Mój smartfon i ja – suma wszystkich strachów

O tym, jak dbamy o nasze urządzenia jak o własne dzieci

Oglądamy te wszystkie wideoblogi, czytamy megatesty najnowszych smartfonów i tabletów, chcielibyśmy mieć je wszystkie – jak Pokemony! Nawet nie podejrzewamy, że sami sprowadzamy na siebie tragedię posiadania, że schodzimy właśnie do ciemnej piwnicy, w której grasuje potwór .

Mamy już swój mniej lub bardziej upragniony smartfon czy tablet. Podpisaliśmy wielomiesięczny cyrograf z telekomem, wzięliśmy kredyt na kilkanaście rat, a może po prostu odłożyliśmy sobie z ciężko wystresowanych godzin w pracy odpowiednią kwotę… I oto wreszcie jest! Mamy w rękach cudowne urządzenie. Pozwoli nam ono być w kontakcie z innymi, robić zdjęcia siebie i ewentualnie kotków, grać w mnóstwo gier, wypowiadać się jako znawcy na każdy temat w internecie, a przede wszystkim poczuć się lepiej.

I czujemy się lepiej! Nasze urządzenie jest przecież jak my – drogie, ale wartościowe. Sprytne, szybkie, doskonałe. Lśni świeżością i idealnością. Ale konia z rzędem temu, kto po pierwszej godzinie dotykania guziczków, muskania nosem o obudowę i ocierania się policzkiem o ekran nie zaczął się nagle bać o swój nabytek. Jakże przykro byłoby stracić tak piękne coś, upuszczając je do kałuży, tłukąc ekran czy po prostu gubiąc! Dlatego w te pędy poszukujemy jakiegoś pokrowca czy innego etui, które uchroni nasz skarb od przykrych konsekwencji choćby upadków.

Ech! Gdzie te czasy, gdy poczciwą Nokię 3310 można było zapakować w foliowy pokrowiec! Wtedy klawiatura numeryczna była przyciskami, więc SMSy dało się pisać nawet przez dżinsowe spodnie! Koleżanka nosiła swoją Nokię w foliowym woreczku strunowym i wyciągała ją tylko po to, by zadzwonić. Na serio bała się, że zleje ją deszcz, ochlapie przejeżdżające auto czy wpadnie do jakiegoś stawu. A na nowy telefon nie było ją ot – tak stać.

ledertasche_3310_double

Załóż gumę na instrument

Patrzymy więc po tych wszystkich sklepach i aukcjach internetowych i zaraz okazuje się, że etui są albo ładne, albo bezpieczne. Te bezpieczne chronią np. wszystkie brzegi urządzenia warstwą gumy lub elastycznego plastyku, który wystaje poza obręb ekranu. Zatem można spokojnie upuścić na kant, a nawet „masłem do dołu” – i nic się nie powinno stać. Tylko że takie etui są najczęściej okropnie paskudne, kostropate i potwornie niewygodne z uwagi na to, że znacznie powiększają urządzenie. No i nie mieszczą się w kieszeniach. Natomiast te ładne są dobrze dopasowane, estetyczne, ale za to często nie zabezpieczają urządzenia w sposób wystarczający.

Do tego raczej trudno znaleźć etui w pełni wodoszczelne, które jednocześnie pozwoli używać urządzenia. Bądź, co bądź, ekran dotykowy, by spełniać swoją funkcję, wymaga dotknięcia – wie o tym nawet tak prosta maszyna wymagająca głasków, jaką jest kot, a co dopiero taki tablet. Niestety, po prostu nie da się zamknąć smartfona w doskonale wodoszczelnym czymś – i go używać jak smartfona a nie przycisku do papieru, albo nie dokupować jakichś rękawiczek, bezprzewodowych zestawów słuchawkowych i innych rysików. Oczywiście możemy mieć wiarę w wodoszczelność lub wodoodporność samego urządzenia, która często jest jednym z podstawowych promowanych ficzerów urządzenia. Cóż. Kurtkę wodoodporną testuje się wychodząc na duży deszcz. Czy wodoodpornego smartfona, za którego zapłaciliśmy 1500 czy 3000 zł., też tak przetestujemy? Niektórzy tak – ci, którzy piszą recenzje, kręcą wideotesty. Ale czy zwykły Kowalski? Raczej nie. Będzie go chował przed deszczem tak, jak tego niewodoodpornego…

