+6Nasi autorzy

Fragmentacja Androida – przekleństwo popularności

zombie android

System Google Android od samego początku budził wiele emocji. Pomimo, że jego początki były ciężkie i nieraz oparty na linuksie mobilny „twór” spotykał się z falą krytyki, to jednak przetrwał. Obecnie, ku uciesze fanów „zielonego robota”, zagarnia on kolejne procenty rynku mobilnego. Można go pokochać albo znienawidzić. Jego konfigurowalność i zdolność do modyfikacji onieśmiela niejednego maniaka komputerowego, natomiast ilość kompilacji i odwieczny problem fragmentacji może przysporzyć nam bólu głowy. Czy w takim razie w obliczu dynamicznego rozwoju mobilnych „okienek” i stabilizacji iOS-a, borykająca się z potężnym problemem platforma jest w stanie utrzymać swoją pozycję?

Natchniony ostatnią podróżą z Warszawy chciałem poruszyć temat bardzo poważny. Mianowicie dwóch młodych mężczyzn pokazywało sobie, jaki system wyszukiwarkowego giganta posiadają. Młodszy oznajmił, że na chińskim tablecie ma Jelly Beana w jednej z pierwszych kompilacji 4.1.1, natomiast, bardziej „renomowany” sprzęt kolegi obok miał już „żelkę” w wersji 4.2.2. Przebudzona partnerka drugiego z mężczyzn zaznajomiła, że dopiero co zaktualizowała sobie system na swoim smartfonie i chyba ma wersję o numerku 4.3. Żeby tego było mało najmłodszy z tej trójki, widząc, że czytam wpisy na Xperii zagadał: „A jaki Ty masz system?”. Odpowiedziałem, więc nieco rozbawionym tonem, że najnowszego Kit Kata. W sumie nieistotne, kto z nas miał najnowszą wersję google’owskiego systemu, ważny aspekt momentalnie został przeze mnie wyłapany. Pomyślałem sobie: „To istna destabilizacja dla ekosystemu Andka”. Cała ta historia zmierza do jednej konkluzji. Android jest szalenie popularny i to nie ulega wątpliwości, lecz wraz z jego popularnością ciągnie się problem fragmentacji. Ilość wersji systemu, na jakich pracuje sprzęt wspierający tą platformę, jest tego potwierdzeniem. Tymczasem producent wypuszcza kolejne aktualizacje w najlepsze, lecz trafiają one jedynie do garstki urządzeń, a stare wersje nie znikają tak szybko, jakbyśmy tego chcieli. Wkrótce może się okazać, że ludzie będą operować na różnych interfejsach, a kompatybilność oraz stabilność ich smartfonów i tabletów będzie jedynie fikcją.

Częstotliwość aktualizacjiAndroid cupcake

System „zielonego robota” swój podbój rynku mobilnego rozpoczął od 2008 roku. Wszystkich autonomicznych wersji systemu powstało 11, kolejno: Apple Pie, Banana Bried, Cupcake, Donut, Eclair, Froyo, Gingerbread, Honeycomb, Ice Cream Sandwich, Jelly Bean, KitKat. Pierwszych siedem z „piernikiem” włącznie było jedynie na smartfony, podczas gdy „plaster miodu” stanowił element przejściowy na tablety. Od „lodowej kanapki” system został przystosowany pod każde z tych dwóch urządzeń. Zagłębiając się dalej, samych oficjalnych kompilacji jest już przeszło trzydzieści. Biorąc pod uwagę fakt, że producent średnio, co roku wypuszcza kolejną wersję (wartość przybliżona), a w trakcie jeszcze mniejsze poprawki, za 12 lat (o ile Android przetrwa) poznamy setną kompilację. Oczywiście to są czyste przypuszczenia i spekulować moglibyśmy długo, jednak nie do tego zmierzam. Wyobraźcie sobie, że jest sto wersji, a każdy ma inną. Wiem wydaje Wam się to abstrakcją, ale doskonale wiadomo, że wciąż powstają urządzenia z Androidem Froyo i Gingerbread (choć coraz rzadziej), a obecnych urządzeń na tym systemie jest przeszło 15%. Jak w takim razie możemy mówić o stabilności i bezpieczeństwie tego systemu. Fajnie, że platforma dynamicznie się rozwija, jednak o ile podczas okresu „wieku dziecięcego” było to nawet wskazane, o tyle teraz staje się pomału „sztuką dla sztuki” i robieniem czegoś na siłę. Android już od dawna stał się używalny i nie ma potrzeby tyle szaleć z aktualizacjami. Wychodzę z założenia, że lepiej zrobić raz a dobrze, niż drobić z niewielkim skutkiem.

