Ważne

Test aplikacji WD My Cloud z dyskiem sieciowym o tej samej nazwie

wd-my-cloud-aplikacja-01

Patrząc na rozwój nowych technologii trudno nie odnieść wrażenia, że w wielu aspektach życia czeka nas bezprzewodowa przyszłość. W niektórych owa bezprzewodowość już nas dopadła. Mowa o dyskach zewnętrznych (sieciowych), które ułatwiają nam dostęp do naszych danych multimedialnych bez potrzeby podłączania ich do tabletu, laptopa czy innego urządzenia. Lata temu przybliżałam Wam działanie aplikacji WD 2go i WD Photos – do zarządzania zdjęciami i filmami, jak również pozostałymi multimediami i dokumentami przechowywanymi w chmurze, w połączeniu z dyskiem My Book Live. Dziś postanowiłam się przyjrzeć aplikacji WD My Cloud, którą miałam okazję testować z dyskiem sieciowym o tej samej nazwie. To świetna alternatywa dla wirtualnej chmury i doskonały sposób przechowywania multimediów całej rodziny.

Jakiś czas temu doszłam do wniosku, że dobrze by było zrobić reinstalkę systemu Windowsa na laptopie – nie tylko, żeby usprawnić jego działanie, ale przede wszystkim po to, by pozbyć się całego mnóstwa zbędnego oprogramowania, które znalazło się na kompie przez ostatnie miesiące i przy okazji, gigabajtów danych, wymagających przejrzenia (do czego oczywiście nigdy nie mogę się zebrać…). Najpierw przejrzeć, później zrzucić na jakiś dysk i wgrać multimedia znów na notebooka, gdy system zostanie już postawiony od nowa. Odezwałam się zatem do Western Digital – firmy, która od zawsze przychodzi mi na myśl jako pierwsza, gdy tylko pomyślę o zewnętrznym przechowywaniu danych. Na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Dostałam do testów bezprzewodowy, sieciowy dysk – WD My Cloud, który – nie ukrywam – przypadł mi do gustu od pierwszego uruchomienia. Mimo tego, że jest wielki i ciężki – w końcu i tak będzie cały czas stał w jednym miejscu.

WD My Cloud – co to takiego?

My Cloud to nic innego, jak prywatna chmura domowa – świetna alternatywa dla dysków zewnętrznych podłączanych przez USB, a także wirtualnej chmury, jak np. Dropbox, Google Drive czy SkyDrive. Wystarczy nam dysk sieciowy podłączony w domu do prądu i routera oraz tablet/smartfon/laptop z dostępem do internetu, by móc cieszyć się zawartością naszej „domowej chmury”. Z możliwością udostępnienia multimediów kilku użytkownikom, w dodatku z różnymi uprawnieniami.

W skrócie:
– pojemność: 2TB (dostępne: 3TB i 4TB),
– porty: Ethernet, USB 3.0, gniazdo zasilania,
– 2,5” HDD,
– waga: 0,96 kg,
– wymiary: 171 x 139 x 49 mm,
– zgodny z: Windows, Windows Phone, Mac OS, Android, iOS,
– gwarancja: 2 lata.

Sam dysk jednak nie interesuje mnie tak bardzo, jak aplikacja do zarządzania multimediami znajdującymi się w jego wnętrzu.

wd-my-cloud-aplikacja-08

Aplikacja WD My Cloud

Aby móc korzystać z aplikacji WD My Cloud na tablecie, najpierw musimy stworzyć nowego użytkownika i uzyskać kod dostępu dla urządzenia mobilnego (dokładnie tak samo postępujemy, gdy chcemy udostępnić foldery nowym użytkownikom – rodzinie, znajomym). W tym celu udajemy się do przeglądarki internetowej, wpisujemy wdmycloud w pole adresu i naszym oczom ukazuje się panel konfiguracyjny. Przechodzimy do zakładki „cloud acces” i klikając na „get code” generujemy kod, który następnie przepisujemy na tablecie. W ten sposób dostaliśmy się z tabletu do zawartości naszej domowej chmury. Oczywiście po zaakceptowaniu warunków umowy licencyjnej.

wd-my-cloud-aplikacja-07

Tu naszym oczom ukazuje się zawartość dysku sieciowego, z którym jesteśmy połączeni. Możemy tworzyć foldery, grupować i uporządkowywać je według własnych potrzeb. Niestety, jedno trzeba przyznać: choć aplikacja sama w sobie jest intuicyjna i przyjazna użytkownikowi pod względem wyglądu i łatwości odnalezienia oferowanych funkcji, tak pod względem funkcjonalnym już tak nie jest.