Dochodzi do tego aspekt społeczno-psychologiczny. Cała nobilitacja związana z posiadaniem nowego nabytku może pójść psu na budę przez jakieś etui. Przykładowo wielu fanów iPhone’ów uważa, że ten smartfon jest tak piękny, iż zamykanie go w jakichś pokrowcach to dowód bezguścia, prostactwo i cebulactwo na potęgę. Noszenie smartfona w etui zasadniczo jest tolerowane u kobiet – w końcu nie każdy producent urządzenia projektuje je z uszami czy wisiorkami… Faceci zaś są za etui notorycznie piętnowani przez innych facetów – no, chyba że etui jest czarne (koniecznie) i potwornie brzydkie, ale za to pozwala używać smartfona czy tabletu ledwo wyciągnąwszy dłonie z wanny pełnej smaru lub podczas ładowania armaty czołgowej – o, tak, to wtedy jest ok.

HTB1CZuRMXXXXXcvXXXXq6xXFXXXP

Cztery pancerne szybki i pies

Folia na ekran to już inna sprawa. Najczęściej jej po prostu nie widać, przez co nie trzeba się tłumaczyć kolegom. Poza tym istnieje obiegowa opinia, że folia – a jeszcze lepiej szkło pancerne – pozwoli np. smartfonem wbijać gwoździe lub podkładać go pod podnośnik Jeepa podczas zmiany koła na odcinku specjalnym w Bieszczadach. Czy to faktycznie tak działa – to już znajdziecie sobie w google, faktem jest, że folia pozwala przede wszystkim uniknąć zwykłych drobnych zarysowań ekranu, które prędzej czy później się pojawią, niezależnie od tego, jakiego goryla ma w nazwie szkło ekranu. Ale czy ratuje przed pajączkiem z niegroźnego upadku z biurka na dywan? Z doświadczenia wiem, że nie zawsze. Ale wiara jest w narodzie, a jak się w coś wierzy i się to ma, to łatwiej żyć. Są tacy, którzy naklejają sobie nawet dwie warstwy pancernego szkła na ekran – bo jeszcze lepiej zabezpiecza (w ten sam sposób myśląc – zapewne dwie prezerwatywy też?). A poza tym, pancerne szkło uchroni smartfon nawet, gdyby pies go pogryzł!

A może się zabezpieczyć?

Można jeszcze oczywiście kupić sobie jakieś ubezpieczenie, których jest teraz sporo. Od zalania, od upadku, stłuczenia ekranu, od zepsucia, zgubienia, kradzieży… Wszystko fajnie, ale przede wszystkim nie ma ubezpieczenia, które zabezpieczy nas przed własną głupotą. A poza tym, jeśli wziąć takie, które faktycznie zabezpiecza przed prawie wszystkim i nie ma wrednych kruczków, to w sumie gdybyśmy sobie taką sumę odkładali co miesiąc, wkrótce uzbieralibyśmy sobie kasę na nowy smartfon. Te tańsze zaś mają właśnie kruczki, np. że stłuczenie musi nastąpić w wyniku zdarzenia nie z naszej winy (naprawdę, samolot przeleciał nade mną i zawadził kołem o mój tablet!) albo wykluczają naprawę w sytuacji wystąpienia innego uszkodzenia (potrąciło mnie auto, smartfon wyleciał mi z ręki, wpadł do kałuży i stłukł się ekran? Sorry – serwis odkrył ślad wilgoci w obudowie, a umowa nie uwzględnia zalania). Oczywiście trochę gderam, bo sam już dwa razy skorzystałem z ubezpieczenia wyświetlacza. Ale czytając fora dowiedziałem się, że zupełnie nieświadomie opisałem szkody tak, jak to należało zrobić – jako wynik tragicznego czynnika zewnętrznego. I są do tego na forach całe poradniki i FAQ, jak to zrobić, by naprawili. Nie, wypuszczenie smartfona z ręki na podłogę to nie jest uzasadniający naprawę czynnik zewnętrzny.