fragmentacja androida

Otwartość systemu – kod źródłowy AOSP

Gigant z Mountain View wprowadził do użytku system, który wyróżnia się na tle pozostałej konkurencji. Oparty jest o Android Open Source Projekt, w wielkim skrócie, otwarty kod źródłowy platformy od Google’a. Na podstawie tego producenci w odpowiedni sposób adaptują swoje rozwiązania. Dzięki temu powstaje możliwość dowolnej modyfikacji systemu. Najlepszym przykładem na to, że można z tym robić cuda jest projekt Nokia X, smartfony oparte o AOSP, ale z własnymi rozwiązaniami implementowanymi również na Windows Phone’ach. Mam wrażenie, że to właśnie ten aspekt staje się kartą przetargową Androida. Większa możliwość personalizacji równa się oryginalność, a ta z kolei przekłada się na popularność wśród klientów. I wcale nie mam tu na myśli typowych Geeków, bo ich jest zaledwie garstka na tle ogółu, a przeciętnego użytkownika, który może sobie sam skomponować wygląd systemu w swoim gadżecie. Jednak nie tylko uniwersalizm i gusta mają tu kluczowe znaczenie. Warto podkreślić, że AOSP jest najzwyczajniej w świecie darmowy. Oznacza to, że sprzedawane urządzenia nie mają doliczonej marży do ceny egzemplarza. Google wiedziało co robi i w niedługim czasie system ten opanował zdecydowaną większość rynku. Pokerowa zagrywka pozwala dziś szacować, że liczba aktywacji urządzeń na Androidzie przekroczy w 2014 roku miliard sztuk. Jak przy tym wyglądają statystyki Apple i Microsoftu?

Polityka Google

Wyszukiwarkowy gigant od zawsze szukał sposobów, aby rozpowszechnić swoje usługi. Wiecznie podpatrując bezpośrednią konkurencję obrał strategię swojego najgroźniejszego rywala – Amazonu. Potęgą tej firmy nie są urządzenia, a właśnie usługi. Gigant z Mountain View na wzór producenta e-Readerów, zaoferował tanią linię urządzeń (Nexus) i otwarty, darmowy system, który przełożył się na rozszerzenie zasięgu swoich rozwiązań. W ogromie sukcesów, jakie niewątpliwie osiągnął, całkowicie zapomniał o tym, że popularność to także problemy. Aby zadowolić wymagającego klienta wypuszczał częste aktualizacje w zasadzie nie nakładając żadnych restrykcji na producentów urządzeń. W rezultacie skończyło się to masą sprzętu na przestarzałym sofcie. Ten stan rzeczy utrzymywał się, aż do roku 2014. Widocznie Google zauważyło problem, który może wymknąć im się spod kontroli. W niedalekiej przeszłości dowiedzieliśmy się, że wszelkie terminale z oprogramowaniem giganta z Mountain View, muszą zawierać w sobie animację startowąPowered by Android”. Kolejnym krokiem walki z fragmentacją ma być wprowadzenie ograniczeń na nowe urządzenia z systemem od Google’a. Android implementowany na takim sprzęcie musi mieć ściśle określony termin przydatności. Co to oznacza w praktyce? Najpopularniejsza wersja Jelly Bean (4.1.2) nie może już być wprowadzana na rynek, a najnowsza „żelka” (4.3) straci ważność 31 lipca bieżącego roku. Daje to producentom mniej więcej rok czasu dla każdej wersji. Jeśli Google dotrzyma słowa mamy w końcu szansę na poprawę nieciekawej sytuacji.

restrykcja google

Przyszłość Androida na tle konkurencji

Nie skłamię, jeśli powiem, że rynek nigdy nie śpi i gigant z Mountain View mimo ogromnej popularności swojego systemu nie może być taki spokojny. Konkurencja stale się rozwija.

