Ważne

Gra o Tron w świecie technologii

Nie ukrywam, że jestem fanem serialu na motywach powieści George’a R. R. Martina. Oraz że z ciekawością obserwuję to, co się dzieje w świecie technologii. I myślę, że oba światy mają wiele wspólnego.

Z czego – poza bogatą fabułą – zasłynął serial Gra o Tron? Dlaczego ma tak wielu fanów na całym świecie? Na pewno zaskakuje widza, pełno w nim zwrotów akcji; jest bezkompromisowy, brak tu „politycznej poprawności”…  Za to pełno realizmu, wyrażanego w bezlitosnym zdradzaniu, okaleczaniu i mordowaniu najróżniejszych postaci – również tych, do których tak się przyzwyczailiśmy i które pragnęlibyśmy ocalić za wszelką cenę. To świat twardej walki o władzę i wpływy, w którym mniejsi są beznamiętnie miażdżeni przez większych, wielcy podkopywani i oszukiwani przez mniejszych, a najwięksi wykorzystują wszystko i wszystkich, by powiększyć swe imperia.

A teraz spójrzmy na ostatnie kilkanaście lat w świecie technologii – w tym technologii mobilnych. Jest to arena walk pomiędzy – wydawałoby się – niewzruszonymi władcami oraz knowań wasali, książąt czy baronów, historia oszustw, zdrad, nieprzewidzianych sojuszy, upadków i wzlotów, jak również powszechny lęk wszystkich przed Chińczykami.

Jak mogłoby wyglądać Westeros rynku producentów smartfonów i tabletów (i nie tylko) oczami scenarzystów Gry o Tron? Spróbowałem jedynie zacząć temat… Z góry proszę o wybaczenie, bo ani tak dobrej wiedzy o świecie technologii, ani o Grze o Tron nie mam. Ale mam za to trochę wyobraźni…

Północ

W twardym kraju zimna i futrzanych etui na smartfony co prawda rośnie mało zboża, ale jest za to ropa i od dawna panował ród Nokii. Byli to władcy dumni, samodzielni i nie kłaniający się nikomu. Już w 1981 roku oferują jako pierwsi na świecie telefonię komórkową dla mas: Nordic Mobile Telephone. Sieć NMT rozprzestrzeniła się w ciągu dekady po wszystkich księstwach północnych, wykorzystana została m. in. w Polsce jako fundament dla pierwszego tutaj operatora komórkowego: PTK Centertel.

Największym rywalem Nokii był Ericsson, ród również z krainy skałą, lodem i ropą płynącej, z wielkimi tradycjami, zwłaszcza w technologiach komunikacyjnych, które rozwijał jeszcze od XIX wieku. Jako że sami panowie Ericssona nie dawali sobie zbyt dobrze rady w wojnie podjazdowej z Nokią, w 2002 roku weszli w komitywę z szacownym, zamorskim i równie utytułowanym rodem Sony. Ich wspólne produkty o nazwie Sony Ericsson dzielnie stawiały czoła w walce z rycerstwem Nokii, dzieląc północ na dwie bardzo skonfliktowane ze sobą frakcje – tę, która umiała pisać na klawiaturze z układem znaków Nokii i tej, która potrafiła pisać w układzie znaków SE. Mimo to Sony Eriscsson nie wygrał. Nie miał jednak tyle cojones, by jak Boltonowie z Gry o Tron podstępnie zająć zamki Nokii i oskórować co poniektórych CEO.

Pomniejszymi książętami Północy byli też Alcatel, Philips, Sagem czy Siemens, ale w miarę upływu czasu tracili oni tytuły i popadali w niełaskę swego ludu, wasalizując się względem większych władców. Wszyscy oni obecnie są wasalami… Google (patrz Królewska Krzemowa Przystań). Pamiętać należy jeszcze o Nocnej Straży królestw Północy – Komisji Europejskiej, która rozlokowana na Wielkim Murze Legislacyjnym pilnie baczy na to, co się dzieje w całym świecie i kto oraz w jaki sposób powiększa swoje wpływy na Północy. KE, która składa się z przedstawicieli i wyrzutków z różnych królestw, księstw i baronerii Północy, jako bezstronna i silnie oparta na tradycji organizacja rozsądza spory, a jednocześnie dbając o szeroko rozumiane dobro ludu uchwala co rusz dość dyskusyjne regulacje i nakłada kary na zbyt rozpasanych lub nie dość doinformowanych królów i książąt, np. dba o słuch ludu nakazując blokadę maksymalnej głośności w smartfonach i odtwarzaczach MP3. Jej głównym zadaniem jednak jest obrona Północy – a w ten sposób również całego świata Zachodu – przed zalewem taniej i napakowanej szpiegowskimi czipami elektroniki z Chin, która spowoduje upadek wszystkich wielkich rodów.

