+6Nasi autorzy

Zmora abonamentowych użytkowników – czyli jak operator GSM inwigiluje Kowalskiego

operatorzy gsm

Gdy rynek telekomunikacyjny wprowadził komercyjną sprzedaż telefonów komórkowych za pomocą operatorów, świat przestał stać w miejscu. W odstawkę poszły zwykłe stacjonarne terminale. Dla osób prowadzących biznes było to zbawienie. Natomiast dla przeciętnego Kowalskiego był to komfort i swoboda w relacjach z rodziną czy przyjaciółmi mieszkającymi w innej części kraju, a niekiedy i świata. I choć połączenia z komórek były horrendalnie drogie, większość nie zwracała na to uwagi.

Sieć GSM oferowała abonament, w ramach którego klient otrzymywał pakiet minut i wiadomości SMS. Dostawał również telefon za przysłowiową złotówkę do własnego użytku, który oferował podstawowe funkcje: połączenia głosowe, SMSy, kalkulator, przelicznik walut czy podstawowe gry. Nikt wtedy nie myślał o „minikomputerkach” z jakimi mamy do czynienia współcześnie. Operowanie futurephonem nie sprawiało większości żadnych problemów. Po spłaceniu abonamentu i zakończeniu umowy terminal zostawał na własny użytek. Można było włożyć kartę prepaid i korzystać z dowolnego numeru, nawet innego operatora. Biznes się kręcił a klientów przybywało. Rosła też konkurencja. Operatorzy postanowili wprowadzić simlock (blokada sieci). No dobra – rozumiem, że to zabezpieczenia na wypadek korzystania z usług innej sieci. Idźmy jednak dalej. Mijały lata, w międzyczasie powstały kolorowe wyświetlacze, pierwsze „systemowce”. Potem nadeszła era smartfonów i tabletów. Zbawienie, a zarazem przekleństwo ludzkości. Wraz z „inteligentnymi” słuchawkami pojawiło się zmodyfikowane oprogramowanie tzw. branding. Mamy 2014 rok a inwigilacja sieci komórkowych sięga zenitu. Dochodzi do sytuacji, kiedy operator dyktuje warunki, z czego i w jaki sposób mamy korzystać. A przecież dostać sensowny terminal za przysłowiową „złotówkę” już nie sposób…

 

Polskie realia…

W naszym kraju istnieją dwa podstawowe problemy z operatorami sieci komórkowych – potwornie niski poziom oferowanych usług i obsługi klienta, oraz postępujący na szeroką skalę branding terminali. Nad tematem pierwszego aspektu nie będę się dziś rozwodził. Być może stworzę później osobny wpis. Jeśli chodzi natomiast o drugi problem, to dotyka on coraz większą liczbę osób. Nie oszukujmy się, polska społeczność nie jest tak bogata jak nasi zachodni sąsiedzi i raczej niewielki procent klientów w skali kraju jest wstanie sobie pozwolić na to, by kupić sensowny smartfon bądź tablet za gotówkę. Choć korzyści z tego są niewspółmiernie większe od tych przy braniu terminala wraz z abonamentem, to i tak większość klientów nie decyduje się na taki krok. W rezultacie, wraz z comiesięcznym zobowiązaniem dostajemy pakiety minut do wygadania, SMSów, MMSów oraz transmisji danych (w przypadku abonamentu telefonicznego), bądź sam pakiet danych (jeśli chodzi o umowę internetu mobilnego). Dodatkowo operator dostarcza nam specjalnie przygotowane urządzenie, oczywiście za pewną opłatą. Mało tego, niekiedy bywa ona większa niż wartość danego terminala na wolnym rynku – szczególnie w niskim abonamencie.


G1 - tmobileWróćmy jednak do samego urządzenia. Zwykle na pokładzie dostajemy specjalnie spreparowane oprogramowanie – system operacyjny. Zjawisko to nosi nazwę brandingNa starcie wgrany mamy pakiet motywów, tapet, animacji, dzwonków, często kilka krótkich filmików reklamujących produkt oraz zestaw „niezbędnych” aplikacji i narzędzi od operatora. Oczywiście sieć GSM będzie się zarzekać, że bez tego się nie obejdzie, a poza tym ułatwi nam to życie i zaoszczędzi czas na szukanie samemu oprogramowania w sklepach komercyjnych systemów mobilnych. Jak jest z tym naprawdę? Każdy może spojrzeć na ten temat indywidualnie. Ja ze swojej strony dodam, że wraz z brandowanym softem zaczyna się passa lagów, problemów z kompatybilnością, masowe ograniczenia, a co najważniejsze, klasyczne już opóźnienia w aktualizacji oprogramowania na nasze terminale. Nie bez znaczenia jest też komfort użytkownika, który po takim zabiegu traci niepotrzebnie czas na walkę z operatorskim softem. A ja się teraz zapytam – po jakiego diabła?

 

Jak to jest w USA, Azji czy zachodniej Europie?

Spoglądając na newsy zza oceanu czy nawet od naszych zachodnich sąsiadów, po prostu ręce opadają. Robiąc porównanie ze stawkami operatorów w USA czy na Wyspach Brytyjskich można ulec wrażeniu, że Polak musi być obrzydliwie bogaty, skoro stać go na tak drogie abonamenty oferujące tak mało. Nic bardziej mylnego. To Brytyjczycy mają korzystniejsze warunki w odniesieniu do zarobków, natomiast oferty w USA nawet nie ma co porównywać, bo może się okazać, że Amerykanie płacą rachunki jak za „lemoniadę”. Aspekt ekonomiczny jednak aktualnie zostawię. Powód? Na dzień dzisiejszy nie spodziewałbym się rychłych zmian zarobków przez przeciętnego Kowalskiego.

Nie tak dawno zainteresowałem się wpisem na jednym z zagranicznych portali technologicznych, którego tematem przewodnim była specjalna edycja flagowego modelu HTC One (2014) dla AT&T, która ma się różnić od standardowej wersji. W poprzednim tygodniu natomiast portale aż huczały na temat limitowanej edycji Xperii Z2 wraz z kompletem akcesoriów, które oferować będzie jeden z azjatyckich operatorów. W przeszłości nieraz przewijały się newsy na temat specjalnych wersji kolorystycznych czy oryginalnej obudowy wyścielonej szafirami bądź diamentami (tutaj najczęściej po wybiegu drepcze iPhone). Przerabialiśmy już nawet limitowane serie wykonane ze złota bądź platyny. Możliwości jest tak dużo jak konceptów. No właśnie. Dlaczego w Polsce operatorzy nie potrafią się wykazać inwencją? Jedyny gratis, jaki nasz rodak jest wstanie dostać od sieci, to pakiet minut, SMSów czy danych. I to też nie zawsze. Jednak w dobie abonamentów „bez limitów” usługi przestają mieć taką wartość jak niegdyś.