Chodzi mi głównie o dwie kwestie. Pierwszą jest brak wyszukiwarki, która – nie ukrywajmy – w przypadku wielkiej ilości plików w chmurze może okazać się zbawienna. Drugą rzeczą jest brak autogrupowania – marzy mi się, by aplikacja oferowała możliwość widoku folderów w sposób, w jaki je sami wrzuciliśmy na dysk (czyli pomieszanie z poplątaniem, posegregowane pod względem np. nazwy folderów) oraz automatycznie pogrupowane w zależności od rodzaju multimediów (zdjęcia, muzyka, filmy, dokumenty – wszystko w osobnych folderach). Niby pierdoła, ale obie funkcje w połączeniu ze sobą oferowałyby o wiele wyższy komfort korzystania z WD My Cloud niż ma to miejsce obecnie. Mamy tu bowiem jedynie możliwość sortowania widoku plików po nazwie (od A do Z i odwrotnie).

wd-my-cloud-aplikacja-02 wd-my-cloud-aplikacja-03

Do czego można wykorzystać WD My Cloud?

Prosty przykład: piszę niniejszy tekst na komputerze, w międzyczasie robię screeny aplikacji na tablecie i zamiast podłączać go kablem USB, wgrywam pliki do chmury, by bo chwili mieć je na laptopie. Ale jeszcze lepszy: jestem w Nowym Jorku, potrzebuję szybko wysłać ofertę reklamową dla jednego z klientów, a mam ze sobą jedynie tablet – wchodzę w aplikację, pobieram potrzebne pliki, które wcześniej udostępniłam w chmurze i po chwili wysyłam ofertę. Proste i użyteczne.

Aplikacja oferuje następujące funkcje:
– przeglądanie zawartości dysku (oglądanie zdjęć i wideo, słuchanie muzyki, czytanie dokumentów),
– pobieranie zawartości dysku do pamięci wewnętrznej tabletu,
– wysyłanie plików na mejla,
– wgrywania zdjęć, filmów, muzyki, dokumentów i innego rodzaju plików bezpośrednio z tabletu,
– nagrywanie filmów i robienie zdjęć z automatycznym wgrywaniem do chmury WD My Cloud,
– możliwość zintegrowania chmury z zewnętrznymi usługami: Dropbox, Google Drive i SkyDrive.

wd-my-cloud-aplikacja-04 wd-my-cloud-aplikacja-05 wd-my-cloud-aplikacja-06

A jak jest z przesyłaniem danych?

Przeprowadziłam kilka testów, by sprawdzić z jaką szybkością przesyłają się pliki ważące 1GB – w kilku wariantach (a każdy z nich po dwie próby, żeby wyniki były miarodajne i wiarygodne). Oto, co otrzymałam (wyniki w minutach):
– z komputera do chmury: 3:22 (desktopowa aplikacja WD My Cloud),
– z chmury do komputera: 19:04 (desktopowa aplikacja WD My Cloud; nie jest to błąd),
– z komputera do chmury: 1:32 (eksplorator plików)
– z chmury do komputera: 2:14 (eksplorator plików)
– z tabletu do chmury: 6:28,
– z chmury do tabletu: 3:01.

Test przeprowadzany przy wykorzystaniu tej samej sieci WiFi w przypadku zarówno komputera, jak i tabletu: 100MB/s download oraz 8MB/s upload.

Zauważyłam jednak pewną prawidłowość. Za każdym razem, gdy chciałam z WD My Cloud pobrać do tabletu cały folder wraz z zawartością, w pamięci urządzenia zapisywał się jedynie sam folder – pusty. W dodatku jego zapisywanie często trwało dłużej niż przesłanie samych plików lub aplikacja bujała w obłokach, bo na przykład po zmianie z widoku horyzontalnego na panoramiczny, nagle pokazywało się, że folder został pobrany, a jeszcze chwilę wcześniej trwało kopiowanie. Nie ma natomiast problemu z pobieraniem samych plików z danego folderu. Proces przebiega szybko i bezproblemowo.