6281508426_951b75d6be_b

Smartfony – nasze dzieci

Zatem nawet jeśli w końcu nałożymy jakąś paskudną gumę na nasze urządzenie, przykleimy cztery szybki pancerne, ubezpieczymy, nosimy w specjalnej, wodoodpornej torebce na sercu pod kurtką, nawet to nie uwolni nas od irracjonalnych lęków: że urządzenie wypadnie nam z ręki na ulicy i wpadnie do studzienki kanalizacyjnej, że wyleci z kieszeni i wpadnie do muszli klozetowej, że narobi na nie ptak, nasika kot, że w pracy wyleję na nie kawę, w torebce wyleje się na nie cały jogurt typu greckiego albo dresiarz wyrwie nam je na ulicy z ręki i pobiegnie radośnie gdzieś dalej.

Do tego dochodzą inne lęki, o rzeczy, o których wciąż czytamy w internecie. Że ktoś wykradnie nasze zdjęcia (bo wszyscy mamy nagie i trzymamy je w telefonie, prawda?). Że wirus w smartfonie zje pieniądze z konta. Że ktoś podejrzy nasze maile czy smsy. Dlatego instalujemy co rusz polecane antywirusy i inne konieczne dodatki security, blokujemy ekran wymyślnymi gestami, hasłami czy odciskiem kciuka, szyfrujemy dyski, robimy backupy, instalujemy aplikacje do zarządzania hasłami, bo już nie mamy głowy, by je wszystkie spamiętać… A w tym wszystkim co rusz boimy się, że zapomnimy najważniejszego hasła i trzeba będzie całe urządzenie wyzerować, by znów stało się zdatne do użytku.

A na koniec pozostał jeszcze jeden lęk. Najczęstszy i najbardziej prozaiczny. Znamy go wszyscy. Występuje zawsze, dotyka wszystkich, a już najbardziej posiadaczy właśnie tych najdroższych i najwydajniejszych urządzeń, tych, którzy są najbardziej uzależnieni, przesiadują ze świecącym w oczy ekranem najczęściej i najdłużej. Prąd w baterii. Im więcej korzystasz, tym go mniej. Zatem kupujemy powerbanki – jak największe. Nie muszą być lekkie i ładne – ich zadaniem jest mieć prąd na jak najdłużej. Skoro przeciętny smartfon nie wytrzyma serfowania czy grania podczas 5-godzinnej podróży pociągiem, trzeba załadować w plecak kable i powerbank. A czasem nawet dwa, bo jeden może przecież za szybko paść. No i zawsze, nawet jak mamy cztery powerbanki, jadąc gdziekolwiek największy lęk jest, gdy siedząc już w jakimś autobusie czy innym środku transportu sprawdzamy, czy na pewno wzięliśmy ładowarkę… Uff, wzięliśmy. Kamień z serca.

Tak. Smartfon czy (w mniejszym stopniu, ale jednak również) tablet to rzeczy, które idealne wpisują się w to, co pisał wiek temu egzystencjalista Gabriel Marcel„Mieć” znaczy władać, panować, roztaczać władanie, ja mam to, nad czym panuję, czym władam – pisał. I w tym świecie, w świecie przedmiotów – my nie mamy rzeczy. Ani jednej. To rzeczy mają nas. Czy bowiem władamy naszymi cudownymi urządzeniami? Czy posiadamy je tak naprawdę? Władać to móc bez poczucia straty pozbyć się tego. Móc zniszczyć, oddać, porzucić, obejść się bez niego jednym kaprysem. W chwili, gdy pojawia się lęk przed utratą, zmienia się właśnie ta relacja. Kupujemy urządzenie, by móc być mu poddanym. Wciąż się o nie boimy, wciąż staramy się chronić je, bo jego strata byłaby dla nas bolesna.

Jest jak nasze dziecko. Ubieramy je ciepło, chronimy od deszczu i kurzu, kupujemy mu ubezpieczenie, zabieramy ze sobą w podróż wałówkę, gdyby zgłodniało. I wciąż siedzi w nas strach, że o czymś zapomnieliśmy, że czegoś nie dopilnujemy, że coś się wydarzy…

Ale za to, gdy widzimy, że tak wiele osób obok nas, w tramwaju, metrze, pociągu ma smartfony z potłuczonymi ekranami, jesteśmy dumni i zarozumiali. Cóż. Niechluje. Nie umieją dbać o swoje skarby tak, jak my.

