+6Nasi autorzy
Ważne

Informacja oddzielona mechanicznie, czyli o parówkach informacyjnych

Lubimy parówki. Smakują co prawda czasem paskudnie, ale są tanie i szybko się je zjada. Skład może i mają dziwny, ale z keczupem wejdzie wszystko. A dlaczego lubimy newsy w internecie?

Dziennikarz. Mamy zazwyczaj w głowach obrazek faceta, który pali dużo papierosów, rozmawia z ludźmi i myśli. Łączy fakty. Wpada na pomysły, spostrzega przerywane linie łączące fakty. Jest dociekliwy, wkurzający, wyrzucony drzwiami wciska się oknem. Nie to, że dąży idealistycznie do prawdy, to są bzdety, które opowiada się na przyjęciach. Dziennikarz dąży do napisania doskonałego artykułu, który uczyni go sławnym. Jak aktor, który dąży do zagrania świetnej roli. A prawda przydaje się tu znacznie bardziej niż fałsz – za fałsz (jeśli wyjdzie na jaw, a prędzej, czy później, wyjdzie) traci się cały, zdobyty w pocie czoła, szacunek społeczny. Dlatego bardziej opłaca się dążyć do prawdy, niż coś wymyślić z czapy lub bazować na czymś niesprawdzonym.

Zresztą ustawa Prawo prasowe wymusza na dziennikarzu potwierdzanie informacji:

1. Dziennikarz jest obowiązany:
1) zachować szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych, zwłaszcza sprawdzić zgodność z prawdą uzyskanych wiadomości lub podać ich źródło,
2) chronić dobra osobiste, a ponadto interesy działających w dobrej wierze informatorów i innych osób, które okazują mu zaufanie,
3) dbać o poprawność języka i unikać używania wulgaryzmów.
2. Dziennikarzowi nie wolno prowadzić ukrytej działalności reklamowej wiążącej się z uzyskaniem korzyści majątkowej bądź osobistej od osoby lub jednostki organizacyjnej zainteresowanej reklamą.

”Ustawa

Oczywiście czasem, chwilowo, może się taka niesprawdzona informacja opłacić (raczej bardziej wydawcy niż dziennikarzowi), ale ma to krótkie nogi – vide lipcowe info Pudelka o śmierci Przybylskiej…

Taki idealny dziennikarz niewiele różni się od archetypicznego Philipa Marlowa, detektywa, który zgorzkniały i zmęczony, wciąż prowadzi monologi wewnętrzne i, czując przymus wewnętrzny, kończy różne sprawy głównie dlatego, że już je zaczął. Staje się bohaterem społecznym, bowiem robi coś do końca, pomimo tego, że nie jest to miłe ani dla niego, ani dla otoczenia. W USA takiego kogoś zwie się whistleblowerem – dmuchaczem w gwizdek, bo coś się złego, niepoprawnego dzieje. Na takich ludziach opiera się ład społeczny i takich ludzi boją się korporacje i rządy. Bo powiedzą głośno to, co wielu wie, ale woli sobie nie brudzić rąk. Dlatego w kulturze zachodu dziennikarz i prasa to jeden z filarów systemu demokratycznego.

Taki model dziennikarza bardzo fajnie wygląda w filmach i książkach, ale jest w oczywisty sposób bzdurą. Czyni bowiem z dziennikarza artystę, i to takiego, który musi być genialny, żeby się opłacał, by się sprzedawał. Zasadniczo nie ma dziennikarzy, którzy mają na pstryknięcie palców genialne, odkrywcze tematy. Dlatego większość dobrych zarabia na pisaniu felietonów – czyli pisaniu o tym, co myślą o faktach, a nie o faktach samych z siebie.

Od wielu lat, a na pewno od momentu, gdy pierwszy artykuł pojawił się w internecie, informacja to nie artyzm. To nawet nie rzemiosło. To fabryka. Przemysł. Który podlega tym samym prawom, co przemysł np. mięsny. Zdobywanie informacji załatwia się podobnie, jak skup żywca – hurtowo, od producenta – np. agencji. Przetwórstwem informacji można podobnie zarządzać, jak masarniami. Informację w obecnych czasach się produkuje dokładnie tak samo, jak kiełbasę. Czy parówkę.