Aplikację na Androida (wymaga 2.2 lub nowszego) pobierzecie stąd, natomiast na iOS (6.0 lub nowszy) – stąd. Obie są darmowe.

wd-my-cloud-aplikacja-09

Chmura wirtualna (usługi zewnętrzne) czy domowa – WD My Cloud?

Do testów otrzymałam WD My Cloud o pojemności 2TB – jest to jednorazowy wydatek ok. 500 złotych, bez miesięcznych opłat, jak ma to miejsce w przypadku chmur wirtualnych. Czy to się opłaca? Trudno powiedzieć, że nie.

Spójrzmy na opłaty związane z korzystaniem z najpopularniejszych usług chmurowych:
Dropbox:
100GB – 10 dolarów/miesiąc
Google Drive:
100GB: 2 dolary/miesiąc
1TB – 10 dolarów/miesiąc
10TB – 100 dolarów/miesiąc
SkyDrive:
100GB: 169 zł/rok (30 zł/miesiąc)
200GB: 328 zł/rok (45 zł/miesiąc)

Podsumowanie

Wszelkiego rodzaju dyski to dla mnie, nie ukrywam, zupełnie czarna magia. Jedno jest pewne: WD My Cloud to świetne urządzenie do gromadzenia i przechowywania ogromu multimediów (zdjęć, filmów, dokumentów, etc.), do którego dostęp może mieć wielu użytkowników (np. członków rodziny). Dzięki niemu, w połączeniu z aplikacją o tej samej nazwie, możemy sobie stworzyć małą serwerownię, do której dostęp mamy z każdego miejsca i o każdym czasie.

Sam dysk jest niezwykle prosty w konfiguracji i obsłudze, a do tego, co ważniejsze, oferuje dostęp do plików z każdego miejsca na świecie (jeśli tylko mamy dostęp do internetu i nie zapomnimy zostawić podłączonego My Cloud do prądu). Aplikacja WD My Cloud natomiast, choć minimalistyczna, ma swój urok i doskonale spełnia swoją rolę. Dodatkowym atutem przemawiającym za WD My Cloud jest DLNA, dzięki któremu możemy wczytać treści znajdujące się na dysku w folderze publicznym, na tablecie, telewizorze i pozostałych urządzeniach oferujących tę technologię, jak również integracja z zewnętrznymi chmurami wirtualnymi, jak Dropbox, SkyDrive oraz Google Drive.

Do wad produktu należy zaliczyć dość głośne działanie – w ciągu dnia go nie słychać, ale w nocy, gdy nastaje zupełna cisza, cichutkie, wydawać by się mogło, brzęczenie, daje o sobie znać.

Aplikację testowałam na dwóch urządzeniach: Samsung Galaxy Tab Pro 10.1 oraz Navroad Nexo Avio.

Jeżeli znalazłeś literówkę w tekście, to daj nam o tym znać zaznaczając kursorem problematyczny wyraz, bądź zdanie i przyciśnij Shift + Enter lub kliknij tutaj. Możesz też zgłosić błąd pisząc na powiadomienia@tabletowo.pl.

Komentarze

  • uru28

    Bardzo ostrożnie podchodzę do trzymania danych w chmurze i to rozwiązanie jest jak dla mnie idealne.Przydał by się tryb eko, czyli ustawienie wyłączenia w godzinach od/ do, np w nocy gdy nie korzystamy z dysku…Są wyłączniki czasowe aczkolwiek niektóre dyski reagują „alergicznie” na odcinanie zasilania.
    W każdym razie dodaje do listy „do kupienia” ;)

  • Serio bez stałego IP idzie dobić się z zewnątrz? Ciekawe jak z zabezpieczeniami?

    • mzl123

      Idzie, bo połączenie jest przez serwer pośredniczący WD.

      A dysku swoją drogą nie polecam, aplikacje mobilne to jakiś żart, a i samo kopiowanie w sieci lokalnej potrafi mocno przytkać ten sprzęt. O ile przesyłanie dużych plików jest w miarę bezproblemowe, to przy wrzucaniu dużej ilości mniejszych cała transmisja potrafi się zwiesić i jedynym sposobem jest jej przerwanie i rozpoczynanie od początku.