Źródła:
Pamięć, w tym wzrokowa.

Źródła ilustracji:
1. Obrazek ilustracyjny: Naval Surface Warriors, flickr, licencja CC-BY
2. Takie etiu na Nokię 3310 z ebaya
3. Etui militarne – z aliexpressu
4. Daniel Oines, flickr, licencja CC-BY

Komentarze

  • maniek122112

    No to ja chyba jakiś dziwny jestem, bo pierwsze co zrobiłem po kupnie S5 to wpierdzieliłem go do dzbanka z wodą na 0,5h. S6e cały czas bez niczego i jakoś przeżył, co prawda jak s7e 2 minuty po zakupie pierdyknął mi na beton to od razu poleciałem z powrotem po case’a ale i tak po tygodniu go wywaliłem. Kiedyś owszem, pięściłem się z tymi telefonami jak z nieświeżym jajeczkiem, teraz mam to gdzieś.

    • Olo

      Mistrz, 2min po zakupie zbetonować smarta :)

      • DanSlenders

        A widziałeś filmik z rozpakowywania iPhone 6s pod sklepem? ;)

        • Kewin Karlos

          Wczoraj widziałem na YT rozpakowanie Note 7 w sklepie ;) !!!

    • Żyjesz na krawędzi ;)

      • maniek122112

        Ale przyznaj, że urzekła Cię moja historia :D

  • Diabeł

    Marek,a skąd taki tytuł artykułu.Cżyżbyś czytał Toma Clancy?

    • Gdzieś mi tam chodził po głowie. O dziwo nigdy nie czytałem tej książki ;)

      • Diabeł

        Polecam tą jak i inne powieści tego pisarza.

        • No ba! Polowanie na Czerwony Październik czytałem chyba z 10 razy!

  • ilemki

    wszystko w tym felietonie jest przejaskrawione :D ja tam mam smarftona za 600 zeta i chodzi już 3 lata , lepszego nie potrzebuje. nie dbam o niego a on dziala jakby z salonu wyszedl :D jest tylko na nim kondon za 26 zeta

    • Dziwak! ;-)

    • Generau

      A ja mam telefon do esemesuch i do dzwonienia i jak chce coś zobaczyć to ide na komputer a jak chce posuchać muzyki to włanczam wieże a jak chce pograć to mam pegasusa . Ciekawi mnie co takiego mogłeś kupić za 600 zeta trzy lata temu , kalkulator ?

  • Kewin Karlos

    Znam ludka, który pierwszego dnia słuchawkę okleja szkłem hartowanym i dysponuje całą kolekcją etui wraz ze stosowną kolekcją motywów.

    • Generau

      Znaczy w poniedziałek ?

  • Wyczuwam masę prześmiewczej ironii, która niekoniecznie do mnie trafia.
    Z tekstu wynika, że mamy na świecie do czynienia z osobami, które są wrażliwe na punkcie nowego nabytku (to ci szaleńcy od hartowanych szkieł i etui), a z drugiej strony są ci wszyscy, którzy mają stanowczo wyrąbane (to ci „lepsi”). Dziwny podział zważywszy, że jest masa użytkowników, którzy staną pośrodku, nie wybierając, ani pierwszej, ani drugiej grupy.
    Swoją drogą, co jest złego w tym, że ktoś chce dbać o swoje urządzenie? Oczywiście, rozumiem ogólny zamysł – technologia uzależnia itd. Niemniej jednak, wyczuwam w tekście ogromną falę frustracji wywołaną, w zasadzie nie wiadomo czym ;D To źle, że ludzie zamykają drogie (mniej lub bardziej) sprzęty w bezkształtnych formach, aby były bezpieczne? Faktycznie, technologia jest dla ludzi, nie odwrotnie, ale nie wydaje mi się, by był to racjonalny powód ku temu, by oceniać kogokolwiek, a artykuł wydał mi się cholernie stronniczy. Na dobrą sprawę, nigdy nie wiadomo, co stoi za ludzką chęcią bronienia urządzeń od złego losu, a powód może okazać się prozaiczny, jak np. chęć późniejszej odsprzedaży – nie od dziś wiadomo, że za zadbany telefon dostaniesz więcej, niż za potłuczonego klocka ;D

    • Ok

      Popieram , daje okejke.

