+6Nasi autorzy
Ważne

Windows open source? To „jak najbardziej możliwe”

W ostatnim roku w przypadku Microsoftu, „piekło zamarzało” wiele razy, ale nie na taką skalę, jak to może mieć miejsce w przyszłości. Do tej pory wyrażenia Windows i Open Source w jednym zdaniu brzmiały jak oksymoron.

Microsoft jednak się zmienia – pod rządami Nadelli udostępniono za darmo Visual Studio i uczyniono to oprogramowanie open source. Otwarto się też na inne platformy, które często pod względem aplikacji są lepiej wspieranie przez Microsoft niż sam Windows. Okienka to jednak wciąż druga pod względem przynoszenia zysków i przychodów linia produktowa. Pierwsze zmiany można było zauważyć już od dwóch lat – zniesiono licencję na Windows Phone i Windows dla mniejszych tabletów. Trzeba jednak rozróżnić oprogramowanie darmowe od oprogramowania otwartego. W tym drugim przypadku, firma udostępnia na odpowiedniej licencji kod źródłowy, który może być za darmo wykorzystywany przez firmy trzecie.

It’s definitely possible, it’s a new Microsoft. ~Mark Russinovich

Do tej pory nikt nie odważył się głośno rozważać możliwości udostępnienia Windowsa (a właściwie kodu jego jądra) na zasadzie open source. Gates i Ballmer mogliby dostać zawału. Nadella jednak zdaje sobie sprawę, że pobieranie opłat za systemy operacyjne już teraz jest trudne w ramach „darmowego” Androida, Chrome OS, iOS czy OSX (cudzysłów nieprzypadkowy). O ile Linux w świecie konsumenckim stanowi nieznaczący margines, o tyle znaczna część światowej infrastruktury serwerowej oparta jest właśnie na nim lub na innych projektach open source. Microsoft zdaje sobie z tego sprawę i od niedawna udostępnia maszyny wirtualne z Linuksem w swojej chmurze Azure jako Platform as a Service. I mówi o tym Mark Russinovich, jeden z wysoko postawionych pracowników firmy pracujący przy Windowsie.

Every conversation you can imagine about what should we do with our software—open versus not-open versus services—has happenedmark_russinovich_MKANE_02-1024x683

 

Wygląda na to, że firma odbyła wszystkie możliwe wewnętrzne rozmowy o tym, co można a czego nie udostępniać na zasadzie otwartego oprogramowania i kierunek wydaje się jasny. Microsoft będzie coraz bardziej otwarty i darmowy – szczególnie dla konsumentów, ale powoli również dla dużych firm. Model biznesowy musi się zmienić i wiele wskazuje na to, że będzie oparty o usługi (chmura, subskrypcje), a nie o licencje na pojedyncze produkty. Z jednej strony to dobra, długofalowa strategia – z drugiej – obcięcie największych źródeł przychodów, których szybko nie uda się zasypać. W najbliższych latach przekonamy się czy Microsoft przejdzie tę przemianę suchą stopą – na razie inwestorzy są sceptyczni i akcje firmy sukcesywnie spadają. Może jeszcze nie do poziomu Ballmera, ale w ciągu ostatniego roku jest to niemal 20% – licząc między najwyższą a obecną wartością.

Jeżeli znalazłeś literówkę w tekście, to daj nam o tym znać zaznaczając kursorem problematyczny wyraz, bądź zdanie i przyciśnij Shift + Enter lub kliknij tutaj. Możesz też zgłosić błąd pisząc na powiadomienia@tabletowo.pl.

Komentarze

  • Raul

    Microsoft zawsze duzo gada. Uwierze jak zobacze.

  • Tomasz Lenartowski

    Jeden mały krok by skierować ten system w stronę bycia użytecznym. MS nigdy by tego nie zrobiło swojemu dziecku ;)

  • uru28

    Pytanie czy aby przez to „całość” się nie rozjedzie…Mamy Linuxa i multum jego dystrybucji,mamy androida+ nakładki i dodatki od firm trzecich które zazwyczaj robią więcej złego niż dobrego…Nigdy nie spodziewałem się że to powiem, ale nie jestem pewien czy nie lepiej by było by M$ dalej „trzymał łapę” na Windowsie i za niego odpowiadał.

