Ważne

O tabletach to i owo… trochę nietypowo, bo plażowo

Pewnego wieczoru siadłam na plaży… dookoła żywej duszy. Godzina… po 22ej, a właściwie 23ej czasu miejscowego. Do głowy przychodzą wtedy różne myśli. I mimo tego, że siedzę na urlopie, patrząc w gwieździste niebo nasuwają się tabletowe rozmyślania. Po co komu tablet internetowy? Czy sprawdza się w każdych warunkach? Co mnie podkusiło, żeby stworzyć blog o tabletach w momencie, kiedy praktycznie nikt (oprócz technologicznych geeków) o nich nie słyszał, a co za tym idzie – nie wiadomo jaka przyszłość je czeka? Jeśli masz chwilę wolnego czasu, zapraszam do przeczytania moich lekkich, tabletowych rozmyślań.

Od założenia Tabletowo.pl minął ponad rok. Aż trudno w to uwierzyć, że od 13 miesięcy piszę o urządzeniach, o istnieniu których znaczna większość społeczeństwa w ogóle nie wie. I tu nasuwa się pytanie czy ludziom naprawdę potrzebne są tablety internetowe (choć wyczerpującą odpowiedź rozwinąć w zupełnie innym felietonie).

Była końcówka stycznia 2010 roku, kiedy firma Apple zaprezentowała iPada pierwszej generacji. Oczy geeków całego świata zwróciły się nagle w stronę koncernu z Cupertino, który – dzięki świetnym parametrom technicznym swojego urządzenia i magicznemu marketingowi, potrafił przekonać nas do faktu, że tablety są nam potrzebne. Dla jednych są to urządzenia dopełniające smartfony i netbooki, dla innych – coś zbędnego. Po co mają kupić tablet, skoro mają netbooka z klawiaturą, na którym można wygodnie pisać (choć tu plusem niektórych tabletów są wygodne klawiatury ekranowe). Po kilku miesiącach od premiery iPada pozostali producenci zaczęli przedstawiać światu kolejne urządzenia. Były targi Computex 2010 (a ja miałam pomaturalne wakacje :D) – wtedy to, po premierze kilku z nich, stwierdziłam: trzeba działać. Jak się okazuje, miałam nosa. Obecnie tabletami zaczyna się interesować coraz więcej ludzi na całym świecie – także w Polsce. Widać to przede wszystkim po rosnącej ilości posiadaczy tabletów w naszym kraju, którzy coraz chętniej udzielają się w komentarzach i na forum. Ale czy faktycznie tego typu sprzęt jest nam do czegoś potrzebny? A może inaczej – czy w każdych warunkach się sprawdza?

Przemierzając wybrzeże Morza Czarnego, robiąc kilka ładnych kilometrów, można dokonać ciekawych obserwacji. Nikt, dosłownie nikt, na obleganym brzegu, nie posiada tabletu internetowego. Znaczna część ludzi najnormalniej w świecie śpi (oby tylko zdążyli się obrócić na drugi bok w odpowiednim momencie ;)), druga – kąpie się w morzu, kolejna – czyta książki (tak, te normalne, papierowe), natomiast jeszcze inna – korzysta z netbooków (jak mniemam, z matowymi ekranami). Gdzie tu tablety?

Jest kilka kwestii, które trzeba wziąć pod uwagę. I wcale nie chodzi mi tu o koszt tabletów, o czym ciągle wspominamy, że jest za wysoki, a o ich funkcjonalność… tym razem czepnę się tej plaży. Bo o ile wszystkie urządzenia oferują to samo – możliwość korzystania z internetu (o ile jest hot-spot,3G w tablecie lub dzięki tetheringowi), oglądania filmów, itp., tak nie jest to w ogóle możliwe w pełnym słońcu. Tanie tablety, obecnie najpopularniejsze wśród klientów, nie oferują zbyt ciekawych doświadczeń. Ekrany są marnej jakości, przez co o widoczności w pełnym słońcu nie ma co nawet marzyć.

Kolejna sprawa, jeśli oczywiście odpowiada Wam wyświetlacz – bateria. Ile czasu zazwyczaj spędzacie na plaży? Cały dzień, pół czy trzy godziny? Tablety są urządzeniami mobilnymi, które powinny trzymać na jednym ładowaniu akumulatora przynajmniej sześć – siedem godzin.