W odróżnieniu od operatorów, niezależni dystrybutorzy elektroniki mobilnej co jakiś zalewają nas kolejnymi promocjami, poczynając od modnych w ostatnich czasach gadżetów lifeloggingowych, słuchawek, głośników przenośnych a skończywszy na etui, pokrowcach czy foliach. Można? Można. I nikt mi tu nie wkręci, że sieci na to nie stać. Zamiast tego wolą iść na łatwiznę i preparować soft zakłamując rzeczywistość oraz pchać wszechobecne dziś simlocki. I gdzie tu wolność Kowalskiego?

 

Simlock –  niewidzialne „kajdanki” klienta

Gdy często przeglądamy portale i natykamy się na newsy dotyczące jakiejś promocji na temat urządzeń oferowanych w abonamencie, od razu w komentarzach możemy dostrzec pełne nienawiści teksty typu: „nie bierzcie od tego operatora, bo zawsze zakłada simlock”, „co z tego, że ma najtaniej jak zawsze blokuje swoje urządzenia”, „nie bierz tego dziadostwa, bo będziesz musiał płacić za zdjęcie simlocka”. I tak dalej, i tak dalej… Oczywiście operator wykręci się, że przecież simlock można bezpłatnie zdjąć po opłaceniu pierwszej faktury. Ale nie oszukujmy się, nie każdy używa smartfona z pierwszej ręki. A co jak chcemy go szybko sprzedać, póki trzyma dobrą cenę, jako „świeżynka”? Nie da się. Musimy przecież czekać ponad miesiąc na opłacenie faktury, aby zdjąć simlock. Inaczej jego cena drastycznie spada, a sam model się nie sprzedaje. Popatrzmy na aukcje internetowe – jest pełno ofert wraz z simlockiem i schodzą one znacznie gorzej niż urządzenia „czyste”. Po co klient ma tracić niepotrzebnie czas, a niekiedy i pieniądze, na usunięcie blokady?

Do tego często dochodzi problem blokowania bootloadera, choć to temat raczej dla Geeków, którzy lubują się w modowaniu oprogramowania. Jednak na potrzeby tematu załóżmy, że lubimy ulepszać nasz kochany sprzęt. Znaleźć naprawdę wolne od „operatorskich skaz” urządzenie jest niezwykle ciężko. Nie każdemu się przelewa i jest wstanie wydać spore pieniądze na upragniony model. Szukają wtedy okazji na aukcjach internetowych, a co za tym idzie, łatwo o pułapkę. Sprzedawcy debrandują urządzenia, zdejmując simlock, ale zablokowanego bootloadera nie widać na pierwszy rzut oka. Trzeba zgłębić tajniki systemu i znać odpowiedni kod wpisując go w dialer. Aukcyjni dystrybutorzy jednak niezwykle rzadko są w stanie dostarczyć nam takie informacje. W konsekwencji kupno takiego modelu jest istną loterią. Ciężkie jest życie Geeka…

 

„Wieczny” problem aktualizacji systemu

smasung1

Oprogramowanie Androida czy też iOS jest w dzisiejszych czasach tak proste w obsłudze, że aktualizacja oprogramowania wydaje się niezbędnym minimum. Stale rosnące zainteresowanie mobilnymi urządzeniami, a co za tym idzie mobilnymi systemami, zmusza producentów do tworzenia ulepszeń, wprowadzania innowacji czy oferowania większego poziomu zabezpieczeń. Sam Google wprowadza raz do roku nową odsłonę systemu, a do tego w międzyczasie szereg poprawek. Sytuacja wygląda analogicznie w przypadku giganta z Cupertino. Nawet wiecznie ociągający się Microsoft ostatnio stara się dynamiczniej ulepszać swoje rozwiązania. Są to na tyle doświadczeni gracze, że soft wgrany na urządzenia mobilne jest wstanie zaoferować podstawowe funkcjonalności już na starcie. Jednak nasi kochani operatorzy uważają, że firmware jest niedopracowany, albo, użyję lepszego stwierdzenia – wybrakowany – i należy go „ulepszyć”. W efekcie mamy na pokładzie wcale nie najładniejsze tapety, przeciętne dzwonki, zasobożerne animacje (choć to rzecz gustu, a wiadomo – na jego temat się nie dyskutuje). Żeby tego było mało, dostajemy na pokładzie cały pakiet śmieciowych aplikacji, które „rzekomo” zwiększają nasz komfort i pomagają nam zaoszczędzić czas.

Hmm… a kiedy nadchodzi aktualizacja systemu? Cóż, proces w przypadku operatorów jest dość złożony i skomplikowany. Oprogramowanie wpierw musi przejść certyfikację w urzędzie, po czym trafia do terminali z oficjalnej dystrybucji producenta. Sam proces podzielony jest na regiony. W przypadku brandowanej wersji po otrzymaniu firmware’a od producenta jest on odpowiednio modyfikowany. Następnie wraca do twórcy w celu akceptacji, by potem operator dał dopiero sygnał, że rozpoczyna się procedura aktualizacji oprogramowania pokładowego na naszym urządzeniu. Możecie sobie wyobrazić, ile musi wody w Wiśle upłynąć, zanim taki „specjalny” soft do nas w końcu dotrze. Klienci kochają się w innowacjach, lubią mieć coś lepszego, nowszego, bardziej funkcjonalnego. Tymczasem zanim spreparowany firmware znajdzie się na brandowanym sprzęcie, mijają miesiące. Czasem obietnice spełzają na niczym. Aktualizacji jak nie było tak nie ma. W tle protestów zdeterminowanych abonentów widnieją tylko żałosne tłumaczenia operatora, że urządzenie jest za stare, albo, że nie da się go odpowiednio zoptymalizować. W takim razie producent potrafi, a operator już nie? Czemu nie mamy możliwości wyboru pomiędzy natywnym oprogramowaniem, a zmodyfikowanym przez sieci GSM firmwarem? A podobno mamy demokrację…