Pewnie zauważyliście, że na portalu jest coraz więcej wpisów dotyczących tabletów z Windowsem. Nie, to jeszcze nie transformacja na „Windowsowo”, to najlepszy dowód na to, jak dynamicznie goni konkurencję Microsoft. Co prawda zaspał on na starcie, jednak jego możliwości finansowe i pozycja na rynku PC-towym pozwala mu na popełnianie błędów. Gigant z Redmond w ostatnim czasie sumiennie odrabia prace domowe. Po ostatniej aktualizacji Windows Phone 8.1, zmniejszeniu wymagań sprzętowych i zniesieniu licencji na software w perspektywie urządzeń poniżej 9 cali, jego sukces jest tylko kwestią czasu. Natomiast, po drugiej stronie barykady stoi wiecznie konserwatywny Apple. Jego sprzęt ostatnio nie przechodzi rewolucji na miarę terminali od Microsoftu, jednak od momentu debiutu, aż po dziś dzień, nadal jest kojarzony z marką klasy ios vs androidpremium. Sam system iOS podobnie jak urządzenia z logiem nagryzionego jabłka, nie przechodzi większego liftingu. Kosmetyczne zmiany jednak wystarczą, aby zadowolić fanów marki. iOS od zawsze uchodził za dobrze zoptymalizowany soft, który nie wymagał większej ingerencji, aby sprawnie działać. Nie bez znaczenia jest kwestia zamkniętego oprogramowania, które implementowane jest na niewielkiej ilości sprzętu. Konserwatywność w przypadku giganta z Cupertino od lat przynosi potężne zyski. Coś w tym musi być, ponieważ urządzenia sprzedają się świetnie, a sam Apple to firma, która ogromem możliwości zawsze może nas zaskoczyć. Pod tym względem Google jest daleko w tyle i mogłoby się uczyć od swojego konkurenta.

Myślę, że to dobry moment na odpowiednie wnioski. W świecie Androida coraz częściej mówi się o fragmentacji. Problem stał się na tyle poważny, że sam gigant z Mountain View postanowił zadziałać. Czy jego inicjatywa okaże się słuszna przekonamy się zapewne w przyszłości. Według mnie pomysły Google’a nie są idealne, ale generalnie lepiej zrobić cokolwiek w tym aspekcie, niż nie robić nic. W sektorze mobilnym jest to szczególnie istotne. Przekonał się o tym dobrze Microsoft, który zapłacił za swoją opieszałość. Apple również tego doświadcza, gdyż duża część klientów odchodzi od rozwiązań tej firmy z powodu braku innowacyjności. Obie firmy mają jednak swoje asy w rękawie, które pozwalają patrzeć ze spokojem na przyszłość. Co w tak razie czeka Androida obarczonego piętnem problemu fragmentacji? Zapraszam do komentarzy. Z chęcią poznam wasze zdanie na ten temat.

 

Fot. by greyweed (CC), David Recordon (CC), androidpolice.com – statystyka, restrykcje Google’a, Tsahi Levent-Levi (CC).

Jeżeli znalazłeś literówkę w tekście, to daj nam o tym znać zaznaczając kursorem problematyczny wyraz, bądź zdanie i przyciśnij Shift + Enter lub kliknij tutaj. Możesz też zgłosić błąd pisząc na powiadomienia@tabletowo.pl.

Komentarze

  • emm

    Fajny tekst.