Mechanizacja procesu zdobywania informacji

Niegdyś model był prosty: panie Ryśku, dzieje się! I pan Ryszard brał kierowcę i fotoreportera, wsiadał w Ładę czy pociąg pospieszny i jechał na miejsce zdarzenia. Wchodził w to, co się stało, z butami – widział ofiary, widział miejsca zdarzenia, rozmawiał ze świadkami, a także ze służbami. Znajomy dziennikarz – świetny człowiek i profesjonalista zresztą – wspominał, że jeszcze 30 lat temu dziennikarz był nieodzownym elementem każdej sprawy karnej. Częstokroć wiedział więcej, niż Milicja i prokurator i częstokroć to on wpływał na przebieg sprawy. Choćby dlatego, że dziennikarzowi ludzie mówili więcej niż Milicji.

Wróćmy do pana Ryszarda. Po powrocie do redakcji i zebraniu wszystkich informacji pisał tekst. Który był może 1/10 tego, co wiedział na ten temat. Pan Ryszard był bowiem specjalistą od tej sprawy. Gdy trzeba było potem napisać na jej temat, to wzywało się jego. Był konsultantem, opiniował, przeglądał teksty innych nawiązujące do sprawy. Obecnie bardzo podobnie wygląda to w blogach technologicznych, gdzie np. jedna osoba specjalizuje się w urządzeniach Apple, inna w tabletach z Windowsem – i dzięki temu przypadkowy „pisacz” nie wypisuje głupot.

Niestety, w większości internetu, który nazwę „informacyjnym”, ani nie ma czasu na takie badanie tematu, ani nie ma ludzi, którzy stają się znawcami. Teksty pisze armia przypadkowych osób, od których wymaga się przede wszystkim, by nie popełniali błędów ortograficznych i literówek, bo to głupio wygląda i gorzej się pozycjonuje w Google. Osoby te nigdy nie widziały tego, o czym piszą, nigdy nie rozmawiały z osobami, których wypowiedzi cytują. Osoby takie zapominają, o czym napisały 15 minut później, bowiem piszą przeróżnych tekstów po kilkanaście na dzień, od pogody, przez politykę, wideo ze śmiesznymi zwierzakami, po sport i ciekawostki naukowe czy gadżety technologiczne.

6077245989_bfcbd4fdd1_o

Informację zaś zdobywa się przede wszystkim z innych serwisów. Cytuje się innych, którzy być może też nie widzieli na oczy tego, o czym piszą. Uśrednia się procenty, wygładza i skraca wypowiedzi. Nie dotyka się tematu, a raczej adaptuje to, co się znajdzie w sieci. Sprawdza się twitter, czasem napisze e-maila do jakiegoś polityka czy zadzwoni do rzecznika prasowego. Ale tylko pro forma – bo jeśli ci zaprzeczą, to i tak o czymś napiszemy, tyle, że z notką, że ten czy tamten nie potwierdzają.

Informację media zdobywają więc zupełnie inaczej niż niegdyś. I nie potwierdzają jej, jak niegdyś, bowiem trwałoby to zbyt długo. Aby było szybciej, opracowuje się materiały innych serwisów. Wszystko wpada po prostu do wielkiej maszynki do mielenia, z której wychodzi obrobiona masa informacyjna, na bazie której można przygotować wszystko. Artykuł za i artykuł przeciw. Udowodnienie tezy, jak i jej zaprzeczenie. Cokolwiek, co chcemy. Co się będzie czytać.

Informacja – świeżość, czy rzetelność?

Wydaje mi się, że dziewięć osób na dziesięć – spytanych, na co położyliby nacisk w informacji, którą czytają – wolałoby informację rzetelną, a nie najnowszą. W innym wypadku może ona wyglądać tak, jak słynny dowcip o radzieckim radiu Erewań:

Pytanie do Radia Erewań: Czy to prawda, że w Moskwie na Placu Czerwonym rozdają Mercedesy?
Odpowiedź Radia Erewań: Prawda, ale z małymi poprawkami: nie w Moskwie tylko w Leningradzie, nie Mercedesy tylko rowery i nie rozdają tylko kradną.

”Dowcipy

Czytając newsa w internecie oczywiście wolelibyśmy się dowiedzieć czegoś o faktach, a nie przypuszczeniach. Parafrazując schemat zgłaszania informacji do straży pożarnej: chcemy się z newsa dowiedzieć “Co się pali, gdzie się pali i od kogo to wiemy”. No i przede wszystkim, że to naprawdę się pali, a nie „chodzą słuchy na mieście” czy że „jak podali amerykańscy naukowcy”. Taki model wyczerpuje w zasadzie nasze zapotrzebowanie na newsa, na świeżość informacji, która jest ważna z tego powodu, że to może się palić przecież dom nasz lub naszych znajomych lub że będziemy tamtędy przejeżdżać w drodze z pracy.