Nie tak dawno, bo pod koniec 2013 roku, na jednym z operatorskich blogów czytałem statystyki przeprowadzonej ankiety, która miała na celu wykazać procent zadowolenia z brandowanego softu. Oczywiście wynik wcale nie był zaskakujący. Wynikało z niego, że zdecydowana większość woli zmodyfikowany przez sieć firmware. Tylko jak wytłumaczyć te tysiące komentarzy na portalach technologicznych i społecznościowych, które aż płoną nienawiścią do takiej operacji. W moim osobistym otoczeniu nie znam osób, którym byłoby to obojętne. Nawet ci, którzy się nie znają na informatyce i elektronice, jednoznacznie twierdzą, że wolą minimalistyczny, dobrze zoptymalizowany sprzęt, który się nie wiesza… Wybaczcie moją śmiałość, ale ten od operatora taki nie jest! Zastanawiam się, na jakiej podstawie były robione te statystyki. Wynik bierze się chyba z niewiedzy abonentów. Inaczej tego nie potrafię wyjaśnić…

No dobra, ktoś zaraz powie, że przecież możemy sobie wgrać inny soft. Owszem możemy, ale po pierwsze nie każdy to potrafi. A nawet jeśli już jesteśmy w tym wąskim gronie, która posiada takie umiejętności, to zmiana firmware’u wiąże się z utratą gwarancji. Analogicznie w komputerach PC czy laptopach wgranie innego systemu możemy przeprowadzać dowolną ilość razy bez konsekwencji. Gdzie tu sprawiedliwość?! Jednym słowem jesteśmy zmuszeni do korzystania z rozwiązań sieci, albo postępować według własnego widzi mi się i liczyć na szczęście, że podczas ewentualnych odwiedzin w punkcie serwisowym nasz sprzęt nie zostanie „zdemaskowany”. Wszak nie zawsze będziemy w stanie ponownie wgrać brandowany soft, zanim nasz terminal ulegnie uszkodzeniu. Pół biedy, jeśli zrobimy z niego „cegłę” i będzie nadawał się do wymiany. Wtedy ślad po zmianie oprogramowania będzie niewidoczny. Ale jeśli jakimś cudem serwis podniesie nasze urządzenie, no to mamy po gwarancji. Za ewentualną naprawę pan Kowalski zapłaci z własnej kieszeni, albo pożegna się ze swoim ukochanym terminalem. No tak, przecież Polak to wyjątkowo bogaty mieszkaniec naszej planety…

 

Jak mamy teraz, a jak powinno być

Pora chyba podsumować ten ociekający jadem wpis. W naszym kraju nie można powiedzieć niczego dobrego o sieciach GSM. Są, bo ktoś musi dostarczać nam pewne usługi, oczywiście mając w tym swój interes (mowa o potężnych zyskach). Świat przecież nie stoi w miejscu, a postęp technologiczny jest ogromny i  bardzo dynamiczny. Jakość oferowanych możliwości jest jednak relatywnie niska w porównaniu z tym, co możemy zaobserwować w Ameryce Północnej, a szczególnie na kontynencie azjatyckim – w krajach wysokorozwiniętych pod względem technologicznym. Jakby tego było mało, klient nie ma możliwości decydowania, z czego chce korzystać przy podpisywaniu umowy z operatorem. Po pierwsze, w salonie nagminnie wciskane są słabe terminale, które trzeba opchnąć, bo przecież zalegają w magazynach. Te, które oferują rozsądne możliwości, mają albo zawyżone ceny w stosunku do wolnego rynku, albo są w ogóle niedostępne. Sieci wykręcają się zwykle tym, że to braki magazynowe. Na sam koniec, jeśli statystyczny Kowalski dogada się operatorem co do urządzenia, jest one zapchane „śmieciowym softem” oraz blokowane simlockiem, na wypadek gdybyśmy chcieli skorzystać z karty innej sieci.

iphone 5s

Jeszcze jedno, co chciałem wtrącić. Na świecie, jak i również w Polsce, istnieje wyjątek od tej reguły. Jest nim firma Apple, która nie pozwala ingerować w swoje urządzenia. O dziwo, operatorzy respektują wymogi giganta z Cupertino. Jednak nie każdy może się poszczycić taką renomą i siłą przebicia, jak owa amerykańska korporacja.

Uważam, że urządzenie, które jest rozpoznawalne – dajmy na to flagowiec jakiegoś giganta rynku mobilnego – sprzedaje się często w milionach egzemplarzy. Jeśli dany operator zamówiłby specjalnie przygotowaną, limitowaną wersję urządzenia, które różni się specyfikacją, bądź designem od podstawowej wersji, stanowiłoby to o wiele lepsze rozwiązanie, niż wszechobecny branding. Koniec i kropka!

A czy Wy bylibyście skłonni kupić taki smartfon, tablet, gdyby wyróżniał się on czymś od podstawowej wersji? Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

 

Fot. by  Josh Swannack (CC),  Piotr Górecki (CC), commons.wikimedia.org-phone (CC), commons.wikimedia.org-orange (CC), commons.wikimedia.org-plus (CC), commons.wikimedia.org-playcommons.wikimedia.org-tmobile (CC),  commons.wikimedia.org-iPhone 5s (CC), 

Jeżeli znalazłeś literówkę w tekście, to daj nam o tym znać zaznaczając kursorem problematyczny wyraz, bądź zdanie i przyciśnij Shift + Enter lub kliknij tutaj. Możesz też zgłosić błąd pisząc na powiadomienia@tabletowo.pl.

Komentarze

  • mT

    właśnie dlatego pierwsze co robię z każdym nowym urządzeniem jw to root i zmiana romu + ew. likwidacja śmieci operatora

  • Nie kupuję telefonu z abonamentem bo się nieopłaca. Jakbym potrzebował teraz nówkę telefonu to bym go kupił przez net.
    .
    Nawet nie opłaca się przedłużać umów – wręcz odwrotnie, po zakończeniu zawsze składam wymówienie i prośbę o przeniesienie numeru na kartę. Pierwszą ofertę odrzucam, drugą – biorę do zastanowienia, mówię by zadzwonili ponownie za 2 tygodnie i dopiero podpisałem.
    .
    W ten sposób Play dał mi za 24,99 brutto:
    +) no limit komórki – wszystkie sieci
    +) no limit stacjonarne – dla mnie też ważne – połowę rozmów mam na stacjonarne
    +) 750GB net po Polsce po dowolnej sieci – nie wiem czy jest w tym LTE bo nie mam sprzętu do LTE.