    • Tomasz Lenartowski

      Czy wiesz, że jedno się z drugim nie wyklucza? To, że kod będzie otwarty jeszcze nie oznacza, że każdy będzie mógł commitować do oficjalnych branchy. A nie sądzę by przestali go wtedy rozwijać bo przecież z serwerów na przykład MS ma konkretny pieniądz. A społecznościowe remixy to tylko dobra rzecz. Można by na przykład zrobić Windows 8.1 bez kafelków. Piękna wizja ;P

      • uru28

        Nie jestem „zaawansowanym użytkownikiem”, ale nie sądzę że można po uwolnieniu kodu mieć nad tym kontrolę.Jeśli poszło by to kanałem Microsoftu, przez sklep i wymagało by „certyfikacji” dodali by sobie tylko roboty.W kontekście bezpieczeństwa był by to jakiś horrorek bo kto zagwarantuje że taki soft był by bezpieczny, a mówimy o systemie operacyjnym…Oczywiście patrzę na kwestię jako laik, ale oprócz plusów widzę poważne minusy w takiej idei.

        • Open source trochę inaczej działa. Za główną gałąź wciąż odpowiadałby Microsoft, a pozostałe firmy mogłyby robić różne wariacje używając tego kodu – tak jak Cyanogen czy Nokia używa Android Open Source Project, nad którym wciąż panuje wyłącznie Google, nadbudowywując jedynie własne rozwiązania i nie ingerując (bo nie mogą) w main branch.

          • Tomasz Lenartowski

            Więc jednak to rozumiesz? Nie pomyślałbym…

        • kij

          Jakość kodu open source to mity i bujdy. Wystarczy przypomnieć sobie kilka ostatnich afer bezpieczeństwa, w tym heartbleed, który naraził 30% serwerów na świecie.

    • Open Source to rak :)

      • Tomasz Lenartowski

        I to ja jestem trollem? Xd

        • Nie moje słowa, ale się pod nimi podpisuję ;)

          • Tomasz Lenartowski

            Myślałem że z chwalenia się własną głupotą się wyrasta. Ale skoro nie to musisz przestać korzystać. Szkoda że musiałbyś porzucić it ;)

          • Myślę, że inwektywy są zbędne i obaj jesteśmy poważnymi ludźmi.

            A chodzi o całą koncepcję modelu biznesowego. Najbardziej transparentnym i uczciwym dla mnie modelem zarabiania na oprogramowaniu jest opłata licencyjna za produkt. Z kilku powodów. Po pierwsze, daje to szansę nowym firmom i inicjatywom. Obecnie nie jest możliwe (a właściwie jest coraz trudniejsze) stworzenie nowego systemu, usługi czy programu, bo wszystko jest częściowo otwarte i częściowo za darmo (tak, rozróżniam open i free – ale zazwyczaj sprowadza się to do open -> free) – albo wkrótce będzie jak Google czy Microsoft doda taką funkcjonalność do swojego portfolio. I to prowadzi do punktu drugiego. Brak pobierania opłat i udostępnianie kodu prowadzi do patologii, czyli szukania zarobku w „inny sposób”. A to inwigilacja i sprzedawanie danych użytkownika, a to płatne dodatki, a to reklamy.

            Jako użytkownik i jako architekt systemów dużo bardziej przemawia do mnie model – płacę za produkt, a jego twórca nie szuka dodatkowych metod wzbogacenia się na mnie (inwigilacji, data miningu czy wyświetlania reklam).

            Zaraz odezwie się rzesza ludzi, że open source paid i gadam głupoty. Ale to tylko mydlenie oczu – jak jest w praktycie, wie każdy przeciętnie rozgarnięty użytkownik. Wiem też, że kijem Wisły nie zawrócę i Open source i freeware będzie się panoszyć.

