Wiko VIEW

iMac – pamiętacie jego premierę 19 lat temu?

W 1997 roku, po prawie 10 latach przebywania na wygnaniu, Steve Jobs wrócił do Apple. Firma znajdowała się na krawędzi upadku, produkowała kilkadziesiąt różnych rodzajów komputerów i jeszcze większą liczbę akcesoriów, włączając w to Newtony, drukarki, konsolę, monitory. Problem w tym, że nikt ich nie chciał.

Strategia dotychczasowego kierownictwa, polegająca na zalewaniu rynku co rusz nowymi modelami komputerów, zupełnie się nie sprawdzała. Co więcej, wielu specjalistów uważało, że prawdziwym źródłem kłopotów jest licencjonowanie innym firmom możliwości składania komputerów obsługiwanych przez MacOS.

Powracający do Apple Jobs zrobił porządek. Po pierwsze, zmieniony został zarząd, po drugie, anulowano zezwolenia na tworzenie klonów Macintoshy. Po trzecie, określono nową strategię w zakresie produkcji komputerów, której trzymano się przez kolejnych 10 lat.

Strategia ta przedstawiała się następująco:

Zakładano stworzenie linii czterech komputerów: dwóch stacjonarnych, dwóch laptopów. Modele słabsze oferowane miały być na rynku konsumenckim, zaś droższe profesjonalistom.

Tak narodził się iMac, pierwsze dziecko zmienionej strategii.

iMac G3 autora

Miał to być prosty, acz wydajny, komputer przeznaczony dla użytkowników masowych, z głównym naciskiem na użytkowników domowych i edukacyjnych. By projekt mógł odnieść sukces, zaplanowano go w zupełnie nowy, innowacyjny sposób. Po pierwsze, jak większość poprzednich modeli konsumenckich, miał być zbudowany w zgodzie z filozofią all-in-one. Czyli wszystkie podzespoły, włącznie z monitorem, miały być zamknięte w jednej jednostce.

Po drugie, miał otrzymać obudowę zupełnie nowego typu. Zrezygnowano z szarości na rzecz chwytliwych, wpadających w oko kolorów: rozpoczęto od kultowego Bondi Blue, w kolejnej edycji “rev. C” (styczeń 1999) dodano jeszcze inne: Blueberry, Strawberry, Lime, Tangerine i Grape. Obudowa nad monitorem była przezroczysta, przez co każdy był w stanie zobaczyć sposób osadzenia konstrukcji wyświetlacza w obudowie.

iMac G3 autora z PowerBook 1400CS

Sercem komputera był procesor PowerPC G3 o częstotliwości 233 MHz. Pracował on na magistrali 66 MHz. Standardowo wyposażano go w 32 MB pamięci RAM, lecz zapewniono rozbudowę do 384 MB. Grafikę zapewniała karta ATI 3D Rage II, z 2 MB pamięci VRAM, co umożliwiało wysłanie obrazu o rozdzielczości 1024 x 768. Pamięć graficzna była rozszerzana do 6 MB. Wbudowany monitor miał przekątną 15 cali, a za przechowywanie danych odpowiadał dysk twardy o pojemności 4 GB. Komputer miał wbudowany napęd CD, jednak inżynierowie nie zdążyli przygotować wersji slot-in, więc wyposażony był w szufladkę. Bardzo to nie podobało się Jobsowi i w kolejnej edycji zastosowano już nowocześniejszą odmianę napędu z wejściem szczelinowym.

Rewolucją były też zastosowane gniazda rozszerzeń. Nowy iMac był jednym z pierwszych komputerów, u którego głównym złączem był port USB. Zerwano z innymi, historycznymi wejściami, wierząc, że nowy standard się szybko przyjmie. I rzeczywiście, wkrótce to nastąpiło na całym rynku. Komputer miał dwa porty umiejscowione z boku, schowane za specjalną maskownicą, razem z portami Ethernet (10/100 MBit) i modemem. Porty Firewire (odpowiednik w kamerach cyfrowych Sony nazywany był iLink), dodano kilkanaście miesięcy później, wraz z debiutującym systemem MacOSX i programem iMovie.

Komputer wyposażony był również w 2 dobrej jakości głośniczki oraz port podczerwieni IRDA.

