Całość zajmuje maksymalnie 5 minut.

Następnie, apka od razu sama sugeruje nam rozpoczęcie procesu mapowania naszego mieszkania. Przed jego rozpoczęciem warto uprzątnąć z podłogi wolno leżące rzeczy pokroju zabawek, kapci i tym podobnych szpargałów, bowiem może to utrudnić prawidłowe zeskanowanie całej przestrzeni. Samo mapowanie odbywa się już bardzo szybko – w moim około 35-metrowym mieszkaniu robot uwinął się w około 8-10 minut.

Po ukończeniu skanowania, w aplikacji wyświetla nam się rzut na mapę naszego mieszkania ze wstępnym podziałem na pomieszczenia. Wstępnym, bo w razie potrzeby możemy je dowolnie dzielić lub scalać, ustawiać wirtualne granice (miejsca, w które robot ma nie wjeżdżać) i ustalać nazwy pomieszczeń. Na mapie zarysowywane są także dywany oraz przestrzenie, które robot zidentyfikował jako stała przeszkoda np. meble.

Ekran główny, witający nas od razu po wejściu do apki, pokazuje nam szybki podgląd aktualnego stanu naładowania i statusu robota oraz pozwala np. szybko włączyć sprzątanie. Dostęp do wszystkich opcji zyskujemy po prostu klikając w zdjęcie urządzenia.

Sekcja ustawień jest natomiast logicznie podzielona na opcje ogólne, w których pokazuje nam się rejestr sprzątania, harmonogramy oraz zmiana głośności i języka komunikatów głosowych, a także na odrębne ustawienia stacji bazowej i samego robota.

Podobnie jak w wielu innych urządzeniach tego typu, nie zabrakło sekcji o nazwie Konserwacja, w której możemy podejrzeć orientacyjny stan poszczególnych części, czyli szczotki bocznej i głównej, filtra oraz podkładek mopujących. Po upływie określonego czasu, aplikacja będzie sugerować nam wymianę danych elementów.

Odkurzanie, precyzja sprzątania

Moje mieszkanie to niełatwy poligon doświadczalny dla robotów sprzątających. Nie dość, że mamy do czynienia z małą przestrzenią o łącznej powierzchni liczącej około 35 m2, to dodatkowo jest ona ciasno wypełniona (uroki niewielkich mieszkań), nie brak tu licznych zakamarków, a w niemal każdym z pięciu pomieszczeń znajdują się mniejsze lub większe dywaniki.

Zastosowany w Ecovacs Deebot Mini silnik oferuje moc ssania na poziomie 9000 Pa, co – trzeba otwarcie przyznać – nie stanowi przesadnie oszałamiającej wartości i miło byłoby zobaczyć tu już moc powyżej 10000 Pa. Jak więc sprawdza się to w praktyce?

Mimo wszystko robot radzi sobie zupełnie dobrze, choć wszystko zależy od sprzątanej powierzchni. Na twardych podłogach skuteczność sprzątania nie daje większych powodów do narzekania. Niezależnie od tego, czy mówimy o panelach, płytkach czy linoleum, zdecydowana większość zanieczyszczeń, także tych drobniejszych, jest całkiem dokładnie zbierana i mamy poczucie naprawdę solidnie odkurzonej podłogi.

Nieco gorzej, ale wciąż nieźle, Ecovacs Deebot Mini radzi sobie z krawędziami. Choć zabrakło mechanizmu wysuwania szczotki bocznej, robot zazwyczaj stara się podjeżdżać do krawędzi mebli i listw przypodłogowych tak blisko, jak to możliwe. Miejscami, w których niekiedy możemy zobaczyć pozostałości kurzu, są narożniki, okolice futryn i nóg od stołu.