Dopiero po takiej, sprawdzonej świeżości na większą dokładność i rzetelność. Domniemania, kto to podpalił i dlaczego, mają prawo pojawić się w głowie piszącego, ale nie w opublikowanej informacji. Ponieważ nie wnoszą NIC do informacji.

Tymczasem powszechnym jest – jak obserwuję – idąca za newsem seria artykułów:

  • Co powiedział strażak, gdy zdejmował przypalony kask?
  • Co powiedział miejscowy bezdomny – pan Marian – przyglądający się pożarowi?
  • Co mówią politycy partii rządzącej i opozycji?
  • Co mówią środowiska LGBT, mniejszości wyznaniowe i narodowe?
  • Rozmowa z Zenonem K. – stałym konsultantem pożarniczym serwisu.
  • Zapisy z kamer w tabletach domowników na chwilę przed pożarem.
  • Sylwetki ofiar pożaru. Zdjęcia dzieci, które mogły zginąć (z zamazanymi twarzyczkami).
  • Czy będzie żałoba narodowa? Czy powinna być? Kto na niej straci a kto zyska?
  • Czy z pożarem mógł mieć coś wspólnego wywiad państwa X lub Y?
  • Inne podobne pożary w ciągu ostatnich 20 lat i ich powody.
  • Krystyna K – modelka – seria nagich zdjęć na pogorzelisku (z zamazanymi sutkami).
  • Wideo – panel dyskusyjny o tym, czy powinniśmy zmienić środki bezpieczeństwa przeciwpożarowego i czy to powinien być priorytet w Sejmie.
  • Sonda internetowa – czy powinno się zdawać test na pozwolenie na obsługiwanie domowych urządzeń z gazem i prądem? Czy ich obsługa powinna być dozwolona od lat 18?
  • Pożar wywołał burmistrz, by zbudować tu parking! Inne najpopularniejsze tezy internautów.
  • Ksiądz Mścisław z Pszczyny Dolnej twierdzi, że pożar wywołali sataniści – wezwali pentagramem demona z piekieł. Episkopat milczy znacząco.

Jeśli przyjrzymy się jakiejkolwiek ważniejszej informacji pokazanej w mediach w ciągu kilku ostatnich lat, to prawie każda z nich przeszła przez chyba wszystkie opisane wyżej etapy…

Pytanie postawione w śródtytule jest zatem błędne. Rzetelność tak naprawdę wcale nas nie obchodzi. Nie ma też wielkiej wagi świeżość materiału. Najważniejsza jest jego rozrywkowość oraz nawiązywanie. Metodą opisaną w Rejsie – bo podobają się nam informacje, które już znamy. Przez te, no, remniniscencje…

Rozrywkowość i dlaczego lubimy to, co już wiemy?

Jako pedagog z wykształcenia uczyłem się na studiach teorii edukacji ludzi dorosłych. Tezą podstawową jest to, że jest ona trudniejsza niż edukacja dzieci i młodzieży, ponieważ dorośli z natury wykazują opór przed nowym. Przyswajają najłatwiej wiedzę opartą na danych, które już znają, za pośrednictwem znanych sobie idei. Ogólnie rzecz biorąc – ludzie dorośli nie lubią i nie chcą przyswajać rzeczy zupełnie nowych. Wyjątkiem są sytuacje, gdy jest to im w jakiś sposób potrzebne – np. w pracy czy hobby oraz… Rozrywka. W celu efektywnego przekazywania im informacji, należy je więc powiązywać z tym, co już wiedzą i znają, co robią lub lubią robić oraz z rozrywką właśnie.

Budowanie informacji w internecie polega właściwie na tym samym. Jeśli spotkamy się z artykułem traktującym o czymś zupełnie nowym, najczęściej odbijamy się od niego, bo nie mamy czasu na to, by przez niego przebrnąć. W takiej sytuacji obronią się jedynie duże ładne zdjęcia, nie zaś duża ilość tekstu. Nie chce nam się. Wyjątkowo możemy to zrobić z ciekawości, ale na co dzień, gdy mamy 5 minut w pracy na przebuszowanie sieci, nie poświęcimy 10 minut na czytanie o kwarkach i ich wpływie na grawitację w kosmosie. Ale na kolejną bekę z Kim Kardashian – z przyjemnością!

