+6Nasi autorzy
Ważne

Pokolenie Born Mobile. Czy będziemy normalni?

teens

Born Mobile, czyli urodzeni mobilni – termin ten od jakiegoś czasu używany jest do określenia pokolenia, które urodziło się pod koniec lat 90-tych i później. Pokolenia, które nie wyobraża sobie życia bez Internetu, Facebooka i urządzeń przenośnych. Niełatwo stwierdzić kto jako pierwszy ukuł ten termin, ale dobrze oddaje on zachowania i nastawienie wielu dzisiejszych nastolatków. Nikt nie ma wątpliwości, że Internet zmienił nasze życie.

Aż trudno uwierzyć, że usługa www została uruchomiona dopiero na początku lat 90-tych, Google zyskało dużą popularność dopiero po roku 2000, a Mark Zuckerberg założył Facebooka w 2004 roku. Jeśli czytasz ten tekst, istnieje duża szansa, że jesteś starszy niż Internet. Wiele osób pamięta czasy, kiedy telefony komórkowe nie były powszechnie dostępne, a chcąc się spotkać ze znajomymi, trzeba było umówić się na konkretną godzinę, w konkretnym miejscu, bez możliwości zmiany czasu i miejsca wizyty w trakcie przemieszczania się. Ciężko to sobie wyobrazić? A jednak świat tak funkcjonował od zawsze. Wielu z nas pewnie pamięta też czasy, kiedy do późna grało się w piłkę na podwórku albo przesiadywało na trzepaku i ciężko było kogokolwiek ściągnąć do domu przed zmrokiem. Dzisiaj nierzadko bywa tak, że trudno jest „wygonić” dzieci sprzed komputera czy zachęcić je do jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Jeszcze niedawno komputer był świętością – tylko jeden w całym domu, stacjonarny, włączany tylko gdy potrzebny. Dzisiaj coraz młodsze dzieciaki mają własnego laptopa, smartfona i tablet. A jeśli nie mają, to chcą mieć – bo tak „wypada”, w końcu wszyscy koledzy są wyposażeni w te urządzenia, a rodzice traktują je jak zabawki dla dzieci. Z jednej strony, ułatwiają one życie, a z drugiej… czy nie zmieniły i nie zmieniają go w niepokojącym kierunku?

Wpływ na nasze zachowanie

Będąc w kawiarni czy w knajpie, nieraz zdarzyło mi się być świadkiem sytuacji, w której grupka bardzo młodych osób siedziała razem przy jednym stole, ale każda z nich była zajęta własnymi sprawami gapiąc się w ekran laptopa, tabletu czy smartfonu. Nie jestem socjologiem, żeby wypowiadać się, czy jest to zjawisko szkodliwe dla więzi międzyludzkich, zdolności komunikowania się czy współegzystowania w społeczeństwie, ale na pewno mogę powiedzieć, że mnie takie zachowania bardzo niepokoją i każą się zastanowić jak technologia zmienia również moje życie. Złapałem się na tym, że gdy tylko mam kilkanaście sekund wolnego czasu, np. stojąc w kolejce czy czekając na coś, sięgam po smartfon i sprawdzam powiadomienia, Twittera czy pocztę. To takie chwilowe odcinanie się od świata zewnętrznego – od ludzi z komunikacji miejskiej, od hałasu. Zerkamy na ekran i zostajemy wciągnięci do wirtualnego świata. Nie jest to chyba nic strasznego, ale kiedy zdarzyło mi się zapomnieć zabrać ze sobą telefonu, dotkliwie poczułem, że czegoś mi brakuje. Miałem ochotę bezmyślnie zerkać na ekran w poszukiwaniu aktualizacji przeróżnych tablic serwisów społecznościowych czy nowych artykułów w mediach branży technologicznej. Dało mi to trochę do myślenia i kazało zastanowić się, czy urządzenia mobilne nie mają zbyt ważnej roli w moim życiu i czy nie wpływają niekorzystnie na moje zachowania społeczne.