      Za to całkiem nieźle nadaje się na domowy serwer DLNA. Co prawda domyślnie zainstalowany serwer nie obsługuje napisów, ale urządzenie pracuje na Linuxie (Debian), do którego można uzyskać dostęp bez żadnego kombinowania (włączając jedną opcję w webowym panelu zarządzającym) – wystarczy zainstalować minidlna i wszystko śmiga.

      • Tak myślałem – fajnie (że via internet). Ja kombinuję wpiąć to w domu rodzinnym pół Polski dalej i wtedy miałbym taki swój cloud backup. Na co musiałbym zwrócić uwagę przy takiej opcji? Rodzina średnio kumata, restart zrobi, ale poza tym nic. W sumie to nie musiałoby to być non stop online, wystarczy 2-3 razy w tygodniu. Myślę też o Livedrive.com, 200GB by się przydało lekko. Chyba, że jednak WD na Vectrze? Wychodzi jednorazowo tyle, co Livedrive na rok…

        • mzl123

          Już kupiłeś, czy dopiero planujesz? Jeśli to drugie to radziłbym jednak zrezygnować z zakupu tego urządzenia. Sam sprzęt całkiem fajny, szczególnie za te pieniądze, ale soft psuje jednak całą zabawę. Ja używam go teraz tylko w sieci lokalnej (głównie jako serwer mediów), bo nie miałem ochoty się męczyć z tą tragiczną implementacją WD.

          Zdecydowanie przemyśl zakup miejsca na Google Drive – za 100GB płacisz raptem 1,99$/mc a jego obsługa i możliwości to niebo a ziemia w porównaniu do WDMC.

          • Google na pewno odpada, jestem na etapie szukania rozwiązania. Chcę coś bezpiecznego i dobrymi transferami. 100GB starczy. Ale nie MS i nie Google Drive, choć z dwóch wolę MS… na razie mam dobre odczucia co do Livedrive, bo serwy chyba w UK. No nie wiem, kurczę… a soft dlaczego psuje? No cośty? heh A może Onet Dysk?

          • mzl123

            Czemu odpada? Co za różnica, czy serwer jest w UK, czy na Kamczatce? Albo całkowicie rezygnujesz z chmury w imię „bezpieczeństwa” (cokolwiek miałoby to znaczyć w przypadku prywatnego użytkownika, nie mającego poufnych/ściśle tajnych danych), albo wybierasz najlepsze, ewentualnie najtańsze rozwiązanie. A takim jest obecnie GDrive (tj. i jednym, i drugim). Jeśli chcesz iść w rozwiązania prywatne to sprawdź jeszcze ownCloud postawione na swoim własnym serwerku – na pewno masz jakiś starszy komputer, który tylko zbiera kurz, ewentualnie kup coś za grosze – nie musi przecież to być jakaś potężna maszyna. Ja ostatnio za bezcen dorwałem mocno trafionego laptopa z uszkodzoną matrycą, bez baterii i porządnie poobijanego, ale na domowy serwerek pobierający niewiele prądu świetnie się nadaje, nikt go nie będzie oglądał :-) Z WDMC będę się powoli wycofywał, do moich potrzeb ma nieco za małą wydajność, za stary już jestem, żeby tracić czas na czekanie na maszynę ;-)

            A moje zastrzeżenia do softu WDMC? O części już pisałem – notoryczne przywieszanie się podczas transmisji dużej ilości małych plików (co ciekawe tylko przy transmisji SMB, transfer po SSH działa bezproblemowo), do tego dochodzi pewność, a właściwie niepewność połączenia z wd2go. Nie wiem jak to teraz wygląda, ale parę miesięcy temu regularnie nie można było się z nimi połączyć, a bez tego cały wudekowy cloud nie działa. No, ale najgorszy jest soft – zarówno ten dołączany do samego dysku (mówię o wersji na Windows), który wygląda i działa jakby jego projektanci właśnie obudzili się zimowego snu trwającego 30 lat, nigdy nie widzieli jakiegokolwiek innego programu na Windows i dostali zadanie stworzenia oprogramowania. Totalnie nieintuicyjny i to przy kilku opcjach na krzyż, a na dodatek regularnie zamyślający się na dłużej na całkiem szybkim sprzęcie (i5-4570 z 8gb ramu). Wersja mobilna? Sam nie wierzę, że to możliwe, ale tu jest jeszcze gorzej. Notoryczne wywalanie się (wersja na Androida odpalana na N4/N7, nie wiem jak iOS), zerowe możliwości, no i co najgorsze nieprawidłowe funkcjonowanie przy braku jakiegokolwiek komunikatu o błędzie, o czym zresztą napisała też Kasia w recenzji. Podsumowując – jeśli potrzebujesz *lokalnego* serwera plików/mediów to te urządzonko za niewielkie pieniądze Ci to zapewni. Obsługa i konfiguracja przez panel webowy jest banalna, a sam sprzęt jest też uproszczony do granic możliwości (nie ma nawet włącznika :-) Jednocześnie nie zastosowano najtańszych możliwych komponentów, jak to zwykle bywa przy budżetowych rozwiązaniach – masz dwurdzeniowy ARM7 (2x800MHz, o ile dobrze pamiętam) i dysk z serii WD Red (przynajmniej w moim taki się znajduje, mam wersję 2TB). Dodatkową zaletą jest praca na Debianie i prosty, oficjalny dostęp do shella – możesz sobie zainstalować soft jaki potrzebujesz i skonfigurować go po swojemu. Jeśli natomiast potrzebujesz prywatnej chmury to zdecydowanie odradzam – zbyt dużo wad, zbyt mało zalet (IMHO oczywiście). No ale oczywiście wybór należy do Ciebie :-)