          • uru28

            Tu Piotrze mam nieco inne spojrzenie na tą kwestię. Sam używam Open source (Open Office) bo rozwiązanie M$ ekonomicznie do mnie nie przemawia.Kupno pakietu biurowego ma jeszcze jakiś sens w przypadku małych firm czy jedno osobowych działalności, płacenie licencji tylko wtedy gdy ktoś chce/potrzebuje zrobić sobie koszty do firmy.Pomysły typu abonament za system operacyjny to już dla mnie kuriozum.Rozumiem zamysł korporacji,co nie znaczy że on do mnie trafia.Czy za chwilę kupując telefon co roku będę musiał płacić za system go obsługujący?
            Osobiście nie potrzebuję darmowego systemu, jestem zwolennikiem żeby kupić,zapłacić za legalną wersję.Jeśli darmowy, to jestem zwolennikiem podstawowej wersji, a za dopłatą wersja rozszerzona i wiem za co płacę.Natomiast jeśli kiedykolwiek M$ wprowadzi „na siłę” opcję tylko na abonament to przesiądę się na linuxa, choć jakimś szczególnym entuzjazmem nie pałam do tego;) Jeśli chodzi o model biznesowy to trochę trudno mi się z tobą zgodzić.Sony przy PS3 bardzo zgrabnie (zwłaszcza w porównaniu z M$) wprowadziło PLUSA czyli abonament. Spotify jakimś cudem zarabia mimo że na youtube za darmo masz to samo, a Netflix nie powinien istnieć bo torrenty są za darmo…Moim zdaniem to jest niestety tak że dla M$ łatwiej wprowadzić abonament za usługę niż się trudzić nad tym by opracować coś „lepszego” za co ludzie będą chcieli zapłacić…A prawda jest taka że jeśli będziemy mieli coś nowego,lepszego to w większości przypadków nawet jeśli nie mamy takiej potrzeby to i tak kupimy ;)

          • Akurat Windows dąży zdecydowanie w stronę całkowitej darmowości (i być może open source), a Office w stronę freemium (większość za darmo, opcje premium – płatne). Model software as a service nie zakłada odpłatności za usługi. Może, ale nie musi.

            Mnie bardziej chodzi o sposoby zarabiania. Dobrze mieć wybór. Ja wolę zapłacić i nie mieć reklam czy inwigilacji. A w dobie freeware i zupełnie innych modeli biznesowych powoli znika taka możliwość. Bo to o czym piszesz, to bardziej freeware niż open source – jeśli chodzi o ideę.

          • uru28

            No to jednak się zgadzamy;) Choć nauczony przez te lata obcowania z koncernem M$ gdzieś tam mam odczucie by zbytnio się nie napalać i nie ufać za bardzo, tym bardziej iż slogan „Windows jako usługa” kojarzy mi się jednoznacznie;)

          • Windows jako usługa w praktyce będzie oznaczać raczej:
            – brak licencji produktowych (na pojedyncze produkty)
            – częstsze aktualizacje (online)
            – przełożenie ciężaru za administrację i pielęgnację systemu na dostawcę usługi

            W teorii może również oznaczać opłaty za usługę, ale:
            – na razie nic na to nie wskazuje (a wręcz przeciwnie)
            – opłaty wcale nie musiałyby być cykliczne (roczne, etc…))

            Może oznaczać też jedną ciekawą rzecz. Jeśli Windows miałby być jednak płatny i jednocześnie być usługą, to raz opłacony, mógłby być instalowany na dowolnej (lub dużej) liczbie urządzeń danego użytkownika. Odejście od modelu „jedna licencja, jeden komputer”.