  • Jano

    Nie bardzo rozumiem tego halo. Jaka jest dla mnie różnica czy mam 2.3, 4.1 czy 4.4? Jako przeciętny użytkownik oprócz kilku opcji, usprawnień, wyglądu i możliwości instalacji najnowszych apek – żadna. Tak brzmi to dziwnie bo sam sobie zaprzeczam. Ale. Gdy wszedł 2.3 wszyscy podziwiali, to samo było gdy wszedł 4.1 itd. Jeśli mam urządzenie dla przykładu z 2.3 dobrze działające i zoptymalizowane, mam swoje apki i nie jestem maniakiem nowości „na już teraz bo ja chce i już” – to spokojnie używam i nie psioczę. Ileż to było płaczu po aktualizacji androida do nowszej wersji, że stracił płynność, że za mało ramu, że laguje? Więc po co aktualizować? Bo kolega z przedziału ma nowszy? Ma te same apki, te same możliwości itp, a że przewraca strony netu oczami? Heh marketing robi swoje. Że bezpieczniejszy? Rozsądne używanie gwarantuje wysokie bezpieczeństwo. Gdy kupię nowe urządzenie to dostanę nowy system – proste. Android się dopiero rozwija, sprzętowo i programowo. Podobnie było z komputerami PC. Dzisiaj na 7 letnim sprzęcie można postawić Windows 8 i będzie działał. Android prawie osiągnął takie możliwości z najnowszym s5 samsunga. Konkludując ten chaotyczny komentarz: fragmentacja nie dotyczy przeciętnego użytkownika. Aktualizacja jest raczej potrzebą mentalną niż potrzebą użytkową. Nie dotyczy to zawodów i it które intensywnie wykorzystują sieć i sprzęt….i maniaków nowości którzy nie mogą spać mając androida 4.3 i sprzęt mający rok i jeden miesiąc bo to przecież staroć ;)

    • Tomasz Lenartowski

      Bawię się trochę w programowanie na andka i z punktu widzenia programisty różnice widać wyraźniej.

  • marser

    Sorry ale nie rozumiem celowości tego artykułu. Wersje systemu ukazują jedynie fakt, iż użytkownicy wykorzystują sprzęt do jego śmierci technicznej (nie wrzucisz kitkata na np. HTC Magic). Poza tym tak faktycznie to funkcjonuje tylko 7 wersji androida resztę trzeba traktować jak SP dla windows XP :). Dlatego nie rozumiem podniet tym tematem – to już chyba kolejny portal który tym się zajmuje – są lepsze tematy :).

    • Marcin Mierzejewski

      Odnośnie tekstu… Wydaje mi się, że bagatelizowanie problemu jest zwykłą ignorancją. W rezultacie przeciętny użytkownik, który nie zwraca uwagi na tzw. „cyferki”, nie jest też świadom przyczyn braku stabilności jego urządzenia. A potem trzeba czytać milion komentarzy o lagach, problemach. Tymczasem one są związane ze słabą optymalizacją systemu.
      Wpis miał na celu pokazać drogę jaką podążyło Google, aby zdobyć popularność. Drogę, która nie do końca była słuszna przez co musi teraz podejmować decyzje sprzeczne z ich dotychczasową polityką. Zmiany te są szansą na lepsze traktowanie klienta, który w końcu dostanie system porządny, bez typowych skaz, a to z korzyścią dla nas samych. Cieszę się, że większość z was widzi stabilność tej platformy. Ja po kilku latach używania Androida wolałbym nie widzieć tylu edycji firmware, zamiast tego mieć raz na pięć lat coś porządnego.

      Pozdrawiam.

      • LCD

        Raz na 5 lat? to przesada. Nie musisz przecież instalować najnowszego. Telefon i tak wymienia się średnio raz na rok czy dwa. Uważam tylko ze ważne poprawki zwłaszcza te dotyczące bezpieczeństwa powinni dostawać wszyscy.

        • Marcin Mierzejewski

          Pięć lat to oczywiście skrajna wartość nawet dla desktopowego systemu. Odstęp aktualizacji nie jest tak istotny. Chciałem podkreślić tym zdaniem, że wolę bardziej dopracowany system nawet kosztem dłuższego czekania, niż wieczne krzaki robionych na „szybko” kompilacji.

          • LCD

            teoria teorią a jak jest w praktyce to widać, skoro nawet Apple tyle czasu przygotowując iOS7 nie ustrzegł się błędów. Ja tam wolę co pół roku czy co rok istotniejsze aktualizacje i wtedy zmieniając np co rok czy półtorej telefon na nowszy idę z postępem. W innym wypadku jaki byłby sens wymieniać telefon raz na 5 lat? Z jednej strony patrząc teraz na mojego Note 2 z KitKat to można powiedzieć, że niczego mu nie brakuje, ale jak pojawi się nowy Android to może się okazać, że się mylę i jednak te nowe funkcje by się przydały.