Jeszcze w 2005 roku ród Nokii był uważany za piąty w sukcesji do tronu świata technologii mobilnych. Wówczas to, z pychy władców, zaczął się upadek wielkiego królestwa. W 2010 roku wpływy rodu tak mocno spadły z uwagi na wszędobylskich agentów Apple i Google, że nestor rodu Microsoft – władającego aktualnie tronem całego świata w stolicy o nazwie Królewska Krzemowa Przystań – dokonał doskonałego politycznego przewrotu, przekonując starszyznę Nokii, by wybrała na swego lorda hrabiego Microsoftu, Stephena Elopa. Ten to ów zasłynął z tego, iż już w 2011 roku do herbu prastarego rodu dodał cztery kolorowe kwadraty rodu z Redmond, a w 2013 roku wziął był sprzedał włości Nokii swemu nestorowi, spalił zamek Nokii i zatknął głowy całej starszyzny na murach, pola posypał solą a następnie wywiózł do Królewskiej Krzemowej Przystani na wozach zapełnionych po brzegi cały dorobek Nokii, w tym niedorosłych jeszcze spadkobierców rodu Północy, w niewolę. Zaskarbił sobie tym samym wdzięczność i miłość ludu Północy, mniej więcej taką samą, jak Fetor z Gry o Tron.

Obecnie w murach zamków Nokii mnożą się wściekłe psy, grasują bandyci, tu i ówdzie przemykają się agenci Google; o resztki bogactwa walczą między sobą pomniejsi baronowie. Ale cierpliwi poddani czekają na powrót zagubionego gdzieś w krainie lodu, młodocianego jeszcze, prawdziwego lorda dziedzica z rodu Nokii, który mimo że chromy, ale odtworzy królestwo, przegoni szakale, ukarze winnych, stworzy nową potęgę i pokaże światu, że Północ zawsze pamięta i nigdy nie odpuści.

3894904584_f7cacd8601_o

 

Królewska Krzemowa Przystań

Kraina, w której leży centrum świata, czyli stolica świata technologii, w niej właśnie stoi żelazny tron władcy zdobiony setkami telefonów z antenką, pagerów, smartfonów, tabletów i czytnikami e-booków. Od lat trzęsie nim ród Microsoftu, którego herbem są cztery kolorowe kwadraty na tle niebieskiej flagi z napisem fatal error.

Niesłychanie bogaty to ród, którego potęga wyrosła na stworzeniu systemu operacyjnego, w którym można było pograć w Quake, zrobić tabelki dla szefa oraz napisać tekst bez literUwek. Ci władcy umysłów i myszek ludzkich nie potrafili jednak stworzyć ani zadowalającego ludzi systemu operacyjnego na telefony, ani też się przebić z własnymi urządzeniami mobilnymi. Nawet doskonały w swym zamyśle i realizacji plan zawłaszczenia w tym celu Nokii nie udał się z tego powodu, że do świetnych urządzeń Nokii nadal wkładano system mobilny Microsoftu. W istocie zagranie to jeszcze po 100 latach w podręcznikach historii wskazywano na genialne i debilne jednocześnie.

Złupienie Nokii a’la Lannisterowie z GoT dało lordom Microsoftu chwilowy smak zwycięstwa. W istocie stało się taktyką spalonej ziemi, by Nokii nie przejął nowy konkurent, który wyrósł u boku potentata wydawałoby się… z pustki! Google powstał bowiem z wyszukiwarki internetowej, czyli usługi pozwalającej znajdować coś, czego nie ma w czymś, czego nie ma, w sumie nie wiadomo po co. Następnie Google zaatakowało przeglądarką internetową Chrome, która bezlitośnie obiła zasiedziałe dupska wszystkim wersjom wojownika Microsoftu: Internet Explorera. W końcu Google wypuściło Androida – samoreplikującą się armię dość powolnych, ale upartych, na dodatek darmowych służących, systemów operacyjnych dla urządzeń mobilnych. Ta armia, darowywana każdemu władcy – obojętnie jakiej wielkości i wpływów – jako prezent, pozwoliła wielu z nich przetrwać i zachować swe trony. Za pomocą Androida Google podbił bezkrwawo, uzależnił i uczynił swymi lennikami praktycznie wszystkich pomniejszych książąt i baronów Północy, Południa, krajów zamorskich oraz Królestw Centralnych.