          • Patryk

            Witam Cię Panie Piotrze :) Przeczytałem wszystkie komentarze w górę i trzeba to jednak naprostować:
            – Open Source to DOSTĘP DO WIEDZY, dzięki której możesz stworzyć samemu coś na czym będzie X firma zarabiać.
            – Windows czy inny produkt o kodzie zamkniętym nie ma w zapisie prawnym że nie mogą Cię inwigilować itp. A jeśli mają a I TAK inwigilują to kto to udowodni im?
            Open Source rozwala rynek, to prawda. Ludzie którzy tworzą oprogramowanie powoli będą pracować za grosze. No bo ile dasz za coś co jest darmowe? Tworzone oprogramowanie jest na bazie otwartych systemów.. czemu? Bo prawda jest taka że koszt utrzymania = 0zł (update+licencja). Sytuacja jest prosta: Nie open source to koszt za licencję (nie ważne czy cykliczna czy jednorazowa) + szkolenia + dostosowanie+ update. Open Source obniża koszt za licencję i update.
            Linux? Na desktopa to mizerne wsparcie sterowników + firm tworzących hardware odpowiada za ten stan rzeczy (albo nakładki albo inny szajs bez którego wszystko jest dużo lepsze). Patrząc na serwery to nie widzę by Windows dominował… Jeszcze coś.. Często u mnie w firmie jest: Potrzebuję X funkcji. A bez użycia Open Source jak mamy takie funkcje wdrażać?
            Podsumowując: Świat idzie w stronę Open Source bo za wynalezienie kółka dwa razy nawet Pan Piotr by nie dał pieniędzy. Jakość oprogramowania „Open” od „Close” zawsze będzie lepsza. Czemu? „Open” bazuje na użytkownikach i tym co włożą, „Close” bazuje na środkach które mają. Zwykle „Close” zostaje pełen błędów za które Panowie płacicie i nikt z was się nie skarży gdy taki „Open” mający X ludzi których go wspiera daje wieczysty update. I nagle antywirus nie jest potrzebny + ileś zbędnych aplikacji za które się też dodatkowo płaci.
            Każdy chce jak najmniej dać, ceny spadają i trudno. Jakość czy cena? Open Source daje to i to. Dopiero dojrzewa do tego poziomu bo funduszy to nie miał a ludzie też musieli za coś żyć…za np. szkolenia i dotacje. Model Dotacji i subskrypcji to przyszłość a ceny będą spadać do minimum:) (Patrz opłaty za rozmowy bez limitu pomiędzy sieciami, kiedyś opłaty za ponad 100zł i więcej zł a dziś?)

            Okazuje się że to ceny są zawyżone :) Taka prawda o oprogramowaniu zamkniętym i kosztach licencji. Spadną to ludzie z wygody kupią :)

          • RA

            Brawo za rzeczowy wpis :)

          • Tomasz Lenartowski

            Prawie dobrze. Ale oprogramowanie robione na zamówienie zawsze będzie closed i zawsze będzie sporo warte. I to jest gigantyczny rynek na którym się zarabia. Nie na pisaniu stron internetowych bo to, jak już ktoś stwierdził może zrobić licealista w word pressie i jedyne co musi umieć zrobić to estetyczny interfejs.

          • Jako programista, całkowicie Cię popieram.
            Mam pisać za darmo i czerpać zyski z reklam?
            Dla mnie to paranoja.

          • Tomasz Lenartowski

            No błagam. Mówisz jakby aplikacje z play tore były open soure XD.

          • Tomasz Lenartowski

            Ależ piotrze przecież jako architekt systemów powinieneś posiadać podstawową wiedzę w zakresie programowania, która pozwoli ci znaleźć w kodzie te metody i je usunąć/upublicznić. W zamkniętym oprogramowaniu musisz wierzyć na słowo, że nikt cię nie inwigiluje. Bo nijak sobie tego nie sprawdzisz. Chcesz branżę IT opierać na wierze? Tak nie powinien postępować szanujący się architekt.

            I proszę mi pokazać gdzie idea Open Source PROWADZI do patologii bo ja Ci powiem, że jedzenie sandałów może prowadzić do zakrztuszenia. Kij, że nikt tego nie robi, ale skoro może to sandały to rak.

            A teraz biegnij zapłacić za Win Rara bo 7zip to open source. I po drodze wykasuj kodek mp3 bo pewnie masz Lame’a ;P

          • Nie odniosłeś się do mojej wypowiedzi, stosując za to tanie i głupawe zaczepki. EOT

            PS open source i patologia = android

          • Tomasz Lenartowski

            Właśnie się kurczaki odniosłem. Nie potrafisz znaleźć odpowiedzi więc nazywasz to głupawą zaczepką ale wyobraź sobie, że pracuję z architektami oprogramowania i jednak oni wiedzą jak działa open source.

            I na czym polega ta patologia? Że masz otwarty system, z którego można korzystać i robić co się chce? Czy na tym, że użytkownicy są durni i kupują telefony od producentów, którzy mają w nosie aktualizacje? Bo dla mnie patologią jest wiedzieć, że producent ma cię w nosie i dalej od niego kupować.