  • Też nie kupuję telefonu z abonamentem. Jeżeli miałbym wziąć umowę na dwa lata to zapłaciłbym za telefon więcej niż w markecie, a tak można wybrać dobrą ofertę bez telefonu, ale zdaję sobie również sprawę, że jest wielu ludzi, którzy nie mogą sobie pozwolić na wydanie ponad 1000 PLN na komórkę i wtedy decydują się na abonament + telefon i mają go „na raty”

    • Umowy bez telefonu jak się popytasz są na rok, czasem 18mcy. Warto zostawić numer i niech Cię ich Handlowiec ściga.
      .
      Warto też rozejrzeć się po ofercie kart – tu jest taki myk:
      +) jak kupisz kod doładowujący na Alle Drogo to masz go z rabatem
      +) jak kupisz doładowanie przez np. FB – dostaniesz np. +15% extra.
      .
      Warto też przejrzeć kody promocyjne – w brew pozorom, czasem taniej jest na karcie niż abonamencie.

      • Ja dokładnie tak robię: telefony kupuję w sklepie, mam nr prepaid i doładowuję się największymi kwotami starając się jeszcze kupować karty w promocjach, ale tu znowu sytuacja jest bardziej skomplikowana dla zwykłego Kowalskiego, który zazwyczaj nie może sobie pozwolić na kupno karty Orange za 200 PLN :/

    • NA RATY – prawie zawsze tańsze są te raty w sklepie niż w abonamencie, gdzie płacisz wtedy x2+.
      .
      Tyle, że łatwiej wziąć w abonamencie niż dostarczać komplet papierów do rat -=> kredytu (para)bankowego.

      • Post Mortem UK- ipad

        A co w przypadku hybrydowych opcji?

        W Polsce zdaje mi sie ze odpowiednikiem mojego giffgaff (dzialajacy na bardzo dobrej sieci O2 w UK) jest NJU.

        Czyli masz za 1miesieczny odnawialny kotract:
        -nielimitowny internet(w sieci z dobrym pokryciem)
        -spora pule minut/sms

        Jak dla mnie bomba z racji ze calosc przypomina zaletami kontrakt, a nie mam wiazacej mnie umowy na 2lata(czyli nie musze przeplacac sporo za urzadzenie,gdzie i tak w tym samym czasie zdarza wyjsc 2 generacje nowszych modeli)

        • Nie wiem jak jest w jukeju. Ale w polański jak nie bierzesz telefonu to abonament jest niższy. Co nie zmienia faktu, że na sprzedaży telefonów telekomuy świetnie extra zarabiają.
          .
          I bez telefonu umowa jest zazwyczaj na rok a nie dwa.

      • Chodziło mi o to, że większość ludzi idzie do operatora i kupuje telefon z abonamentem i potem tłumaczą sobie, że tak mają droższy abonament, że w konsekwencji ten telefon będzie ich kosztował drożej niż w sklepie, ale drożysz abonament to takie spłacanie telefonu przez dwa lata.

  • piotr

    Dlatego należy kupować telefony w chinach i mieć operatorów z ich softem gdzieś.
    Pojawiają się też w PL tanie telefony.

  • Kate’s Admirer

    Dotknąłeś kilku ważnych kwestii w tekście, Autorze. Tylko, czy warto o tym pisać? Nic to nie zmieni, choć może parę osób pomyśli, że nie są samotni wśród tłumu.

    „Robiąc porównanie ze stawkami operatorów w USA czy na Wyspach Brytyjskich można ulec wrażeniu, że Polak musi być obrzydliwie bogaty, skoro stać go na tak drogie abonamenty oferujące tak mało. ”

    Po pierwsze, Polak zawsze miał i będzie miał gorzej niż zachodni sąsiad. Dlaczego? Ano wynika to z mentalności obywateli nadwiślańskiego kraju. Podobnie jak obywatele zbankrutowanej już Grecji Polacy hołdują zasadzie : Postaw się a zastaw się. Im droższy abonament, im droższe urządzenie, tym szczęka kolegom czy sąsiadom niżej opadnie – a to najważniejsze. Im bardziej nowobogacki synalek z rodzicami, którym im dłuższa słoma z butów wystaje, tym chętniej kupują w salonach brandowane Samsungi i Nokie, o ajFonach nie wspominając. Krajan nie ocenia, nie kalkuluje, nie myśli, czy urządzenie mu się przyda, czy logiczniej jest kupić tu czy tam – bo po co, mnie stać, mam i ja mambę owocową, z salonu GSM.

    Gdyby, jak wspominałeś w tekście, Brytyjczycy czy Francuzi mieliby od operatorów takie warunki, jak tutaj – pewnie szybko taki operator by zbankrutował. Gdyby Francuz zarabiał 2000 euro, a przeciętny garnitur kosztował 1000 euro (jak w polsce) – to tam lałaby się na ulicach krew a politycy uciekaliby z podkulonymi ogonami. Gdyby przedsiębiorca brytyjski spróbował zatrudnić sprzątaczkę Brytyjkę za 300 euro, sam sobie musiałby sprzątać biuro i latać ze szmatą w zębach. A tu? A tu – każdy stuli uszy po sobie, bo może z pańskiego stołu spadnie, jak w bajce Krasickiego, okruch do zjedzenia. Po co protestować, walczyć, jak i tak ja się podniosę, a reszta będzie siedzieć cicho, licząc, że władze gminy, miasta, powiatu, kraju, coś zrzucą jeśli się je poliże po ręce.

    Od Kochanowskiego po Kaczmarskiego, od Skargi po Norwida, od Krasickiego, który dobitnie setki lat temu opisywał małpowanie Polaków po Hłaskę. Dobitnie opisywał to Ziemkiewicz w wiekopomnym „Polactwie”.