    • Ironia jest, masz rację.
      Spokojnie, sam jestem użytkownikiem i folii, i etui.
      Chodzi mi o to, że kupując doskonałe przecież urządzenie, skazujemy się na troskę. Ogromną troskę o to, by się nie pobrudziło, nie popękało, itd. Czyli stajemy się jego niewolnikami.
      Do tekstu natchnął mnie wspomniany na końcu Gabriel Marcel, który wyznawał właśnie koncepcję odcinania się od rzeczy. Której jako słaby człowiek nie stosuję, ale szanuję :)

      • mobinaut

        A jakież urządzenie jest doskonałe ? To tylko nasze wrażenie, a raczej projekcja naszych marzeń.
        Elektronika szybko się starzeje niestety. Ogromna troska o sprzęt wynika z poczucia ,ze obcujemy z czymś cennym.
        Tak niestety obiektywnie nie jest. Najbardziej jest to widoczne u nas ,gdzie zasobność ludzi jest kilkukrotnie niższa niż w krajach rozwiniętych.

    • Generau

      Faktycznie trzeba stanąć na głowie żeby zrozumieć Twój krytyczny wywód .

      • Język polski nie boli, trzeba go jedynie trochę poznać ;)

        • Generau

          Język polski nie , ale Twoje riposty już tak .

          • Nie wiem czego nie rozumiesz. Komentarz adekwatny do tego, co przeczytałem. Masz z tym problem, twoja sprawa.

          • Generau

            Nie chcę się kłócić . Napadłeś na mnie bez powodu . Jak Ci się nie podoba mój smartfon to sobie kup lepszy . Skoro uważasz mnie za gorszego bo nie mam ajfona 6 to Twoja sprawa . Nie musisz przy tej okazji ubliżać całej mojej rodzinie . Jesteś nieznośny

  • Ciekawy artykuł :-)

  • Sharon12

    Jak tam nie opakowuje MI5 w kondony, szkła. Ja się potłucze, no szkoda ponad 2k no ale, nie ma ryzyka nie ma zabawy. :D Jednak tylko popsułem, w swoim życiu, Lg L70, Sony J. Upuściłem już MI5 na drugi dzień po zakupie, o dziwo; po spotkaniu z płytkami przeżył. :D Dobry artykuł. :)

  • Andrzej Jaworski

    Użytkowałem lumie 820 ponad 2 lata bez etui itd wypadała mi w pracy z ogrodniczek dużo razy na beton o dziwo działa do dziś ma trochę pęknięcia na tylnej klapce ale szkło całe jednak przy zmianie na redmi 3 pro kupiłem gumę gdyż telefon dość śliski ale nie jestem zwolennikiem tych cudów na telefonach czasem można się pośmiać w autobusie itp.jakie rzeczy ludzie mają na tel.
    Artykuł ok

  • zyxiryxi ciachmach

    Trzeba pogratulować autorowi tego tekstu. Jest napisany fajnym językiem i z polotem. Nie brakuje w nim sprytnych eufemizmów i co ciekawe i BARDZO rzadkie na portalach „technologicznych” jest autentycznie zabawny! ( przy wannie ze smarem naprawdę się uśmiechnąłem).
    Keep it up..

    • Pięknie dziękuję i przy okazji zapraszam do wcześniejszych wpisów :)

  • Generau

    W niektórych przypadkach , etui są koniecznością . Suchotnicze smartfony, o grubości 2 mm trzyma się raczej kiepsko w dłoni . Zgrabna Lumia 735, którą mam do dzisiaj, jest jak Houdini – wystarczy mocniejszy uścisk i strzela jak pestka wiśni . Do niedawna skłaniałem się ku zakupowi HTC z ich genialnym pokrowcem Dot View . Jednak wielu producentów oferuje równie ciekawe produkty dla smartfonów. I jeżeli nie przeszkadza Wam fakt , że te gadżety produkują małe rączki , albo że krówka musi zginąć lub też drzewo plastikowca musi paść , to kupujta .

    • Słuszna uwaga, zapomniałem o tym pisząc felieton :) Często nowych sprzętów nie da się trzymać w dłoni i trzeba sobie jakieś etui sprawić. Jakby naprawdę nie można było dodać kilka milimetrów – i przy okazji np. baterię zwiększyć…

      • Stefan P.

