gołąb
fot. Vicky Deshmukh/Pexels

Rosjanie przejęli kontrolę nad umysłem gołębia. Stał się narzędziem w ich rękach

W czasach Kennedy’ego wszystkie ptaki w Stanach Zjednoczonych zostały wybite i zastąpione do złudzenia przypominającymi je dronami – latającymi urządzeniami, zdolnymi do śledzenia obywateli i wrogów ojczyzny, przenoszącymi nadajniki ładunkami zrzucanymi z wysokości i siadającymi na liniach wysokiego napięcia celem podładowania akumulatorów. Tak można by streścić satyryczną teorię spiskową, przedstawioną po raz pierwszy w 2018 roku. Przywołuję ją nie bez powodu – rosyjska firma Neiry zrobiła poważny krok w kierunku urzeczywistnienia tego żartu.

Zdalnie sterowany… gołąb

Prace nad BCI, czyli interfejsami mózg-komputer, trwają od lat, a jednym z pionierów jest wspierana przez Elona Muska firma Neuralink. Celem tego typu projektów jest zwykle umożliwienie osobie z niepełnosprawnością poruszania sparaliżowanymi kończynami czy porozumiewania się ze światem za pomocą generatorów zamieniających myśli na mowę. To możliwe, dzięki bezpośredniemu połączeniu (implantu wszczepionego do) mózgu z komputerem.

Technologia ta teoretycznie pozwala też na działanie w drugą stronę – sterowania mózgiem za pomocą komputera. Obawa przed niewłaściwym wykorzystaniem tego potencjału jest jedną z największych kontrowersji wokół takich rozwiązań. Nie przeszkodziło to jednak Rosjanom w próbach przejścia od teorii do praktyki.

Firma Neiry pracuje mianowicie nad czymś, co brzmi jak żywcem wyjęte z książki czy filmu science fiction. Chodzi o zdalnie sterowane gołębie. Naukowcy poinformowali, że z powodzeniem wszczepili ptakom implanty mózgowe, dzięki którym byli w stanie zamienić zwierzęta w sterowalne jednostki latające. Test biodronów – jak nazywają je Rosjanie – został przeprowadzony w Moskwie.

Potencjał biodronów jest olbrzymi

System eliminuje konieczność szkolenia zwierzęcia. Wystarczy implant wszczepiony w mózg i nieco elektroniki schowanej w swoistym plecaku montowanym na grzbiecie ptaka i zasilanym energią słoneczną. Pilot takiego gołębia może następnie wysyłać impulsy elektryczne, które przekonują go, że chce lecieć w tym lub innym kierunku, stając się bezmyślnie wykonującą polecenia maszyną.

Maszyną – jak wskazują naukowcy z Rosji – nieporównywalnie lepszą od typowego drona. Żywy gołąb jest bowiem w stanie spokojnie pokonać 500 km w ciągu jednego dnia, rozpędzić się nawet do 130 km/h i sprawnie reagować na zastane warunki (choć zastanawiam się, jak wypada jego zdolność w kontekście omijania przeszkód czy obierania optymalnych tras, gdy jest sterowany przez człowieka).

Inżynierowie z Neiry nie zamierzają kończyć w tym punkcie. Chcą także dostosować swoją technologię do większych ptaków, takich jak kruki czy albatrosy, aby możliwe było przenoszenie cięższych ładunków.

Po co Rosjanom biodrony?

Po co to wszystko? Naukowcy wskazują na to, że biodrony mogą znaleźć zastosowanie przy monitorowaniu linii energetycznych, prowadzeniu badań środowiskowych czy też wspomaganiu misji poszukiwawczo-ratunkowych. Wspomina się nawet o kamerach pokładowych, które wykorzystywałyby sztuczną inteligencję do rozmazywania twarzy, aby zapewnić prywatność.

Może to brzmieć obiecująco, niemniej czuję wewnętrzny sprzeciw wobec wykorzystywaniu zwierząt. Wobec czynienia z żywych istot zdalnie sterowanych maszyn. Jasne, człowiek od wieków korzysta z pomocy zwierząt przy pracy czy transporcie – przejmowanie kontroli nad ich umysłami wydaje mi się jednak krokiem za daleko.

Inna sprawa, że nietrudno sobie wyobrazić inne zastosowanie dla zdalnie sterowanego ptaka. Rosja i drony to para, która kojarzyć może się bardzo jednoznacznie, przez co tym bardziej trudno podchodzić do tego tematu z entuzjazmem.

Redaktor