          • Marcin Mierzejewski

            Każdy prezentuje inne preferencję. Wiadomo, że posiadanie najnowszych opcji jest z korzyścią dla samego użytkowania. Jednak wraz z tą całą gonitwą istotne jest też odpowiednie zoptymalizowanie. Apple też się to ostatnio zaczęło tyczyć, ale w przypadku Androida, mam nieodparte wrażenie, że producent traktuje użytkowników jako beta testerów. Nie mówię już o wielkich koncernach, które pakują swoje rozwiązania, a potem wychodzą jedynie krzaki. Po trzech produktach Sony od Androida 2.3 począwszy a na KitKat’cie skończywszy stabilność kolejnych kompilacji jest coraz gorsza. Już stare Symbianowe Nokie, mimo, że bardzo zacofane dawały większy komfort pod tym względem, a każda poprawka była naprawdę poprawką, nie jedynie pompowaniem na siłę czegoś co nie zadziała. Może niepotrzebnie demonizuję sprawę, jednak im dalej popatrzę w przyszłość tym smartfony chodzą gorzej, a obecnie celuję już w najwyższą półkę. Jaki z tego wniosek? Androidowi brakuje czegoś istotnego, o co zadbałoby Google gdyby nie ta przesadna otwartość na producentów.

      • marser

        „…bagatelizowanie problemu jest zwykłą ignorancją …” jakiego problemu ?!? Nie można problemem nazywać wydłużony cykl życia produktu ze względu na jego przydatność, tak jak nie można nakazywać niszczenia go ponieważ tzw. „cyferki” gonią. Pewien odsetek urządzeń, które nie spełniają wymogów nowego softu będzie funkcjonowała na starym do czasu jego śmierci technicznej. Nie widzę w tym problemu, co więcej jest to naturalne. A jeżeli chodzi o stabilność systemu. Obawiam się, że sam android działa stosunkowo stabilnie niezależnie od wersji – owszem wraz z czasem optymalizacja systemu „polepsza się” ale zawsze do tego niezbędna jest odpowiednia ilość osobogodzin spędzonych przy klawiaturze. Natomiast sama niestabilność raczej pochodzi od aplikacji podmiotów trzecich poprzez nakładki, dodatki itd.
        A zmiana dróg to nic innego jak próba dostosowania produktu do realiów i do trendów. I chcesz mieć raz na 5 lat w świecie mobilny stabilny i dopracowany w 100% system ?!? :] halo pobudka niech się kolega obudzi :) !!! Powiedz mi która firma będzie przez 5 lat od zera ładowała kasę za nic. Nawet taki gigant jak Microsoft tego nie robi(ł).
        Pozdrawiam

        • Marcin Mierzejewski

          Czytelniku masz w pewnych aspektach racje, choć nie wyłapałeś dobrze mojego przekazu :)

          1.Tak, masz rację, urządzenia, które już nie nadają się na nową wersję Androida, umrą śmiercią naturalną gdy sprzęt przestanie działać. Lecz nie o takie urządzenia mi chodziło.

          2. Nie, stabilność systemu Androida jest mocno dyskusyjna. Są urządzenia, na których działa on stabilnie, a są takie, na których o tym można zapomnieć. Spory drenaż układu SoC przez system, siłą rzeczy wymusza topową specyfikację do płynnej pracy.
          3. Tak, producenci wydziwiają wprowadzając do swoich nakładek coraz więcej feature’ów, czego konsekwencją są bugi, lagi i inne tego typu ustrojstwa.
          4. Tak, zmiana polityki Google’a jest odniesieniem do działań konkurencji.