Komunikatory (w tym komunikatory wideo) sprawiły, że mamy coraz mniejszą potrzebę spotykania się z naszymi znajomymi w prawdziwym świecie. Z jednej strony oszczędza to nasz czas na przemieszczanie się i pozwala na częstsze (choć wirtualne) kontakty, ale z drugiej, nie można chyba przecenić wartości spotkań twarzą w twarz i więzi jakie spotkania takie budują. Jeśli komunikatory są tylko dodatkiem do naszych codziennych spotkań i kontaktów z ludźmi – wykorzystujemy technikę w sposób, który ułatwia nasze życie. Jeśli jednak kontakt wirtualny w zupełności wyeliminował nam potrzebę do spotkań twarzą w twarz, być może warto zastanowić się, czy było to naszą intencją.

Born Mobile według Qualcomma

Do napisania tego felietonu skłoniła mnie między innymi konferencja Qualcomma, która odbyła się na początku ubiegłego roku na targach elektroniki użytkowej CES (ale refleks!). Oglądałem ją na żywo i nie wierzyłem własnym oczom. Było to jedno z najdziwniejszych i najbardziej żenujących przeżyć jakie doświadczyłem podczas oglądania czegokolwiek. Wideo z „najciekawszymi” fragmentami znajdziecie powyżej. Pokolenie BORN MOBILE! Tornado92? Boooom! Nie wiem kto odpowiada za marketing i przygotowanie konferencji w tej firmie, ale celem spektaklu raczej nie było przedstawienie młodych użytkowników technologii mobilnych jako zblazowanych oszołomów, którzy stracili kontakt z rzeczywistością. A właściwie taki był efekt końcowy.

Czy istnieje ktokolwiek, kto identyfikowałby się z przedstawionymi trzema postaciami z tej konferencji? Myślę, że nawet dzisiejsze nastolatki uznają to przedstawienie za żenujące. Czy spece od marketingu, którzy mają po 30-40 lat rzeczywiście widzą młode pokolenie w ten sposób? A może jest jednak w tym odrobina prawdy? Mimo wszystko mam nadzieję, że w tym karykaturalnym obrazie pokolenia Born Mobile jest dużo przesady. Z drugiej strony, patrząc na płytkie zainteresowania, „słit focie” i szeroko pojętą obecność młodych w Internecie, przyszłość nie napawa optymizmem. Czy to pokolenie będzie w stanie się usamodzielnić, tworzyć rodziny, zdrowe relację, mieć pozytywny wpływ na gospodarkę państwa w którym mieszkają czy w końcu dokładać się do mojej emerytury? Obawy wydają się zasadne, jednak podobno zawsze starsze pokolenia narzekają na te młodsze i wietrzą „koniec świata”. To prawda, jednak technologia i telekomunikacja nigdy w historii świata nie zmieniała się tak szybko, i dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek łatwo się w tym zagubić – szczególnie młodym, niedoświadczonym osobom.

qualcomm-born-mobile

Tablet jest mniej mobilny niż smartfon

To chyba nie podlega dyskusji. Zdecydowana większość tabletów nie mieści się w kieszeni i nie ma wbudowanego modemu. Nosimy je głównie w torbie czy plecaku, o ile w ogóle opuszczają nasz dom. Wszystko to sprawia, że tablet wyciągamy tylko wtedy gdy naprawdę potrzebujemy go użyć (i mamy dostęp do Internetu). Inaczej jest ze smartfonami. Mamy je zawsze przy sobie, najczęściej w kieszeni. Są stale podłączone do Internetu, a łatwa dostępność sprawia, że wiele osób wyciąga je co chwilę, żeby sprawdzić powiadomienia, aktualizacje statusów czy pocztę. Tak jak pisałem wcześniej, czasami nawet nie zdajemy sobie sprawę jak często to robimy i że wpływa to na nasze codzienne zachowanie. Szybki dostęp do Internetu, map czy poczty w niektórych sytuacjach bywa nieoceniony – to prawda. Trzeba jednak pamiętać, że jeszcze niedawno wystarczał nam klasyczny telefon do dzwonienia, a brak Internetu „w ręku” nie był zbyt uciążliwy – w ogóle nie myślało się w tych kategoriach. Powiedzenie mówi, że lepsze jest wrogiem dobrego i popularność urządzeń mobilnych pokazuje, że użytkownicy jednak chcą być ciągle on-line, mimo zmian nawyków i zagrożeń z tym związanych.