Niestety, tanie tablety, choćby testowane przez nas Ainol Novo 8 czy jakiś inny mniej znanej firmy,pozwalają pracować średnio przez 3-4 godziny. Jeśli ktoś nie lubi byczyć się na plaży, leżeć i nic nie robić, taki tablet mu się na nic nie przyda. Chyba że ma Notion Ink Adam – tu jestem ciekawa wrażeń SyoMasa – jeśli to czytasz, daj znać czy masz już jakieś plażowe doświadczenia związane z tym tabletem.

Kolejna sprawa – co zrobić z tabletem, jeśli nagle uwidzi mi się jednak wejść do wody? To już przemawia za tym, by sprzęt zostawić w hotelowym pokoju lub na campingu, a na plaży się trochę wynudzić grając w karty czy robiąc inne rzeczy (np. zbierając muszelki czy grając w piłkę). Wniosek jest oczywisty i nasuwa się sam – tablet na plaży najnormalniej w świecie się nie sprawdza. Mało kto zdecyduje wziąć swój sprzęt w takie warunki, gdzie w każdym momencie jest narażony na grasujących złodziei czy otaczający piasek bądź wodę.

I teraz, po przeczytaniu tego tekstu, wiecie jakim jestem typem człowieka. Siedząc nad Morzem Czarnym nie rusza mnie otaczająca woda czy pięknie świecące słońce. Wolę się przejść (ale ileż można chodzić?!) lub pograć w piłkę (szkoda, że jestem z leniami…). A ostatecznie pozostaje mi jedno – siąść w cieniu ze swoim sprzętem (dobrze, że jest hot-spot!) i coś napisać. Nie ma to jak być totalnym geekiem… ;)

Dajcie znać czy macie już jakieś doświadczenia z użytkowania swoich tabletów w podróży (zwłaszcza na plaży). Jeśli tak – co Was najbardziej denerwowało? Wspomniana bateria, błyszcząca matryca, obecność złodziei, a może jeszcze coś innego?

Wszystkich Czytelników serdecznie pozdrawiam i życzę Wam tak pięknej pogody, jaką ja mogę się cieszyć podczas urlopu ;)

Komentarze

  • FcK

    OJ Bardzo ciekawe zawsze mnie interesowało jakie są odczucia z używania tabletu na wakacjach? :) gdyby iPad miał mini usb to bez problemu podpiął bym do niego aparat i zdjęcia bym oglądał które zrobiłem.

    Proszę piszcie jak wam się użytkuje wasz sprzęt:) za co go chwalicie a za co byście ukarali:)

    • eh

      a to taka duża filozofia kupić durno przejściówkę? Przecież ona nie zajmie więcej miejsca niż choćby konwerter z mini na normalne usb…

      • FcK

        A tak filozofia bo do laptopa nie trzeba kupować żadnych przejściówek tak samo do transformera który ma USB i hdmi.
        To jest naciąganie ludzi na dodatkowy hajs!
        Bo to co powinno być w standardzie jest za dopłatą. Kupując iPada 1/2 ma się wrażenie nie dosytu.. jeśli chcesz mieć full to płać 100zł za przejściówkę!

        • eh

          No sam transformer to nic nie ma w standardzie więc nie gadaj.
          Jak chcesz mieć usb to musisz dodatkowo kupić klawiaturę za 100$ i ciągać z sobą dodatkowe pół kilograma – przecież to jakiś żart – taki zestaw waży więcej niż niejeden notebook.
          Chyba jednak wygodniej mieć sam tablet 600g i malutką przejściówkę…

  • morswin

    Twój blog jest naprawdę potrzebny:-); codziennie tu zaglądam i czytam o urządzeniach z których 95% na oczy nie widziałem i nie zobaczę. Za to dziękuję:-)

    Z tabletu nie da się korzystać na plaży!!!!

    Pozdrowienia

  • Antoni

    Dla mnie rzeczą, która nie dawała mi spokoju na plaży był wszędobylski piasek. Nie dość, że popsuł mi owe słuchawki, które kupiłem kilka dni wcześniej to obawiałem się, że może nasypać się do głośniczków.
    Natomiast fajnie było słuchać muzyki na moim Asusie. Dzwięk troszkę lepszy niż z telefonu za to mógłby głośniej grać.

