Aresztowanie (fot. pxfuel)

Były dyrektor Huawei w Polsce ponownie aresztowany pod zarzutem szpiegostwa

Historia lubi się powtarzać. Weijing Wang, który do stycznia 2019 roku był jednym z dyrektorów Huawei Polska, został ponownie zatrzymany przez policję, pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Chin.

Wang znów w kajdankach

Być może pamiętamy sytuację ze stycznia 2019 roku, kiedy to Weijing Wang, wtedy jeszcze dyrektor sprzedaży Huawei w Polsce, został zatrzymany i oskarżony o szpiegowanie dla wywiadu Chińskiej Republiki Ludowej na szkodę interesów Polski. Razem z nim zatrzymano wtedy byłego oficera ABW, Piotra D. Drugi z aresztowanych został zwolniony po sześciu miesiącach, w efekcie wpłacenia 120 tys. złotych kaucji. Wang nie miał tyle szczęścia – oprócz tego, że został w trybie natychmiastowym pozbawiony stanowiska w Huawei, to od stycznia 2019 roku do czerwca 2021 roku nie opuszczał aresztu. W ubiegłym miesiącu, decyzją warszawskiego sądu okręgowego, Weijing Wang odzyskał wolność, ale nie na długo. Prokuratura zaskarżyła tę decyzję, przez co Wang ponownie został zatrzymany przez policję. Do sądu trafi także Piotr D.

Reklama

Prokuratura utrzymuje, że Weijing Wang, posługujący się w Polsce imieniem Stanisław, działał na rzecz obcego wywiadu i przekazywał Chinom poufne informacje, które mogły wyrządzić szkodę państwu polskiemu. Z kolei Piotr D. stoi przed zarzutem działania w podobnym charakterze, z myślą o korzyści majątkowej.

Szczegóły prowadzonego przez prokuraturę śledztwa nie są jawne. Sprawa toczy się za zamkniętymi drzwiami, więc przedstawiciele prasy nie mogą zyskać dodatkowych szczegółów. Zarówno Wangowi, jak i Piotrowi D. grozi od 3 do 15 lat pozbawienia wolności. Weijing Wang utrzymuje, że jest niewinny stawianym przed nim zarzutom. Nie dysponujemy żadnymi komentarzami Piotra D. Być może wkrótce Polska Agencja Prasowa zyska więcej informacji o wynikach postępowania.

Oficjalnie, Stanisław Wang nie ma już nic wspólnego z firmą Huawei, a przedsiębiorstwo odcina się od jakichkolwiek powiązań z byłym dyrektorem sprzedaży. Pewne jest jednak, że ewentualny wyrok położy się cieniem na reputacji marki – czy firma tego chce, czy nie.