Problem stanowią jednak wszelkiego rodzaju dywaniki, na których – niestety – widać, że brakuje wyższej siły ssania. Mimo że robot potrafi wykrywać moment wjazdu na dywan i podnosi wówczas do maksimum moc ssącą, a szczotka boczna stale pracuje także na dywanach, nie zawsze udaje mu się odkurzyć wszystkie widoczne zabrudzenia.

W efekcie, na dywanikach i chodniczkach często można dostrzec pozostałości piasku lub jakieś większe paprochy, które nie zostały wciągnięte nawet po dwukrotnym przejeździe. Z pozytywów – bez względu na to, czy to dywan czy panele, robot bez zająknięcia odkurza praktycznie wszystkie włosy.

Ecovacs wspomina o zastosowaniu szczotki głównej z technologią ZeroTangle 2.0, która ma zapobiegać plątaniu włosów. Składa się ona ze spiralnego wałka, włosia wychodzącego z niego pod kątem 45 stopni oraz specjalnego grzebienia. I to rzeczywiście działa, bowiem ani razu nie odnotowałem, by wokół szczotki pozostały choćby pojedyncze splątane włosy.

Dodam tylko, że aplikacja oferuje nam możliwość wyboru siły ssania spośród trzech ustawień – cichy, standard oraz maks. Bardzo często decydowałem się na wybór najwyższej mocy, aby mieć większą pewność co do dokładności posprzątania, zwłaszcza wtedy, gdy wiedziałem, że w niektórych miejscach może być trochę brudniej.

robot Ecovacs Deebot Mini

Nawigacja, koła i pokonywanie przeszkód

Ecovacs Deebot Mini może pochwalić się obecnością nawigacji Dual-fusion Obstacle Avoidance, która oparta jest o radar LiDAR i lasery liniowe. Ma ona zapewniać wysoką precyzję nawigowania, inteligentne planowanie tras oraz dokładny pomiar odległości wraz z wykrywaniem przeszkód.

I, muszę przyznać, robot stosuje dość nietypową taktykę jazdy. Zamiast delikatnego podjeżdżania do przeszkód, często potrafi dość wyraźnie odbijać się od mebli, choć nie nazwałbym tego jeszcze przesadnie ostentacyjnym, zbyt mocnym uderzaniem. Niekiedy zdarza mu się również lekko przesuwać buty czy lżejsze kartony, byle tylko za wszelką cenę pokryć jak największą powierzchnię.

Przydarzyły mi się tylko dwa odstające od normy epizody. W pierwszym z nich, Deebot Mini z jakiegoś powodu nie wykrywał stojącej wagi łazienkowej i, zamiast ją ominąć, kilka razy wyjątkowo mocno w nią uderzał. Drugim razem, robot nie rozpoznał momentu zbliżania się do dywanika, co sprawiło, że nie wjechał na niego, tylko zaczął przesuwać go przed sobą po korytarzu.

Koniec końców jednak, nawigacja spisuje się naprawdę precyzyjnie. Robot przejeżdża całe pomieszczenia zaczynając od ich krawędzi, stopniowo przechodzi do środka i – o ile to możliwe – nie zostawia niepokrytych fragmentów.

Wypada mi też wspomnieć, że producent obiecuje, iż Ecovacs Deebot Mini ma być w stanie pokonywać progi o wysokości do 17 mm. Wjazd na dywan czy zwykły próg nie stanowi dla robota najmniejszego problemu. Znacznie większe wyzwanie w tym aspekcie stanowi w moim mieszkaniu niespełna 2-centymetrowy próg w łazience.

I, mimo że robot miewa czasem problemy z przejechaniem progu przy pierwszej próbie, nie poddaje się i – w efekcie – udaje mu się to za drugim, maksymalnie trzecim podejściem. Dosłownie ani razu nie miałem sytuacji, w której robot nie dał rady wyjechać z łazienki i byłbym zmuszony do ratowania go ręcznym przeniesieniem przez próg.