Informacja taka z zasady powinna nie tylko mówić o tym, co już znamy, ale zawierać liczne nawiązania i powtórzenia – by pomóc przypomnieć lub wyjaśnić – jeśli ktoś jakimś cudem jeszcze jej nie zna – o co chodzi. W praktyce oznacza to pisanie rzeczy nie tyle nowych i odkrywczych, ale “ciekawostek” do tematu. Człowiek znający bowiem daną informację, ma na nią z zasady wyrobiony pogląd. Ma swoją hipotezę na temat tego wspomnianego wyżej pożaru. Może ją zmienić jedynie rzetelny tekst, który pokazuje oparte na faktach analizy i wnioski. Tyle, że zmiana własnego punktu widzenia jest dla człowieka niewygodna i niepożądana. Jest dyskomfortem, ponieważ prowadzi do punktu, w którym okazuje się, że byliśmy głupcami i wierzyliśmy w jakieś bzdury lub – co gorsza – źle interpretowaliśmy. Ludzie dorośli (zresztą wszyscy) nie lubią czuć się głupcami. Serwis informacyjny, który pokazuje ludziom błędy w ich myśleniu, nie zagrzeje za długo miejsca w sieci. Natomiast serwis, który kultywuje przekonania własne ludzi, dodając im jedynie pikanterii – i dając powód do pochwalenia się nimi w realu – zawsze będzie popularny.

Stąd wolimy przeczytać o domniemanych satanistach i pentagramach (bo to tak głupie, że aż fajne!) niż raport straży pożarnej. Wolimy posłuchać polityka, który posądzi siły innej partii o sprawstwo (bo się pośmiejemy z tego) niż specjalistę od pożarów. Wolimy tyłek Kardashian od artykułu człowieka, który pojechał, był i zobaczył. Wolimy artykuł o tym, co obejrzeliśmy w telewizji i dlaczego to nas rozśmieszyło lub zaszokowało. Wolimy tekst o tym, co zjadł na śniadanie znany aktor czy w czym wyszła na przyjęcie słynna modelka. Bo to proste, niezobowiązujące, nie wymaga wiedzy wstępnej, nie wymaga znajomości kwarków i grawitacji, a raczej metody przyrządzania skwarków a’la Gessler.

Nic dziwnego. Przecież by zabić “mały głód” nie idziemy do wykwintnej restauracji na stek z łosia, a kupujemy w samie tosty, hamburgery czy parówki.

Informacyjne parówki

Niby wszyscy wiemy, z czego składają się parówki. Krążą nawet żarty, że wegetarianie mogą je jeść bez obaw, wszak karton, to nie mięso. Nie przeszkadza nam to jednak wciąż je kupować. Bo są tanie, bo mają ładne opakowanie, bo ładnie wyglądają. Ładnie pachną. Bo są takie, które zapakowane są osobno i można je po cichu wtrząchnąć w pracy pod stołem. Bo chwilowo sycą głód i są na pozór bardziej pożywne niż pączek.

Co z tego, ze składają się na przykład z tego:

Mięso oddzielone mechanicznie z kurcząt, woda, skórki z kurcząt, kasza manna (GLUTEN), skrobia ziemniaczana, sól, białko wieprzowe, przyprawy i ich ekstrakty, cukier, aromaty, hydrolizat białka SOJOWEGO, stabilizatory: E450, E451, E452, wzmacniacze smaku: E621, E635, emulgator: E471, przeciwutleniacz: E316, barwnik: E150c, regulator kwasowości: E330, substancja konserwująca: E250, Może zawierać śladowe ilości: gorczycy, selera, mleka, siarczynów.

”Parówki,

A teraz popatrzmy na standardowy news z popularnego serwisu informacyjnego:

  • zdjęcie lub wideo – 20 proc.;
  • tekst powtórzony z poprzedniej informacji – 25 proc.;
  • linki do tekstów powiązanych – 15 proc.;
  • tekst właściwy – 40 proc,; a w nim: mieszanka informacji z różnych serwisów – 60 proc., dopiski własne – 30 proc., linkowanie wewnętrzne – 10 proc.;
  • na stronie newsa dodatkowo: zajawki informacji o polityce, o Rosji, o piłce nożnej i o rozebranych paniach, co prawda śladowe, ale są.