    Na plażę zamiast tabletu, telefonu polecam wam czytnik książek. Mój Kindle wspaniale się spisuje podczas słońca (w końcu bez niego nie da się czytać). Posiadam 6 calowe urządzenie, jest ono lekkie, fajnie gra. Jednak gdy ma się doczynienia z pdf-ami z dużą ilością tabelek, grafik chciałoby się wyciągnąć swoje 10calowe cacko.
    Więc jeśli jesteś studentem, masz wiele notatek na kompie kupuj urządzenia minimum 9 calowe. Natomiast jeśli chcesz mieć coś mobilnego, lekkiego małe urządzenia będą w sam raz.

    Jeśli macie jakieś pytania śmiało piszcie.

  • Edek

    Mnie wkur…rza pare rzeczy…strach przed zlodziejem, brak czytelnosci w pelnym sloncu no i to, ze troche to kosztuje.
    Jakbym nie mial innych wydatkow (meble, rtv, rachunki, paliwo) to pewnie mialbym juz ze 4 tablety pod dachem… narazie mam jednego i jestem zadowolony (tf101)
    Ale chyba wszystko idzie (Imoze topornie…ba! na pewno topornie, szczegolnie w PL) w dobrym kierunku :)

  • Kuba

    Hmm…kilka razy już podróżowałem z tabletem, najbardziej podoba mi się, że jest on znacznie lżejszy i zarazem mobilniejszy? (jeśli istnieje takie słowo) względem laptopów czy nawet netbooków.

    Zdecydowanie nie wkurza mnie to, że ‘błyszcząca matryca’ czy bateria…z tej jestem bardzo zadowolony, wytrzymala 10godzinną podróż pociągiem z zapasem baterii po podróży oraz 15godzinną podróż samochodem i samolotem. :)
    Jednak najgorszą rzeczą są złodzieje…nadal boję się go wyjąć na ulicy, na plaży czy nawet przy hotelowym basenie. :( W pociągu bałem się zasnąć, żeby czasem ktoś nie wszedł do przedziału…ale no cóż, pewnie długo się to nie zmieni. :( Jednak iPad jest wspaniałym urządzeniem, jeśli potrzebujemy podróżować z mobilnym ‘komputerkiem’ lub potrzebne nam centrum multimedialne w wersji przenośnej. :)

  • messer

    Ja, na ten przyklad, podrozuje z transformerem non stop.
    Samochodem, pociagami, metrem i pieszo.

    Tablet to absolsutnie genialny wynalazek ludzkosci. Wczesniej nosilem laptopy, netbooki, telefony, ksiazki i mp3playery… nie mowiac juz o databankach na zdjecia i innych pewnie jeszcze cudach.

    Teraz mam tablet. I nie oddam go nikomu!

    A zlodzieje? Coz. Przywyklem. Sprzet foto ktory mam na ramieniu jest wart pewnie kilka(nascie?) Razy tyle co tablet… a nosic go musze. Da sie z tym zyc, przy stosowaniu podstawowych zasad i zdrowego rozsadku.

    Wyslano przy uzyciu wygodnej klawiatury ekranowej :-D

  • SyoMas

    Masz Ci los, od kilku dni zbieram się do napisania paru słów o moich doświadczeniach z Adamem podczas krótkich wakacji na malowniczej wyspie Zakynthos a Ty akurat sięgasz do tego tematu i na dodatek wywołujesz mnie do tablicy :)
    Niestety po urlopie zaraz wpadły jakieś szkolenia, na których zresztą też efektywnie miałem okazję skorzystać z tabletu. Cóż zrobić, przyjdzie zarwać nockę. Jutro będziesz miała tekst.
    Tymczasem jeszcze dopowiem, że wkońcu zdecydowałem przesiąść się na Honeycomba. Ekipa pracuje i już 16 wersja do wzięcia na Tabletroms. Śmiga znakomicie, mimo, że to numerek 3.0.1. Ale o tym chyba napiszę odrębnie.
    Dobra, biorę się za pisanie o wakacjach :)

  • Michał

    Cześć Kasia,

    “I teraz, po przeczytaniu tego tekstu, wiecie jakim jestem typem człowieka.”

    Kocham Cię

  • Canion

    Jak wspomniano wyzęj. na plaże tylko kindle i można czytać ile dusza zapragnie. małe, tanie, i świetnie sie czyta nawet w pełnym słońcu.

