+6Nasi autorzy

Ekosystemy – internet światopoglądów, czyli że Firefox nie będzie tolerował seksualności iPada

Tim Cook oświadczył, że jest gejem. Były CEO Mozilli Brendan Eich wspierał kampanię przeciwko równouprawnieniu związków jednopłciowych. Czy mając jakieś poglądy powinienem używać iPada, czy przeglądać internet w Firefoxie? A może już wkrótce firmy rozwiążą ten problem za mnie, za pomocą “ekosystemu”?

To ciekawe, jakże w tej epoce globalnej wioski uwielbiamy się dzielić. I nie chodzi tu tylko o dzielenie się linkami do ciekawych materiałów, a raczej o gotowość do natychmiastowego wyrażenia swego zdecydowanego sprzeciwu, utożsamieniu produktu z jego twórcą i piętnowaniu tych, którzy nie widzą problemu w użytkowaniu narzędzia pochodzącego od “firmy o zszarganej reputacji”.

Widzimy dzielenie się świata na podstawie urządzeń, jakie stosujemy w życiu. Pisarze science fiction, jak William Gibson, czy twórcy systemu RPG Cyberpunk 2020 wskazywali na to, że za kilkanaście/kilkadziesiąt lat świat nie będzie podzielony granicami państw, a ekosystemów korporacji technologicznych. Przestrzeń Microsoftu – jego przeglądarka, filozofia korzystania, algorytmy filtrowani treści – a więc ŚWIAT właśnie, to przecież inne miejsce, niż Google’a, Facebooka, czy Baidu. W każdym z nich co innego widzimy, co innego robimy, kimś innym jesteśmy. Ja w Google jest innym ja, niż w Amazonie.

Za dzieleniem ludzi na ekosystemy urządzeń i oprogramowania stoi oczywiście pomysł na zwiększanie przychodów i przyzwyczajanie użytkownika do swych usług. Ale musi być jakiś ważny powód, dla którego człowiek gdzieś na początku swego cyber-życia wybierze to, a nie inne rozwiązanie. Założy konto pocztowe w Outlooku, a nie w Google. W Facebooku, a nie w Twitterze. A powód bazujący na emocjach, na światopoglądzie, jest przecież – poza finansowym – najmocniej przemawiającym do człowieka.

Kelly Loughlin, flickr

Technologie przyjazne / nieprzyjazne homoseksualności?

Argument osadzony na wierze w Boga, czy też seksualności i podejściu do cielesności jest niezwykle silny, bo mocno osadzony w każdym z nas. To dlatego każda prawie dyskusja o wierze czy prawach do własnej seksualności prędko odchodzi od argumentów i staje się zwykłą pyskówką, niezależnie od strony konfliktu. Widzimy też coraz częściej próby zawłaszczania przez te konflikty świata technologii.

W kwietniu br. z funkcji CEO Mozilli zrezygnował Brendan Eich, którego “złapano” na tym, że kilka lat temu wspierał otwarcie akcję sprzeciwu wobec legalizacji małżeństw jednopłciowych w USA. Środowiska LGBT zaczęły akcję potępiania… przeglądarki internetowej (sic!), w celu ukarania firmy za poglądy jej szefa. Wskazywano na to, że w dzisiejszych czasach każdy element wizerunku firmy ma znaczenie – a zatem i poglądy jej szefa wpływają bezpośrednio na wizerunek produktu. W sumie nie sposób się z tym nie zgodzić, chociaż… Anty-homoseksualizm CEO firmy miałby się przekładać na anty-homoseksualizm przeglądarki internetowej?! A jednak. Oczywiście w odpowiedzi na to, środowiska przeciwne gejom i lesbijkom zaczęły akcję promowania używania Firefoxa, jako przeglądarki bliskiej im światopoglądowo… Bo jest „porządniejsza”, niż inne. Używam Firefoxa, bo uważam, że to i tamto. Kwestia używania czy nie używania FF w domu, w pracy, gdziekolwiek, stała się deklaracją swoich poglądów. Konflikt, czysto światopoglądowy przecież, został niejako przepisany na oprogramowanie – tak, jakby w kodzie Firefoxa istniał jakiś homofobiczny pierwiastek, skrypty, które powodują, że staje się ona pożądana dla homofobów a odrażająca dla osób wspierających środowiska LGBT…

Całkiem niedawno mieliśmy w naszym kraju przykład tego, jak nagle niskoprocentowy złocisty napój z browaru w Ciechanowie może stać się wyznacznikiem podejścia do praw tzw. „mniejszości seksualnych”. Podobnie w USA zadziałał bojkot filmu Gra Endera, do którego wezwały środowiska walczące o prawa osób homoseksualnych po tym, gdy wyszły na jaw nieprzychylne im wypowiedzi autora książki, na kanwie której powstał film – Orsona Scotta Carda. To świetny zresztą przykład, jak spór światopoglądowy przestaje mieć zupełnie związek z “winowajcą” – film produkował ktoś inny, grali w nim aktorzy nie będący homofobami, zaś O.S.Card był po prostu współautorem scenariusza. Ale bojkot niejako sformatował rzeczywistość, wskazując, co dla kulturalnego człowieka o takich, a nie innych przekonaniach, jest/powinno być pożądane, a co nie.