Wspominałem w tekście „Roboty czytają strony internetowe częściej niż my” o tym, że coraz częściej informacje w internecie są pisane przez roboty i dla robotów. Patrząc na zawartość serwisów informacyjnych, na zawartość newsów w nich znalezionych, mam wrażenie, że większość tych tekstów to właśnie rozrywkowe parówki informacyjne, tworzone przez maszyny informacyjne, mielące informację i wciskające ją w różnego rodzaju kiszki. Informacja oddzielona mechanicznie od reszty, mieszanka skórek, chrząstek i zmielonych kości, odpowiednio przyprawiona, okraszona aromatami identycznymi z naturalnymi, substancjami smakowymi i substancjami konserwującymi. Całość dla sytości dopchana kaszą zdjęć i bułką tartą wideo. Do tego sporo ulepszaczy i spulchniaczy “E”.

Trudno, żeby po tym nie mieć niesmaku.

Choć przez kilka chwil smakowało całkiem pysznie.

New Years Sausage Haze

PS. Wiecie, cieszę się, że piszę właśnie na tabletowo.pl. Serio, serio.

Jeżeli znalazłeś literówkę w tekście, to daj nam o tym znać zaznaczając kursorem problematyczny wyraz, bądź zdanie i przyciśnij Shift + Enter lub kliknij tutaj. Możesz też zgłosić błąd pisząc na powiadomienia@tabletowo.pl.

Komentarze

  • barilla

    Ja to chyba jednak dziwny jestem. Jakoś nie chce mi się czytać o tyłku Kardashian, a nie mam żadnych oporów żeby poświęcić 10 minut kwarkom i ich wpływowi na grawitację ;)
    Największy problem internetu i internetowych newsów to czas. Kiedyś jak coś wydarzyło się we środę o 12:00 to był przynajmniej czas do wieczora na napisanie artykułu zanim gazeta pójdzie do druku i rano pojawi się w kioskach. Dzisiaj ludzie spodziewają się newsa najpóźniej o 12:03. Kiedyś poważne pisma „wyspecjalizowane” to były tygodniki, miesięczniki. Dziś premiera nowego tabletu musi być relacjonowana na żywo a 5 minut po niej musi się pojawić minirecenzja najlepiej od razu okrzykująca urządzenie kolejnym przełomem lub kompletną porażką jeszcze zanim zaczną się preordery.
    Więc prośba do tabletowo – nie wpadajcie w ten wir „musi być na wczoraj”. Wolę kilka dni poczekać, ale wiedzieć że artykuł będzie warty przeczytania :)

    • O, to, to, to! :-) Po prostu niemożliwym jest mieć dobrą, wiarygodną informację, jeśli nie jest ona przestraszona, nie poleżała chwilę. Ergo – jeśli coś Cię interesuje, to musisz poczekać ;-)

    • Nigdy nie praktykujemy publikowania „minirecenzji” kilka minut po premierze urządzenia. Testowanie sprzętu zawsze trwa co najmniej tydzień, a normą są dwa ;-)

      Jeśli wcześniej producent dostarczy nam sprzęt i faktycznie możemy – na podstawie własnych doświadczeń – opublikować recenzję chwilę po prezentacji, to publikujemy. W innym wypadku – nie.

      • barilla

        Żeby nie było Kasiu – mój post to nie był zarzut, raczej stwierdzenie „kontynuujcie dobre praktyki” ;)

        • Wiem, wiem, ale nie każdy Czytelnik jest naszym stałym gościem i jeśli by tak przeczytał Twój komentarz bez głębszego poznania nas, mógłby stwierdzić, że jednak praktykujemy coś takiego, o czym piszesz.
          Dlatego wolę dmuchać na zimne :)

    • pma

      no o skwarkach bym chętnie poczytał o ile rzeczywiście wpływa to na grawitację (a w sumie na geometrię czasoprzestrzeni) kim jest kim kardashian nie wiem i nie interesuje mnie

      • Ja też bym przeczytał coś rzetelnego na ten temat, bo inaczej mogę bzdury pisać nawet przytaczając je jako przykład ;-)

      • Darmowe wykłady Leonarda Susskinda na YT :)