Przez pewien czas, kiedy mój smartfon był w naprawie, korzystałem ze służbowej starej Nokii (bez Internetu) i 7-calowego tabletu 3G w torbie. Zestaw ten zupełnie zmienił (na jakiś czas) moje nawyki korzystania z Internetu będąc poza domem. Telefon służył oczywiście do dzwonienia, a tablet do Internetu, ale zupełnie inaczej zaczęły kształtować się codzienne zwyczaje związane z używaniem tych urządzeń. Po tablet sięgałem do torby tylko wtedy, gdy rzeczywiście tego potrzebowałem – do odebrania poczty, załatwienia spraw przez komunikator czy skorzystania z map i nawigacji. I to zwykle tylko w sytuacjach gdy miałem więcej czasu – więcej niż kilkadziesiąt sekund. Takie korzystanie z urządzenia przenośnego było zupełnie inne niż to, do czego przywykłem, czyli częstego sprawdzania najróżniejszych powiadomień na smartfonie. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę jaką ilością bezwartościowych notyfikacji i wiadomości zarzucają nas przeróżne serwisy, w których jesteśmy zarejestrowani. Oczywiście korzystamy z nich dobrowolnie i świadomie, ale mimo to czasami nie potrafimy uciec od zalewu informacji, które one generują. Czy duet: prosty telefon i tablet jest lepszym rozwiązaniem niż smartfon, po którego sięgamy bardzo często? Oczywiście wszystko zależy od indywidualnych preferencji i potrzeb, ale choćby chwilowe zrezygnowanie ze smartfona pozwoli nam zorientować się jak bardzo jesteśmy uzależnieni od tego urządzenia.

o-TEENAGERS-facebook

Co dalej? Do czego zmierza technologia?

Tablety i smartfony nie są na skrajnej stronie całego spektrum urządzeń, które towarzyszą lub będą towarzyszyć nam na co dzień. Jeśli ktoś nosi zegarek, to pewnie zgodzi się, że jest to jeszcze bardziej „osobiste” urządzenie, na które zerkamy bardzo często. Podobnie jest z okularami. Jednak dotychczas były to bardzo proste przedmioty – bez łączności bezprzewodowej czy dodatkowych sensorów. Być może już wkrótce się to zmieni…

Inteligentne zegarki. O urządzeniach tego typu słyszy się od dawna, a pierwsze modele pojawiły się wiele lat temu. Dotąd jednak nie przyjęły się w powszechnej świadomości i (smartwatche) nie zdobyły oszałamiającej popularności. Wszystko może się zmienić za sprawą systemu operacyjnego Android Wear i urządzeń takich jak Moto 360. Sam OS wygląda obiecująco, a wzornictwo produktu od Motoroli pozwala wierzyć, że projektanci wreszcie poszli po rozum do głowy i zdecydowali się stworzyć urządzenie nie tylko praktyczne, ale i eleganckie. Powiadomienia na wyciągnięcie ręki – dzięki połączeniu ze smartfonem. Czy jednak rzeczywiście tego chcemy? Już smartfony powodują pewne uwiązanie i zalew informacji, a co dopiero urządzenie, które mamy przyczepione do nadgarstka przez większość dnia.

Okulary rozszerzonej rzeczywistości. O produktach tego typu zaczęło być głośno wraz z pojawieniem się Google Glass. Firma z Mountain View miała bardzo ciekawy pomysł, niezłe wykonanie, ale nie przewidziała jednego – reakcję ludzi postronnych. Okazało się, że urządzenie zakładane na głowę, posiadające kamerę, która może nagrywać otaczający świat bez wiedzy nagrywanego, nie zdobyło ogólnej aprobaty, a jego testerów zaczęto określać mianem „glassholes” (od ang. asshole – dupek). Pomimo bardzo interesującej technologii i potencjalnych zastosowań, opory społeczne mogą sprawić, że urządzenia tego typu będą spotykać się z dużym sprzeciwem.