          • Nie lubię Google, to jedno. A dwa, że szukam jednak dobrych transferów. Najtańszego nigdy nie wybieram nic, chyba, że idę po Ataaaka albo folię aluminiową do Biedronki : ) OwnCloud znam, ale…kurczę, stawiać serwer to dla mnie już za dużo (ten WD to jeszcze bym przełknął). Jednak bardziej wierzę w wyspecjalizowane firmy. No to słabo z tym WD! Tylko to po LANie, ta? A ciekawe jak by było przez odległość, może lepiej by dawał radę, bo to wtedy jednak by było nie te megabajty tylko megabity prędkości…

          • mzl123

            Co prawda nie rozumiem jak można nie lubić firmy technologicznej jako takiej (co najwyżej usługi/sprzęt, które dostarczają mogą nie pasować do Twoich potrzeb), ale Twój wybór. Tyle, że z wszystkich chmur akurat GDrive ma najlepsze transfery, na drugim biegunie jest OneDrive, który pod tym względem jest totalną porażką.

            „Chmura” w WD, jak już napisałem, to zdecydowanie najgorszy element tego urządzenia. Może powinieneś się zainteresować rozwiązaniami firm specjalizujących się w NASach – Synology, czy QNAP. Nie znam co prawda ich rozwiązań więc Ci tu nie pomogę, ale zakładam, że w dzisiejszych czasach da się do nich dobrać przez Internet…

          • Ideologia+globalność tej firmy mnie odrzuca. Jak mam się dać doić i za przeproszeniem rżnąć – wolę, by robił to MS. NAS to za dużo, ale dzięki za kontrybucję co do moich rozważań : )

          • Tomasz Lenartowski

            Mógłbyś na konkretnych przykładach podać różnice w dojeniu przez google i ms? Nigdy nie czułem się dojony przez google. Co najwyżej zarabiali na mnie wciskając mi reklamy.

          • Dane osobowe – o takie dojenie mi chodzi. Do tego spersonalizowane reklamy. A dojenie przez MS to opłacenie ich usług, choćby oryginalnego Windowsa. Z dwojga złego – wolę ekosystem MS i ich dojenie. Zresztą głównie chodzi o ideologię i sam charakter firmy. Dojenie to może 15 procent powodu.

          • mzl123

            No akurat OneDrive też wymaga podania danych osobowych i do kompletu większej ilości zielonych papierków :-) I to wszystko przy gorszej jakości samej usługi.

            A każda firma na świecie ma tylko jedną ideologię – wyciągnięcie od klientów jak największej ilości pieniędzy. Nie zazdroszczę Ci takiego podejścia, jesteś zmuszony wydawać więcej swoich ciężko zarobionych pieniędzy otrzymując w zamian mniej. Ja preferuję jednak bardziej pragmatyczne podejście do życia.

          • No tak, ale jakoś tak nie wiem… wolę MS od G. Wiesz, liczę, że mniej globalne marki jednak oferują coś za wyższą cenę. Zamiast farmy MS czy G wolę przyjrzeć się np. wspomnianemu przeze mnie Livedrive. To tak, jak z hostingiem – wolę dać więcej lokalnej firmie niż skorzystać z super promocji molocha. Pragmatyka to nie wszystko, liczy się jakość + tzw. „values”. A, no dla mnie się liczą.