Ostatnim – i arcygłośnym – przykładem takiego formatowania świata jest deklaracja Tima Cooka – CEO Apple – który ogłosił, że jest gejem i jest z tego dumny. Przelało to czarę złości antyfanów Apple – okazało się, że na czele tej przez wielu serdecznie znienawidzonej (a przez innych kochanej) firmy stoi osoba otwarcie mówiąca o swym homoseksualizmie. Internet stał się areną walki o przestrzeń światopoglądową tej sprawy – ten, kto wygra, ten zawłaszczy jej więcej. Momentalnie powstała ogromna ilość niewybrednych żartów i memów o powodach, dla których jest tak wielu “fanbojów” produktów Apple. Zaczęto zadawać pytania o idee firmy (sic!), o potajemne cele stojące za takimi lub innymi rozwiązaniami (sic!), a przede wszystkim o to, czy… Wierzący katolik może korzystać z iPhone’a czy iPada…  Z drugiej strony produktami Apple zaczęły się chwalić osoby wspierające otwartość i równouprawnienie – w tym seksualne. Produkty Apple – przed wypowiedzią Tima Cooka po prostu świetne i uznane (choć drogie) – nagle stały się ZNACZĄCE. To urządzenia i usługi, z których gej czy lesbijka mogą być dumni. To urządzenia, które wyciągając do ucha w metrze czy na kolana w pociągu deklarujemy jednocześnie, że popieramy coś lub kogoś. Jak koszulka drużyny piłkarskiej. Jak naszywki zespołów metalowych na plecaku. Jak smycz na szyi. Znaczek w klapie. Transparent na pochodzie.

Tak nam powiedziano w telewizji, w internecie.

Promowanie/antypromocja jakichś produktów to żadna nowość. Słynne “Buy American” piętnowało ludzi, którzy kupują towary sprowadzane do USA, czyli nie wspierające amerykańskiego robotnika. W Polsce wiele lat traktowało się produkty made in CCCP jako gorsze nie z powodu ich faktycznej jakości a… złości na ZSRR i komunizm. Znowuż w latach 60. PRL usilnie piętnował muzykę zachodu – głównie jazz – jako zgniłą, dekadencką i deprawującą. Wydaje się jednak, że nigdy natężenie tak silnie nacechowanej elementami światopoglądowymi promocji czy antypromocji nie było tak wielkie, jak teraz. Ale nigdy też w grę nie wchodziło tak wiele pieniędzy, które można stracić lub zyskać przez odpowiednio ukształtowaną akcję kierującą się do przekonań użytkowników.

Ku odrębnym ekosystemom – odrębnym światom

Wspólna przestrzeń urządzeń i usług, ujednolicone UI oprogramowania i wszystko to, co obecnie nazywamy ekosystemem, to dopiero początek. Już teraz człowiekowi, który używa na co dzień smartfona z Androidem i usług Google jest trudno przejść przez okres adaptacji po zakupie np. Windows Phone’a. Jeszcze trudniej przejść ze świata Apple’a do Androida. Czasem wiąże się to z utratą nie tylko funkcjonalności, ale też i konkretnych rzeczy, np. książek, czy muzyki zakupionej w usłudze jednej korporacji (przykładem problemy ludzi, którzy kilka lat temu kupili e-booki w T-Mobile a potem zmienili operatora).

Człowiek przyzwyczajony do świata Apple nie rozumie i denerwuje się, jeśli zmuszony jest coś zrobić w świecie Androida (i vice versa).

Nerds On Call, flickr

Przeglądarka internetowa – nasze okno na świat, które – jak uważamy – pokazuje nam treści bez cenzury, nie pokaże nam całego mnóstwa stron w Chinach. W tym państwie jest inny internet – inne treści są promowane, pewne są usunięte z wyników wyszukiwania. Ale jeśli myślicie, że dotyczy to tylko krajów z jakimś niedemokratycznym reżimem politycznym, to jesteście w błędzie. 5 lat temu głośna była sprawa umowy pomiędzy Microsoftem, a News Corp., dotycząca pokazywania treści z serwisów informacyjnych News Corporation w przeglądarce Bing. NC miało pretensję do Google o to, że ich przeglądarka pokazuje treści i nie płaci za to ani centa. Bing miał zapłacić. Dlatego teksty News Corp. miały zniknąć z Google, a być dostępne w Bing. W istocie podzieliłoby to świat obu przeglądarek na dwa różne – ten, w których istnieje informacja z News Corporation, i ten, w którym jej nie ma.