Rzeczywistość wirtualna. Chyba cały świat obiegła już wiadomość, że Facebook za 2 miliardy dolarów wykupił Oculus VR, firmę odpowiedzialna za stworzenie gogli rzeczywistości wirtualnej Oculus Rift. Jak dotąd, projekt koncentrował się na grach, ale plany Facebooka są najprawdopodobniej dużo szersze. Na tym etapie jednak trudno powiedzieć w którą stronę zostanie skierowane całe to przedsięwzięcie. Osoby które spróbowały nowej wersji OR są zachwycone i twierdzą, że tak będzie wyglądać przyszłość gier. Najprawdopodobniej jednak nie tylko gier… Marzenia o rzeczywistości wirtualnej znanej tylko z książek s-f wydają się coraz bliższe.

glass

Co z prywatnością?

To chyba największy problem związany z urządzeniami mobilnymi, bez względu na to, czy jest to laptop, tablet, smartfon, smartwatch czy inny produkt, który zbiera informacje o otaczającym nas świecie za pomocą kamer, czujników ruchu, GPS czy mikrofonu. Przerażające? W pewnym sensie tak. Jeśli uświadomimy sobie ile informacji o naszych zachowaniach, upodobaniach i życiu mogą zbierać, a co najważniejsze analizować, nasze urządzenia mobilne, możemy dojść do wniosku, że wkracza to zdecydowanie zbyt głęboko w nasze życia. Oczywiście są sposoby, żeby zminimalizować ten zakres, poprzez odpowiednie ustawienia prywatności, wyłączanie niektórych sensorów, etc, jednak większość użytkowników korzysta z ustawień standardowych, nie zdając sobie nawet sprawy jakie dane przekazują do chmury Google’a czy Facebooka. W przypadku urządzeń typu Google Glass czy Moto 360 problem ten narasta, bo mamy je nie tylko przy sobie, ale i NA SOBIE. I nawet jeśli wierzymy w dobre intencje dużych korporacji, afery z inwigilacją NSA czy wyciekiem danych spowodowanym atakami hakerskimi, musimy poważnie zastanowić się, czy wszystkie dane, które trafiają na serwery naszych usługodawców są na tyle neutralne, że godzimy się przekazywać komuś prawa do ich przetwarzania i wykorzystywania do własnych celów. Być może warto rozważyć zmianę swoich codziennych nawyków i sposobów korzystania z urządzeń mobilnych, żeby nie dać się zwariować nowym technologiom, chroniąc jednocześnie swoją prywatność.

Jeżeli znalazłeś literówkę w tekście, to daj nam o tym znać zaznaczając kursorem problematyczny wyraz, bądź zdanie i przyciśnij Shift + Enter lub kliknij tutaj. Możesz też zgłosić błąd pisząc na powiadomienia@tabletowo.pl.

Komentarze

  • niekrytyKrytyk

    Obejrzałem na razie same wideo. Jedyne co mi przychodzi do głowy, to W T F ?!?!?!

    • Tomash

      W glowach sie poprzewracalo tym ludziom od PR

  • Tomash

    Zwykly glupi telefon i tablet 3G to ciekawe rozwiązanie. Mala stara Nokia i nexus 7.

  • Tomek

    Artykuł,bardzo mnie zaciekawił gdyż jestem z wykształcenia pedagogiem ;)…prawda jest taka że urodziłem sie w roku 1983 , poznałem na własnej skórze życie bez internetu i bez smartfonów…są plusy i minusy oczywiście,zawsze chwaliłem sobie internet oraz to co sie z nim dzieje …ale jedno się nie zmieniło,dalej używamy mózgu ehhe

    • Azawakh

      Ja jestem jeszcze starszy od Ciebie i również znam życie bez smartphonów i reszty urządzeń mobilnych. W czasach mojej młodości samo posiadanie komputera Spectrum czy Atari było już wielkim wydarzeniem. A dziś zaczynamy mieć wszystkiego w nadmiarze i z czasem mit że nam to zwyczajne przeszkadzać choć dostęp do informacji jest zwyczajnie bezcenny.

  • Marek G.