    Jaka rada? Ewakuacja. Oprócz nielicznych bohaterów, pragnących poświęcać życie za pospólstwo i niepotrzebnie to życie tracących, nie zmienia się tutaj nic od setek lat. W najbliższym czasie też niewiele się zmieni. Zatem abonamenty i branding zawsze pozostaną tu w takiej samej relacji do europejskich – jak proszki do prania i sprawność sprzętu RTV/AGD w porównaniu z tym, które można kupić za granicą.
    BP, NMSP

    Czy kupiłbym specjalnie przygotowane urządzenie przez operatora, w limitowanej, ekstra wersji? A po co? Cenię sobie wolność i niezależność. Urządzenie kupuję z określoną specyfikacją, takie, jakiego potrzebuję.

    A operatorzy mają tendencję do odchodzenia od sprzedawania urządzeń. Od któregoś kierownika salonu parę lat temu słyszałem, że operatorzy będą zupełnie odchodzić od oferowania urządzeń „na raty” w abonamencie, ewentualnie wciskać je „za złotówkę”, wciskając również drogi abonament ale tak, by płacący myślał, że dostaje nie wiem jak korzystny pakiet minut.

  • ヤツェク

    Dlatego wolę kupić telefon w sklepie . Często na raty , a zdarzają się 0% wychodzi taniej jak w abonamencie u operatora plus do tego jak kto woli albo najtańszy abonament albo na kartę , co uważam że jest lepszym wyborem ponieważ na kartę koszty są ponoszone tylko za wykorzystaną kasę a reszta się kumuluje do wykorzystania w innym bardziej potrzebnym dla nas terminie , a abonament płacimy cały czas taki sam no chyba że przekroczymy coś z jakiegoś powodu . Jest coraz więcej ciekawych propozycji na kartę i zawsze aktualizacje softu są na czas i równie szybko jak na całym świecie .

  • Obecnie nie wyobrażam sobie kupowania telefonu u operatora. Wolę „dopłacić” w sklepie i być wolny.

  • Mihau

    Tekst ciekawy, sporo słusznych treści, ale:
    a) Co to jest „futurephone”? Nie chodziło przypadkiem o feature phone’a?
    b) W tytule jest o inwigilacji użytkowników, artykuł zaś praktycznie pomija tę kwestię, skupiając się na ograniczaniu ich swobody i uzależnianiu od swojego widzimisię – trochę zgrzyt.
    c) Nie spotkałem się z odblokowywaniem bootloadera przez kod wpisywany w dialerze – owszem, jest to jeden z kroków przypadku robienia tego z Xperiami, ale bynajmniej nie załatwia sprawy. W dodatku urządzenia innych producentów wymagają innych metod, a tekst zostawia wrażenie (przynajmniej u mnie), że to sposób na każde urządzenie z Androidem. Czepiam się, wiem, ale mnie to ździebko zdziwiło.
    d) „(…) zmiana firmware’u wiąże się z utratą gwarancji. Analogicznie w komputerach PC czy laptopach wgranie innego systemu możemy przeprowadzać dowolną ilość razy bez konsekwencji.” – chyba nie „analogicznie”, skoro te przypadki (tablety/smartfony vs pecety) to całkowite przeciwieństwa? :P

    A jeśli chodzi o nasze oferty operatorów: widziałem oferty na Internet mobilny bodajże z Wielkiej Brytanii i u nas, w przeliczeniu na złotówki, było chyba ze dwa-trzy razy taniej za ten sam pakiet danych, natomiast jeśli odnieść ceny do przeciętnych zarobków obywateli, było odwrotnie :D. A swoją drogą ja korzystam z oferty na kartę, doładowuję sobie 100zł co 3 miesiące i mam lepsze ceny niż jakikolwiek abonament oferowany z marszu w salonach (nie bawiłem się nigdy w negocjowanie, bo mi umowa niepotrzebna, może wtedy bym ugrał coś porównywalnego albo lepszego). Internet mobilny w tablecie też mam na kartę, doładuję sobie raz na parę miesięcy 50-100zł i mi starcza do wszystkiego.

    • Witam serdecznie.

      Jak najbardziej nie jest to czepialstwo. Cóż, czasem nie da się z perspektywy autora wywnioskować tego, co może wyłapać czytelnik.

      W odpowiedzi na wątpliwości:

      -Oczywiście w tekście miało być Featurephone zamiast „telefonu przyszłości”,

      – Tytułowa „Inwigilacja użytkowników” odbywa się poprzez soft, aplikacje od operatora, które są na brandowanym firmware’rze. Często spotykamy się z tym, że oprogramowanie (programy, narzędzia) pobierają dane o użytkowniku, namierzają naszą obecną lokalizację etc. W ten sam sposób postępuje Google śledząc nas gdzie się da. To nie proste bezsystemowce, tylko w pełni funkcjonalne urządzenia, w których możliwości inwigilowania jest dużo. Tylko dlaczego mają to robić również operatorzy?

      – „Sprzedawcy debrandują urządzenia, zdejmując simlock, ale zablokowanego bootloadera nie widać na pierwszy rzut oka. Trzeba zgłębić tajniki systemu i znać odpowiedni kod wpisując go w dialer.” – Z kontekstu tego zdania, chciałem przekazać, że na pierwszy rzut oka nie da się rozpoznać urządzenie z zablokowanym bootloaderem, którego nie da się odblokować. Można to zrobić wpisując kod w dialerze. O ten szczegół mi chodziło. Za przykład posłużyła mi Xperia, którą posiadam. Więc Drogi Czytelniku jesteś niezwykle czujny.

      – „(…) zmiana firmware’u wiąże się z utratą gwarancji. Analogicznie w komputerach PC czy laptopach wgranie innego systemu możemy przeprowadzać dowolną ilość razy bez konsekwencji.” – Analogią w tym tekście jest czynność zmiany oprogramowania pokładowego (systemu), a nie brak konsekwencji.

      Tekst pisany jest skrótami myślowymi. Wiem, że entuzjastę poprawnego wysławiania się i przestrzegania kultury języka, będą razić te zabiegi. Lecz tekst, pomimo technologicznego charakteru tego portalu, chciałem napisać prostym językiem, by dało to do myślenia jak największej rzeszy czytelników. Zarazem nie chciałem tworzyć eseju, który byłby nużący swoją objętością gdybym umieścił wszystkie szczegóły oraz pozbawił tekst skrótów myślowych.

      Pozdrawiam.