          Co do okresu aktualizacji. Wyjaśniłem niżej. W zasadzie chodzi mi o główne wersje nie mniejsze poprawki, bo tych może być wiele. Nie mam do nich nic, choć w przypadku desktopowego Windowsa często pozbawiają stabilności zamiast pomagać. W przypadku systemów mobilnych jest to na razie nie do przejścia z jednego kluczowego powodu – w sektorze mobilnym jest jeszcze wiele do zrobienia.

          Pozdrawiam jeszcze milej :)

    • krzysiek

      Masz jakis problem ze sobą. Nie podoba się to przestań to czytać i już a nie piszesz jakieś głupoty.

  • patataj

    Jacek placek :P To może sam byś napisał jakiś ciekawy artykuł :P Nie szanuję ludzi którzy nie szanują pracy innych. Nie szanuję gimbusów z potokiem wodosłowia wywołanym napruciem nielegalnymi środkami i szefów tych gimbusów którzy ich wybrali dzięki temu wodosłowiu. Ci szefowie fajnie to nazywają: „ma gadane”. 90% firm w Polsce tak rekrutuje. Więc zamiast wodosłowia może jakąś konstruktywną krytykę. To by było ciekawsze…

  • Łukasz Łągiewka

    Witam,

    Moim zdaniem normalny użytkownik nie zauważy różnicy między wersjami systemu od wersji 2.3 do 4.4 . Widzimy go my ponieważ się tym interesuje my. A sama fragmentacja pokazuje tylko że ludzie lubią Antka za jego atuty i do dzisiaj używają 2.3 bo jest to system który posiada już ogrom funkcji (gdyby tak nie było przesiadali by się na inne platformy)
    Widać google wprowadzając ”daty ważności” woli zadziałać coś w tym temacie niż później zostać z ręką w nocniku.

    Ja osobiście chciał bym zobaczyć jak by wyglądał Antek z opcją po zadokowaniu tabletu czy telefonu do stacji dokującej i przełączeniu się na chrome taki dual boot jak z ubuntu.

    Pozdrawiam.

  • Jonasz Olszewski

    Android raczej nie ma problemów z fragmntacją, bo praktycznie wszystkie aplikacje wymagają androida 4.0, to wszystko.

    • Marcin Mierzejewski

      @jonasz_olszewski:disqus , proponuję zestawić ze sobą przynajmniej trzy urządzenia, jedno na Androidzie KitKat, ICS i przypuśćmy, któryś z starszych systemów (dajmy na to Froyo). Kompatybilność będzie często jedynie fikcją. Nie widzą tego użytkownicy, którzy do szczęścia potrzebują Chrome’a, Facebooka, Gmaila i natywnych apek do odtwarzania muzyki czy filmów. Jako, że dużo głębiej interesuje się tym systemem nie raz widziałem niekompatybilność wielu bardziej wyszukanych programów bądź modów. Dobrym przykładem jest tu Gravity Box oparty na bibliotekach Xposed. Program/mod ten odkrywa piękno i możliwości Androida. Niestety jeśli nie przystosujemy całego software’u pod dany system wyjdą krzaki, albo brak oczekiwanych skutków. GB z 4.1.2 nie zadziała na 4.4. Z kolei, aby móc zainstalować nowy GB trzeba mieć nowe biblioteki Xposed. To wiąże się z odpowiednią wersją CWM albo TWRP. Natomiast, aby Recovery zadziałało, musi być Root, który na każdej kompilacji w przypadku każdej z nakładek robi się inaczej. I koło się zamyka. Producenci, a na samym początku Google mogłoby trochę usprawnić to wszystko tworząc odpowiednie środowisko software’owe dla tych, którzy nie godzą się na natywną konfigurację. A jeśli tego nie chcą to po co Android jest otwartym, w pełni „modowalnym” systemem?

      Dochodząc do wniosków, ani gigant z Mountain View nie daje użytkownikowi wyboru (wymuszając odpowiednie ustawienia), ani nie pozwala na lekkość obsługi oprogramowania dostępnego na sprzęt oparty o tą platformę, o kompatybilności nie wspominając…

  • przemas

    Ten art to ukryty hejt androida na rzecz WP
    80% użytkowników Androida nawet nie wie jaką ma wersję oprogramowania systemowego, a pozostałe 20% radzi sobie z aktualizacjami lub customowym oprogramowaniem.
    Uważam że niema co rozdmuchiwać na siłę szyucznie stworzonego problemu z fragmentacją Androida.