  • uru28

    Kasia, skąd ty wytrzasnęłaś tego „gościa”? ;) Panie Marku, na prawdę wyrazy uznania, co tekst to „perełka”. Ewidentnie nadajemy na zbliżonych falach, a i miło wiedzieć że nie całkiem świat oszalał i w tym pędzie są osoby potrafiące przystanąć na moment i spojrzeć na to wszystko z zewnątrz, z dużą dozą rozsądku.Ostatnio zbliżone przemyślenia miałem na temat hypeu budowanego przez koroporacje i developerów przy swoich produktach i usługach.Co prawda odnosiło się to do Destyny (BF,COD itd),ale potem zdałem sobie sprawę że Apple i M$, FB czy Google robią dokładnie to samo.To już nie teatrzyk, a wręcz matrix napędzany fortunami wpompowanymi w promocję, w wielu przypadkach marnych produktów.Obecnie pojęcie rzetelna reklama to oksymoron i niestety pojęcie rzetelna informacja zaczyna zmierzać również w tę stronę.

    • Przybłąkał się… ;)

      Ale tak, też się cieszę, że jest Członkiem redakcji :))

  • Z jednej strony jakość (i unikalność) informacji zawsze powinna być priorytetem (nawet w necie, nawet dla blogerów), a z drugiej strony, media i blogi nie tylko kreują oczekiwania użytkowników, ale też je odzwierciedlają.

    Młody czytelnik wychowany w świecie powiadomień i błyskawicznej komunikacji chce live blogging z wydarzenia Apple, a nie obszernej analizy tego wydażenia za miesiąc. Nie wiem czy to dobrze czy to źle, ale raczej nie zatrzymamy tego. I tu nie chodzi (tylko) o wyświetlenia stron, kliki czy SEO. Chodzi (też) o oczekiwania odbiorcy.

    • barilla

      Problem leży w sumie nie tyle w szybko pisanych newsach a w chęci wciśnięcia do nich więcej niż się powinno. Dobry przykład to ostatnia premiera Maca Pro – na pierwszej prezentacji można było w zasadzie zobaczyć tylko bardzo wczesny prototyp, niewykluczone że nawet niesprawny bo cały czas stał w hallu za pancerną szybą, ale połowa portali technologicznych miała w 10 minut po konferencji wyrobione zdanie na jego temat mimo że tak naprawdę praktycznie nic o nim nie wiedzieli. A artykułów była o nim masa, naiwnie w nie klikałem licząc że może udało się jakiś ekskluzywny wywiad przeprowadzić i wyciągnąć dodatkowe informacje. A w środku okazywało się że to wszystko opinie, pogłoski, komentarze różnych ważnych lub mniej ważnych osób, włącznie z panem Heniem który akurat mieszka obok siedziby Apple i przysięga że widział jak kiedyś w nocy przylecieli kosmici i przywieźli swoje kosmiczne technologie które Japko później do nowego Maca wsadziło…
      Rzetelne dziennikarstwo po prostu powino się opierać na faktach posiłkując się opiniami, a coraz częściej mamy sytuację odwrotną.

      • „wszystko co powinieneś wiedzieć o…” ;)

        • uru28

          Opiniotwórczość z grubsza zasadza się chyba na tym czy ktoś „gada” ciekawie i mądrze w danym temacie czy nie;) Nie mogę was jednoznacznie zaszufladkować (Ciebie Piotrze i Marka Pakosińskiego), bo ani z was typowi dziennikarze, ani blogerzy choć bezsprzecznie wasze teksty są opiniotwórcze( przynajmniej wśród moich znajomych). Najbardziej pasuje mi tu określenie pasjonaci, co zresztą widać po „waszych” tekstach.

          • Pasjonat tak. Bloger – też, bo w końcu piszę na blogu. Dziennikarz na pewno nie – ani nie to wykształcenie, ani nie ten warsztat. A tym bardziej nie ta „etyka dziennikarska” ;)

          • Ja Ci dam Pakosińskiego! W wojsku pewien sierżant też mylił moje nazwisko. I co? Został tam :-P

          • uru28

            Proszę o wybaczenie,poprawione;)

          • :)) Luzik!

          • Żeby się nazywać Pakosiński, to trzeba mieć fajne cycki i głośny śmiech. I wydawać książki-plagiaty ;) Czy jakoś tak.