Czeka nas na pewno podział świata na mniejsze światy. Światy korporacji. To tylko kwestia czasu. Ale kto wie, czy punktem wyboru nie będzie wkrótce podejście korporacji do kwestii światopoglądowych. Czy ateista będzie chciał korzystać z wyszukiwarki, systemu i urządzeń firmy podkreślającej katolickie wartości? Czy fanatyczny heteroseksualista będzie miał konto w serwisie społecznościowym mającym jako motto wpisane dążenie do równości praw i promocji otwartego podejścia do własnej cielesności? Czy człowiek, w wieku 18 lat, odbierając dowód osobisty, nie będzie musiał jednocześnie podjąć arcyważnej decyzji dotyczącej świata usług i urządzeń, w jaki wejdzie? Czy ktoś, kto się nawróci, nie będzie usuwał nagle kont i powiązań w usługach swego dotychczasowego ekosystemu? Czy używanie smartfona czy tabletu jednej firmy nie stanie się głównym czynnikiem kojarzącym ze sobą małżeństwa, lub najważniejszym pierwszym wrażeniem, od którego zależy, czy w ogóle zainteresujemy się kimś, czy nie?

Czy już teraz nie widzimy tego początków?

I czy producenci oprogramowania i urządzeń nie utrudnią nam wolnego wyboru? Nie uniemożliwią „bycia pomiędzy”? Posiadania innego laptopa, innego smartfona, innej chmury, innej poczty? Czy za 10 lat da się jeszcze zsynchronizować pocztę z Outlooka z Gmailem? Czy Android odbierze MMS wysłany z iPhone’a? I czy nie stanie się tak, że kabelek od smartfona z Androidem będzie niekompatybilny ze smartfonem Apple…?

Oh, wait…

Jeżeli znalazłeś literówkę w tekście, to daj nam o tym znać zaznaczając kursorem problematyczny wyraz, bądź zdanie i przyciśnij Shift + Enter lub kliknij tutaj. Możesz też zgłosić błąd pisząc na powiadomienia@tabletowo.pl.

Komentarze

  • Berger

    Świetny tekst, o więcej proszę, bardzo ciekawe tezy i rozważania, w przeciwieństwie do stron *web.pl gdzie strasznie leją wodę, tutaj czytało mi się owy tekst z niekłamaną przyjemnością.

  • uru28

    Jak zwykle fajny i „głęboki” tekst;) W moim odczuciu każde „równanie” opracowane przez korporacje,obliczone na zysk, wykorzystujące różne triki, w tym światopoglądowe legnie w gruzach w konfrontacji z jednym czynnikiem „ludzkim egoizmem”. Bez względu na motywacje czy nasze przekonania i tak wybieramy rozwiązanie dobre dla nas. Tam gdzie zaczyna dziać się nam krzywda, ponosimy osobistą stratę włącza się hamulec. ACTA, czy obecnie to co działo się na Węgrzech pokazuje że niezależnie jak ładnie będzie to opakowane, czy do jakich wartości się odniesie, nasz „egoizm” jest uniwersalny i wygra. M$ swego czasu był „demonem”,monopolistą, ucieleśnieniem zła i ?… Jakoś nie przełożyło się to na zniknięcie firmy z rynku, czy nawet spadek jej obecności. Do momentu gdy zyski przekraczają wartość „akceptowalnych” strat możemy się obruszać na korporacje, ich podejście do konsumenta czy światopogląd, do momentu…Gdyby jakakolwiek firma zażądała przy rejestracji czy pierwszym uruchomieniu produktu określenia naszych np. preferencji seksualnych była by to jej śmierć.Dlatego wydaje mi się że możemy rozpatrywać poruszone kwestie bardziej w kontekście „kolorytu”, „smaczku” czy „otoczki” , niż jakiegoś poważnego zagrożenia.

    • Dziękują ten komentarz!
      Wydaje mi się, że jeśli są aplikacje dla kobiet, dla mężczyzn, dla uprawiających sport, dla gejów (są, wystarczy sprawdzić np. w Google Play), to niewiele trzeba, by rozszerzać funkcjonalności – zwłaszcza firm, mających bogate portfolio – w sieć ustawień, czy usług predefiniowanych. Tym bardziej, że zapewni to lepsze dopasowanie reklam…
      A co do tego, czy ludzie wyśmialiby serwis pytający o preferencje… Pomijając to, że akurat jestem przekonany, że wielu odpowiedziałoby na to pytanie zupełnie bezkrytycznie – to nie musi tak wyglądać. Załóżmy, że Google kupi serwis randkowy (a w takim pytanie o preferencje to konieczność) i umożliwi logowanie poprzez konto g+… A potem w zależności od preferencji zaproponuje pakiet odpowiednich usług… I już…
      Oczywiście, że mój tekst to taka trochę myślenie na wyrost, ale… Różnie może być. ;-)

      • uru28

        Ciekawie ujęte;) Zgodzę się że „zakusy” mogą iść w tę stronę ale, zmierzałem do tego iż ten nasz atawistyczny „egoizm” jest najlepszą „naszą” ochroną i pokuszę się o stwierdzenie że chyba nie do przejścia przez korporacje. Tak na prawdę system Google działa tylko do pewnego,bardzo ograniczonego stopnia.Śmiem nawet posunąć się do stwierdzenia że „jest głupi jak but”. Po wielokroć miałem sytuację (domyślam się że nie tylko ja) że produkt którego szukałem został już dawno kupiony i to wcale nie dzięki „sprytnym” reklamom Google wyskakującym na każdym kroku, ba często z rozbawieniem obserwuję jak w wyniku literówki, czy omyłkowego kliknięcia na link jakiegoś produktu Google „ładuje” mi podobne lub pochodne produktów czy usług. Czynnik ludzki nie jest do ogarnięcia nawet przez najlepsze algorytmy (kto ma kobietę ten wie ;) ), co naturalnie napawa mnie optymizmem. Owszem, czasem ludzie idą jak „baranki na rzeź” , ale jest to do czasu, do granicy gdzie firmy przekraczają ową umownie nazwaną przeze mnie granicę naszego egoizmu.