    • Marcin Mierzejewski

      @przemas, artykuł nie jest żadnym hejtem. To subiektywna ocena po kilku latach pracy na tym systemie. Uwidocznienie problemu nie stanowi krytykę wobec Android jako platformy. Do dziś jestem pod wrażeniem „cudów” jakie można na nim zdziałać. Raczej jest odniesieniem do innych platform, gdzie wyraźnie widać, że otwarty system nie zawsze równa się sama korzyść. Masz rację, wiele osób, spotykam ich nawet wśród swoich bliskich, nie zwraca uwagi na wersję systemu. Ale spotykam się też ze sporą krytyką pod kątem działania i stabilności. Wszystko rozbija się o danego producenta czy model. Są sprzęty bezproblemowe i takie, które pozostają nieużywalne od samego początku.

      • Mac

        Problem istnieje, ale jest mimo wszystko trochę sztuczny… Bo analogicznie można zapytać: na jakiej wersji windowsa pracujesz (mam na myśli PC)? Na archaicznym XP działa „prawie”: wszystko tak jak na Win8, a do tego dochodzą serwis paki 1, 2,3 itd. I czy dla kogoś oprócz Microsoftu jest to problem?
        Główny zarzut dotyczy (analogicznie jak przy firmowych PC) ilości preinstalowanego śmiecia lub w przypadku telefonów – nakładek systemowych. I tu 100% zgody. Wersja Androida jest sprawą drugorzędną.

  • Joanika

    Większość napadła na autora – „nie ma znaczenia”, „nie ma znaczenia”.
    Ma. Używam dwóch telefonów + tabletu. Na jednym 2.3, na drugim 3.0, na trzecim 4.4. To ostatnie to prywatny Nexus, kupiony właśnie dlatego, że fragmentacja dawała w kość.
    Płynność działania – różna, łatwość obsługi – różna, część aplikacji różna, bo na starych wersjach systemu nie dało się niektórych zainstalować.
    Nie będę zmieniać sprzętu co rok, dwa na nowszy, to wyrzucanie pieniędzy w błoto.
    Tabletu na Androidzie już nie kupię, telefon na razie tak, bo na Win RT jest mały wybór aplikacji. Ale patrząc na paroletniego laptopa, na którym mam Win 8, bez proszenia się, czytania setek stron poradników – trzymam kciuki za MS w branży smartfonów.

  • bilbooart

    na firmowym HTC Desire HD mam Androida 2.3, ale z nakładką Sense 3.0 i tak szczerze mówiąc to działa płynniej i jest dużo przyjemniejszy w obsłudze niz LG L9 z Androidem 4.x chyba (4.1 – telefon chrzesniaka), więc wychodzi z tego że nie tylko sam android ma znaczeni, ale i modyfikacje poducenta telefonu..=) p.s. tekst spoko=)

  • zonk

    Drogi Autorze… Gigant z Mountain View, Gigant z Cupertino, Gigant z Redmond… Sami giganci..
    Zobacz, ile razy użyłeś w tak krótkim tekście tego sformułowania..

  • szuka

    Tekst ciekawy. To dobrze. Główna teza fragmentacja jako zagrożenie nie do końca
    wiem czego? Wraz z rozwojem oprogramowania idzie rozwój sprzętu i ten rozwój
    narzuca sam ograniczenia. Wiele wersji to pozytyw. Rynek zweryfikuje kto zostanie
    na placu. Kto ogląda się za siebie przestaje być w nurcie. Urządzenia cały czas zachowują możliwość wymiany różnych informacji pomiędzy sobą i ta cecha to kolejny pozytyw. Gdyby poziom innowacji urządzeń zahamował lub pojawiło się
    inne zagrożenie stagnacji to ilość wersji rownorzędnych podwyższyłoby szum informacyjny zauważony przez większość. Większa „fragmentacja” występuje
    w ilości urządzeń niż w ilości oprogramowania.

Tabletowo.pl
Logowani/Rejestracja jest chwilowo wyłączona