          • Dammit. Czyli wiele się zgadza :/

        • Taurusileo

          „Wchodzę na onet i wiem: olaboga w Radomiu olej za 4,50 tankujo”.
          A ja wchodzę na tabletowo i czytam jak pisze P.Górecki Jr:
          „analizy tego wydażenia”… i nie jestem zaskoczony, bo P.Górecki Jr, jak sam skrót wskazuje, to junior, czyli młodszy stażem, a takim, jak on sam pisze, nie płaci się nic.

    • Celna uwaga! Chciałem Ci odpowiedzieć, ale ubiegł mnie barilla, który napisał dokładnie to, co ja chciałem ;-)

    • koszalinski

      „Młody czytelnik wychowany w świecie powiadomień i błyskawicznej
      komunikacji chce live blogging z wydarzenia Apple, a nie obszernej
      analizy tego wydarzenia za miesiąc. Nie wiem czy to dobrze czy to źle,
      ale raczej nie zatrzymamy tego. I tu nie chodzi (tylko) o wyświetlenia
      stron, kliki czy SEO. Chodzi (też) o oczekiwania odbiorcy.”
      Stary już jestem chłop więc nie pasuję do dzisiejszych standardów ale IMHO dziennikarz zawsze powinien być ciut mądrzejszy od swojego czytelnika. Nie za bardzo – żeby tekstem nie zanudzić ale na tyle by spowodować że i czytelnik po lekturze nieco zmądrzeje. Bo jeśli tylko będziemy kierować się oczekiwaniami odbiorcy – to za daleko nie zajdziemy. Coraz głupsze teksty skierowane do coraz głupszych odbiorców spowodują że na końcu będzie tak głupi czytelnik/widz/słuchacz który nie będzie potrzebował medium…

  • Tomasz Lenartowski

    Doskonały befsztyk kompilacyjny. W sensie czytamy po kilka linijek kiedy się kompiluje aplikacja. Więcej takich.

  • Infiltrator

    Genialny tekst i te parówki, hi5! Zaposzcze więc w podobnym tonie ale z innej mańki. Świetnym przykładem obrazującym stan dzisiejszej www jest rozbieranie klatka po klatce zajawki nowych Gwiezdnych Wojen ad 2015.
    Nieprawdopodobna ilość komentarzy, postów, artykułów z obowiązkowym
    słowem „analiza” w tytule. Najlepsze jest to, że niektórzy po 15
    sekundach zajawki wiedzą, że to będzie gniot bez klimatu… bo stare to
    stare tamto. Doskonały przykład jak działa dzisiaj sieć, jacy ludzie
    czytają i komentują, jak serwisy reagują na to itp. Ciekawe do czego to
    wszystko prowadzi. Tabletowo się wyróżnia pisząc na różne tematy okołotabletowe i to mi
    się podoba. Co prawda widać w niektórych tekstach wpływ tzw. złej sieci i
    wychowanie na parówkowych niusach, ale generalnie jest ok. Szlifowanie warsztatu to podstawa. Brakuje mi jeszcze poczytać gdzieś analizy (sic!) na temat: Co napisać w odpowiedzi na post typu „nie wiadomo czy się śmiać czy płakać”. Próbka jest w tym co napisał Piotr Górecki czyli „śmieszek z Ciebie, co?”. Często pojawia się też: Ty tak serio? Masz wyobraźnie! Rzondzisz! GS Bro! i szereg podobnych. Kolejną sprawą jest tzw. humor który jest numerem 1 wszędzie. Zresztą to wynika z artykułu. Ma być śmiesznie i kropka. I do tego krótko. Krótko bo ludzie są zabiegani i nie mają czasu, bo wiecie ta zapier…l na fejsie i mnóstwo innych niepotrzebnych czynności zabierają im czas. Konkludując, filtrowanie informacji to podstawa w dzisiejszych czasach. Niestety google już w tym nie pomaga… To już koniec długiego, nieśmiesznego, nieskładnego post-a -u którego większość nie przeczyta. I nic o Kim K. ale za to jest wszystko co porządny post zawierać powinien: wślizgi, pochwały, hejcik i #starwars oczywiście. Pozdrawiam autorów Tabletowo i czekam na coraz lepsze teksty, zwalcujcie konkurencję!

  • koszalinski

    Bombowy tekst. A skojarzenie tego nieszczęsnego infotainmentu z parówkami – naprawdę świetne.

  • Artur Ewaryst Dudziński

    Tyle czytania… Znowu mi zamknęli sklep :D
    Jak zwykle, artykuł na poziomie.

Tabletowo.pl
Logowani/Rejestracja jest chwilowo wyłączona