    • A wiesz, w pierwszej wersji tego tekstu miałem cały akapit poświęcony ACTA, w kontekście jednoczeniu się przeciw czemuś i zapominaniu po kilku miesiącac, ale potem zmieniłem koncepcję i już nie pasował…

  • janko

    Dzięki, zacheciles mnie do używania firefoxa, bo nie wiedziałem o tej sprawie. W sumie i tak go używałem, więc bez różnicy. Tylko skąd to dziwne pytanie czy firefoxa może używać wierzący katolik? Czy są katolicy niewierzący? Na czym polega fanatyczny heteroseksualizm, czym się różni od zwyczajnego, powszechnego i normalnego heteroseksualizmu? I dlaczego obok pytania o tego wierzacego katolika nie pojawiło się pytanie o bogobojnego żyda, albo wiernego muzułmanina? Bo ci chyba bardziej mają na pieńku ze wszelkimi dewiantami seksualnymi, katolik najwyżej się pomodli za geja, a żydowski ortodoks może mu sklepać michę, natomiast wyznawca Allaha może mu uciąć co? Głowę!

    A preferencje i problemy seksualne prezesa Apple są jego prywatną sprawą, po co się z tym afiszować i nakręcać niechęć do innych ludzi z podobnymi problemami. Z jednej strony mówią, że są zupełnie normalni, a z drugiej przy każdej okazji podkreślają swoją wyjątkowość. Ten np. mowi, że jego przypadłość to cud od Boga…

    • Jacek.P

      Janko, weż poczytaj trochę książek zanim się zaczniesz wypowiadać. Homoseksualizm jest równoprawną orientacją seksualną występującą u ok 8% populacji. Zaburzeniem jest tylko w twojej małej ograniczonej główce, bo całe medyczne środowisko uważa to za zwykła orientacje, jedną z wielu.
      Co do wypowiedzi prezesa Apple, to powiedział czemu to zrobił. Pomimo, że chroni on bardzo swoją prywatność, to wykonał ten krok dla wyższych celów.

      Dlaczego katolicy afiszuja się ciągle z swoją religia? Po co pielgrzymki, procesje? Po co religia w szkołach i programy religijne w publicznej TV? I dlaczego wieszają w wszędzie po kryjomu swoje symbole religijne jak to miało w sejmie czy w parlamencie europejskim?

      Niepotrzebnie portal technologiczny zabrał głos w sprawach światopoglądowych. Powinniście rozgraniczać te dwie kwestie.

      • janko

        Jeśli to tylko jedna z wielu normalnych orientacji, to po co się z tym obnosić i robić raban na cały świat? Kogo obchodzi orientacja prezesa? Ma jakiś związek z produktami firmy?

        A ta rzekomo normalna orientacja całkiem niedawno była jeszcze na liście chorób, ale gejowskie lobby załatwiło wykreślenie z tej listy, tym samym przekreslajac możliwość udzielenia pomocy medycznej ludziom, dotknietym tą normalną przypadłością. W krajach „mniej postępowych” nadal prowadzi się badania jak to leczyć i ponoć w wielu przypadkach leczy się calkiem skutecznie. Ciebie młody czlowieku odsyłam do książek.

        • Jacek.P

          Trzeba o tym mówić, żeby ograniczeni ludzie zrozumieli, że Ci ludzie są dookoła i się niczym od Ciebie nie różnią, oprócz tego że kochają osobę tej samej płci.Tak samo pracuja, płacą podatki, robią zakupy, mieszkają razem, opiekują się sobą, kochają i cierpią. Nie są w żaden sposób gorsi od Ciebie i nie robią tym nikomu krzywdy.
          A dlaczego Ty się obnosisz z swoją heteroseksualnością na co dzień? Wiem, że nie masz tego świadomości ale robisz to cały czas . Sam fakt, że mężczyzna z kobietą idzie po ulicy za ręke, całują się, mówią o swoim partnerze itp można uznać za obnoszenie.

          A dlaczego się tam znalazła?Było to spowodowane uprzedzeniami na tle religijnym i światopoglądowym, ale mamy XXI wiek i medycyna się ciągle rozwija. To, że coś kiedyś było na jakiejś liście nie jest argumentem. Znamy przypadki wielu wybitnych osób, które były osobami homoseksualnymi.

          Kto zna historie ten wie, że bardzo podobnych „argumentów” używali przeciwnicy praw dla kobiet czy praw dla osób o innym kolorze skóry. Też uważano ich za gorszy i krytykowano za to że wychodzą na ulice i domagają się swoich praw.
          Przykry, że po tylu bolesnych doświadczeniach, nie potrafimy wyciągać wniosków i widzieć w drugiej osobie przede wszystkim człowieka.