Google rzuciło w ten sposób na kolana prastary i niezwykle szanowany ród Motoroli, czyniąc z niego jednego z najważniejszych wasali. Nawet dumnego, rezydującego w północnych częściach królestw centralnych pana RiM i jego milczącego, mrocznego i niepokonanego w walce na zabezpieczenia faworyta – rycerza Blackberry – Google upokorzyło, nakazując mu po przegranej walce wziąć i używać swych aplikacji z Google Play Store.

Problemem Microsoftu i Google jest jednak inna, bardzo stara linia byłych władców królestwa. Ród Apple posądzany o szaleństwo zakodowane w genach i w płytkach scalonych, ale znany z niesamowitego smaku i ogłady oraz bezkompromisowości i bezwzględności. No i okazało się, że Apple ma smoki! Po kilku pokoleniach zamknięcia się w swoich zamkach nagle przypuścił zupełnie nieprzewidziany szturm we wszystkie strony świata. Apple w 2007 roku uderzył armią niesamowitych wojowników o nazwie iPhone – wojowników tak przystojnych i tak wygodnych w obsłudze, tak gładkich i bladolicych, że każda panna poszła za nimi sznurem, a każdy młodzieniec zapragnął być choć trochę jak on. Tak naprawdę do dziś nie udało się pozostałym władcom ich pokonać lub zdeklasować osiągami. Jakby tego było mało, w 2010 roku Apple wypuściło jeszcze większego wojownika – iPada, który przez długi czas nie miał w polu żadnego odpowiadającego sobie przeciwnika.

To sprawiło, że w obecnej chwili stolica świata, jak i cała kraina rozdarta jest pomiędzy wpływy trzech wielkich: bogatego i podstępnego, acz mającego już implanty naruszone próchnicą Microsoftu; bezczelnego, acz już opasłego w tłuszcz i bogactwo Google oraz zaskakującego, bezkompromisowego i zdradzieckiego oraz diablo przystojnego (zwłaszcza w wersji Rose Gold) Apple, który choć ma smoki, to są one na łańcuchach, sam ród zaś po odejściu założyciela w niebyt również odrobinę się spasł na swych zdobyczach; jego wojownicy przestali już siać postrach, a czasem bywają już nawet trochę zaspani i zasapani.

4855523731_5a06552394_o

Królestwa zamorskie

W zamorskich krainach drugiego kontynentu mamy wielkie rody, które – dzięki prędkiemu poddaniu się wasalstwu wobec Google – wyrosły stosunkowo niedawno, ale zdążyły już podbić rynki i umysły i palce ludzkie. Z drugiej strony są to rody opierające swą wielkość i wątłość na Androidzie właśnie oraz dość ograniczonym spektrum produktów; rody, które tak naprawdę nigdy nie znalazły się na celowniku władców, jak Nokia.

Samsung produkował zatrważająco kiepskie telefony komórkowe oraz pralki i radiomagnetofony. Dzięki pomocy Google oraz genialnie bezczelnej strategii kopiowania wszystkiego, co najlepsze u innych i mówieniu „wcale, że nie!” oraz niesamowitej ilości funduszy wydanych na mówienie ludziom, że rycerze Samsunga są lepsi i tańsi i mają klasę, lordowie tego księstwa posiadają ogromną władzę na całym świecie. Samsung, władając niesamowicie namnażającym się ludem, podjął się nawet produkcji podzespołów dla wojsk innych, także tych największych władców, jednocześnie otwarcie z nimi rywalizując.

Ta strategia okazała się sukcesem. Inni władcy zorientowali się zbyt późno, by móc coś z tym zrobić, a ciosy polityczne ze strony Apple okazały się zbyt słabe. Samsung dorobił się, oferując pod nazwą swego najlepszego wojownika – Galaxy – w znacznie niższej cenie, w promocjach i bonusach wojowników mniejszych, chromych, jednookich, podstarzałych oraz czasem mających problemy z orientacją w przestrzeni. Ale liczbą dominujących nad wszystkich innych. Nikt nie ma takiej armii na świecie jak Samsung. To Samsung dobrotliwie strzeże stanic na Północy i Południu, Samsung pilnuje porządku w Królewskiej Krzemowej Przystani, Samsunga wojska służą do potyczek pomiędzy przeróżnymi panami. Stąd może Samsung próbuje zrzucić jarzmo, które dało mu tę wielkość i zastąpić Google swym własnym systemem. Próbuje, ale czy mu się uda?