Głośnym echem odbyło się wyrzucenie z komputera stacji dyskietek. Był to pierwszy z odważnych kroków inżynierów z Cupertino. Przenoszenie danych miało się odbywać przy pomocy podłączanych przez USB, nowych nośników zwanych pendrive’ami. A dla tych, którzy nie posiadali tak nowoczesnej „dyskietki”, firma dodawała pakiet oprogramowania iTools, w skład którego wchodził darmowy dysk internetowy o pojemności 20 MB.

Maszynę oferowano za 1399 dolarów. Do stycznia 1999 roku sprzedano 800 tys. tych komputerów, co uratowało Apple od bankructwa, a firma zyskała środki i czas na zaprojektowanie kolejnych modeli, zgodnie z założoną filozofią pracy.

Był to też pierwszy prawdziwy Mac, którego sam używałem. Przed nim zaliczyłem krótkie spotkanie z PowerBookiem 1400 CS (widoczny na zdjęciu powyżej), jednak jak na tamte czasy, był to już sprzęt zabytkowy i wiedziałem, że przesiadka na coś współczesnego jest konieczna. Ale to już zupełnie inna, zresztą skądinąd całkiem ciekawa historia, być może doczeka się opowiedzenia w zupełnie innym artykule.

Obrazek grafiki: IMac_G3_blueberry_front.jpg

Komentarze

  • Tomasz G.

    To był szał!

  • miałem wtedy minus 2 lata XD

    • Miki Patynowski

      A ja minus 8 xDDDDD

  • Mnie ciekawi jak to wtedy steve jobs zachwalał na prezentacjach, mówił patrzcie gruby, zajmuje całe biurko i jest ciężki a z tyłu wyrzuca naładowane elektrony co jest niezdrowe dla człowieka który stoi z tyłu?

    Tak wiem technologia się zmienia i kiedyś grube matryce był standardem ale tak dziwnie na to patrzyć zwłaszcza gdy już w 2008 roku tak na każdym kroku zachwalał iMaci jakie to są cienkie i zajmują mało miejsca a kiedyś to nikomu “nie przeszkadzało”

  • marcus1212

    Oj pamiętam… był taki jeden egzemplarz w szkole, już wtedy wyglądał odpustowo, aczkolwiek to było coś co nie miało wielkiego pudła obok.

  • waski

    Mieliśmy w gimbazie (pierwszy rocznik 1999 r) chyba 5 sztuk ( plus z 15 pc-tow) i na poczatku nikt nie chciał na tym siedziec, ponieważ nie odpalał na nim małysz (skijump) i GTA 2. Pamietam ze po czasie ktos odkrył w Macu jakaś fajną grę typu first person shooter i zaczeła sie bitwa o miejscowki. Nie wiem czy mnie pamięć nie myli ale jak Mac złapał zawieszkę to nie dało się go zrestartować indywidualnie tylko informatyk musiał wylaczac jakis bezpiecznik a ten był pod kluczykiem…

    • wojciech wojtkowski

      Dobre. Nie czytając wcześniejszych komentarzy, napisałem bardzo podobny do Twojego. Zaraz się okaże, że do jednej gimbazy śmigaliśmy ;)

  • wojciech wojtkowski

    Mieliśmy takie iMaki w gimbazie. Miałem na nich lekcje w latach 2000-2001. Dokładnie ten Bondi Blue z CD szczelinowym. Jeśli chodzi o design, to robiły ogromne wrażenie. Tyle, że jako gówniaki mieliśmy dla nich sporo pogardy, no bo “jak to krzyżyk po drugiej stronie”, no i “na to nie ma gier”, nie można też zapomnieć o klasycznym “na co to komu, jak wszyscy używają windowsów”. Do dzisiaj Maki to margines, ale wtedy to był zupełny kosmos. Kompletnie nie pamiętam już, co robiliśmy na tych zajęciach, no może oprócz gry w MDK (jednak jakieś gry były), ale jedno jest pewne – niewiele z nich wyniosłem. Inna sprawa, że w ogóle niewiele wiedzy zdobyłem w gimnazjum. Dziwię się tylko, że w tamtych czasach szkołę było stać na taką pracownię komputerową.

Komputronik Dell Gaming
Elastyczny Hosting dostarcza dhosting.pl
Logowani/Rejestracja jest chwilowo wyłączona