          • tfan

            Aha. Czyli banda pajaców wykonujących obsceniczne gesty na paradzie gejów, albo nawet publicznie obściskująca się homo-para, nie mogą być dla mnie obrzydliwe? Bo jestem wtedy homofobem – a to dopiero jest prawdziwa, głęboka patologia. Każdy, bez wyjątku powinien też kochać owłosione nogi u kobiet, pierdzenie w tramwaju i Kaczyńskiego za jego niski wzrost, ROTFL.

          • oloKK

            Nie, nie homofobem. Raczej zwykłym prawilnym wsiurem z ciasnymi poglądami

          • tfan

            Ale moment, to że ja mógłbym urodzić się na wsi to nie byłaby moja wina i byłoby to całkowicie naturalne. Co więcej, mógłbym być z tego dumny! A określenie „wsiur” jest obraźliwie w przeciwieństwie do wszystkich słów których użyłem w swojej wypowiedzi i świadczy raczej nie o ciasności moich poglądów, a o prymitywizmie i braku rozsądku mojego adwersarza. Przede wszystkim judnak o jego kulturze na poziomie skina wyzywającego od „pedałów” i „ciot”. Szczerze mówiąc,parafrazując homolobby, każe to myśleć że rzeczony adwersarz jest pochodzenia „niemiejskiego” i swoje własne kompleksy wylewa (bardzo niecelnie zresztą) na mnie.

      • To nie jest tekst o sprawach światopoglądowych.
        Nie ma tu ani słowa o wskazywaniu, kto ma rację.
        W tym tekście zadałem szereg pytań ważnych z punktu widzenia człowieka związanego z technologiami.

    • Super!
      A co sądzisz na temat tego, co napisałem o ekosystemach?

      • janko

        Sądzę, że dla normalnych ludzi, dowolnej „orientacji”, przypadłości prezesa firmy mają takie samo znaczenie, jak kolor skarpetek jego ochroniarza, czyli żadne. Jak im produkt odpowiada i ich stać, to kupią, a jak nie, to nie. Natomiast dla tzw. aktywistów, w tym bardzo hałaśliwych i zawłaszczających coraz więcej przestrzeni publicznej, oraz domagających się coraz większych przywilejów homoaktywistów, taka deklaracja prezesa ma ogromne znaczenie, bo odtąd produkt staje się również symbolem. Tak jak tęcza, którą sobie zawłaszczyli, albo jak dawnej czerwone skarpetki, gdy nie było jeszcze gejów, tylko zwyczajni pederaści. Takie symbole integrują ich „klub”, pomagają im rozpoznawać się w tłumie, co w środowisku homoseksualistów jest szczególnie ważne, z powodu dużej liczby „partnerów”, z którymi tymczasowo wiążą się w ciągu całego życia. Gdzieś tych „partnerów” trzeba znajdować, jakoś się rozpoznawać, nie wszyscy lubią szwędać się po jakichś podejrzanych nocnych klubach, tam pewnie jest zawsze ten sam zestaw bywalców, dobrze byłoby mieć jakiś neutralny sygnał do rozpoznawania się na ulicy, w tramwaju. Sam telefon to może za mało, ale może być pierwszym impulsem, żeby skierować na posiadacza uwagę i poszukać innych oznak przynależności do „klubu”.

        Czyli moim zdaniem to był dobry numer marketingowy, ukierunkowany na środowisko tzw. homoaktywistów. Inni nie przestaną z tego powodu kupować produktów Appla, a „klubowicze” chętniej wysupłają pieniądze na taki „dedykowany” dla nich gadżet.

        • Chyba Sie Zaloguje

          „…a „klubowicze” chętniej wysupłają pieniądze na taki „dedykowany” dla nich gadżet…”

          W każdym cywilizowanym miejscu na Ziemi taki iPhone to nie jest ŻADEN luksus. Cena najnowszego iPhona 6 jest NIEZNACZNIE wyższa od np. iPhona 5s a ta zbliżona do innych „mniej prestiżowych” (według co niektórych) modeli – czyt. to nie jest żaden luksus.
          Klienci to nie są klubowicze. To są najzwyczajniejsi średniej klasy obywatele. Jak będą chcieli to sobie kupią…
          Ludzie kiedy wy w końcu zrozumiecie, że gdyby w Polsce średnia płaca netto wynosiła – strzelam – nie 2500 PLN tylko 7000 PLN to nikt by się tak tym nie podniecał. Wchodzę do sklepu. Kupuję. Do widzenia i wychodzę…

  • Chyba Sie Zaloguje

    Drogi autorze czy na prawdę myslisz, że ktokolwiek utożsamia się z jakimkolwiek „ekosystemem” ze wzgledu na przynależność do jakiejkolwiek grupy?

    Co to za durny wpis??? Czytam i nie wieżę, że to czytam…

    • No ale, prawdę mówiąc, jak nie wieżę, to co? Dwie wieże?

      • Chyba Sie Zaloguje

        No zuch-chłopak, błąd ortograficzny wyłapał…

        • Polecam się łaskawej pamięci. Skoro my już o tym, to jeszcze „na prawdę” sobie popraw i zanotuj pisownię łączną na przyszłość.