          • No właśnie nie odniosłeś się i nadal piszesz z pozycji naiwnego konsumenta, który jara się, że ma coś wolne i za darmo, a nie z punktu widzenia twórcy oprogramowania. Tak jak naiwny konsument, który jara się niskim kursem dolara, bo może taniej kupić buty Nike, zapominając jak to globalnie działa na nasz eksport. Dlatego tym razem naprawdę EOT

          • Tomasz Lenartowski

            Nie „ma coś ze darmo” tylko ma do czegoś dostęp. Coś moze dostosować, czegoś się nauczyć, coś zmienić. Nie brać na wiarę, że coś jakoś działa bo tak mówi wspaniała firma X i Y tylko w razie czego móc to sprawdzić. Gdzie napisałem coś o darmowości? To dopiero jest tania zaczepka.

          • kij

            Już wcześniej była mowa w dyskusji, że open suorce prowadzi do darmowości i rozgraniczanie tego nie ma sensu. Nikt by nie zainteresował się implementacją rozwiązań open source gdyby były one płatne. Nie mam problemu z open source, póki nie niszczą one zdrowej rynkowej konkurencji. Open source do celów edyukacyjnych jak najbardziej. Ale nie do komercyjnych. Nieprzypadkowo rynki walczą z cenami dumpingowymi czy nierynkowymi monopolistycznymi praktykami.
            A bajki o tym, że nadzór i otwartość prowadzą do jakości i bezpieczeństwa to głupota. Wystarczy przypomieć sobie lukę Heartbleed, która przez miesiące a może nawet lata dzięki otwartości oprogramowania była namieżona i exploitowana.

          • Open source w formie bibliotek, formatów, standardów i frameworków – tak. Ale nie koniecznie w formie finalnych produktów rynkowych dla end usera.

          • Tomasz Lenartowski

            A przed chwilą był rak. A teraz jak wyszło, że „ups, jednak ja też z tego korzystam” to już nie rak.

          • kij

            Ha właśnie. Cudowny android i open source. Tak dziurawy, źle zoptymalizowany i podatny na malware system ma 85% rynku. Gdybyśmy działali w naormalnej sytuacji konkurencji rynkowej i produkt ten był zamknięty i płatny – nikt o zdrowych zmysłach by tego nie kupił. Nie byłoby też googleowego monopolu. Ta tak, mamy 2 miliardy urządzeń z pokracznym osem, na którym nikomu nie udało się zrobić dużej kasy oprócz googla, który z pozycji monopolisty zarabia na sprzedawaniu naszych danych z gps i wyświetlania reklam. Piękna historia open source

          • kij

            Zgadzam się w 100%. Szczególnie z tym, że open source i freeware prowadzą do chorych rozwiązań sprzedażowych i zabijają przedsiębiorczość. Spróbuj być małą firmą i robić oprogramowanie konkurujące z oprogramoaniem gigantów. Nie mozesz, bo wszystko jest albo darmowe albo zmonopolizowane. Muisz za to szukać nisz. Albo wąskie oprogramowanie dla firm albo gówniane społecznościówki czy gry z in app purchases

          • Tomasz Lenartowski

            Z drugiej strony gdyby wszystko było płatne to mała firma by musiała wymyślać własny język programowania bo za korzystanie z c++/javy/c# czy w czym tam sobie piszesz by była licencja, kompilator by był pałatny, środowisko dobrej jakości by kosztowało bazylion a baza danych… no akurat by kosztaowała tyle co kosztuje u oracle czy ms. Mała firma by nie miała startu bo skąd wziąć kapitał.

          • kij

            I co w tym dziwnego? Jak zaczynasz biznes, to chciałbyś za darmo samochód, komputery, biuro i jeszcze znieść opłaty za prąd i gaz? W jakim ty świecie żyjesz?

            Pomyśl sobie, z kolei, że twój kolega robi samochody i chce je sprzedawać, a ty zakładasz działalność i dostajkesz to za darmo i w otwartej formie. Ktoś zawsze na tym traci.

            Odkąd programuję zawodowo, używam zamkniętego i płatnego IDE i kompilatora. Nie jest to tak drogie jak próbujesz wmówić.

            Socjalizm z ciebie wyłazi

          • Tomasz Lenartowski

            Skoro już masz dane z pierwszej ręki to poczęstuj socjalistę cyferkami.

          • kij

            A co, masz bana na Google?