  • SyoMas

    Kindle nie pozwoli zerknąć do sieci w celu poszukania atrakcji miejscowych a nigdzie indziej ich się nie szuka tak dobrze jak na plaży :)
    Na Kindle chyba też nie da się poprzeglądać pstrykniętych zdjęć w celu zmajstrowania elektronicznej pocztówki z wakacji. Ale w sumie to teraz niektórzy pewnie prosto z aparatu lub smartfona wrzucają pocztówki na fejsa.

  • Elektri

    Hm….
    Chciałem napisać wczoraj kąśliwą uwagę o autopromocji…. ;)
    O poszukiwaniu bardziej mobilnego towarzystwa ….
    Ale po wyzwaniu Michała, to już muszę … :):):)

    Co do aktualnego twego “partnera plażowego”, to zgadzam się, że on nie jest …. delikatnie mówiąc … na plażę :(
    Tak, jak papierowej książeczki do notowania raczej nie weźmiemy pod wodę, a słuchawek nie powinniśmy zakładać jak prowadzimy jakiś pojazd….
    Wszystko ma swoje zalety, ale i ograniczenia.
    Jeżeli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego.
    W moim odczuciu tablet ma być “miniaturą” laptopa, o “miniaturowych” w związku z tym możliwościach.
    Na urlop tak, ale na plażę, żaglówkę, basen, narty już nie. Chociaż jakaś tam armia wyposaża swoich wojaków w tablety…
    Ale do biegania po polu, w deszczu i kopania okopów to już się nie nadaje….
    A do czego się nadaje?
    Tu każdy znajdzie inne zastosowanie :)
    Jeden, do rozrywki, drugi do maili i informacji, trzeci do oglądania zdjęć, czy dobrze wyszły… A inny jako “uspokajacz” do dzieci :)

    Poza tym miłego wypoczynku od deszczu ;/

  • agn

    gratuluje wykonania nie koślawego napisu na piasku. jak długo zyje nad morzem tak jeszcze ta sztuka mi sie nie udała :D

  • hergar

    Tabletu jeszcze nie posiadam, z racji trybu pracy i życia, mam za mało czasu na użytkowanie go poza miejscem zamieszkania, a w domu mam laptop. Kupić tablet, by używać kilka razy w miesiącu w trakcie przemieszczania się środkami masowej komunikacji nie ma sensu.
    Co do spędzania czasu na urlopie, 10 calowy tablet jest do tego zbędny, sprawdzić pocztę, posłuchać muzyki, być on line ze światem, wystarczy duży smartfon.

  • Canion

    Powiedzmy sobie szczerze. tablety to głównie przeglądarka netu + gierki /czasem filmy/ w podróży dla dzieciaków. czy to żle? nie. to bardzo dobrze. znakomitej wiekszości ludzi na tej planecie laptop i tak służy tylko do netu i pisania maili.

  • antic604

    Tablet raczej nie jest po to, żeby wypełnić jakąś nową lukę w rynku.

    Dla mnie, to sprzęt dzięki któremu w domu (żona + 2 dzieci) mogę posurfować po sieci, sprawdzić pocztę, poczytać jakieś papiery z pracy, kiedy córka przebiera Barbie na www korzystając z laptopa, syn okupuje TV grając na PS3, itd. Nawet jeżeli tablet nie jest jakoś specjalnie lżejszy od netbooka, to jednak jest znacznie poręczniejszy – jakoś dziwnie bym się czuł np. leżąc w łóżku czy siedząc na sedesie z lapkiem, a tablet to praktycznie książka, więc nie ma problemu :)

    Podsumowując, tablet jako alternatywa dla “standardowego” wyposażenia domu (komp/laptop, zestaw hifi, kino domowe, odtwarzacz dvd/blueray) jeszcze się nie sprawdza (chyba, że ktoś się bardzo uprze…), ale jako uzupełnienie jest bardziej wygodny od laptopa i bardziej praktyczny od smartfone’a.

    • SyoMas

      “… czy siedząc na sedesie …”

      O to to to!!!
      Wprawdzie praktolodzy pewnie zaraz pofukną ale tablet w “czytelni” jest jak złoto, netbook trochę się nie sprawdził.