          Wiesz, wniosek z Twojego komentarza był następujący. Skoro w taki niechlujny sposób formujesz myśli, to jest duża szansa, że po prostu nie zrozumiałeś istoty tego tekstu. Wtedy to było tylko moje ironiczne domniemanie, teraz, zwłaszcza po Twoich kolejnych komentarzach, nabrałem pewności.

          Każdy tekst można skwitować podobnym tonem, ale co to daje, co to wnosi? Jaka jest Twoja opinia i czym ją możesz poprzeć? Rozwiń i wtedy dyskutuj, a jest nikła szansa, że przekonasz do swoich racji innych.

          To jakiś start, bo na razie rzuciłeś tylko bzdurą i brakiem wiary, ale dlaczego tak się dzieje i czym jest to pokierowanie, to już nie dajesz szansy przekonać się innym. Innymi słowy Twój komentarz nie tylko nic nie wnosi, on nie jest funta kłaków wart.

          Tak więc raz jeszcze napiszę – rozwiń, daj szansę podyskutować z czymś, a nie z opinią/obrazem rzeczywistości skrojoną przez Ciebie, której nikt nie miał okazji poznać.

          • Chyba Sie Zaloguje

            Odnośnie: „…Popraw i zanotuj pisownie łączną na przyszłość…” – wiesz, z reguły nie robię tego typu błędów. Możesz prześledzić moje komentarze i podbudować lub nie swoje EGO znawcy językowego.
            Jeśli zaspokoi Cię to w jakimś stopniu to są jakieś autokorekty w słownikach androidowych a ja pisząc nie sprawdzam i nie dopieszczam swoich komentarzy… więc nie raz, nie dwa możesz zauważyć jakąś niepotrzebną spację, literówkę albo nawet zmieniony wyraz…
            Natomiast jeżeli jesteś osobą, której zadaniem jest sprawdzanie pisowni na tabletowo.pl – czy to w komentarzach, czy w artykułach – to rób to dokładniej bo tu aż roi się od bzdurnych sformułowań. Ale na to tabletowo jest przygotowane każdorazowo promując funkcję SHIFT + ENTER.

            Co do artykułu, nie będę się rozpisywał i to tylko dlatego, że mam dużo ciekawszych spraw do robienia.
            Napiszę tylko, że niektórzy potrafią napisać ciekawy artykuł (chyba najwięcej ich ma Piotr Górecki).

            Ten natomiast jest bardzo chaotyczny. Autor nie dochodzi do żadnego wniosku. Nawet sam pisze „…Jesteś pewien, że nie? Ja zadaję pytania, bo nie wiem…” – więc o czym mowa?

            Prosisz mnie abym rozwinął myśl. Przeczytaj moje komentarze. Wierzę, że jako „najbystrzejszy misio w lesie” sklecisz te moje wypociny w jedną całość a jak Ci nie wystarczy to obiecuję, że postaram się znaleźć w przyszłym tygodniu czas i rozwinąć myśl, specjalnie dla Ciebie i dla wszystkich ciekawych…

    • Jesteś pewien, że nie? Ja zadaję pytania, bo nie wiem.

      • Chyba Sie Zaloguje

        Zadajesz pytania? Tu na „tabletowo”? W jakim celu?
        Jak chcesz zrobić ankietę to są do tego lepsze miejsca i narzędzia.
        A jak chcesz napisać artykuł to wyrażasz w nim swoje poglądy (jakie by one nie były) i masz do tego prawo.

    • Allerien

      To fajnie, że Ty tak nie masz. A teraz zastanów się nad takim zagadnieniem: jedni siedzą na Facebooku, drudzy na NK.pl, trzeci na LinekdIn. Ci ludzie w naturalny sposób rozwijają relacje z ludźmi w określonej sieci bardziej, niż z ludźmi w innych. Pół biedy, jeśli założyli konto na „fejsie” mając lat 25. A co z tymi, którzy zrobili to mając lat 15? Mogą się zorientować, że z tej drogi nie ma już odwrotu.
      Teraz przenieś tę sytuację na „ekosystem”:
      „Jak to nie masz iTunes?” „Kupiłbyś sobie Androida, to miałbyś taką i taką apkę.” itd. itp
      Dziś może jeszcze te różnice nie są takie ostre, ale jednym z możliwych kierunków rozwoju sytuacji jest właśnie wzmożona fragmentacja społeczności użytkowników.
      No i jest jeszcze grupa outsiderów, która nie utożsamia się z żadnym z powyższych i jest z tego dumna.

  • Tomasz Lenartowski

    Jeden problem – Bing i Google to nie przeglądarki a wyszukiwarki.

    • Racja. Użyłem skrótu myślowego. Tak to jest gdy człowiek próbuje nadążyć za myślami. Przepraszam!

      • Umrzyj! Przez to nikt nie zrozumiał o co Ci chodziło w tym zdaniu, ba, całego wpisu nie zrozumieli (niektórzy), jak mogłeś!

        • :-P Wiem, że było zrozumiałe, ale na tabletowo.pl taki skrót to grzech, a i dowód na to, że upraszczam, więc obiecuję poprawę!