        Samsung Galaxy S 6 Edge bez etui zachowuje się węgorz podczas odczepiania z haczyka ;)

        • maxxx

          Wiem coś na ten temat. Sam używam ten model od 8 miesięcy i dwa razy poszło szkło. Za pierwszym razem z tyłu za drugim wyświetlacz. Łączny koszt naprawy ponad 1000 zł Dlatego wyleczyłem się z „gołego” smartfona i plecki spigena stoją teraz na straży mojego urządzenia .

  • pakierhakierxd

    Fajny tekst :)

  • Mariusz

    Są gorsi psychopaci :-D na przykład ja. Kupić etui żeby przerobić…

    • To już nie jest troska o sprzęt, to jest twórczość! :-D

  • Bartosz Mazur

    Świetne !

  • Longmanus

    Doskonały art., użyłem skrótu z premedytacją bo pasuje do obydwu znaczeń, tz. tak formy przekazu jak i zanikającej niestety umiejętności – w mojej opinii będącej sztuką – „bawienia się słowem”, BRAWO, clap, clap, clap… ;-)

    • Dziękuję, taki komentarz to jak trzydziestka dobrego burbona – pięknie rozgrzewa! :-)

  • Marek Ros

    Ci co tak przesadnie dbają o swoje smartfony,pewnie też swoje samochody w etui pakują :-)

  • Misielko

    Świetny tekst :)

  • Krzysztof Jagiełło

    Boimy się o telefony, bo jesteśmy biedni. Jednak 4000 zł to o wiele więcej niż 950 euro. W takiej sytuacji każda złotówka jaką można dostać przy odsprzedaży telefonu jest na wagę złota. Każda rysa obniża wartość.
    Przy zakupie telefonu, elektroniki, samochodu itp. nie myślę jedynie o swoich kaprysach, ale również o sprzedaży danego towaru – jeśli kupię specyficzny samochód, o wiele trudniej będzie mi znaleźć potem kupca. Podobnie jest z telefonami.

  • marcla

    Fajny i zabawny artykuł. Trochę mnie podbudował, bo ja używam tylko zwykłej folii na ekran, którą kupiłam za grosze w teletorium.

  • ixtec

    Ciekawy felieton. Ja nie odbieram go jako zbitki z pokrowców i folii. Raczej pewne trzeźwe spojrzenie – czym można się kierować określając budżet na zakup nowego urządzenia. Skoro faktycznie „grozi nam” tyle zdarzeń to może bezsensowne jest kupowanie urządzenia o które będziemy musieli się aż tak troszczyć? Argumenty o odsprzedaży do mnie jednak mało trafiają i przypominają skrajności jak piloty do vhs oklejane folią lub jeżdżenie z foliowymi pokryciami foteli auta.

  • mobinaut

    Tekst trafia w samo sedno problemu. A rozwiązanie jest takie proste….kupuj tylko taki telefon na jaki Cię stać. Kupowanie „wypasionego” smartfona za kilka tysięcy złotych na raty bądź w długim kontrakcie z telekomem to głupota. Mobilne urządzenie zawsze będzie narażone na różne niebezpieczeństwa i trzeba brać pod uwagę możliwość jego uszkodzenia lub zniszczenia.
    Sprzęt ma służyć, nie zaś stanowić przedmiot kultu. Jego wartość powinna być skalkulowana tak żeby ewentualna strata nie przerodziła się w grecką tragedię. Reasumując…. Jeśli zarabiasz 1500 zł miesięcznie to kup sobie coś z niższej średniej półki,a nie GALAXY S7 lub Huawei P9 ;)

  • t.a.s.