LG i HTC to dwa księstwa, które pokazują, jak prędko można upaść i jak powoli się powstaje z kolan. LG – podobnie jak Samsung – znany był z dość kiepskiej jakości produktów, za to dobrej ich ceny. Również lennik Google, w przeciwieństwie do Samsunga buduje swoją moc powoli, za pomocą rozwiązań nowych i zaskakujących. Daleko mu w potędze do swego sąsiada, ale jest już zapraszany do stołu, gdy podają kolację dla Ważnych. HTC zaś to książę bardzo dumny i pyszałkowaty, który mienił się niegdyś Apple czy Nokią Królestw Zamorskich, szczycił jakością wykonania i polerką pancerza, lecz jego wpływy zmalały tak bardzo, że istnieje tylko dlatego, że nikt nie chciał go ani kupić – jak Motorolę, ani zniszczyć – jak Nokię. To nie przeszkadza mu oferować bardzo przystojnych wojowników, mających jednak sporego zeza, co wybitnie przeszkadza im w trafianiu do celu. Tudzież targetu.

Można byłoby opisywać królów i książąt innych zamorskich krain, panów Sony i Panasonica, Asusa i Acera i wielu innych. Ale nie ma takiej potrzeby. Owszem, zasiadają przy stole wielkich, przyjeżdżają na szczyty władców, ale pozostają wasalami Google i mają siły o wiele mniejsze niż sam jeden Samsung. Są panami na swoich zamkach, nie mogąc jednak zaszkodzić któremukolwiek z wielkich. Mogą jedynie użądlić, wypuszczając agentów: skrytobójcę, truciciela, piękną kurtyzanę lub agenta Tomka, owszem, przystojniachę, ale jednak szpotawego przy Apple, głównie z powodu braku nadgryzionego jabłuszka.

2823800729_044d042dca_o

Uzurpatorzy

Na tym nie koniec. Na południowych krańcach kontynentu pojawili się dwaj nowi książęta, którzy początkowo zbagatelizowani przez wielkich zdołali niepostrzeżenie stworzyć ogromne armie zadowolonych i w pełni od nich uzależnionych wyznawców. Są to Facebook i Amazon.

Książę Facebooka to człowiek, który wyrósł z ludu i właśnie lud za sobą pociągnął. Jest na tyle inteligentny i sprytny, że nie wypowiedział do tej pory wojny żadnemu z wielkich władców. Z drugiej jednak strony dzięki swemu sprytowi oraz wykorzystaniu potrzeb zwykłych ludzi sprawił, że jego aplikacje znajdują się w urządzeniach wszystkich jego konkurentów – co więcej – stają się najważniejszą rzeczą, jaką można dzięki tym urządzeniom robić. Facebooka boją się wszyscy, ale nikt nie zdecydował się na otwarty z nim konflikt – póki co. Wydaje się jednak, że byłaby to wojna z góry przegrana, udałaby się tylko wtedy, gdyby wszyscy wielcy wystąpili przeciw uzurpatorowi – czego nie zrobią, bojąc się ciosów w plecy ze strony chwilowego sprzymierzeńca lub swych wasali. Facebook zaś nie jest w stanie sam wygrać wojny z Google, Microsoftem i Apple. Zatem widzimy jak zawsze w takim wypadku grę wywiadów, skrytobójstwa, rozrastające się sieci agentów i chwilowe sojusze, które skończą się albo tym, że Facebook kupi resztki po wielkich, albo zbanuje im konta.

Książę Amazonu natomiast podbił niszę, którą zbagatelizowali inni władcy – niszę niesłychanie intratną, bo związaną z kupowaniem i dostarczaniem dóbr. W przeciwieństwie do Facebooka nie jawi się bezpośrednio jako uzurpator, a raczej jako władca nieugięty i nie składający lenna. Potrafi budować własne urządzenia mobilne, nie ogląda się na innych, nie wchodzi w sojusze i nie godzi się na ustępstwa. Byłby niesłychanie cennym sojusznikiem któregokolwiek z wielkich, gdyby chciał. Jest też zbyt wielki, by go pomijać w rozważaniach.