  • uru28

    Tekst doskonały;) Dorzucę kamyczek, czyli kolejne kuriozum z którym ostatnio się zetknąłem.Wymiana sim na micro sim…Płatne (bodaj play tylko nie pobiera opłat). O ile był bym w stanie zrozumieć konieczność opłaty w przypadku wymiany karty powiedzmy co 2 lata, tak będąc abonentem od początku IDEI( obecnie Orange) zagotowałem.I nawet nie idzie o te 25zł tylko o samo podejście do klienta.Wiem jedno.Nawet jeśli macie nr. na kartę rejestrujcie numer i potem możecie wędrować po sieciach…Migracja to jedyna metoda by wywrzeć jakąkolwiek presję na operatorów. Istotna informacja- Ja numer miałem zarejestrowany ale w wyniku zmiany ustawy owa rejestracja (o czym operator nie raczył mnie poinformować) straciła ważność, obecnie musiałem ponownie zarejestrować numer, ale dzięki temu mogę go przenieść do dowolnej sieci..

    • Mam identyczną sytuację. Nr od czasu Idei, a jak pod koniec zeszłego roku chciałem wymienić kartę na micro to okazało się, że jest problem, bo nie jestem klientem abonamentowym :/ ale jakoś to się w końcu udało załatwić – zgłosiliśmy zaginięcie karty – Polska piękny kraj!!!

      • Simlock to nie tylko komórki – to także modemy i to te wbudowane w laptopy. Znajomy przywiózł laptopa Della z usa, z simlokiem na ich sieć. I tego w nas nie ma jak zdjąć – tylko serwis Della, który krzyczy bodajże 600zł – czyli cały zysk z zakupu laptopa w usa poszedł sobie.
        .
        Ale co ciekawe – można kupić w serwisie sam modem do samodzielnej wymiany/naprawy – cena 35zł.
        .
        Natomiast co do formatu kart micro – to jakaś paranoja!!! Smartfon Sony – 6 cali wyświetlacz a złacze micro. Zabrakło im miejsca? Czasem karty Sim się przekłada i co mam ją przycinać a później doklejać? Paranoja!

  • ~Oth

    Jak zobaczyłem, że wiadomości są czerpane z newsów internetowych, to przestałem czytać.
    Jak newsy mają się do poziomu obsługi klienta?
    W Polsce jak zgubisz kartę SIM, to nową dają ci od ręki(jeśli numer jest zarejestrowany na ciebie). A Niemczech musisz czekać tydzień na rozpatrzenie wniosku.
    W Polsce nie musisz się rejestrować na PrePaidzie, w Niemczech bez wypełnienia formularza nie kupisz i jaszcze na aktywację musisz czekać.
    Ceny abonamentów są wyższe niż w Polsce, usługi porównywalne.

    Piszę o Niemczech, bo mam z nimi styczność.

    • Sławek

      Potwierdza się stara zasada -„wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”. Co do wymiany SIM-a (w Orange)to faktycznie nie jest to wielce skomplikowane. Najpierw trzeba udać się do najbliższego salonu, aby zarejestrować się jako użytkownik pre-paida. Po 24 godzinach nasze dane powinny już być w „systemie” operatora. Wtedy trzeba wybrać się do salonu, który wydaje duplikaty kart SIM z pre-paidów ( w Łodzi są trzy) i tam w ciągu kilku minut otrzymujemy nowa kartę ( za 25 zł.) ze starym numerem i bez utraty środków. Syn był przeszczęśliwy bo jak mu skradli telefon to już myślał, że stracił też kasę na koncie – a miał tego ponad 600 zł.

  • andrzejbzyku

    Oj, chyba autor dorastał w latach 2000′ skoro twierdzi, że telefony z abonamentem były rozdawane od początku za złotówkę i dostawalo się pakiety minut i sms…
    Amerykanie płacą rachunki jak za lemoniade? To ciekawe, bo u nich płacić trzeba niemal za wszystko. Ktoś słyszał w Polsce o tym, że aby włączyć wifi tethering w telefonie trzeba od operatora wykupić abonament na to, kosztujący w USA w zależności od sieci 25-30 usd? Albo fakt, że niezmiernie ciężko jest u nich kupić telefon ze sklepu, bo sieci komórkowe praktycznie zmonopolizowaly rynek sprzedaży i jeśli chcesz telefon to spoko, tylko podpisz z nami umowę na 2 lata. A co do brandu który w Polsce się uskutecznia na masowa skalę, to co mają powiedzieć amerykanie którzy niemal każdego telefonu mają inną wersje w kazdej sieci? Najprostszy przykład to seria Galaxy, zaczynając od faktu ze sam sgs2 w każdej sieci miał inna nazwę, i inaczej wyglądał (znany z htc zestaw 4 dotykowych przycisków pod ekranem zamiast 3 z czego jeden fizyczny).
    O rzeczach, które pisali nade mną nie będę wspominał, ale większość z nich to prawda.
    No i główna sprawa-jeśli autor uważa, że słowo ‚inwigilacja’ może się odnosić do wgrania brandowanego softu, cen abonamentów itd to nie wiem co powiedzieć.

    Kasiu, selekcja niech trwa dalej…

    • Szanowny Czytelniku,

      Artykuł miał na celu pokazanie tego czego nie widzi opinia publiczna. W internecie blogerzy rzadko poruszają ten aspekt, chociaż po forach internetowych i blogach, aż huczy od negatywnych komentarzy. A to oznacza ni mniej, ni więcej, że problem istnieje i jest dość poważny. Uważam, że temat wpisu wymaga polemiki. Gdy jest napisane to przez zwykłego czytelnika, często ginie taka informacja w gąszczu komentarzy bądź co gorsza nie jest brana na poważnie. Gdy opublikuje to blogger informacja bardziej trafia do umysłu publiki. I właśnie o tą żywą dyskusję mi chodziło, nawet jeśli jest ona krytyczna wobec mnie.
      Myślę, że nie muszę się bronić, bo rzeczywistość broni się sama…

      Wprost ze źródła wikipedii:

      „Inwigilacja (od łac. invigilare – czuwać nad czymś) – ogólnie: określenie zespołu czynności stosowanych do śledzenia (monitorowania) zachowań ludzi.”

      – I gdyby brać pod uwagę tylko ten zapis, to przyznałbym CI słuszność, ale…

      „Inwigilacja elektroniczna rozwija się w państwach demokratycznych, głównym promotorem jej rozwoju są Stany Zjednoczone, które tłumaczą swoje działania za konieczne w celu zwalczania terroryzmu. Rozmowy telefoniczne, transfer danych poprzez Internet, maile, transmisja satelitarna mogą być monitorowane przez automatyczne systemy nasłuchu. Przykładem takiego systemu może być amerykański Echelon, który swoim zasięgiem obejmuje znaczną część globu.”