    Sam korzystam z komunikacji miedzyludzkiej tak jakautor. Zwykla nokia do dzwonienia i sms ladowana raz na tydzień + 10 calowy tablet uzywany do nawigacji, poczty, fb, radia internetowego czy tv. Nie jest mi potrzeba bycia ciaglego online stad nie widze potrzeby posiadania smartphona non stop podlaczonego do netu….po drugie wg mnie to duzy kompromis na malutkim ekraniku wygodnie korzystać ze stron www czy innych czynnosci. Da sie tylko po co…

    • Czasami zastanawiam się czy to całe „always online” przynosi więcej szkody czy pożytku. Wiem jednak na pewno, że byłoby mi bardzo ciężko z tego zrezygnować.

  • andrzej

    A ja nie wyborażam sobie życia bez internetu. I dobrze mi z tym. Takie czasy. Smartfon, laptop, taqblet. W przyszłości może i smartwatch.

    • Marek Grys

      Ale nikt nie mówi o odcinianiu sie od internetu ale bycia online…czy to jest normalne i o byciu niewolnikiem smartphonów smartwatchow googleglass itp

  • mobilek

    Polecam obejrzeć filmik I Forgot My Phone na YouTube, który podsumowuje ten artykuł.

    • iwan

      zastrzelilbym… ;)

    • artures

      Filmik świetny – ale problem istniał zawsze: „nos dla tabakiery czy tabakiera dla nosa”… Słabsze charaktery i umysły zawsze dadzą się podporządkować i manipulować, jeżeli nie innym ludziom bezpośrednio to przy pomocy techniki… Smutne…

  • Meeeeerrrrrttt

    o Disqus i tutaj ;)
    – Mnie osobiście strasznie wkurza, gdy ktoś do mojego domu (lub ja jestem u kogoś) przyjdzie np jakiś gość i dzwoni jego telefon czy dostanie SMS czy jakąś wiadomość i całkowicie „odcina się” od wszystkich wokół – rozgaduje nawet kilka- kilkanaście minut, tak przy wszystkich, zaczyna wielkie pisanie itd –
    – dla mnie to całkowity brak kultury osobistej takiej osoby – przychodzisz do kogoś jako gość to się zachowuj(!) – odejdź na bok, odbierz i powiedz, że potem odzwonisz itd a nie, że ja mam wysłuchiwać Twoich prywatnych rozmów.
    Tak bardzo często się zachowuje mąż mojej kuzynki i jedna z ciotek. Uważam, że to totalna żenua i „wiocha”.

    • W tej kwestii tez jestem „staroświecki” :)

    • Mam podobne odczucia. Kiedyś przyszła do mnie znajoma (rzadko się widujemy) i zamiast pogadać to bez przerwy odpisywała na smsy chłopaka (któremu w tym czasie się nudziło). Po dwóch godzinach miałam dość i poprosiłam ją o opuszczenie lokalu ;)

  • Azawakh

    Pomimo swoich 40 lat na karku uważam, że wszedłem w erę Born Mobile. Chcąc nie chcąc takie czasy, w których trzeba zmienić sposób myślenia i postrzegania telefonu, który stał się mikrokompoterem i niec służy nam już tylko do dzwonienia ale jest oknem na świat. To samo tyczy się tabletów i mikrotabletów. Te urządzenia otaczają nas jak powietrze a my się z nimi coraz bardziej nieświadomie integrujemy… Do tego dojdą niebawem jeszcze technologie ubieralne i wtedy staniemy się jedną całością…. Nie jestem przekonany do takiej przyszłości i powinniśmy umieć jednak zachować umiar bo to zwyczajnie może się dla nas naprawdę źle skończyć…

    • Michał

      Dobra ale to my dorośli, po 40 wiemy co było co jest i jakie są różnice. Pokolenie Born Mobile tego nie wie i od nas powinno się nauczyć jak korzystać z tych narzędzi (bo to tylko przedmioty, narzędzia, gadżety) aby nie stać się ich niewolnikami…oraz niewolnikami ogłupiającego PR.