Żółci Wędrowcy

Ci, których boją się wszyscy. Ci, których forpoczty zapuszczają się w najgorętsze obszary południa, najbardziej zamorskie z zamorskich krain i najzimniejsze z północnych księstw. Wszędzie tam, gdzie są ludzie, którym można coś sprzedać. Ci, którzy produkują legiony tanich wojowników. Na zamówienie. Słabych lub mocnych. Pięknych lub brzydkich. Kopie kopii, lepsze od pierwowzorów. Nieważne, że nie nieśmiertelne – jest ich za to ogrom, w niskiej cenie. Każdy zestawiony z jakimkolwiek żołnierzem Apple, wasali Google czy Microsoftu pokonuje go brakiem poważania dla jakichkolwiek umów i zasad, a przede wszystkim ceną. Ci, którzy produkują 90 proc. wojowników Apple, wasali Google czy Microsoftu.

Ci, którzy wykupili Motorolę.

Niedobitki Nocnej Straży z Komisji Europejskiej widzą te legiony zbliżające się do murów i nie wiedzą, co robić. Wołają gwałtu rety! bo nie mieści im się w głowach, że tak wielka armia idzie tu nie po to, by gwałcić, rabować i palić. A paradoksalnie te legiony już dawno przekroczyły te mury. I już dawno rządzą tym światem. Tylko Apple, Google i Microsoft oraz pozostali udają, że jest inaczej.

Ci, których nosisz buty, kurtkę, podkoszulek, zegarek elektroniczny. Na czyim sprzęcie oglądasz mecz piłki nożnej, czyje żarówki oświetlają twój dom, w czyjej pościeli śpisz i na czyich oponach jeździsz.

Zima już dawno nadeszła. I jest to najcieplejsza zima tysiąclecia.

15200478013_9e40cfc535_k

Źródła:
1. http://www.economist.com/news/21567361-google-apple-facebook-and-amazon-are-each-others-throats-all-sorts-ways-another-game
2. http://www.redmondpie.com/what-game-of-thrones-westeros-looks-like-on-google-maps/
3. http://www.spidersweb.pl/2013/09/nokia-historia-firmy.html
4. http://gameofthrones.wikia.com/wiki/Game_of_Thrones_Wiki

Źródła ilustracji:
1. Obrazek ilustracyjny: duncan hull, flickr, licencja CC-BY
2. Gabriel Flores Romero, flickr, licencja CC-BY
3. radiobreed, flickr, licencja CC-BY
4. hungju lu, flickr, licencja CC-BY
5. Jonathan Kos-Read, flickr, licencja CC-BY

Jeżeli znalazłeś literówkę w tekście, to daj nam o tym znać zaznaczając kursorem problematyczny wyraz, bądź zdanie i przyciśnij Shift + Enter lub kliknij tutaj. Możesz też zgłosić błąd pisząc na powiadomienia@tabletowo.pl.

Komentarze

  • marcus1212

    delikatnie mówiąc: nie podoba mi się…

    • Jeszcze jakbyś napisał dlaczego – to by było super.

      • Tomasz Salich

        Myślę że w szkole jeszcze nie nauczyli jak argumentować swoje zdanie ;)

        • marcus1212

          A kim Ty jesteś, że mam Ci się tłumaczyć z moich opinii? A przytyki o szkole to zachowaj dla swoich rodziców, bo widać myślenia to Cię nie nauczyli.

      • marcus1212

        Pani Kasiu, najzwyczajniej nie podoba mi się artykuł i tyle…może dlatego że jestem fanem Gry o tron

    • A sprecyzuj ;)

  • ixtec

    Przyznam, że nie przeczytałem do końca. Subiektywna przekrojówka z historii osadzona w klimacie serialu. Może dlatego że nie oglądałem (a nie oglądałem bo książka po próbie podejścia mnie odrzucila po kilku godzinach).
    Jeśli młode pokolenie coś z tego wyniesie to ok. Niestety nie zbliża się to do poprzednich felietonów. Może za dużo faktów nad opisywaniem których wg historii serialu zużyła się cała myśl?

    • Dziękuję za opinię. Spróbuję w następnych tekstach Cię zaciekawić :)

Tabletowo.pl
Logowani/Rejestracja jest chwilowo wyłączona