      – Moim celem nie było, przepisywanie całej dostępnej terminologii, żeby tłumaczyć, czemu użyłem takiego określenia, a nie innego. Wyżej oraz w artykule opisałem, właśnie dlaczego uważam to za inwigilację.

      Ameryka a Polska… Używając zwrotu „tanio jak za lemoniadę” ukazałem, ile mieszkańca USA kosztuje usługa względem jego zarobku. Dla naszego rodaka to jest dużo, ale nie oszukujmy się. Pomimo opłat niemal za wszystko i tak dla Amerykanina to nie jest obciążający wydatek. Mowa tu oczywiście o przeciętnie zarabiającym mieszkańcu Stanów Zjednoczonych. Nie rozgraniczam tu na bogaty/biedny bo wiadomo, że dla tego drugiego wszystko będzie drogie, a ten pierwszy nie jest najtrafniejszym odniesieniem.

      Myślę, że fatygowanie Kasi do tablicy, aby się wypowiedziała, nie ma najmniejszego sensu. Ma ludzi takich, a nie innych i są to osoby, z różnej części kraju, a nawet mieszkający za granicą. Wybór nie był przypadkowy. Jeśli jednak chcesz się Czytelniku sprawdzić i pokazać reszcie jak powinien wyglądać wpis z prawdziwego zdarzenia w Redakcji zawsze znajdzie się miejsce dla zdolnego, energicznego człowieka, jakim zapewne jesteś.

      Wierzę, że pomogłem. Pozdrawiam.

      P.S. Pierwszym telefonem jaki dostałem była Nokia 3310. Było to za czasów istnienia Idea GSM w roku 2001. Był to czwarty rok istnienia Idei w kraju. Może od razu nie było telefonów za złotówkę, bo faktycznie tamten model dostałem za 19 zł. Doskonale jednak pamiętam, że miałem do dyspozycji 30 minut, naliczanie minutowe, 60 sms, przy czym stawki były horrendalnie drogie 1,55zł/min i 59gr/sms.
      Natomiast nie określiłem dokładnych ram czasowych w artykule, więc uwaga nie ma słusznego odniesienia do informacji w nim zawartych.

      • andrzejbzyku

        Sam pamiętam reklamy w tv gdzie super cena za telefon na abonament był jakiś model Siemensa za 800zl, a urodziłem się w 1991 roku, więc to mógł być najpóźniej (najwcześniej?) 1997/8 rok. Nawet znalazłem
        http://youtu.be/0XwFUjleyTECo
        Co do inwigilacji nadal twierdzę, że choć temat został poruszony to lwia część artykułu mówi o czym innym i po prostu sam dobór tytułu jest tu trochę błędny bądź jak z Onetu, tzn tytuł mówi o tym, co w artykule najbardziej wzbudzi emocje, nawet jeśli to tylko kilka linijek tekstu.
        I nie było moim zamiarem urazić Cię w stwierdzeniu, że selekcja powinna trwać nadal-fajnie, że nawet gdy przychodzi jakaś krytyka jesteś w stanie bez problemu odpowiedzieć, co jeszcze rok temu przy poprzednim naborze redaktorów nie było możliwe, ponieważ wpadali w dosyć agresywną polemikę. I uwierz, chciałbym spróbować swych sił jako redaktor, jednak przy moich studiach to raczej niemożliwe, może po inż będzie więcej czasu, obecnie piszę ten komentarz bo skończyłem jeden projekt, nie ma to jak szalona sobotnia noc :D
        Ostatni temat-koszta w Stanach-faktycznie, zarobki tam są inne, jednak przez dosyć dziwną politykę ekonomiczną wydatki pojedynczego mieszkańca są ogromne, oni muszą dużo zarabiać, gdy przestaną i będzie ten moment gdy ceny jeszcze nie spadną a przepisy dotyczące gospodarki nie będą zmienione wtedy dla przeciętnego Amerykanina sytuacja będzie tragiczna. Na pewno natknąłeś się w internecie na posty o tym, jak za wycięcie wyrostka robaczkowego płaci się tam będąc ubezpieczonym ponad 10k usd, o systemie szkolnictwa wyższego tez warto wspomnieć. Ja patrzę bardziej przez pryzmat takich rzeczy.

        • Witam ponownie,

          Być może, w tekście zbyt małostkowo ująłem problem inwigilacji przez aplikacje, również te operatorskie, jednak chciałem zachować zdrowy rozsądek w objętości tekstu. Nie wiem jak Ty drogi Czytelniku, ale ja czuje się inwigilowany gdy np. Nawigacja, również ta od Operatora namierza moją lokalizację i zapisuje logi, które są wysyłane do producenta jakim jest sieć. Tą samą politykę i to na większą skalę szerzy Google. Gdzie nie spojrzysz tam jesteś namierzany, bądź zbiera informacje o Tobie. Pół biedy jak jesteśmy świadomi tego i potrafi odmówić uprawnień, ale większość ludzi nie potrafi, z własnej niewiedzy. Takie są realia, ludzi grzebiących w oprogramowaniu jest mało.
          Dla mnie czy dla Ciebie będzie to normalne, że jest łatwo opanować zapędy inwigilacji apk szczególnie tych w Androidzie jednak nie oszukujmy się. Jesteśmy niszowym procentem tego kawałka tortu.

          Dlatego ten tytuł był odzwierciedleniem tego co sam czuje, gdy widzę podobnego typu komunikaty o włączeniu śledzenia położenia przez aplikacje. To miał być mocny wstęp do treści, aby zwrócił na siebie uwagę. Robiłem to nie dla publiki, ale po to aby chociaż w jakimś stopniu rozjaśnić ludziom błędy jakie popełniają masowo biorąc urządzenia od operatora.

          Ja w drugiej połowie lat 80-tych przyszedłem na świat, więc z całym szacunkiem, ale siedząc na nocniku nie potrzebowałem komóry w ręce.

          USA to temat rzeka. Jednak i tak jestem wstanie z całą mocą poprzeć stanowisko, że Amerykanie mają mimo dużych kosztów życia lepiej niż Polacy.