Mopowanie z pewnym mankamentem

Z poprzednich części tego materiału mogliście już wywnioskować, że Ecovacs Deebot Mini – poza funkcją odkurzania – potrafi też mopować podłogi. W tym celu wykorzystuje klasyczną, sprawdzoną konstrukcję, opartą o dwa obracające się pady mopujące ulokowane jeden obok drugiego.

Niestety, pojawia się tutaj jeden istotny mankament, który sprawił, że nie byłem w stanie przetestować funkcji mopowania podczas typowego, codziennego użytkowania. Deebot Mini nie potrafi unosić do góry mopów, co sprawia, że w momencie, gdy wybierzemy tryb odkurzania z mopowaniem lub samego mopowania, ten przybiera taktykę całkowitego omijania wszelkiego rodzaju dywanów. Z kolei chcąc włączyć samo odkurzanie, musimy ręcznie odpiąć pady mopujące.

I, ogólnie rzecz biorąc to dobrze, bo dzięki temu unika zmoczenia dywanu i zabrudzenia mopów. Z drugiej strony jednak, są sytuacje, w których może to stanowić problem – tak właśnie okazało się u mnie. Korytarz w moim mieszkaniu jest dość wąski i leżący w nim chodniczek zajmuje niemal całą jego szerokość, co sprawia, że robot nie byłby w stanie go ominąć.

W efekcie, mimo że wydałem mu polecenie odkurzania z mopowaniem na obszarze całego mieszkania, ten sprzątał zaledwie fragment pokoju, w którym znajduje się stacja bazowa oraz kawałek korytarza – do linii tego feralnego dywanika. Po tym – od razu informował o zakończeniu sprzątania i wracał do stacji. Nie pomagało tu nawet chwilowe usunięcie dywanika z podłogi, bo na mapie i tak był on naniesiony, a robot nie potrafił samodzielnie rozpoznać, że go tam nie ma.

Jeśli więc w Waszym domu znajdują się dywany, które zajmują większość powierzchni podłogi w danych pomieszczeniach, Ecovacs Deebot Mini może – niestety – nie zdać egzaminu, co najwyżej do samego odkurzania, bez opcji mopowania.

Żeby jednak nie zostawić Was bez opisu działania funkcji mycia podłóg, postanowiłem celowo zwinąć przynajmniej ten jeden dywanik i wykonać ponowne mapowanie mieszkania po to, by nowa mapa nie uwzględniała ich obecności. Nie da się ich bowiem samodzielnie usunąć w edycji. O tyle dobrze, że możemy mieć zapisaną więcej niż jedną mapę i przełączać się między nimi, więc w sytuacjach, takich jak moja, można posiłkować się takim rozwiązaniem.

W ogólnym rozrachunku, Deebot Mini całkiem nieźle radzi sobie z mopowaniem. Bez zaskoczenia, nie ma szans za pierwszym razem z bardziej zaschniętymi plamami (choć przy kolejnych przejazdach może mu się to już udać), ale zupełnie dobrze sprawdza się do lekkiego odświeżenia podłogi i ściągnięcia z niej z grubsza kurzu oraz świeższych, mniejszych plamek.

robot Ecovacs Deebot Mini

Czas pracy

Ecovacs Deebot Mini został wyposażony w akumulator o pojemności 3200 mAh, który – według deklaracji producenta – ma zapewniać nawet do 150 minut ciągłego sprzątania. Finalnie, wszystko zależy jednak oczywiście od cyklu pracy.

Z racji wspominanych wyżej problemów z możliwością mopowania, w moim mieszkaniu robot był użytkowany przede wszystkim do odkurzania. Wedle wyliczeń aplikacji, całkowita powierzchnia sprzątania wynosiła 18 m2, a średni czas, potrzebny na posprzątanie całego mieszkania, to – z reguły – nieco ponad 30 minut.