  • Nie dońca byłem przekonany co do potrzeby posiadania tabletu, jednak z czasem zauważyłem niezwykłą przydatność tego urządzenia. Podczas pracy na Izbie Przyjęć służy do poszukiwania rozpoznań medycznych, zasad leczenia czy diagnostyki różnicowej. W gabnecie – do objaśniania chorym natury ich schorzeń, szybciej i lepiej niż na ekranie komputera można wyjaśnić na czym polegają poszczególne zabiegi operacyjne. Dodatkowo mam możliwość, wspólnie z pacjentem, monitorowania skutków leczenia. Prowadąc w pełni skomputeryzowaną praktykę okulistyczną, na bieżąco informuję chorego o aktualnych zmianach w narządzie wzroku, konsultuję się z innymi lekarzami, cxy wreszcie umożliwiam chorym słabo widzącym zzapoznanie się ze szczegółami leczenia (funkcja powiększania obrazu daje niesamowite możliwości). Przekonałem się, że nawet najlepsze pomoce dla słabowidzących (oklary lupowe, pryzmatyczne, elektroniczne lupy itp) nie są w stanie konkurować z możliwościami tabletu. Wyobraźcie sobie Państwo, ponad 80-letnią pacjntkę, której wzrok został zniszczony przez starcze zwyrodnienie plamki, rozpoznającą palce z odległości 3 metrów, mogącą czytać wiadomości internetowe, czy wymieniającą korespondencję z prowadzącym lekarzem.
    Osoby twierdzące, że te urządzenia to zbytek, powinny obudzić wyobraźnię, gdyż dostępne zastosowania to dopiero początek drogi do upowszechnienia tabletów.
    A co do wakacji, oczywiście zabieram tablet ze sobą, jednak na plażę czy basen nosić nie mam zamiaru. Jest wiele innych okazji, w których może być bardziej na miejscu…

  • FcK

    Kurcze gdzie tak macie:) aż zachciałem iść do was do szpitala.

    Szacunek za nowoczesność jak najbardziej pozytywnie@!!!

  • antic604

    @Augon – wow! :)

  • SyoMas

    Czy ktoś rozdaje lizaki? Augonowi się należy.

    • Zgadzam się. Niesamowicie zazdroszczę mu takiego miejsca pracy. :)

  • Pracuję w Klinice Okulistyki USK w Białymstoku. Tu, większość inwestycji została sfiansowana z moich własnych środków, jak choćby router wifi etc. Pisząc jednak o gabinecie, miałem na myśli prywatną praktykę.
    Dzięki za uznanie, ale wydaje mi się, że wielu z Nas ma sporo do powiedzenia nt możliwości zastosowania tabletów w warunkach zawodowych. Podsumowując okulistycznie, “open your eyes”!

  • p.l

    Co do kwestii wody zostaje przeźroczysty wodoszczelny pokrowiec na tablet, przez który da się nadal używać ekranu dotykowego.
    Acz osobiście nie zabierałbym tabletu na plażę, nie po to wychodzę na “łono natury” aby praktykować moje uzależnienie od wirtualnego świata.
    Co innego taki Kindle.
    No i w hotelu / autokarze tablet do przeglądania na bieżąco zrobionych zdjęć / obejrzenia filmu = bajka.

  • Elektri

    Podsumowując obecną dyskusję….

    To nie producenci wskazują do czego możemy, a do czego powinniśmy używać tabletów, tylko nasza kreatywność i wyobraźnia.
    Każdy ma swoje życie, potrzeby i możliwości ….
    Jeden, żeby poczytać, “musi” uciekać do WC, inny zamiast lupy do aparatu, woli przerzucić zdjęcia na coś większego…
    Wystarczy tylko chcieć …..

    I nie przesadzać, bo im “doskonalszy” sprzęt, tym czulszy na czynniki zewnętrzne…

    W latach 90- tych zeszłego stulecia telefon wielokrotnie spadał mi z kilkudziesięciu metrów na glebę i działał, bądź musiałem dzwonić przy -20° i więcej (taka praca), a dziś niejednokrotnie upadek z ręki oznacza koniec telefonu :( O temperaturach i wilgoci nie wspomnę.

  • raV

    … a mi w tablecie brakuje jednej rzeczy…. takiej sprytnej małej dziurki ….

