Śmierć mobilnego Windowsa to tragedia dla osób starszych

Pamiętacie czasy, gdy Microsoft uparcie wierzył w sukces Windows Phone? Gdy dopiero co przejęta przez giganta z Redmond Nokia co rusz wypuszczała na rynek kolejne Lumie? Byłem ciekaw, dokąd nas to wszystko zaprowadzi i czy mobilne okienka znajdą dla siebie jakąś niszę. Dziś, po całkiem długim czasie od śmierci Windowsa na smartfony, chyba już wiem, kto ucierpiał na tym najbardziej.

Każdy z nas ma jakieś ciotki czy dalekich krewniaków z pokolenia urodzonego gdzieś między latamy pięćdziesiątymi a sześćdziesiątymi dwudziestego wieku. Specyficzne pokolenie, które w swoich czasach też przeżywało „małą rewolucję technologiczną”, za jaką w ich przypadku można uznać telewizory, a później odtwarzacze wideo czy anteny satelitarne. Część z tych osób odpuściła sobie kolejną wielką zmianę, decydując się na pozostanie wiernym poczciwym telefonom komórkowym, jednak część tych osób pokochała smartfony za wszystkie możliwości, które one ze sobą niosą.

Tak się składa, że jako główny rodzinny „komputerowiec” miałem wątpliwą przyjemność przeciągania kolejnych osób na smartfonową stronę mocy. Z moich doświadczeń wynika, że najlepiej, jeśli telefon jest tani, działa super, jest dostęp do mediów społecznościowych i śmiesznych filmików na YouTube. Nie spotkałem jeszcze zapaleńca, który pytałby mnie o dostęp na przykład do bankowości elektronicznej, no bo przecież im bank wysyła SMS-y, ile jest na koncie i czy był przelew. Zazwyczaj po takim stwierdzeniu odpuszczam i po prostu pomagam tym osobom w wyborze urządzenia, wraz z późniejszą konfiguracją i – co przecież najważniejsze – wyborze etui i „szkiełka na ekran”. Pewnie część z Was to zna, prawda? ;)

Fot: producenta

Pamiętajcie, że gdy Windows Phone 7, później w wersji ósmej, usiłował przebić się do globalnej świadomości, Android na najtańszych konstrukcjach nieraz po jakimś czasie zaczynał lagować do tego stopnia, że korzystanie z niego traciło wiele sensu. Do tego śmieciowe aplikacje i wtenczas o wiele bardziej natrętne reklamy, które przy niedużej pomocy użytkownika instalowały złośliwe oprogramowanie. A nie każdemu dało się wytłumaczyć, że przecież wielki news o niespodziewanej śmierci tego i owego, a następnie stos reklam i końcowa prośba o podanie numeru telefonu, to bajka dla naiwnych.

Piszę o tym nie bez powodu. Podczas gdy budżetowce z zielonym robotem nie porywały ani pod kątem wzmiankowanej wyżej wydajności, ani specyfikacji, smartfony od Nokii wyglądały przy nich jak odpicowane karoce. Może nie wszystko w takiej Lumii 620 działało wzorowo, ale optymalizacja była na rewelacyjnym poziomie w swojej kategorii cenowej. Do tego, operatorzy zazwyczaj nie żądali horrendalnych kwot, toteż szerzej zainteresowałem się tym ekosystemem i „na próbę” namówiłem matkę i jej siostrę do zakupu smartfona z Windowsem.

Było trochę nerwów, ale ekosystem spodobał im się zdecydowanie bardziej, niż sobie to założyłem. Lumia 620 przegrała raz z grawitacją i musiała pójść na serwis, toteż przez jakieś 2 tygodnie matka musiała wybrać między budżetowym Androidem, a telefonem komórkowym. Dokładniej, moim Sony Ericssonem k800i. Przeniosłem dane, wytłumaczyłem, że tutaj są ikonki jak na komputerze, a nie kafelki, a cała reszta – do jej potrzeb – wygląda całkiem podobnie. Po kilku dniach przyszła po SE k800i.

Niedawno jedna ze znajomych zapytała, czy są jeszcze telefony na Windowsie, bo operator wciska jej cały czas urządzenia na Androidzie, a ona po prostu nie chce. Nawet nie słuchała, że to teraz zupełnie inny poziom komfortu, że wiele rzeczy zmieniło się na lepsze. Nie, bo kiedyś miała pierwszego smartfona na Androidzie i było źle i fatalnie. O ile wiem, jej córka sprzedała telefon „abonamentowy” i za tę kasę kupiła Lumię, już na Windowsie 10 Mobile

Znam jeszcze kilka tego typu historii, spośród których większość z pierwszej ręki. Muszę też zauważyć, że dwie osoby zdołały przeprosić się z Androidem. Zaryzykowały i w ramach oferty operatorskiej wybrały sobie typowe średniaki na zielonym robocie. Konfigurowałem, pokazywałem, że tu jest więcej rzeczy w sklepie z aplikacjami, że media społecznościowe działają lepiej, jest dla nich większe wsparcie, ale miałem wrażenie, że przytakują mi jakoś tak bez przekonania.

Po jakimś czasie ostatecznie obie te osoby uznały, że jednak wszystko jest dobrze, ale oczywiście nie obyło się bez narzekania. Nie wiem, czy to kwestia pokolenia „kiedyś było lepiej”, czy coś takiego mega faktycznie było w tym Windowsie i cała branża mobilna, która w większości skupia osoby powiedzmy, że do czterdziestego roku życia, pomyliła się w ocenie ekosystemu od Microsoftu, ale nawet w poprzednim tygodniu matka przedzwoniła do mnie i rzuciła tekstem, że jej koleżanka chce kupić telefon, ale ma być na Windowsie.

Fot: Pixabay

Na dobrą sprawę, nie chce mi się po raz kolejny przeprowadzać tej samej krucjaty. Android się zmienił, Windows dla smartfonów na dobrą sprawę niemal nie istnieje, a jednak pewien odsetek populacji ciągle o niego dopytuje i chce go używać. To ciekawy przypadek i jestem więcej niż ciekaw, czy przykładowo Wasi rodzice również tak mocno przywiązali się do tej platformy. A może wręcz przeciwnie? Są fanami Apple lub Androida?

Dajcie znać w komentarzach ;)

Komentarze

Mediaexpert - mistrzowskie przeceny!
Logowani/Rejestracja jest chwilowo wyłączona