Przy ustawieniu średniej siły ssania (z włączonym jej podnoszeniem na dywanach), po całym cyklu sprzątania robot zjeżdżał do stacji dokującej mając jeszcze około 70-75% baterii. Gdy do gry wkraczał tryb maksymalnej mocy, Deebot Mini kończył pracę ze stanem baterii na poziomie 55-60%. W żadnym scenariuszu robot nie rozładował się poniżej pułapu 50%.

Późniejsze uzupełnianie akumulatora następuje relatywnie szybko. Choć z oczywistych względów nie było dane mi sprawdzić, ile trwa ładowanie od zera, to zaczynając od okolic 60%, pełne naładowanie następowało po niespełna godzinie.

robot Ecovacs Deebot Mini

Podsumowanie – dla kogo jest Ecovacs Deebot Mini?

Ecovacs Deebot Mini to sprzęt przede wszystkim dla tych, którzy szukają maksymalnie kompaktowego robota sprzątającego, bo nie mają albo po prostu nie chcą zajmować nim zbyt dużej przestrzeni w domu. Niewielkie wymiary stacji bazowej oraz robota to niewątpliwie duży atut tego modelu, choć – biorąc pod uwagę całokształt – idealnie nie jest.

Poza samym rozmiarem, do zalet śmiało mogę zaliczyć wielozadaniową stację bazową, obecność funkcji odkurzania i mopowania w jednym, sporą zwinność podczas sprzątania i umiejętność wjeżdżania w wąskie przestrzenie, precyzyjną nawigację opartą o LiDAR, bardzo cichą pracę (zarówno robota, jak i stacji) oraz – w gruncie rzeczy – funkcjonalną apkę wraz z komunikatami głosowymi po polsku.

Jest tu też kilka mankamentów, przy czym przynajmniej część z nich wynika stricte z mniejszych rozmiarów samego robota. Zabrakło wysuwanej szczotki bocznej i mopa, a siła ssania nie jest przesadnie wysoka, co sprawia, że dywany nie są odkurzane przesadnie precyzyjnie. Idąc dalej, Ecovacs Deebot Mini nie umie podnosić padów mopujących i przejeżdżać z nimi przez dywany (co może wykluczać sprzątanie niektórych pomieszczeń), a chcąc włączyć samo odkurzanie musimy ręcznie zdemontować podkładki mopa.

Finalnie, model ten warto kupić przede wszystkim wtedy, gdy w naszym domu przeważają twarde podłogi – w takiej sytuacji będzie on w stanie pokazać się z naprawdę bardzo dobrej strony.

Niewątpliwie kuszącym aspektem może też okazać się jego cena. Ecovacs Deebot Mini kosztuje około 1300 złotych, przez co nie dość, że jest jednym z tańszych robotów ze stacją czyszczącą, to jeszcze przy tym jego unikatową cechę stanowią przywoływane już wyraźnie mniejsze gabaryty.

robot Ecovacs Deebot Mini
Recenzja Ecovacs Deebot Mini. Znajdziesz na niego miejsce nawet w małym mieszkanku
Zalety
bardziej kompaktowa, wielofunkcyjna stacja bazowa
zmniejszona konstrukcja robota
duża zwinność i umiejętność wjeżdżania w węższe przestrzenie
odkurzanie i mopowanie w jednym mimo mniejszej konstrukcji
nawigacja z radarem LiDAR na czele
bardzo cicha praca robota oraz stacji
funkcjonalna aplikacja, komunikaty głosowe po polsku
Wady
brak wysuwanej szczotki bocznej i mopa
dość mała moc ssąca (na czym cierpi dokładność odkurzania dywanów)
dezaktywacja mopowania wymaga całkowitego zdjęcia nakładek
brak opcji podnoszenia mopów i przejeżdżania z nimi przez dywany
tłumaczenia w aplikacji mogłyby być lepsze
brak dodatkowych akcesoriów (np. drugiego worka na wymianę)
7
Ocena
Redaktor, recenzent