      • Azawakh

        To prawda co piszesz. Niestety sam się zaczynam łapać na tym, że coraz trudniej jest mi obejść się bez smartphona czy ulubionego tabltu. Trzeba uważać, żeby nie nabierać się na głoszone przez sprzedawców hasła w stylu mieć znaczy być (kit wciskany przez Apple i Jobsa by zwiększyć ilość potencjalnych użytkowników iUrządzeń, głównie iPhonów).

  • adam

    a moi rodzice nie dali sie namówić na smartfony

    • Azawakh

      Moi też. W najbliższej rodzinie tylko ja z nich korzystam. Reszta rodziny używa zwykłych telefonów do dzwonienia. Natomiast w rodzinie nieco dalszej smartphony już się pojawiły choć nie są to jakieś topowe konstrukcje.

  • vixen

    A ja tak lubilem Qualcomma. Wariactwo.

  • uze

    Mam prawie 40 lat. Jeśli chodzi o same komputery i im podobne maszyny, to mam z nimi styczność od 2 klasy podstawówki. W domu zaczynałem od ZX Spectrum, aby przejść naturalną ewolucję przez 8 i 16 bitowe Atari, później blaszaki (od 386DX – długo zostałem z Atarynką), krótki epizod z Power Mac, później znowu PC, era prawdziwie mobilna zaczęła się u mnie wraz z PPC (chyba w 2002 roku) i trwa do dziś przez androidowe gadżety. Z siecią jako platformą do wymiany informacji mam styczność od FidoNetu w czasach późnej szkoły podstawowej, po internet od początku szkoły średniej. Zawsze byłem fanem współdzielnia danych z ludźmi – nawet własnej lokalizacji, jak w Google Latitude, czy obecnie G+
    Oczywiście napotykam w swoim życiu ludzi, którzy mniej lub więcej znając się na rzeczy próbują mi wmawiać, że jestem uzależniony od komputerów i daję się inwigilować systemowi (większość tych ludzi robi to samo – znaczy daje się szpiegować, z tym że mniej świadomie i czasami w innych sytuacjach), ale przeważnie odpowiadam im że przychodzi mi na myśl tylko jedna sytuacja w której dbam o swoją prywatność, bo nie chcę aby coś przeszkadzało mi się skupić ;P
    Całą resztę niech sobie widzą i podziwiają gdzie chcą i kiedy chcą :P

    PS: No dobra całkowicie na punkcie techniki nie zwariowałem. Nigdy nie miałem magnetowidu i raz tylko (przez 3 lata) miałem telewizor – kupiony dla żony ;)

    Czy jestem normalny? Z punktu widzenia Starego Pierdziela, który jest zbyt leniwy aby otworzyć się na NOWE, z pewnością nie. Ale osobiście cieszę się, że żyję w XXI wieku. Stary Pierdziel może sobie żyć swoimi wspomnieniami o listach idących tygodniami i nie mam ochoty go zmuszać by zmienił nawyki, niech sobie będzie szczęśliwy tak jak potrafi, ale ja nie mam zamiaru rezygnować dobrodziejstw techniki zasłaniając się chociażby przytoczoną w ostatnim akapicie prywatnością, czy posądzeniem o nienormalność w oczach Starego Pierdziela. Dopóki mogę sobie pozwolić na nadążanie za techniką, to mam zamiar z niej korzystać, dla własnego dobra i przyjemności.