          • uru28

            Na to (poprawę) nie ma zgody, inaczej zlikwidujemy czynnik ludzki i korpo nas rozpracują :p

        • Tomasz Lenartowski

          Oj tam. Przynajmniej zwracam uwagę na konkretny błąd a nie na nieokreślone „bzdurne sformułowania” ;P.

  • _TB_TB_

    No to pan autor pojechał…
    1) o tym, że CEO Apple jest homoseksualistą było wiadomo od dawna
    2) koleś z Mozilli dostał po łapach z powodu formy finansowania działań firmy, w którym każdemu trzeba się przychlebiać
    3) próba łączenia technologii i światopoglądu (orientacja seksualna nie jest kwestią wyboru, a technologia tak, szanowny autorze) niczym się nie różni od *web.pl-owych tekstów pisanych stricte pod kontrowersję – do niczego konkretnego nie prowadzi poza flame.
    Innymi słowy: dużo literków, dużo walenia w pręty klatki i stół, zero głębszego sensu :/ Analiza wpływu tej czy innej sprawy na udział w rynku byłaby czymś mocnym. To powyżej – słabym generatorem shitstormu.
    BTW, Cook jest też wegetarianinem. Może coś o tym? :P

  • Chyba Sie Zaloguje

    Jest duża grupa ludzi, którym FB służy do udostepniania zdjęć porannej kanapki, albo innych kretyńskich rzeczy, ale kto im zabroni?. Są też duże światowe koncerny dla których to czysty marketing. Ani jedni ani drudzy nie wybrali „ekosystemu” ze względu na przynależność, bądź też ze względu na fakt jakichkolwiek ograniczeń konkurencyjnej platformy.
    Czytając Twój komentarz można wywnioskować że ktoś decyduje się na androida bo w google play jest aplikacja XYZ. BZDURA!!!

  • Wiesz, to jest tak, że – a nadal, kolejny raz muszę to podkreślać – istotą tego komentarza nie było zwrócenie uwagi na błąd ortograficzny, tylko niebezpośrednie, ironiczne wskazanie na sens (a właściwie jego brak) komentarza, który zostawiłeś. Dodatkowo używając podobnej retoryki. Widzę jednak, że niewiele to uzmysłowiło, chociaż naprawdę próbowałem.

    Każdemu zdarzają się błędy, ale robienie ich w tak krótkiej wypowiedzi i tłumaczenie, że się nie czyta tego, co się pisze (nie dopieszcza), jest absolutnym nonsensem na poziomie podstawówki i ucznia w rozmowie z rodzicem, po tym, gdy do domu przyniósł „pałę” z dyktanda. To co piszemy i jak to robimy ma pierwszorzędne znaczenie, zwłaszcza w sieci, bo w ten oto sposób i na tej podstawie jesteśmy oceniani przez innych. To stanowi o nas samych, tak więc wybacz, jeżeli nie przyjmę takiego wytłumaczenia. To niechlujstwo oraz zwykły brak szacunku dla autora tego tekstu i „kontrrozmówców”.

    Zresztą, tam gdzie nie ma argumentów, tam są wycieczki personalne. To nigdy nie wróży niczemu dobremu i nie inaczej jest tym razem.

    „Co do artykułu, nie będę się rozpisywał i to tylko dlatego, że mam dużo ciekawszych spraw do robienia.”

    Poświęciłeś tyle czasu na komentarze, z których nic nie wynika, niczego konkretnego nie wnoszą i nawet do niczego konkretnego się nie odnoszą, ale piszesz, że nie będziesz tego robił, bo masz dużo ciekawszych spraw do robienia? To po co zawracasz głowę i zaśmiecasz internet swoimi komentarzami? Doprawdy, zastanawiające…

    Nie, dla mnie tego robić nie musisz, bo ja sam jakoś specjalnie zainteresowany nie jestem tym, co masz do powiedzenia w tej sprawie. Po prostu naiwnie, jak widzę, wypowiadam się w imieniu ludzi, którym witki już opadły konkretnie i sami zastanawiają się jak przebrnąć przez te tony mułu.

    Nie dałeś niczego, z czym można dyskutować. Nie ma czego sklecać z Twoich komentarzy, w tym rzecz właśnie. Jedyne co nimi pokazujesz to to, że prawdopodobnie nie zrozumiałeś o co chodzi i o czym jest ten artykuł.

    Jeżeli dasz jakieś przemyślenia, argumenty związane z tekstem, to przynajmniej będzie z czym polemizować, a tak, to nie ma żadnego kontekstu, nic nie ma, oprócz kilku emocji, paru znaków zapytania, niewybrednych tekścików i łaski, że może znajdziesz czas.

    „(…) to rób to dokładniej bo tu aż roi się od bzdurnych sformułowań.”

    Jakich na przykład? Jeżeli czegoś nie rozumiesz, to daj szansę wytłumaczyć, a nie rzucasz pustymi stwierdzeniami.

    „Ten natomiast jest bardzo chaotyczny. Autor nie dochodzi do żadnego wniosku. Nawet sam pisze „…Jesteś pewien, że nie? Ja zadaję pytania, bo nie wiem…” – więc o czym mowa?”