    … no wiecie, takiej dziurki do podpięcia smyczy / łańcucha, którym tablet można by przyczepić np. do hotelowego kaloryfera… z Waszych postów wynika, że prawie każdy ma obawy przed kradzieżą….

    swoją drogą, znalazłem świetną aplikację do sterowania mojego telewizora – z tableta robi się wielki pilot z możliwością sterowania ustawieniami itp…. fajnie…. :)

  • canion

    Widze kolega też posiadacz samsunga tv,

  • hellypton

    I ten artykuł jest kwintesencją idei tabletu – online everywhere :)

  • Mico

    Potwierdzam, tablet jest idealny do zabrania do klopa!
    Odpalam ulubiona stacje radiowa z tunein radio i można przy okazji kilka stron książki w pdfie przeczytać albo ulubione strony internetowe.

  • SyoMas

    Augona juz chyba nie przebijemy ale wracajac do zawodowych zastosowan to mialem opor z uzywaniem tabletu w pracy. Od dawna maja mnie za gadzeciarza choc z pytaniami w sprawie telefonow gonia do mnie. Nadarzyla sie jednak okazja. Na jednym ze szkolen odbywaly sie cwiczenia w wielu grupach i rotacyjnie namaszczany byl skryba do notowania ustalen. Wszyscy po szkoleniu mieli rozeslac przepisane ustalenia do pozostalych uczestnikow. Oczywiscie skwitowali to pomrukiem niezadowolenia bo nalezalo to zrobic do konca tygodnia. Zaraz potem pojawilo sie kilka glosow zazdrosci w moja strone z pytaniem czy juz do wszystkich wyslalem to co wklepywalem w tablet. Trywialna sprawa a jaka frajda.

  • Tak na marginesie niezwykle ciekawej dyskusji (gdzie nie o sprzęt, ale o rozwiązaniach mowa). Przed kilkoma tygodniami, będąc w Łodzi (wspaniałe miasto/ludzie), przysłuchiwałem sę wystąpieniu jednej z miejscowych slaw endokrynologicznych. Prezentacja opierała się na materiale ”własnym” ze wskazaniem na skutki eksperymentalnej terapii. Autor nieco się zagalopował i wskazał na źródło aktualnej wiedzy, dostępne w brytyjskim periodyku medycznym. Jeszcze przed końcem wykładu wiedziałem, że prezentowane doniesienia są plagiatem, włącznie z wizerunkami pacjentów, rzekomo polskich. Możliwość szybkiego pozyskiwania jak i weryfikacji wiedzy niesie ze sobą ryzyko wtórności, na które powinno się uczulić wszystkie autorytety.
    Cyfryzacja życia niesie ze sobą podobne uroki jak nowoczesne szkolnictwo, w którym dokonuje się zamiany obiektu nauczania z odpowiedzi na pytanie “co?”, na naukę formułowania pytań, czyli “jak?”

    • SyoMas

      Rownie latwo teraz o plagiat jak i o jego wykrycie. Ciekawe czy w zwiazku z tym pojawi sie specjalizacja polegajaca na ukrywaniu zrodel plagiatu. Wszak skoro mozna cos wypromowac/uwidocznic to byc moze da sie cos zakopac pod sztucznym smieciem. Acz rynek na to jest chyba za waski.

      Tymczasem przypomniales mi pierwsze zajecia na kursie z pewnej dziedziny, nie wazne jakiej. Nazwisko prowadzacej widnialo na tytulowym slajdzie. Nawet chyba sie nie zastanowilem wygooglowujac informacje o dziewczynie. Ot poprostu chcialem poznac jej osiagniecia w tej dziedzinie gdy tymczasem trafilem na CV umieszczone w jakims portalu spolecznosciowym. Po chwili zdalem sobie sprawe, ze skupiam sie jedynie na tych aspektach, ktore pozwola mi ocenic jakim ona jest po prostu czlowiekiem i od tego uzaleznilem mimochodem swoje nastawienie. Nomen omen na tym kursie notatki tez spozadzalem w tablecie acz nie szlo mi to wtedy jakos supersprawnie. Od dawna tez notuje slowka na lekcjach angielskiego, poczatkowo w laptopie a teraz borykam sie z wirtualna klawiatura. Niestety zadna z aplikacji na Androida chocby do kolan nie dorasta do ergonomii i sprawnosci OneNote. Material zadawany do domu tez wyszukuje w sieci by pracowc nad nim wirtualnie zamiast na papierze.
      Jak sie coraz glebiej zastanawiam to okazuje sie, ze znajduje sie wiele dziedzin, gdzie tablet mi sie przydaje.

Logowani/Rejestracja jest chwilowo wyłączona