  • SyoMas

    Onegdaj coś opowiadałem córce i rozpocząłem opowieść od zdania: „kiedyś, gdy nie było jeszcze internetu… „. Nie dokończyłem bo córka zaniosła się śmiechem pytając jak to możliwe, że nie było internetu, to jak ludzie żyli?
    Dziś wszyscy mamy w rodzinie smartfony. Komunikacja via czat rodzinny na Hangoucie to codzienność. Wszyscy wokół przesiedli się na czat, SMSy i MMSy to już zjawisko. Mało tego, czatem komunikujemy się na codzień z seniorkami rodu. Moja mama, blisko siedem dekad na karku a frajdę ma z tego, że z synem ma kontakt codzienny bez konieczności wymyślania co by tu jeszcze powiedzieć podczas rozmowy telefonicznej. Dzieli nas ponad czterysta kilometrów a ja nigdy wcześniej po wyfrunięciu z domu rodzinnego nie miałem tak bliskiego z nią kontaktu. Wprawdzie nie posługuje się jeszcze smartfonem ale gdy tylko ma potrzebę otwiera laptopa i pisze. A ja odpisuję gdy mogę, i to jej pasuje, bo nie musi się martwić czy mi nie przeszkadza. Rzadko bywa tak bym nie mógł choć słowa odpisać bo sprawia mi niewypowiedzianą frajdę gdy opowiada jak to Skypem z bratem trajkoczą niemal codzień.
    Teściowa nieco młodsza, cieszy się jak dziecko gdy kończy się jej umowa i będzie mogła znów rozejrzeć się za fajniejszym smartfonikiem. I natychmiast podrzuca mi listę potencjalnych urządzeń z prośbą o radę. I nie przejmuje się tym, że czegoś nie będzie umiała ustawić bo doskonale jej idzie odpalanie TeamViewera a jej poczucie bezpieczeństwa w tej kwestii też sprawia mi frajdę, bo dzięki temu rozwija się w tej materii.

    Wracając do codzienności to nie wyobrażamy sobie w rodzinie życia bez Listonica. Wszyscy używamy tego samego profilu i na bieżąco każdy uzupełnia listę gdy coś się skończy a potem odchacza się zrealizowane pozycje przy zakupach.

    Wszyscy czerpiemy z bycia on-line pełnymi chochlami, bez względu na to czy urodziliśmy się niadawno czy też trochę dawniej, bo to po prostu ułatwia i umila życie :)

  • Marcin Mierzejewski

    Witam,
    Temat ten jest dla mnie, doskonale znany.Przyszedłem na świat w czasach, gdzie raczej biegało się za piłką. Może nie jestem już taki stary, ale bliżej mi do 30-tki, niż do nastolatka. Jak byłem małolatem grałem w amatorskich drużynach piłki nożnej, a potem siatkowej. Jeździłem na wycieczki rowerowe i piesze. Z początku nie miałem komórki, dopiero, gdy byłem w gimnazjum wchodził na nie boom. I wtedy świat już nigdy nie był taki sam… Jedno co mogę przyznać Tobie Piotrze, że temat jest ponadczasowy… i ukazuje już globalny problem ludzkości.
    Kiedyś, przy okazji wprowadzenia tabletów zamiast podręczników i zeszytów w dwóch gimnazjach (program pilotażowy), w rozmowie ze swoim przyjacielem doszliśmy do wniosku, że rozwój technologiczny to zbawienie, a zarazem przekleństwo. Gdy zniknie czas przekładanej kartki papieru i zapach starej celulozy, wszystko stanie się płaskie, bez wyrazu i trójwymiaru… To smutne.

    Nie mniej w Polsce problem nie jest jeszcze tak poważny. Natomiast w Azji w krajach wysokorozwiniętych technologicznie jak Tajwan, Korea Płn.,Japonia, Hong Kong…problem ten jest już na skalę masową. Tam idąc do Centrum Handlowego nie uświadczy się ludzi bez smartfona czy tabletu, a w kawiarni wrzuca się sweet focie i czyta społecznościowe „newsy” zamiast pije kawę…

    Cieszę się, że temat został poruszony. Jest on ważny dla naszej cywilizacji. Pamiętajmy o tym, że rozwój technologiczny jest dla ludzi, ale jak wszystko powinien być dawkowany z umiarem, inaczej może okazać się zabójczy…

  • gość Niedzielny

    Samego internetu się nie boję, ale sprzedawanie tanio swojej prywatności już nie jest takie fajne.

  • artures

    Była jakiś czas temu pewna reklama Orange’a – koleś, którego życie miało sens tylko jak był online, laska-szafiarka, dla której jedyną wartością była liczba wejść na jej modoblog… Teraz to…
    Każda cywilizacja, która wpadała w dekadencję bardzo szybko znikała z tego świata… Nas to chyba też czeka niedługo…

Tabletowo.pl
Logowani/Rejestracja jest chwilowo wyłączona