          Natomiast propozycja współpracy z redakcją, jest jak najbardziej otwarta i mimo, że odpowiadam w imieniu właścicielki Kasi to jestem wstanie stwierdzić, że popiera ten zamysł. Więc jeśli będziesz miał więcej czasu i czujesz się na siłach zawsze możesz swój autorski tekst podrzucić na maila redakcji w ramach oceny Twoich możliwości, o które byłbym spokojny.

          Pozdrawiam.

    • „aby włączyć wifi tethering w telefonie trzeba od operatora wykupić abonament na to, kosztujący w USA w zależności od sieci 25-30 usd? ”
      .
      Jakoś to blokują? Zbijają TTL do 1? A co jak kartę włoże do modemu? Albo odpalę sobie proxy?

  • asdfgvasdf

    sami eksperci

    a jak ostatnio bylem w salonie wiekszym orange to kolejnka byla na 10 osob z numerkami i mozna bylo sobie posluchac co ludzie robia – 95% zamawiala telefon badziewny z abonamentem wyzszym by go splacic z nawiazka

    ludzie net to tylko wycinek zycia, jasne ze lepiej kupic nju+tel ze skapca

    ale wiekszosc ludzi tak nie zrobi dlatego oferta u operatorow jest jaka jest bo klienci sie znajduja tak samo bym robil przeciez nie bede doplacal do biznesnu jak glupi polak chce przeplacic

  • ” 95% zamawiala telefon badziewny z abonamentem wyzszym by go splacic z nawiazka”
    .
    Widać jaką mamy wiedzę biznesową w społeczeństwie. Nie ważne ile kossztuje – byle było odrazu podane na talerzu.

  • podpis

    Wgranie innego firmware’u nie może oznaczać utraty gwarancji. Ten temat był już analizowany pod kątem różnych przepisów prawnych i jeśli ktoś twierdzi, że unieważnia to gwarancję to zdecydowanie nie ma racji.

    • Witam Cię Czytelniku.

      Widzisz, w Polsce jest taka mentalność ludzi, że jak ktoś coś powie to większość idzie za „masą”. Natomiast indywidualiści są szykanowani, za inny pomysł i własną inicjatywę. Często serwisy nie respektują tego, że prawo głosi inaczej tylko unieważniają gwarancję.
      Byłem naocznym świadkiem kilka lat w salonie Nokii. Gdzie obsługujący panią konsultant wmówił Jej, że oprogramowanie zostało zmienione na własną rękę, niezgodnie z przepisami. Byłbym wstanie w to uwierzyć gdyby nie fakt, że owa kobieta miała z 60 lat i jasno mówiła, że wyskoczył jej komunikat o aktualizacji, więc go potwierdziła. Choć tej pani nie udało się dowieźć racji (gdzie tu stwierdzenie, klient nasz pan?) to i tak byłem pełen uznania dla Jej wiedzy w zakresie obsługi symbianowego, ale jednak smartfona.

      Także to, że cofanie gwarancji jest niezgodne z przepisami, to tak naprawdę mało znaczy dla sieci. Dlatego, że mało osób jest wstanie walczyć o prawdę.

      Pozdrawiam.

    • Poniekąd słusznie – bo gdyby wymiana firmwaru cokolwiek zmieniała – to możnaby dochodzić praw gwarancyjnych na niedziałanie firmawaru – np. zawieszenia systemu, wysypania czy choćby lagi.

  • Lawstorant

    Przepraszam, skoro już poruszamy kwestię utraty gwarancji to fajnie byłoby ją rozwinąć do końca. Gwarancję tracimy jeżeli serwis wykryje modyfikacje. Jeżeli przed wysłaniem urządzenia powrócimy do oprogramowania standardowego i ponownie zablokujemy urządzenie – gwarancja nie zostanie utracona (jest łatwiej lub trudniej, zależny od producenta).

    No i nowa wersja Androida ukazuje się dwa razy w roku a nie jeden

    • Witam,

      Drogi Czytelniku, oczywiście kwestia gwarancji została poruszona w tekście…

      „A nawet jeśli już jesteśmy w tym wąskim gronie, która posiada takie umiejętności, to zmiana firmware’u wiąże się z utratą gwarancji. (…) Jednym słowem jesteśmy zmuszeni do korzystania z rozwiązań sieci, albo postępować według własnego widzi mi się i liczyć na szczęście, że podczas ewentualnych odwiedzin w punkcie serwisowym nasz sprzęt nie zostanie „zdemaskowany”. Wszak nie zawsze będziemy w stanie ponownie wgrać brandowany soft, zanim nasz terminal ulegnie uszkodzeniu. Pół biedy, jeśli zrobimy z niego „cegłę” i będzie nadawał się do wymiany. Wtedy ślad po zmianie oprogramowania będzie niewidoczny. Ale jeśli jakimś cudem serwis podniesie nasze urządzenie, no to mamy po gwarancji. Za ewentualną naprawę pan Kowalski zapłaci z własnej kieszeni, albo pożegna się ze swoim ukochanym terminalem.”

      Dokładnie wyjaśniłem ten aspekt. Na przyszłość, proszę o większą uwagę.

      Co do Androida w/g Wikipedii:

      http://pl.wikipedia.org/wiki/Wersje_systemu_Android

      Gingerbread 2.3 – 6 grudnia 2010
      Ice Cream Sandwich 4.0 – 19 października 2011
      Jelly Bean 4.1.2 – 12 czerwca 2012
      KitKat 4.4 – 23 października 2013

      Kolejne duże edycje od Gingerbread’a po KitKat’a zostały zaprezentowane mniej więcej raz do roku. Nie wliczam tu kolejnych odsłon składowych poszczególnych edycji, które stanowiły w większości łatki powstałych bugów, głównych odsłon.
      Natomiast przed Androidem Gingerbread z racji tzw. „choroby wieku dziecięcego” nowe wersje pojawiały się wcześniej.

      Pozdrawiam.

  • hellypton

    Jeśli chodzi o gwarancję, to użytkownicy powinni masowo zabrać się za trolling – przed upływem gwarancji brickować telefon i reklamacja.

    • To chyba nic nie da – serwis rozklei Ci telefon, przefleszuje pamięć i nieudolnie sklejając odda Ci Twój telefon.

Tabletowo.pl
Logowani/Rejestracja jest chwilowo wyłączona