    Artykuł bardzo dobry. Choć jak zawsze prawda leży gdzieś tam pośrodku (chodzi mi o złoty środek, a ten u każdego jest inny). Sądzę, że dla bardzo wielu osób przy zakupie liczy się jakość produktu – to dlatego decydują się np na wszystko mający telefon, czy na telefon dający określone rozwiązania, niekoniecznie związane tylko z dzwonieniem czy pisaniem sms. Wbrew pozorom takie sprzęty są drogie – powyżej 3000 zł w dniu premiery. A to często jest już więcej niż przeciętnej (bardzo przeciętnej) jakości laptop. Kiedyś może kogoś było stać, żeby raz na dwa lata kupić sobie pancerną nokię, o którą dbał, bo wiedział, że kolejny taki wydatek to za dwa lata więc musi dbać o sprzęt. Teraz może kogoś stać na sprzęt za 3000 zł też kupiony na dwa lata, bo więcej zarabia, ale przede wszystkim kupuje sprzęt nie dla szpanu, lecz by w swojej sytuacji życiowej jak najefektywniej i w miarę komfortowo mieć i wykorzystywać to, co mu do życia jest konieczne – dla jednych Facebook, dla innych maile, może dla kogoś Skype, czy granie, muzyka, filmy itp. To z tego powodu człowiek myśli o zakupie etui, pokrowca, czy po prostu najzwyczajniej w świecie szanuje nie tyle samo urządzenie, bo to jest jedynie rzecz, ile swój trud, ciężką pracę jaką włożył w zdobycie środków na zakup urządzenia. Z moich obserwacji to najmniej szanują takie telefony (smartphone’y) ludzi młodzi, młodzież, która dostaje je od rodziców, która sama na nie nie zapracowała ileś godzin tam dziennie w zakładzie, za kierownicą, za biurkiem itd. Oczywiście nie ma co uogólniać.
    Zgadzam się, że mieć coś = posiadać coś i być władnym zrobić z tym, co się chce – łącznie ze zniszczeniem. Ale należy też pamiętać o tym, że wśród tego, co się ma (posiada) są rzeczy, dobra mniej i bardziej delikatne, wymagające uwagi i troski, zabezpieczania, chronienia. Naturalnie takie dobra też mogą ulec uszkodzeniu – jak porcelanowa zastawa stołowa, drogi smartphone, róża w ogrodzie („Mały Książe” mi się przypomniał), zegarek i wiele innych tego typu rzeczy. Dlatego sama troska, zapobieganie, by coś się nie zniszczyło nie świadczy wg mnie jeszcze o tym, że to co mam musi nade mną panować, musi mieć mnie (jak sugeruje to autor tekstu). To nie jest kryterium, wyznacznik kto/co nad czym/kim panuje. To kryterium musi być inne – jakie? Nie wiem, nie zastanawiałem się nigdy nad tym. Być może chodzi o naszą własną wewnętrzną relację do tego, co mamy – o nasze podejście: nie chodzi o to, że jesteśmy gotowi to coś zniszczyć, zdewastować, nie dbać. Bardziej o to, czy jesteśmy gotowi z tego zrezygnować, gdy znajdziemy się w sytuacji, w której należy dokonać wyboru – owo drogocenne coś, czy wartość obiektywnie wyższa. Czy tak kocham mój czysty samochód za 300 tyś złotych, że nie wsadzę do niego kogoś kto szlifierką kątową odciął sobie pół ręki, bo mi może auto zabrudzić? Czy tak kocham swój telefon że nawet na chwilę nie dam go człowiekowi, który mnie prosi o pomoc bo musi zadzwonić do kogoś bliskiego, bo go właśnie ze wszystkiego okradziono (nie dam mu ze strachu, że to może blef)? W tym znaczeniu określiłbym, że kryterium czy coś nade mną panuje (ma mnie a nie ja to coś) jest moja własna gotowość do rezygnacji z tego, nawet zniszczenia tego ale tylko w imię wyższej, ważniejszej wartości.
    Czymś innym jest natomiast ubóstwianie swoich przedmiotów – robienie im specjalnego miejsca – ołtarzyka, kupowanie poduszeczki, nie wypuszczanie ciągle z dłoni, gładzenie, dopieszczanie itp. Kiedy narzędzie staje się celem same w sobie, a właśnie nie narzędziem do … (kontaktu, pisania maili, smsów, przeglądania dokumentów czy sprawdzania czegoś tam w podróży itp.)
    To tylko takie moje przemyślenia. Gratuluję autorowi felietonu – bo jeżeli głównym założeniem każdego felietonu jest wywołanie refleksji w czytelnikach, to autorowi się udało. Pozdrawiam.

  • NobbyNobbs

    Jakby nie te nieszczęsne kilka aplikacji to kupiłbym Nokię 215 i miał spokój

Tabletowo.pl
Logowani/Rejestracja jest chwilowo wyłączona