          • Tomasz Lenartowski

            Jak wpiszę w google „w czym programuje kij” to mi wyskoczy? 0.o

          • kij

            No i odpłatność narzędzi dobrze reguluje rynek. Jeśli ktoś decyduje się na zakup oprogramowania za kilka czy kilkanaście tysięcy, to znaczy, że poważnie traktuje to co robi. A w czasach open source królują oferty informatyczne wszystko za 1000 zł które strasznie psują rynek. I dobrym tego przykładem jest frontend, gdzie ceny za stronę www spadają do 300-500 zł bo mamy cudownego WordPressa, z którego korzystają licealni w cudzysłowie profesjonalniści, psując rynek

          • RA

            Open Source, to jedna wielka skarbnica wiedzy, do ktorej wszyscy dokladaja swoje cegielki. Finansuje go juz UE, potentaci RedHat, Google, Intel, Oracle, IBM, Dell, tysiace deweloperow…. a nawet magistraty miast np: Monachium. Daja i biora z tej skarbnicy i dobrze na tym wychodza. Skostniale i zamkniete molochy jak Apple i Microsoft juz wyczerpaly swoje pomysly i sa uwiezione w kompatybilnosci wstecznej swoich produktow. Biznes placi im ogromne pieniadze i ten biznes nie chce zmian. Open Source nie spetane zadnymi ograniczeniami wymyka sie juz spod kontroli MS i nie beda miec wyjscia jak tylko sie do nich przylaczyc. Stad te i inne usmiechy oraz deklaracje do spolecznosci.

          • kij

            Monachium to chybiony przykład, bo po 8 latach katorgi po przejściu na Linuxa i Open Officie wrócili do Windowsa i Office ;)

            A Google i open source przyniosło nam co? Permanentną inwigilację, reklamy i kradzieże danych.

          • RA

            Monachium DALEJ pracuje z Limuksem i teraz przechodzi z OO na LO, ktorego zreszta jest jednym z glownych sponsorow. W lecie byly artykuly o tym, ze Monachium wraca do Windows, ale sprostowania nie raczyl juz nikt napisac. Jezeli moderator pozwoli, to wkleje kilka linkow na potwierdzenie tego faktu.

            Google i Open Source z racji otwartego kodu musza prosic oficjalnie uzytkownika o wykorzystanie jego danych. Masz pewnosc, ze w zamknietych systemach nie ma mechanizmow inwigilacji uzytkownika?

          • kij

            Kwestie zarządzania danymi reguluje prawo i każdy twórca oprogramowania musi zawrzeć odpowiednie treści w umowie licencyjnej czy terms of service.

            A co do monachium, mówisz nieprawdę
            http://www.zdnet.com/article/munich-sheds-light-on-the-cost-of-dropping-linux-and-returning-to-windows/

          • „Google i Open Source z racji otwartego kodu musza prosic oficjalnie uzytkownika o wykorzystanie jego danych.”

            Nie, to tak nie działa. Warunki korzystania z oprogramowania dla oprogramowania otwartego i zamkniętego mogą być takie same lub różne i nie ma tu żadnego związku.

          • RA

            To szczegóły i absurdy poszczególnych licencji, ale przynajmniej nikt nikogo nie terroryzuje patentami i nie zabija przedsiębiorczości.

          • Wydaje, mi się że mieszasz kwestie licencji na wykorzystanie kodu z licencją użytkownika (warunki korzystania z serwisu)

          • RA

            Możliwe, nie znam szczegółów. Po mojej traumie (po kolei) z XP, Vistą i krótko z W7 nie darzę Microsoftu jakimś szczególnym uczuciem i nie przekonują mnie te ich ruchy w stronę klienta. Z jednej strony deklarują otwartość, a ilość pozwów o naruszenie patentów wzrasta. Usmiechają się do Open Source, a w W10 razem z Intelem będą blokować instalację innego systemu obok Windowsa. Wyczuwam tutaj obłudę i uważam, że obecny Microsoft to dalej Microsoft mimo ich prób odcięcia się od przeszłości.

  • RA

    Przeciez ten artykul potwierdza to, co mowilem. Miasto w dodatku wykazalo z tego tytulu 11 mln euro oszczednosci.

Tabletowo.pl
Logowani/Rejestracja jest chwilowo wyłączona