    Autor pokazuje pewne mechanizmy, to co już się dzieje i to, w jaki sposób się to odbywa. Daje do myślenia oraz zostawia do oceny i przemyśleń innym. Natomiast pyta, owszem, retorycznie.

    Wróć do nas, gdy będziesz miał coś konkretnego do napisania, w innym razie po prostu nie pisz i oszczędź innym czasu, będziesz go miał więcej na ciekawsze sprawy.

    Polecam się,
    Najbystrzejszy Misio w lesie

    • Chyba Sie Zaloguje

      Podziwiam Twoje zaangażowanie. Piszesz po raz kolejny bardzo długi komentarz. Znów się powtarzasz i co z tego wynika?
      Napisałem Ci, że jak znajdę czas to napisze bardziej szczegółowy komentarz?

      Czy Ty to człowieku rozumiesz?

      Odnośnie bzdurnych sformułowań – na prawdę aż się roi od tego tu na tabletowo. Jak tak Cię to kłuje w oczy to wiedzy, że więcej dobrego byś uczynił używając swój wspaniały umysł do weryfikacji publikowanych tekstów a nie weryfikacji komentarzy!

      Teksty typu „… aparat ma światło” „aparat ma XXX pikseli” i inne, pojawiają się na prawdę często. A ja ich nie notuje i na Twoje zawołanie nie będę ich przytaczał bo nie lubię sobie zaśmiecać głowy takimi pierdołami. Wiem natomiast, że się zdarzają a Ty oszczędź sobie i nie łap mnie za słowa abym przytaczał za każdym razem cytaty…

      P.S. Mam nadzieję, że te dwa przykłady wystarczą i nie czepisz się co mam na myśli pisząc „i inne”

      • Ja podziwiam je bardziej, bo pod ścianą masa grochu, a Ty nadal nic. Wywołujesz mnie, niejako, do odpowiedzi, więc czuję się w obowiązku odpowiedzieć, chociaż zupełnie nie mam na to czasu, ba, mam „ciekawsze rzeczy do robienia”.

        No właśnie nic z tego nie wynika – nadal piszesz „na prawdę”. Nadal niechlujnie. Nadal zajmujesz swój cenny, przecież, czas na odpowiedź, która kolejny raz nie wnosi nic istotnego. Innymi słowy „pultasz się” z odpowiedzi na odpowiedź.

        O nie, drogi panie, najpierw piszesz z łaską, że może odpowiesz, może nie, a teraz zdziwienie. To już jakieś rozdwojenie jaźni.

        Pytam o błędy w tym wpisie, bo to jest istotą naszej rozmowy, a nie gdy jest Ci wygodnie, to odwracasz kota ogonem i posiłkujesz się każdym znalezionym błędem ever, a te się przecież zdarzają i to wcale nie często, tak, jak raczysz sugerować. Są w granicach błędu statystycznego.

        I tak, piszę kolejny raz, bo zęby mnie bolą, gdy przyjdzie jakiś koleś, rzuci niezobowiązującymi „bzdurami”, uaktywni się tylko wtedy, gdy znajdzie coś do wytknięcia i, tak naprawdę, nie ma zupełnie nic sensownego do powiedzenia poza rzuceniem kilku inwektyw.

        To choroba naszych czasów, zachwaszczanie internetu trollowymi komentarzami, zabijanie sensu dyskusji i dialogu. Jak tu dyskutować z pustymi wypowiedziami, gdy zamiast trzymać się tematu sięga się po każdy możliwy sposób, by zdyskredytować rozmówcę. Nie przeczytałem od Ciebie jeszcze ani jednego argumentu, konkretu w ramach tematu, a to już nasty komentarz tutaj. I wyraźnie widzę, że się nie doczekam, chociaż naiwnie pozostawiam sobie jeszcze cień nadziei.

        PS już pierwszym komentarzem mogłeś „dyskutować” podając jakieś konkrety i odnosząc się się do tekstu używając argumentów. I jeszcze jedna rzecz na koniec, większość Twoich komentarzy, jeżeli już coś napiszesz, to wypowiadane mentorskim tonem opinie i tylko opinie, bo to nie fakty. Oczywiście masz do nich prawo, ale gdy zaczynasz je wypowiadać w tonie prawdy objawionej, to niczym nie różnisz się od ludzi mówiących „niesmaczne” o potrawie, której nigdy nie spróbowali.

  • Przede wszystkim to jest felieton, nie opracowanie tematu. Tu masz definicję z PWN: http://encyklopedia.pwn.pl/haslo/felieton;3900278.html a tu z innego źródła: http://www.cotojest.info/felieton_795.html

    Zadaję pytania, ponieważ prorokuję pewne rzeczy. Nie wiem, co się stanie, ale na podstawie pewnych faktów wnioskuję. Zadaniem felietonu jest własnie coś takiego – dać do myślenia.

    Czy nie doszedłem zaś do żadnego wniosku? Śmiem mieć inne zdanie. Uważam, że w tekście jest wniosek. Być może powinieneś go przeczytać raz jeszcze?

Tabletowo.pl
Logowani/Rejestracja jest chwilowo wyłączona