          • mzl123

            Jak już pisałem Twój wybór :-) Ja wolę zawierzyć globalnej firmie, która raz, że nie zwinie się po kilku miesiącach/latach, a dwa, że mimo wszystko jakość w firemkach krzakach/startupach na ogół mocno kuleje.

            Dlatego w przypadku chmury testowałem wszystkich dużych usługodawców (i paru mniejszych też) i zdecydowanie wygrał GDrive. Dostałem najwięcej (stabilność/jakość, szybkość transferów, wsparcie zewnętrznego oprogramowania) za najmniejsze pieniądze, które musiałem wydać na usługę.

          • Ależ oczywiście, że mój wybór, heh. No właśnie dlatego szukam – nie molocha globalnego, nie krzaczowatego startupu, ale coś po prostu sensownego.

      • Bartłomiej Oleśniewicz

        mzl123 napiszesz może jak udało Ci się zmusić do współpracy WDMC z napisami . JA już próbowałem z Twonky ( bo taki jest domyślnie postawiony na WD) ale bez sukcesu. Pozdrawiam

        • mzl123

          To bardzo proste, w końcu to normalny komputer postawiony na Debianie :-)

          1. Wyłączasz domyślny serwer DLNA.

          2. Z poziomu panelu WWW włączasz dostęp przez SSH (nie pamiętam dokładnie, na której zakładce to było, a nie mam teraz z pracy do niego dostępu) – dostaniesz hasło roota

          3. Logujesz się do serwera przez SSH (w przypadku Windows polecam PuTTY) na użytkownika root i hasło, które dostałeś w pkt. 2

          4. instalujesz minidlna (apt-get install minidlna) i konfigurujesz go wg swoich potrzeb ( np. tak: https://help.ubuntu.com/community/MiniDLNA )

          5. Włączasz TV i cieszysz się filmami z napisami :-)

          PS Jak już się dorwiesz do shella to nie polecam wymuszać aktualizacji oprogramowania. WD mocno zmieniło swoje pakiety i ich konfigurację względem standardowego repo Debiana. Instalować nowy soft możesz do woli, tego co jest lepiej nie ruszać – ja swojego zbrickowałem. Unbrick w sumie jest banalny bo można znaleźć na sieci gotowy image do odtworzenia systemu, ale najpierw trzeba zdjąć tę cholerną obudowę bez połamania plastykowych zatrzasków :-)

          • marcin

            cześć
            próbowałem zrobić powyższe, niestety w pkt.4. otrzymuję komunikat
            E: unable to locate package minidlna.
            jakieś pomysły?:)

          • mzl123

            Nie pamiętam dokładnie jak to wyglądało, a nie mam już jak sprawdzić bo WD-ek poszedł na części. Ale z tego co mi świta to było to dość proste, na pewno nie było jakiegoś kombinowania, żeby to ruszyło. Wszystko prawie jak z pudełka.

            apt-get update zrobiony przed apt-get install?

            Edit: znalazłem na szybko coś takiego, może Ci się przyda: http://www.scramworks.net/hacking-mycloud.html

  • Ta aplikacja jest do niczego! używam zamienników

  • Artur

    Ile zjada prądu?

  • aqq

    Najgorszą rzeczą w tym urządzeniu jest software WD. Typowe crapware. Poza tym, gdy użyjemy oprogramowania do backupu firm trzecich – jak za takie pieniądze w zasadzie nie kupimy nic lepszego.

  • atipo1

    Czy mozna ten dysk podpiac bezposrednio do komputera, tak zeby szybko przerzucic te 4TB plikow ? Jak to zrobic?

  • Zafrapowany

    Czy moglby mnie ktos oswiecic, jak pobrać coś z tego dysku na iPada? Bo niby ściągam pliki, ale niestety nie wiem gdzie one sa zapisane i ni cholery ich nie mogę znaleźć…

    Fakt – aplikacje wd to jakaś totalna porażka, a szkoda bo sam dysk fajny….

  • Kuba

    Wiecie może jak ustawić wdmc aby zdjęcia z androida wrzucały się automatycznie na chmurę?

Tabletowo.pl
Logowani/Rejestracja jest chwilowo wyłączona